Bieda w Polsce ma dziś twarz kobiety

Nie ma takiej dziedziny życia, na której nie odcisnęłaby bolesnego piętna. Bieda w Polsce dotyka setek tysięcy kobiet, a ubóstwo to codzienność pełna wykluczenia, bezsilności i zmęczenia.
Czyta się kilka minut
Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Wyborcza.pl
Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Wyborcza.pl

To nie głód jest najciemniejszą barwą ubóstwa. Najbardziej boli, kiedy kogoś kochasz i nie jesteś w stanie dać mu prezentu na urodziny, na święta. Nie stać cię nawet na czekoladę dla wnuka – mówi pani Ela z Warszawy. 

Ma 73 lata, od kilkunastu żyje w ubóstwie. Pracowała jako nauczycielka w przedszkolu, telegrafistka i sekretarka medyczna. Gdy jej mama zachorowała, niemal cały swój czas poświęciła na opiekę nad nią. 

– To był moment, kiedy narobiłam długów, ale wtedy liczyło się tylko zdrowie i życie mamy – przyznaje.

Wszystkie barwy nieszczęścia

Dzisiaj to pani Ela ciężko choruje; jest też osobą samotną i zmaga się z różnymi przewlekłymi chorobami (astma, zwyrodnienia kręgosłupa, reumatoidalne zapalenie stawów, depresja), które wymagają leczenia. A na to jej nie stać. 

– Lekarstwa, które powinnam brać, są bardzo kosztowne, więc nie przyjmuję ich tak często, jak powinnam. Biorę, jak już nie jestem w stanie wytrzymać bólu. Żeby jednak działały tak, jak należy, powinnam przyjmować je razem z innymi lekarstwami, ale na to również mnie nie stać. Farmaceuta z apteki już mnie zna; kiedy przychodzę z receptą, od razu pyta, z czego dzisiaj rezygnujemy – opowiada.

Emerytura pani Eli ze wszystkimi dodatkami wynosi niewiele ponad 2000 zł, od czego trzeba odliczyć opłaty, leki oraz to, co zajmuje komornik. Pani Ela ma mieszkanie po rodzicach, ale też coraz mroczniejszy cień eksmisji nad sobą. 

– Próbuję o tym nie myśleć – przyznaje.

Po dokonaniu wszystkich koniecznych opłat na przeżycie miesiąca zostaje bardzo niewiele. 

– Bieda zmusza mnie do ciągłych wyborów. Czy kupić środki higieniczne, jedzenie, czy może jednak leki? To dla mnie ogromne wyzwanie, więc często proszę o towarzystwo syna; on też nie jest w dobrej sytuacji finansowej. Liczy ze mną w sklepie, na co mogę sobie pozwolić, a na co nie. Uwielbiam jogurty, ale nie zawsze mogę je kupić. Czasem te trudne wybory dotyczą nawet chleba i masła – tłumaczy.

Jako młoda dziewczyna pani Ela się odchudzała, czasem wręcz głodowała – z wyboru, którego teraz nie ma. Dziś, choć nauczyła się wydzielać jedzenie, głód stał się jej codziennym, niechcianym towarzyszem. 

– Dostaję obiad z opieki społecznej, ale jakość pozostawia sporo do życzenia. Przeważnie jem tylko te swoje ubogie śniadania i kolacje. Kromki chleba, masło, jogurt w te lepsze dni – wylicza poruszona.

Pani Ela marzy o nowej bieliźnie; nie pamięta, kiedy ostatnio mogła sobie pozwolić na taki zakup. 

– Moje ubóstwo ma wiele barw – mówi gorzko. – Nie ma takiej dziedziny życia, do której by się nie wepchnęło i nie odcisnęło piętna. Bieda boli okrutnie, wpływa na zdrowie fizyczne, na psychikę, na morale. Nie znam drogi wyjścia z tej matni.

Feminizacja ubóstwa

Z raportu Europejskiej Sieci Przeciwdziałania Ubóstwu wynika, że ok. 1,9 mln Polek i Polaków żyje pod progiem skrajnego ubóstwa (dla jednoosobowego gospodarstwa domowego to 913 zł miesięcznie, dla czteroosobowego z dwójką dzieci do lat 14 – 2465 zł). 

17 mln doświadcza „jedynie” niedostatku (dla jednej osoby to poniżej 1711 zł miesięcznie, dla rodziny z dwójką dzieci – 4620 zł). 

Za tymi statystykami kryją się konkretne osoby i historie ich codziennej walki o przetrwanie, układające się w procesy i zjawiska. Jednym z nich jest badany od lat 90. proces tzw. feminizacji ubóstwa.

– Kobiety doświadczają szczególnych obciążeń związanych z życiem w biedzie. To rezultat systemowych nierówności: na rynku pracy, w obowiązkach opiekuńczych, a także w społecznych oczekiwaniach, które wobec kobiet bywają nie tylko nierealistyczne, ale i zamykające w klatce kulturowego stereotypu – wyjaśnia socjolog dr hab. Arkadiusz Karwacki, prof. UMK w Toruniu.

– Można powiedzieć, że polska bieda ma twarz kobiety, która codziennie walczy o przetrwanie swojego gospodarstwa domowego. To ona idzie do instytucji pomocy społecznej, składa wnioski, planuje, jak z minimalnych środków zapewnić dzieciom jedzenie, leki, ogrzewanie. Mężczyzna zwykł mawiać: „nie honor mi wyciągać rękę po pomoc”. Kobieta zaś musi przełamać wstyd – zauważa ekspert i dodaje, że to przeciążenie rolami nie jest zarezerwowane tylko dla ludzi biednych, ono ma charakter niezależny od statusu. – Wspólnie z prof. Katarzyną Suwadą opisywaliśmy tę właściwość jako feminizację nieodpłatnej pracy domowej.

Bieda szybko sobie o mnie przypomniała

– Zatraciłam w sobie całą kobiecość, działam jak robot. Wstaję, bo muszę, żyję, bo muszę. Nie mam zębów, na makijaż nie mam siły, z nerwów obgryzam paznokcie. Jestem bardzo zaniedbana – mówi Izabela Padok. Ma 46 lat i jest samotną mamą czwórki dzieci. 

Mieszka na wsi, niedaleko Łodzi, a bieda towarzyszyła jej od zawsze. W domu rodzinnym nigdy się nie przelewało, mimo że rodzice pracowali. 

– Wstydziłam się chodzić do szkoły. Byłam inna niż koleżanki. One wystrojone, ja w pocerowanych i dawno niemodnych ubraniach – wspomina. 

Uczucie głodu zna, od kiedy tylko sięga pamięcią. 

– Mama musiała się mocno nakombinować, żebyśmy mieli co jeść. Tata się złościł, kiedy robiłam sobie kanapkę z więcej niż jednego dodatkowego składnika. Wszystko było dokładnie policzone – opowiada Izabela Padok. – Nie mieliśmy łazienki, myliśmy się w misce. Rodzina nam nie pomagała, choć mieliśmy w niej zamożne osoby.

Iza chciała się z tego świata wyrwać. Pilnie się uczyła, była dobrą uczennicą, uczęszczała na kółko plastyczne. Wykształciła się jednak na księgową i kilka lat pracowała w tym zawodzie.

– Wyszłam za mąż w wieku 21 lat. Myślałam wtedy, że uwolniłam się od biedy. Ale bardzo szybko się o mnie upomniała – przyznaje. Jej pierwsze dziecko poważnie zachorowało, więc musiała zwolnić się z pracy. – Męża w domu często nie było, bo pracował jako kierowca. Wydzielał mi pieniądze, które ledwo starczały na prowadzenie domu. Potem okazało się, że mnie zdradzał. Mamy czwórkę dzieci, po siedemnastu latach małżeństwa się rozstaliśmy.

Muszę walczyć. Dzieci mają tylko mnie

Iza została bez mieszkania (należało do rodziny męża) i bez wsparcia. Zacisnęła zęby, znalazła pracę, wzięła kredyt i kupiła 50-metrowy dom letniskowy na wsi. Spłaca go do dziś, 1500 zł miesięcznie. 

– Pracuję w domu kultury, zarabiam 3600 zł na rękę, raczej bez szans na podwyżkę. Dorabiam sprzątając, a czasami też jako fotograf, bo mam ku temu kompetencje. Choruję na zaburzenia lękowe, mam kilka chorób przewlekłych, dzieci też. Tylko że nas nie stać na choroby – mówi kategorycznie. 

W lipcu w ich domu wybuchł pożar, spłonęła kotłownia. 

– Lato spędziliśmy w namiocie, który strażacy rozstawili na podwórku. Założyliśmy zrzutkę i dzięki ludziom o wielkich sercach udało się nam zebrać pieniądze na zakup pieca, montaż instalacji i odmalowanie ścian. Ale dom wciąż jest do remontu. Mieszkamy w małym pomieszczeniu, które udało się odmalować, to klitka. Moi synowie błagają mnie, bym coś wymyśliła. Bardzo się buntują, nie mają kolegów, wstydzą się naszej sytuacji, nie chcą chodzić do szkoły – wylicza.

Iza przyznaje, że brakuje jej sił. Ma co prawda auto, ale zepsute – na naprawę jej nie stać. We wsi, w której mieszka, nie ma autobusów, więc codziennie robi pieszo kilkanaście kilometrów.

– Padam, po prostu padam. Chciałabym iść na terapię, ale przecież nawet na jedzenie nam nie starcza. Dobrze, że co jakiś czas dostajemy pomoc z banku żywności: konserwy, cukier, olej, mąkę, płatki owsiane… – zawiesza głos. – Codziennie walczę ze sobą, żeby w ogóle wstać z łóżka, ale wiem, że muszę: dla dzieci. Mają tylko mnie. 

Utracona godność i autodestrukcja

W obrazie ubóstwa kobiet szczególnie widoczne są samotne matki, kobiety opiekujące się osobami z niepełnosprawnościami, seniorki żyjące z minimalnych emerytur, bo zbyt wiele czasu poświęciły domowi. To często kobiety przewlekle chore, stygmatyzowane, żyjące z poczuciem upokorzenia. Niejedna jest dotknięta wykluczeniem menstruacyjnym. Nie mogą tak po prostu pójść do popularnej drogerii, żeby kupić podpaski lub tampony. Nie stać ich.

– Ubóstwo kobiet to nie tylko kwestia braku pieniędzy. To także utracone role społeczne i poczucie godności. „Nie mogę być babcią taką, jaką chciałabym być, np. kupującą prezenty wnukom. Nie mogę pozwolić sobie na nowy mebel, na ubranie. Nie jestem w stanie zapewnić swoim dzieciom wszystkiego, czego potrzebują”. Tym kobietom towarzyszy wstyd, deprecjonowanie siebie i często autodestrukcja – tłumaczy Karwacki.

Społeczne oceny i stereotypy dodatkowo pogłębiają tę sytuację. 

– Kobiety częściej niż mężczyźni są moralnie rozliczane z tego, jak radzą sobie w ubóstwie. Czy wystarczająco się starają, czy nie popadają w uzależnienia, jakich wyborów dokonują w walce o codzienne przetrwanie – wylicza toruński socjolog. – Widać to wyraźnie w ocenach stanu bezdomności, które są surowsze w odniesieniu do kobiet.

Kobiety wciąż są odpowiedzialne za wszystko

Problem ubóstwa kobiet jest niezwykle złożony: niskie emerytury, niedostateczna rewaloryzacja progów dostępności do świadczeń społecznych, niestabilny rynek pracy, brak opieki instytucjonalnej, a także miejsce urodzenia, atmosfera w domu rodzinnym.

– Żyjemy w społeczeństwie powszechnego umęczenia – mówi Karwacki. – Ludzie są przytłoczeni rolami, spełnianiem oczekiwań, zmaganiami o zapewnienie bezpieczeństwa. Wyczerpanie coraz częściej przekłada się na zdrowie psychiczne. Można to dostrzec zwłaszcza u osób, które latami pozostają w niedostatku. Pamiętajmy, że jest wśród nich wiele takich, które nigdy nie sięgnęły po wsparcie.

Socjolog uważa, że problem ubóstwa będzie się pogłębiał i może dotknąć tzw. klasy średniej. Już dziś niedostatek dotyka także tych, którzy co prawda mają etatową pracę i dobre wykształcenie, ale są mocno dociskani przez zaciągnięte kredyty oraz inne zobowiązania związane z potrzebami np. dzieci, co z kolei odbija się na podstawowych potrzebach. 

Takie życie to ciągłe balansowanie na granicy ryzyka: wystarczy choroba, nagła utrata dochodu, rozwód – i równia pochyła staje się codziennością. Szczególnie dla kobiet, które wciąż są odpowiedzialne „za wszystko”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 45/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Bieda ma twarz kobiety