Dlaczego biskupi zwlekają? Komisję ds. badania pedofilii w Kościele mogliby powołać w miesiąc

Biskupi są w Kościele jednym z nielicznych środowisk, które nie zostało dotąd przeszkolone w zakresie ochrony dzieci i prewencji – przyznaje ks. Grzegorz Strzelczyk.
Czyta się kilka minut
Biskup tarnowski Andrzej Jeż. Limanowa, 18 sierpnia 2022 r. // Fot. Sylwia Penc / Agencja Wyborcza.pl
Biskup tarnowski Andrzej Jeż. Limanowa, 18 sierpnia 2022 r. // Fot. Sylwia Penc / Agencja Wyborcza.pl

Anna Goc: Jak Ksiądz zareagował na odpowiedź tarnowskiej kurii, którą jej pełnomocnik wysłał osobom pokrzywdzonym przez ks. Mariana W.?

Ks. Grzegorz Strzelczyk: Wkurzeniem. To pismo nie powinno zostać wysłane, ani nie powinno zostać napisane. Ale najpierw nie powinno zostać pomyślane.

Z fragmentów, które opublikował dziennikarz „Onetu”, wynika, że kuria odmówiła wypłaty odszkodowania skrzywdzonym na łączną kwotę 12 milionów złotych i próbowała przerzucić winę za molestowanie na pokrzywdzonych, bo – jak czytamy w upublicznionym fragmencie – zachowania księdza „nie spotkały się ani ze stanowczym sprzeciwem powodów [czyli osób skrzywdzonych – red.], ani z próbami szukania przez powodów pomocy u innych osób”.

Wygląda na to, że kuria przekazała sprawę w ręce prawnika, który nie rozumie, jak dochodzi do wykorzystania seksualnego. Jego odpowiedź, zaakceptowana przez kurię, jest przejawem niedopuszczalnej niewiedzy w tym względzie. Albo cynizmu.

Uwiązanie, które nie pozwala osobie krzywdzonej ani zareagować, ani się uwolnić, jest niestety częścią procesu krzywdzenia seksualnego. I to jest już od lat wiedza powszechna, łatwo dostępna. Jeśli ktoś nie chce jej zdobyć lub uwzględnić, nie powinien reprezentować Kościoła w relacjach z osobami skrzywdzonymi. Bo taka ignorancja prowadzi do ich kolejnej traumatyzacji.

Tydzień temu odbyło się spotkanie delegacji skrzywdzonych wykorzystaniem seksualnym w Kościele z biskupami. Z różnych źródeł wiemy, że zabrakło na nim kilku hierarchów, m.in. bp. Andrzeja Jeża, ordynariusza diecezji tarnowskiej.

Nie znam powodów nieobecności, ale ona symbolicznie wyraża, w jakim punkcie jesteśmy. Jedni biskupi nie przychodzą na spotkanie z pokrzywdzonymi, inni – współpracują z nimi, szukają wspólnie rozwiązań. Do spotkania doszło, więc sytuacja się powoli zmienia na lepsze, ale zdecydowanie za wolno i pod wpływem nacisków zewnętrznych, a nie działań ogółu biskupów, ich własnej inicjatywy.

Episkopat jako gremium wciąż jeszcze nie poprosił o przeszkolenie w zakresie ochrony i prewencji – są jednym z nielicznych środowisk w Kościele, które nie zostało przeszkolone.

Dlaczego?

Stosowane wciąż chyba przez niektórych biskupów odwracanie się od tego tematu z nadzieją, że gdy zakryjemy oczy, nie będzie nas widać, nie jest postawą dorosłego człowieka. Ale trudno mi przeniknąć motywacje takiej postawy. W niektórych diecezjach obawą może być np. to, że ileś starych spraw czeka na wyjaśnienie. Z tym trzeba się jednak zmierzyć. I muszą to zrobić biskupi, nawet jeśli są to sprawy zamiecione pod dywan przez ich poprzedników.

Zapowiadana od ponad roku komisja badająca przypadki wykorzystania seksualnego w Kościele od 1945 r., na wzór tych, które działają w innych krajach, wciąż nie została powołana. Dlaczego?

Na ile orientuję się w sprawie, projekt zasad funkcjonowania komisji został wypracowany, chyba czeka na wejście pod obrady KEP.

Trafił do Rady Prawnej. Został zamrożony?

Nie nazwałbym tego zamrażarką, bo sprawa idzie naprzód. Ale na pewno nie powinno to tyle trwać. Czemu trwa? Przypomina mi to trochę próbę przetopienia metrowej pokrywy lodu zapalniczką samochodową.

Gruba lodowa pokrywa to kto?

Odpowiedzialni za decyzję o powstaniu komisji są biskupi, czyli Konferencja Episkopatu Polski. Ale przecież w całym tym procesie uczestniczą też osoby niebędące biskupami, wpływające jednak na ich decyzje. Nie będę wymieniać nazwisk, bo nie mam wglądu w sumienia, a jeśli zależy nam na tym, by ta komisja powstała, nie ma co napinać sytuacji.

Być może właśnie podanie nazwisk tych biskupów, których działania spowalniają powołanie komisji, byłoby przełomowe dla sprawy.

Osoby, które pracują na rzecz ochrony dzieci i młodzieży w Kościele, zderzają się na co dzień z konkretnymi problemami i z konkretnymi osobami. Nie chcę mówić o nazwiskach właśnie dlatego, że wolę się zderzać z tymi trudnościami bezpośrednio, a nie przez media. Zresztą kiedy wykrywane są konkretne zaniedbania, informowana jest, zgodnie z prawem, Stolica Apostolska, która reaguje może w sposób nie tak surowy, jak byśmy chcieli, ale reaguje.

A problemy, z którymi się zderzacie, to?

Głównie lęk przed trudnościami. Np. gdyby to ode mnie zależało, prace komisji objęłyby zarówno przestępstwa wobec małoletnich, jak i młodych dorosłych czy osób bezbronnych. I tu pojawia się problem prawny, bo nie mamy jasnej definicji osoby dorosłej bezbronnej. Więc rodzi się lęk o wplątanie się w sytuacje trudne do rozwikłania na gruncie prawa kościelnego. Podobnych szczegółów, które muszą zostać przedyskutowane, jest więcej, choćby pytanie, kto ma finansować prace komisji.

Biskupi nie chcą ich finansować?

Nie o to chodzi, tylko o konkrety, np. czy prace komisji będą finansowane z kasy Episkopatu, czy ze środków Fundacji Świętego Józefa, czy z osobnej zbiórki.

Dlaczego episkopatom Niemiec, Portugalii czy Francji udało się powołać komisje badające przypadki wykorzystania seksualnego w Kościele od 1945 r.?

Bo tam zgadzali się na to wszyscy biskupi. Żeby ogólnopolska komisja zaczęła działalność, też powinni zgodzić się wszyscy. Jeśli się nie zgodzą, komisja będzie działała na terenie poszczególnych diecezji – tych, których biskupi zgodzą się na jej działanie.

Co musiałoby się stać, żeby ta komisja powstała?

Gdyby była determinacja oraz chęć szybkiego i dogłębnego rozwiązania tej sprawy u wszystkich biskupów w Polsce, także odwaga do tego, żeby się z tym zmierzyć, pewnie udałoby się powołać ją w miesiąc. Niestety, ja nie jestem pewien nawet tego, że wszyscy biskupi uważają taką komisję za dobre narzędzie do zmierzenia się z problemem.

Proszę zwrócić uwagę, że ta sprawa nie była dotąd szczegółowo dyskutowana na posiedzeniu plenarnym KEP – projekt nie został położony na stole. Gdyby biskupi uznali, że temat jest priorytetowy, zamknęliby się na kilka dni w siedzibie Episkopatu i siedzieli tak długo, aż wypracują konsensus. Komisja mogłaby już działać.

Dlaczego tak się nie stało?

To będzie moja osobista opinia: w polskim episkopacie nie ma przywództwa, które by uruchomiło taki rodzaj pracy.

Nie ma osób, którym na tym zależy?

Są, ale najwyraźniej nie one decydują o tym, czym zajmują się biskupi na posiedzeniach plenarnych.

Jak Ksiądz ocenia spotkanie delegacji pokrzywdzonych z biskupami? Robert Fidura napisał na portalu „Więź” tuż po tym, gdy Onet opublikował fragmenty odpowiedzi tarnowskiej kurii, że musi mierzyć się z pytaniami: „I po co ci to było? Oni się nie zmienią. Tylko kasa się liczy”, „Dalej masz zamiar wspierać chciwy episkopat?”, „Jak się czujesz jako sprzymierzeniec i obrońca kryjących pedofilię?”.

Podziwiam te osoby za to, co robią, bo za każdym razem, gdy walczą o prawa osób skrzywdzonych w Kościele, w jakimś stopniu otwierają własne rany.

Żeby coś się zmieniło, musi się zmienić myślenie nie tylko biskupów, ale księży i szeregowych wiernych. A niestety chyba wciąż w wielu miejscach w Polsce o problemach pedofilii myśli się w kategoriach sprzed pierwszego filmu braci Sekielskich. Wielu księży wciąż neguje ten problem – uważa, że media go powiększają, a nawet wymyślają. Z tego myślenia jeszcze się nie wydostaliśmy.

W diecezjach, w których te problemy były zamiatane pod dywan, panuje omerta. Bo przecież zamiatał je pod dywan nie tylko biskup, ale cała grupa ludzi, która wiedziała o sprawie i nic z tym nie zrobiła. I teraz wszystkim zależy na tym, żeby to jednak nie wyszło. Biskupi powinni to wziąć na klatę i się z tym zmierzyć – gorącym żelazem wypalić do gruntu. Dopiero gdy zmieni się świadomość i księży, i wiernych, będziemy w stanie budować całkiem bezpieczne środowisko w Kościele i odzyskać wiarygodność.

Uważa Ksiądz, że zmiana świadomości jest możliwa?

Oczywiście, że tak. W niektórych miejscach to już się dzieje. Jesteśmy coraz bliżej etapu zupełnie otwartego mówienia o tym problemie w polskim Kościele. Mam nadzieję, że osoby skrzywdzone nakłaniają biskupów swoimi działaniami do faktycznej zmiany myślenia. Robią świetną robotę, która przynosi efekty.

Pytanie, jakim kosztem.

To prawda. Wprowadzanie zmian nie może być oparte na działalności samych skrzywdzonych. Dlatego jestem zwolennikiem pracy u podstaw. Budowanie świadomości księży powinno zacząć się w seminariach, ludzi – we wszystkich duszpasterstwach. Powinniśmy sukcesywnie podnosić kompetencje delegatów, oficjałów sądów, duszpasterzy skrzywdzonych, kuratorów – i to akurat się już dzieje, te osoby mają regularne szkolenia.

Na sytuację w Kościele wpłynęła też „ustawa Kamilka”, państwo wymusiło na instytucjach – zatem też wprost na parafiach – lepsze działania w zakresie ochrony dzieci i młodzieży.


ks. Grzegorz Strzelczyk // Fot. Grażyna Makara

KS. GRZEGORZ STRZELCZYK (ur. 1971) jest teologiem, odpowiada za formację stałą księży archidiecezji katowickiej. W latach 2020-2023 członek zarządu powołanej przez episkopat Fundacji Świętego Józefa, zajmującej się pomocą osobom skrzywdzonym w Kościele.


Przypadek biskupa Jeża

Ośmiu mężczyzn skrzywdzonych w dzieciństwie przez byłego już księdza Mariana W., których sprawy się nie przedawniły, wniosło pozew, domagając się od kurii tarnowskiej zadośćuczynienia w wysokości 12 mln zł. Pełnomocnik kurii w obszernej odpowiedzi zasugerował współwinę ofiar. Napisał m.in.: „Z analizy zeznań powodów oraz innych osób przesłuchiwanych [...] można wyprowadzić wniosek, że powodowie akceptowali zachowania księdza Mariana W. wobec nich”, a przez to przyczyniali się „do częstotliwości i intensyfikacji zachowań powodujących szkody”. Fragmenty te opublikował Onet, wywołując powszechne oburzenie.

Wyjaśnienie pełnomocnika, opublikowane na stronie kurii, nie rozładowało sytuacji (osoby skrzywdzone porównał do ofiar wypadku samochodowego, które nie miały zapiętych pasów i choć nie są winne, przyczyniły się do szkód). W końcu głos zabrał sam bp Jeż. Zastrzegł, że zawsze stał na stanowisku, iż wina leży wyłącznie po stronie sprawcy. Przeprosił skrzywdzonych, wyraził żal z powodu ich krzywdy i dodał: „Słowa przeproszenia kieruję również do wszystkich, którzy w wyniku zamętu medialnego, jaki powstał wokół stanowiska prezentowanego w tej kwestii zarówno przeze mnie, jak i przez diecezję, poczuli się zgorszeni”. 

Czy to sprawę załatwia? Przecież nie „zamęt medialny” powtórnie wiktymizuje skrzywdzonych, tylko słowa kurialnego adwokata. Najwyraźniej biskupa tarnowskiego przerosła sytuacja. Bardziej go zabolała wielkość zadośćuczynienia niż krzywda doznana przez chłopców w Kościele. Zabrakło elementarnej wrażliwości. Może pora na wcześniejszą emeryturę?

Artur Sporniak

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 0.00 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 49/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Komisja widmo