Skrzywdzeni przez księży chcą być stroną we własnych procesach. Wezwali papieża do zmiany prawa

Tośka Szewczyk: Obecnie skrzywdzeni nie są nawet informowani o przebiegu własnych spraw. Powiedziałam biskupom, że przy tak sformułowanym prawie kanonicznym czuję się przez Kościół powtórnie użyta.
Czyta się kilka minut
Demonstracja przeciwko pedofilii w Kościele przed kościołem św. Krzyża. Warszawa, 19 grudnia 2020 r. // Fot. Aleksander Keplicz / Forum
Demonstracja przeciwko pedofilii w Kościele przed kościołem św. Krzyża. Warszawa, 19 grudnia 2020 r. // Fot. Aleksander Keplicz / Forum

Anna Goc: Biskupi z Polski pojechali na synod z propozycjami zmian w prawie kanonicznym, które skrzywdzeni wykorzystaniem seksualnym w Kościele opracowali z grupą kanonistów. Komu je przekażą?

Tośka Szewczyk: Adresatem naszych postulatów jest Franciszek, bo tylko papież może zdecydować o zmianie prawa kanonicznego. Czy w czasie synodu uda nam się do niego dotrzeć? Tego nie wiemy.

Zmiana prawa, dzięki której my, pokrzywdzeni, stalibyśmy się stroną w procesie kanonicznym – a nie, jak dotąd, świadkami we własnych sprawach – to jeden z naszych najważniejszych postulatów. Jako świadkowie jesteśmy pozbawieni wielu podstawowych praw, m.in. prawa do informacji o przebiegu procesu, do składania wniosków dowodowych, do odwołania się od decyzji.

Przypomnijmy: postulat ten znalazł się w liście, który 46 osób skrzywdzonych wysłało w maju Radzie Stałej Konferencji Episkopatu Polski. To reakcja na opisaną w „Tygodniku Powszechnym” i w „Więzi” historię dwóch kobiet, które zgłosiły sprawę molestowania przez księdza gdańskiej kurii. Metropolitą gdańskim był wtedy abp Tadeusz Wojda, obecny przewodniczący KEP. Z relacji kobiet wynika, że w sprawie były liczne nieprawidłowości, m.in. manipulacje w protokole zeznań pokrzywdzonych, i zaniechania.

Zaproponowaliśmy biskupom wysłanie wspólnego listu do papieża z propozycją zmian w prawie. Członkowie Rady Stałej KEP odpisali, że mamy przygotować propozycję zmian, a oni przedstawią ją na synodzie. Inicjatorzy majowego listu do biskupów – Jakub Pankowiak, Robert Fidura i ja – pracowaliśmy z grupą kanonistów, którzy poprosili o anonimowość. Propozycję zmian przesłaliśmy biskupom. A przed ich wyjazdem na synod poprosiliśmy o spotkanie, by się upewnić, że są przekonani do naszego pomysłu i będą jego ambasadorami.

Są?

Odnieśliśmy wrażenie, że tak. Dołączył do nas kard. Grzegorz Ryś, by wspólnie zastanowić się, jak najlepiej przekazać nasze postulaty. W czasie synodu sporo się dzieje, więc jeśli nie uda nam się dotrzeć w ten sposób do Franciszka, spróbujemy w inny. Być może zabrzmi to dziwnie, ale jeśli będzie trzeba, pojedziemy do papieża.

„Dziwnie” – bo zmiany, które mają lepiej chronić pokrzywdzonych, to wciąż inicjatywa samych pokrzywdzonych, a nie hierarchów?

Nie jesteśmy głosem wszystkich, bo skrzywdzeni to różnorodna grupa. Część z tych osób ma już dość – są zmęczeni ciągłym odbijaniem się od Kościoła, nie chcą mieć z nim nic wspólnego. Tym bardziej, że w Kościele wciąż obecne jest myślenie, że przestępstwo księdza uderza w całą wspólnotę, a nie przede wszystkim w nas – samych pokrzywdzonych.

Jak to Pani rozumie?

Przestępstwo jednego księdza czy zakonnika może doprowadzić do tego, że ludzie odchodzą z Kościoła, porządni księża czują, że cień może paść bezpodstawnie na nich, wspólnota się polaryzuje. Do tego dochodzi ból naszych bliskich – widzą, jak przeżywamy to, co się wydarzyło, jak latami próbujemy wyjść z traumy. Przestępstwo jednego człowieka promieniuje, zatacza coraz szersze kręgi. Jednak my nie jesteśmy świadkami tego wszystkiego, tylko pierwszymi pokrzywdzonymi.

„Osoby skrzywdzone przestępstwem, w roli świadka, pozbawione pomocy prawnej oraz prawa do pełniejszego uczestniczenia w procesie (zwłaszcza w procesie karno-administracyjnym), z niezwykle ograniczonym prawem do informacji, czują się traktowane przedmiotowo i niejednokrotnie powtórnie traumatyzowane przez udział w kanonicznym postępowaniu” – piszecie w liście do papieża, w którym są wasze propozycje zmian w prawie. Jak teraz wyglądają kolejne etapy postępowania kanonicznego?

Żeby zgłosić swoją sprawę, osoba pokrzywdzona kontaktuje się z delegatem ds. ochrony dzieci i młodzieży, który jest w każdej diecezji i każdym zgromadzeniu zakonnym. Składa zeznania, podpisuje spisany przez delegata lub inną osobę, zwykle też księdza, protokół. Gdy idziemy do kurii, nie zdajemy sobie jednak sprawy, jak ważny to jest etap.

To znaczy?

Ważne jest, by dokładnie przeczytać, co zostało zapisane w protokole, bo nasze zeznanie będzie funkcjonowało przez wszystkie kolejne etapy procesu. Później nikt nas już o nic nie dopytuje, nie ma innych przesłuchań, nie można nic dodać ani niczego doprecyzować.

Wiedziała Pani, jak się przygotować?

Nie, nikt mi tego nie powiedział. Podczas rozpraw sądowych mamy zwykle adwokata, który nas reprezentuje. Do kurii idziemy sami i musimy opowiedzieć o tym, że byliśmy wykorzystani seksualnie przez księdza. Wielu pokrzywdzonych nie zdaje sobie sprawy, że mają prawo przyjść do kurii z osobą towarzyszącą. Mogą też nie zgodzić się z zapisem protokołu z zeznań i wnioskować jego poprawianie – wiele razy, aż uznają, że zapis jest zgodny z tym, co chcieli powiedzieć. Mają też prawo do niektórych informacji o procesie: na jakim jest on etapie, czy sprawa została wysłana do Watykanu, czy stamtąd wróciła.

Delegat o coś dopytywał?

Pytał, ile miałam lat, gdy zostałam wykorzystana seksualnie przez księdza. Bo inaczej wyglądałaby procedura, gdybym miała poniżej 15, inaczej – jeśli byłabym starsza. Dzisiaj pokrzywdzeni są często lepiej przygotowani. Również ze względu na to, że ci, którzy przechodzili przez to wcześniej, mówią głośno o tym, jak się przygotować.

Czyli?

Znam jedną osobę, która poszła złożyć zeznania z prawnikiem kanonicznym. Coraz częściej pokrzywdzonym ktoś w kurii towarzyszy. Nie dzieje się to jednak dlatego, że Kościół ruszył z kampanią informacyjną dla skrzywdzonych, tylko oni sami są mądrzejsi o nasze doświadczenia. Na pierwszym spotkaniu dostajemy propozycję pomocy psychologicznej lub duchowej. Nikt nas nie informuje, co się z naszą sprawą będzie działo i jak z tym – trwającym zwykle kilka lat – brakiem dostępu do informacji mamy sobie radzić.

Moje zeznania zostały spisane dość skrupulatnie. Gdy je czytałam, zauważyłam jedynie, że ksiądz nie zapisał nazwisk innych pokrzywdzonych, które wymieniałam. Wtedy nie zwróciłam na to uwagi, ale kilka miesięcy później zdałam sobie sprawę, że to był poważny błąd, powinnam poprosić o ich dopisanie. Tym bardziej, że innej okazji już nie miałam. Gdy zorientowałam się, że po złożeniu zeznań właściwie nie mam już wglądu, ani nawet dostępu do mojej sprawy, poprosiłam biskupa, by informowali kolejne osoby, które będą przychodziły ze swoją sprawą, jak wyglądają kolejne etapy postępowania. Odpowiedział, że nie powinno się podawać pokrzywdzonym takich informacji, bo wtedy będą rezygnowali ze składania zeznań.

Zna Pani numer swojej sprawy?

Oczywiście, że nie. Od złożenia zeznań w 2020 r. nie otrzymałam żadnej informacji na piśmie o mojej sprawie.

Delegat, biskup – nie kontaktowali się z Panią przez te cztery lata?

Dwa razy. Za pierwszym razem delegat zadzwonił, żeby mnie poinformować, że dochodzenie wstępne zostało zakończone i że wysłał dokumenty do Dykasterii Nauki Wiary. Nie podał jednak szczegółów, np. tego, kto jeszcze został przesłuchany. Po raz drugi zadzwonił, gdy dokumenty wróciły z Watykanu z zaleceniem przeprowadzenia procesu. Ksiądz, czyli domniemany sprawca, jest w procesie stroną – ma dostęp do dokumentów, także moich zeznań.

A teraz? Na jakim etapie jest Pani sprawa?

Po roku od drugiego telefonu delegata zaczęłam go dopytywać o postępy. Odpowiadał, że nie wie, co się dzieje w mojej sprawie, ale spróbuje to ustalić i oddzwoni. Nie oddzwonił. Po kilku latach zorientowałam się, że na szkolenia dla delegatów nie chodzą wszyscy – bo nie są one obowiązkowe.

Ponieważ z delegatem kontakt był coraz trudniejszy, napisałam do biskupa. Najpierw obiecał mi, że odpowie na moje pytania, ale nie zrobił tego. Już nie pamiętam, w jaki sposób zdobyłam numer do pracownika sądu kościelnego, w którym prawdopodobnie była prowadzona moja sprawa. Powiedział mi tylko, że sprawa jest zbyt poważna, dlatego nie może udzielić żadnych informacji. Dodał, że mogę próbować załatwić sobie dostęp do informacji w samym Watykanie.

Nie rozumiem.

Ja też nie, załamało mnie to na jakieś pół roku. Miałam w tamtym czasie wsparcie jednego zaprzyjaźnionego biskupa, który podczas wizyty w Watykanie poszedł zapytać o moją sprawę. Poprosili, żebym wysłała pytania. Zrobiłam to półtora roku temu. Nie odpowiedzieli.

Przez te kilka lat próbowałam zrozumieć prawo kanoniczne, ciągle coś z kimś konsultowałam. Podobnie jak wiele innych osób, które zgłosiły swoje sprawy w kurii i o ich przebiegu nie są informowane. W czasie jednej z rozmów biskup powiedział mi, że moja sprawa zmierza ku końcowi – czyli zakończył się proces, wysyłają wyniki znów do Watykanu. Zapytałam, czy może powiedzieć mi, jaki jest wyrok. Odpowiedział, że nie.

Nie mógł?

Gdy już zupełnie nie wiedziałam, czy dostanę jakąkolwiek informację o mojej sprawie, zgłosiłam się do Inicjatywy Zranieni w Kościele, która przejęła moją korespondencję z biskupem. Odpowiedź biskupa skonsultowałam też z kanonistami, którzy stwierdzili, że nie ma przepisu, który zabraniałby udzielenia mi tej informacji. Zapytałam więc biskupa, na podstawie jakiego paragrafu prawa kanonicznego nie może mnie poinformować. Zapadła cisza. Po niej – propozycja spotkania, na którym poinformował mnie o treści dekretu.

Jaki jest?

Ksiądz został uznany winnym.

Co dalej?

Jeśli Dykasteria Nauki Wiary potwierdzi ten wyrok, ksiądz zostanie wydalony ze stanu duchownego. Choć będzie mógł wnieść dwa odwołania. Nam, jako pokrzywdzonym, odwołanie nie przysługuje, bo nie jesteśmy stroną w sprawie. Zaczęłam mieć świadomość, że moja sprawa może trwać pięć lat, ale może trwać i dziesięć.

Wie Pani, co robi ksiądz, którego sprawę Pani zgłosiła?

Wiem, że mieszka w domu dla księży emerytów. Kilka miesięcy po moim zgłoszeniu przestał posługiwać w parafii. Podobno teraz mówi, że zamierza odejść z kapłaństwa. Jeśli Watykan potwierdzi wyrok biskupa, to zostanie wydalony ze stanu kapłańskiego. Być może już zna treść wyroku i chce uprzedzić krok biskupa.

Powiem pani, o co walczę. Ostatnio w przynajmniej dwóch diecezjach biskupi poinformowali wiernych, z jakiego powodu ksiądz został wydalony ze stanu duchownego. To wydaje mi się uczciwe.

„Uznanie takich podstawowych uprawnień osoby skrzywdzonej w kanonicznym postępowaniu karnym – takich jak prawo do informacji, do prawnej reprezentacji, do składania wniosków dowodowych, do odwołania się od decyzji i do zadośćuczynienia – wydaje się koniecznym warunkiem przywrócenia sprawiedliwości” – piszecie w propozycji zmian.

Podczas spotkania z delegacją biskupów jadących na synod powiedziałam, że przy tak sformułowanym prawie kanonicznym czuję się przez Kościół powtórnie użyta. Tak jak sprawca użył mnie do celów seksualnych, tak teraz Kościół używa mnie do posprzątania na swoim podwórku.

I to trzeba zmienić.

Tośka Szewczyk to pseudonim. Nasza rozmówczyni swojego prawdziwego imienia i nazwiska nigdy nie ujawniła, nigdy też nie opowiedziała swoim bliskim, w tym rodzicom, o tym, że była wykorzystywana seksualnie przez księdza. Swoją historię opisała w książce „Nie umarłam. Od krzywdy do wolności”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 41/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Skrzywdzeni przez księży piszą do Franciszka