Po dwóch latach dominowania we włoskiej polityce, toksycznej i czasem zabójczej, Giorgia Meloni dowodzi, że jest nieprzeciętnie odporna. Czy zmieni Włochy?

Dzięki temu, że na głównej scenie politycznej zjawiła się niedawno, Meloni ma wyjątkowy status w rodzinie tzw. prawicowych populistów. Jej partia, Bracia Włosi, jako jedyna jest jednoznacznie proatlantycka, z dystansem do Rosji i proukraińska.
Czyta się kilka minut
Premierka Włoch, Giorgia Meloni, w elektrycznym Fiacie 500 Vintage cabrio, przyjeżdża do rezydencji Borgo Egnazia (Apulia), gdzie odbywał się szczyt przywódców G7, 13 czerwca 2024 r. // Fot. IPA / BACKGRID / Forum
Premierka Włoch, Giorgia Meloni, w elektrycznym Fiacie 500 Vintage cabrio, przyjeżdża do rezydencji Borgo Egnazia (Apulia), gdzie odbywał się szczyt przywódców G7, 13 czerwca 2024 r. // Fot. IPA / BACKGRID / Forum

Prastare drzewa oliwne i mury z kamieni, które, nawet jeśli ociosane niedawno, wyglądają jak starożytna budowla, blaknąca w ostrym słońcu włoskiego Południa. Idealne tło na spektakl o przemijaniu ziemskich potęg.

Mistrzyni ceremonii – w bladoróżowym komplecie, skrojonym powściągliwie, ale w sposób sugerujący nieco luzu – witała promiennie po kolei sześciu mężczyzn w garniturach. Nominalnie szefów najbardziej wpływowych państw świata, a jednak politycznie żywych trupów. Albo szykowali się na rychłą klęskę, jak Rishi Sunak, albo właśnie wyszli poobijani w wyborach, jak Olaf Scholz i Emmanuel Macron. Najważniejszy, Joe Biden, spóźniał się. Zniecierpliwiona Giorgia Meloni podeszła zrobić sobie selfie z tłumem fotoreporterów.

Nieraz już rozładowywała trudne sytuacje spontanicznymi gestami. To także one utrzymują jej wizerunek bezpośredniej i zwyczajnej dziewczyny z przedmieść, która dzięki ciężkiej pracy i zdolnościom (zna dobrze kilka języków, choć po włosku świadomie mówi z plebejskim akcentem) zaszła wysoko. Aż do roli gospodyni szczytu G7 w Apulii.

Giorgia Meloni (pierwsza z prawej) ogląda wraz uczestnikami szczytu G7 pokazy skoków spadochronowych. Stoją obok niej: Joe Biden, prezydent USA, Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej, Rishi Sunak, premier Wielkiej Brytanii, Justin Trudeau, premier Kanady, Fumio Kishida, premier Japonii. Pole golfowe San Domenico w Savelletri (Apulia), 13 czerwca 2024 r. // Fot. Mandel Ngan / AFP / East News

W kontrze do Putina

Jeszcze pięć lat temu mogła co najwyżej otwierać imprezę niszowej partyjnej młodzieżówki. Albo konwentykl miłośników Tolkiena – we Włoszech stworzone przezeń imaginarium jest czczone zwłaszcza na prawicy.

Dzięki temu, że na głównej scenie politycznej zjawiła się niedawno, ma wyjątkowy status w rodzinie tzw. prawicowych populistów. Jej partia, Bracia Włosi, jako jedyna tutaj jest jednoznacznie proatlantycka, z dystansem do Rosji i proukraińska. Po prostu w czasach, gdy Kreml kupował sobie, na oczach wszystkich, całe partie i głównych polityków Europy, Bracia Włosi byli za mali. We Włoszech moskiewskie pieniądze szły do Silvia Berlusconiego i Mattea Salviniego.

Później zaś, gdy w 2022 r. Meloni, po latach tkwienia na parlamentarnym marginesie, wygrała wybory i mogła z tymi dwoma partnerami stworzyć rząd, zrozumiała, że bycie w kontrze do Putina to najskuteczniejsza polisa w Waszyngtonie i Brukseli przeciw alarmistycznym komunikatom, że odbywa się jakaś recydywa faszyzmu.

Wiedziała, że skoro jej partia jest, w sensie formalnym, dziedziczką nostalgików Mussoliniego, to „mniej jej wolno”. Tak w Polsce mówiło się o SLD po roku 1989, a Aleksander Kwaśniewski okazywał się wtedy gorliwym atlantystą. Cóż lepiej ułatwi światu wybaczenie niechlubnych korzeni, jeśli nie pokazanie, że jest się – wobec inwazji Putina – lojalnym członkiem NATO i że pacyfikuje się prorosyjskie ciągoty koalicjantów?

Na poziomie czynów

Recydywa faszyzmu – wbrew ciągłym alarmom prasy związanej z centrolewicową opozycją (główna jej gazeta należy do właścicieli Stellantis, czyli eks-Fiata, którzy mają na pieńku z rządem z powodu niechęci tegoż do wspierania produkcji dotacjami) – nie następuje.

Owszem, zdarzają się wpadki wizerunkowe. Jak zdjęcia z rzymskim salutem z młodości pomniejszych działaczy. Albo antysemickie wpisy sprzed ośmiu lat obecnego rzecznika ministra rolnictwa (minister to ważna postać w rządzie, bo prywatnie szwagier pani premier; jej siostra Arianna Meloni pilnuje zaś porządku w partii). Rzecznika wyrzucono, a minister pytał, skądinąd słusznie, dlaczego zapisy z czata, uzyskane w ramach zamkniętego dawno śledztwa i bez wartości dowodowej, czekały w sejfie służb, aż delikwent zrobi karierę.

Na poziomie czynów 47-letnia Meloni próbuje, ze zmiennym szczęściem, realizować agendę konserwatywną, nie naruszając jednak zastanego stanu prawnego. Polityka prorodzinna to w większości hasła, którym towarzyszą niezbyt udolne i chude finansowo mechanizmy wsparcia. W kwestii aborcji obiecała, że nie tknie obowiązującego prawa – i nie musi tego robić, bo de facto przerywanie ciąży, zagwarantowane ustawą z lat 70. XX w., jest niedostępne w znacznej części państwowych szpitali (na włoskim Południu praktycznie we wszystkich), gdyż personel medyczny w swej masie stosuje klauzulę sumienia.

Meloni, „w pełnym poszanowaniu dla ustawy”, wydała też zaległe przepisy wykonawcze do artykułu, który przewidywał obecność organizacji pozarządowych w poradniach, gdzie kobiety uzyskują skierowanie na zabieg. Tak się oczywiście składa, że to głównie organizacje katolickie są tym zainteresowane.

Inercja włoskiego państwa

Parlament właśnie zaczął procedowanie reformy konstytucyjnej, która ma dać ogromną władzę premierowi; byłby on wybierany w wyborach powszechnych. To faktycznie jeden z ulubionych tematów Meloni (warto pamiętać, że Włochy miewały za to premierów, i to ważnych, jak Mario Draghi, którzy nie mieli mandatu wyborczego; w kryzysowych sytuacjach wyłaniano ich w zakulisowych układach partii i prezydenta). Jednak przepchnięcie tych zmian przez cztery głosowania w izbie niższej i Senacie, a także w referendum, wydaje się nierealne bez rozwodnienia projektu i jego twardo wyglądających zapowiedzi.

Jeśli ktoś wśród Braci Włochów miał tęsknoty za rządami twardej ręki, życie szybko to zweryfikowało. Wciąż nowa ekipa, z krótką ławką, zajęta obroną przed zakusami słabych, ale otrzaskanych koalicjantów, musi użerać się z legendarną inercją państwa. Będącego zlepkiem okopanych i mętnych interesów, z których część ma korzenie w równoległej władzy mafii.

Przykładem użytkowanie plaż. Rzecz niby błaha, w tak turystycznym kraju zapewnia jednak duże zyski nielicznym graczom, którzy „od zawsze” i bez przetargów wynajmowali od gmin najlepsze plaże za śmieszne pieniądze. Wprowadzenia wolnej konkurencji żądała Unia, w ramach tzw. kamieni milowych funduszu odbudowy po pandemii. Władze w Rzymie grały na zwłokę, deklarując inwentaryzację. Po czym stwierdziły, że stare koncesje dotyczą tylko 33 proc. linii brzegowej, więc nie ma problemu. Nie dodały, że pozostałe 67 proc. nie nadaje się do plażowania. Bruksela nie dała się nabrać i pozornie prosta procedura mozolnie dobija do brzegu. Nie obędzie się zapewne bez odszkodowań, jakie wyrwą obecni beneficjenci.

Stawiamy czoło światu

Inny przykład: Meloni nie była w stanie ruszyć programu dopłat do remontu domów, odziedziczonego po poprzednikach. Jest tak skonstruowany, że korzysta z niego tylko kilka procent najbogatszych właścicieli nieruchomości. Program zabiera z budżetu ok. 100 mld euro i ekonomiści zgodnie twierdzą, że jest nie do utrzymania. Ale gdy ministrowie z Braci Włochów zabrali się za jego likwidację, nagle okazało się, że jakoś nie da się tego zrobić.

Z wielkich planów zamknięcia morskich szlaków migracyjnych – niektóre firmowała, obok Meloni, sama Ursula von der Leyen – nie zostało prawie nic, poza zasilaniem w sprzęt rozbójników zwanych libijską strażą przybrzeżną. Ogłoszony hucznie obóz w Albanii, dokąd miano przenosić ubiegających się o azyl, by tam procedować ich zgłoszenia (na wzór tego, co Sunak chce robić w Rwandzie), nie zaczął działalności. Rząd utrudnia życie organizacjom ratującym ludzi z tonących łajb, ale to nie ma wpływu na liczbę imigrantów.

Meloni woli więc działać w sferze retoryki i odnosi tu sukcesy. Umie prezentować się jako niepokorna konserwatystka w wojnach kultur, zwłaszcza w kwestii „normalnej rodziny”. Pokazuje światu z dumą 7-letnią córkę Ginewrę (imię nosi ona na cześć żony króla Artura; to kolejna sfera symboliczna ulubiona przez włoską prawicę), zabiera ją w zagraniczne podróże, a pod wspólnym zdjęciem pisze: „Ja i ty, ręka w rękę, stawiamy czoło światu”.

Ale córka urodziła się w nieformalnym związku z pewnym prezenterem telewizyjnym, którego, gdy wybuchł wokół niego mały skandal seksualny (nagłośniony przez media rodziny Berlusconich, gdy w koalicji rządowej trzeszczało), Meloni odprawiła precz jednym wpisem na Twitterze. Stale zabiega o obecność papieża przy różnych wydarzeniach na rzecz rodziny, które organizują jej partia i pokrewne środowiska, a Watykan zdaje się nie być wybredny.

W unijnych układankach

Ostatnio udało się jej ściągnąć Franciszka do Apulii na szczyt G7, wspomniany na początku. Wykorzystując jego obecność, a także swoją mocną pozycję wobec pozostałych przywódców, przewalczyła, by w komunikacie końcowym nie padały wprost słowa o gwarancji dostępu do aborcji – na czym zależało Macronowi i Bidenowi, którzy potrzebują zdobywać teraz punkty w progresywnym elektoracie.

Z Apulii zaś musiała lecieć zaraz do Brukseli, gdzie po eurowyborach zaczęły się targi wokół unijnych top jobs. Wprawdzie całą pulę rozdzielą między siebie ci sami gracze co zawsze: Europejska Partia Ludowa (EPL), socjaliści i liberałowie. Ale od miesięcy mówiło się, że Meloni, której partia należy w Parlamencie Europejskim do tej samej frakcji co PiS (czyli EKR), może odegrać jakąś rolę w układankach. Zwłaszcza że część ludowców (zwłaszcza ta niemiecka) sondowała możliwość zwrotu bardziej w prawo.

Bracia Włosi wydawali się w tej perspektywie idealnym pomostem do części prawicowego skrzydła parlamentu, zaludnionego głównie przez „nieprzysiadalne” postaci w rodzaju Viktora Orbána, Marine Le Pen czy Mateusza Morawieckiego. Meloni przez ten czas zręcznie balansowała: z jednej strony dbała o relacje z bliskimi jej politykami, a z drugiej wypowiadała się (przynajmniej na użytek zagranicy) z umiarem i słała sygnały, że jest gotowa tworzyć szerszy front „odpowiedzialnej” prawicy.

Kobieca przyjaźń

Dobre relacje z nią budowała Ursula von der Leyen; media pisały o nowej „kobiecej przyjaźni”. Przewodnicząca Komisji Europejskiej chciała zapewnić sobie choćby ciche poparcie europosłów od Meloni dla swojej kandydatury na drugą kadencję – tak jak w 2019 r. uzyskała je od PiS-u (dziś na to nie liczy). W geście otwarcia na Rzym Ursula von der Leyen kazała swoim urzędnikom odłożyć ogłoszenie rocznego raportu o praworządności, w którym Włochy mają być postawione na cenzurowanym w kwestii wolności mediów.

Meloni przybyła więc do Brukseli w bojowym nastroju. I wzmocniona: jej Bracia Włosi zajęli w eurowyborach pierwsze miejsce, uzyskując prawie 29 proc. głosów, czym o prawie trzy punkty poprawili swój wynik w wyborach do włoskiego parlamentu w 2022 r.

Jednak na początku została odesłana do kąta. Donald Tusk, główny negocjator EPL, oznajmił, że nie potrzeba mu ani poparcia Meloni w Radzie, ani głosów jej posłów w Parlamencie, bo trzy główne frakcje mają większość. Tusk, Scholz i Macron pertraktowali więc na osobności. Deal nie został jeszcze dopięty, bo EPL próbuje wymusić na socjalistach oddanie stołka przewodniczącego Rady za dwa i pół roku. Meloni i innym premierom spoza „wielkiej trójki” pozostawało oczekiwanie, aż ta skończy (na czas, by zdążyć na mecz Francji z Austrią) i protestowanie przeciw „z góry ustalonym nazwiskom”.

Dla Tuska Meloni jest przyjaciółką jego najgorszego wroga, nie dziwi więc, że tam, gdzie polski premier prowadzi grę, trzyma ją na dystans. Ale już szef EPL, Niemiec Manfred Weber, znów sygnalizuje, że nie da sobie nikomu narzucać, z kim wolno negocjować. Ponieważ polityka unijna unika ostrych rozwiązań, w dniach przed formalnym szczytem Rady, planowanym na 27 czerwca, mogło się jeszcze okazać, iż Meloni ugra dla siebie i Włoch dobre stanowisko w Komisji. I traktowanie lepsze niż wobec jej „trędowatych” kolegów.

Odporna

Nawet jeśli jej się to nie uda, w kraju niczym jej to nie zagrozi. Po rozstaniu z partnerem napisała na Twitterze pod adresem domniemanych inspiratorów skandalu: „Tym, którzy chcieli zadać mi cios w domu, odpowiadam, że podobno kropla drąży skałę, ale skała pozostaje jednak skałą, a kropla jest, cóż, tylko wodą”.

Może to przesadne pochlebstwo pod własnym adresem. Jednak po dwóch latach trwania w dobrej formie we włoskiej polityce – toksycznej, zmaskulinizowanej i nieraz dosłownie zabójczej – Giorgia Meloni dowodzi, że faktycznie jest nieprzeciętnie odporna.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 26/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Giorgia rządzi