Co robił papież na szczycie G7? Nie mógł nie skorzystać z tej szansy

W tym przypadku Franciszek ma rację: człowieka nie da się zalgorytmizować, a sztuczna inteligencja nigdy nie zrozumie nas do końca.
Czyta się kilka minut
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek dla „TP”
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek dla „TP”

Kiedy czytałem tekst przemówienia papieża Franciszka, wygłoszonego 14 czerwca podczas szczytu G7, cały czas przypominał mi się francuski antropolog René Girard, do którego książek w ostatnich latach coraz częściej powracam. A w szczególności dwie jego myśli. Pierwsza: chrześcijaństwo jest jedyną religią w dziejach, która zapowiada własny upadek, od początku wie bowiem, że ludzie ostatecznie nie przyjmą jej przesłania, lecz wybiorą drogę „zwierzchności i władz”. Druga: istnieje taka prawda o człowieku, którą dostrzega wyłącznie religia, rozum i nauka nie są i nigdy nie będą jej w stanie rozpoznać.

Jak to się ma do Franciszka i jego przemówienia? Powiedzmy najpierw, że tamtego dnia w Apulii papież był w miejscu, w którym być powinien, wśród najpotężniejszych przywódców świata. Czy podczas takich spotkań decydują się globalne losy? Nie sądzę. Niemniej, jeśli w ogóle ktokolwiek, choćby ramowo, jest w stanie o nich decydować, to z pewnością ci, którzy się na podobnych zgromadzeniach widują. Istotnie, mnóstwo tam pustych gestów i okrągłych zdań, ale przecież odbywają się także rozmowy, których treści nie zna nikt poza uczestnikami. Jeśli rolą głowy Kościoła katolickiego, wciąż największej organizacji religijnej na świecie, jest upominanie się o sprawy fundamentalne, nie wolno było nie skorzystać z tej szansy.

Można się oczywiście zastanawiać nad doborem tematu przemówienia – czyli sztucznej inteligencji – ale to już pozostawmy na inną okazję. Dość powiedzieć, że padło tam kilka rzeczy niby oczywistych, ale ujętych wyjątkowo precyzyjnie. Np. że technologia ma służyć człowiekowi, a nie na odwrót. W szczególności, że to ludzie mają decydować, do czego będą danej technologii używać, a nie bezduszna logika zysku albo… sama ta technologia (co w przypadku sztucznej inteligencji wydaje się scenariuszem nad wyraz realistycznym). Franciszek mówił także, że należy zakazać używania sztucznej inteligencji w sferze wojskowości, a przynajmniej takie zastosowania radykalnie ograniczyć. Cytuję: „żadna maszyna nie powinna nigdy decydować, czy odebrać życie istocie ludzkiej”.

Ale główna refleksja, spajająca cały papieski wywód, przenikająca każdą jego część, miała charakter ściśle antropologiczny. Ująć by ją można następująco: człowieka nie da się zalgorytmizować, nie da się go opisać wyłącznie ilościowo. Zawsze pozostanie coś, co się takiemu opisowi wymyka. I to coś ma wagę pierwszo-, a nie drugo- albo trzeciorzędną. Tymczasem sztuczna inteligencja myśli wyłącznie algorytmicznie. Nie jest w stanie podejmować decyzji tak jak człowiek – „w sercu”. Nie pojmuje więc ludzkiej specyfiki i moralnej autonomii, polega wyłącznie na statystyce i kalkulacji.

Skąd jednak skojarzenie z koncepcjami Girarda? Po pierwsze stąd, że wezwanie do podporządkowania globalnego wirtualnego kapitalizmu etyce opartej na wartościach chrześcijańskich to postulat utopijny. Owszem, rozwój technologiczny przynosi wiele dobra, ale zagrożeń związanych z jego totalną komercjalizacją i militaryzacją jest co najmniej równie dużo, jeśli nie więcej. I lepiej nie będzie, ewentualnie – gorzej. Słowem, to przesłanie także nie zostanie przyjęte. Po drugie natomiast stąd, że współczesne nauki biologiczne i humanistyczne szukają właśnie tego, o czym Franciszek mówi, że jest niemożliwe do odnalezienia. A mianowicie pełni parametrów pozwalających człowieka poznać, przewidzieć jego zachowania, całościowo opisać jego życie biologiczne, kulturowe, społeczne i psychologiczne. W kategoriach neuronaukowych, ekonomicznych, socjologicznych i innych.

Chrześcijaństwo z kolei, w tym przypadku ustami Franciszka, uporczywie podkreśla, że to się nie może udać, bo jest w człowieku jakaś niemierzalna ilościową miarą sfera. To właśnie sprawia, że sztuczna inteligencja nigdy nie będzie w stanie nas do końca zrozumieć. I dlatego też pod żadnym pozorem nie należy zachowywać się tak, jakby była do tego zdolna.  Byłby to niezawodny przepis na katastrofę.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 26/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Przeciw algorytmom