Nie tylko w roku wyborczym taka propozycja jest wysoce niepopularna. Po 1989 r., choć problem odpłatności za studia pojawiał się co i rusz, nie rozpoczęto ani rzetelnej akcji informacyjnej, dlaczego płacenie za studia jest lepszym rozwiązaniem niż utrzymywanie fikcji prawa do bezpłatnych studiów, ani nie stworzono systemu pożyczek na naukę. Także teraz, słowo stanie się ciałem, o ile ustawodawca nie zapomni o takich krokach. Inaczej stworzy wrażenie, że, po pierwsze, zmianę chce wprowadzić kosztem młodzieży zdolnej, ale ubogiej, czy pochodzącej z małych miejscowości (ich w pierwszej kolejności nie stać na naukę po maturze), po drugie - hołdowałby obecnemu systemowi “pożyczek na studia" wprowadzonemu w 1998 r., który z racji dość wyśrubowanych zasad wyklucza osoby najbardziej go potrzebujące.
Przywiązanie do konstytucyjnego zapisu o bezpłatności studiów jest w dużej mierze przejawem hipokryzji. Krytycy nie zauważają jak wiele osób z prawie 2 mln polskich studentów od wielu lat płaci za studia i to niemało. Bynajmniej nie tylko czesne, także za poprawki egzaminów, a zdarza się, że i za wydanie karty egzaminacyjnej. Nie tylko na uczelniach prywatnych, także państwowych, jeśli student uczy się wieczorowo lub zaocznie. Płacąc, nie mogą liczyć na ulgi podatkowe czy jakąkolwiek pomoc stypendialną ze strony państwa. Co też ważne, płacą z reguły ci mniej zamożni, którzy, by kontynuować naukę, muszą pracować. Może więc, zamiast wykładu z konstytucyjnych zapisów, czas przeprowadzić ćwiczenia z równości edukacyjnych szans.
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















