Politycy PiS są zaskoczeni postawą byłej premier: konfrontacją z prezesem w sprawie obsady władz samorządowych w Małopolsce, ostrymi wpisami w sieci. Jedni widzą w tym potwierdzenie braku jej politycznych kwalifikacji, inni erupcję zadawnionych urazów. Są też hipotezy, że Beata Szydło, mimo bezpiecznej posady europosła i zapewnionej unijnej emerytury, ma jeszcze poważne polityczne aspiracje. Może nawet chcieć wystartować w wyborach prezydenckich.
Erupcje i emocje
„Jeśli tak bardzo nie chcecie mnie w kierownictwie PiS, to powiedzcie to publicznie, a nie biegajcie anonimowo szeptać dziennikarzom. Odwagi, Panowie” – ten wpis Beaty Szydło na portalu X zelektryzował pogrążoną w wakacyjnym letargu scenę polityczną. Była premier zareagowała w ten sposób na medialne doniesienia o planie pozbawienia jej funkcji wiceprezesa partii. Cała sprawa zaś jest echem niedawnej konfrontacji obozu Szydło z obozem Ryszarda Terleckiego w sejmiku małopolskim, a pośrednio: konfrontacji z Jarosławem Kaczyńskim.
Ludzie związani z Szydło spowodowali, że na marszałka nie udało się wybrać forsowanego przez frakcję Terleckiego (i samego Kaczyńskiego) Łukasza Kmity. W efekcie kierownictwo PiS musiało się zgodzić na Łukasza Smółkę: kandydata kompromisowego, choć bardziej związanego z frakcją byłej premier.
Postawa Szydło wywołała zrozumiały gniew prezesa. Efektem było usuwanie jej ludzi z małopolskich struktur PiS, a także pozbawienie jej samej fotela współprzewodniczącej frakcji EKR w Parlamencie Europejskim na rzecz Joachima Brudzińskiego.
Politycy PiS, pytani nieoficjalnie o ostatnie komentarze byłej premier, nie kryli zaskoczenia. Mówili o dyskwalifikującej polityka utracie kontroli nad emocjami, o erupcji dawnych urazów do prezesa. Mało kto upatrywał w tym przemyślanej strategii.
Rzeczywiście, dotychczasowa droga polityczna byłej premier nie pozwala posądzać jej o zbyt wielką samodzielność.
Ratusz, Sejm, rząd
Polityczną karierą Beaty Szydło w PiS często rządził przypadek. Zaczęło się od tego, że ta etnografka po UJ w 1998 r. objęła z rekomendacji AWS urząd burmistrza górniczego miasta Brzeszcze. A kiedy w 2002 r. wygrała w Brzeszczach pierwsze bezpośrednie wybory na tę funkcję, uwierzyła w szanse na ogólnokrajową karierę.
Jednak jej pierwszym politycznym wyborem była PO. W 2005 r. miała nawet kandydować z list tej partii do Sejmu, ale dostała ofertę słabego miejsca. W efekcie wybrała PiS i z drugiego miejsca w Chrzanowie weszła do Sejmu po raz pierwszy. Swój transfer zawdzięczała Zbigniewowi Ziobrze, który chciał zrównoważyć wpływy kandydującego z pierwszego miejsca w tym okręgu człowieka Lecha Kaczyńskiego – Pawła Kowala.
Początkowo jako posłanka niczym się nie wyróżniała, choć w kolejnych wyborach, w roku 2007 i 2011, zdobywała mandat z coraz lepszym wynikiem. Jak dla wielu innych polityków PiS drugiego szeregu, szanse dla niej otworzyły się po katastrofie smoleńskiej. To właśnie wtedy awansowała na stanowisko wiceprezesa, choć początkowo tę funkcję miała objąć szefowa sztabu Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich, Joanna Kluzik-Rostkowska. „Z klucza” wiceprezesem musiała być kobieta, wcześniej piastowała tę funkcję Aleksandra Natalli-Świat, która zginęła w katastrofie.
Lecz w międzyczasie prezes skłócił się ze swoim zapleczem z wyborów prezydenckich, zarzucając mu lansowanie zbyt miękkiej linii właśnie w kwestii katastrofy. W efekcie grupa Kluzik-Rostkowskiej opuściła PiS.
Nowa wiceprezes stała się niejako z automatu ekspertką gospodarczą PiS, bo rolę tę odgrywały wcześniej Natalli-Świat i inna ofiara katastrofy, Grażyna Gęsicka. Zaczęła występować w sejmowych debatach gospodarczych, choć na ekonomii znała się słabo.
W tym właśnie niektórzy politycy PiS upatrują praprzyczynę jej późniejszego konfliktu z Mateuszem Morawieckim. Oboje współpracowali w 2015 r. przy przygotowywaniu programu gospodarczego partii, ale Szydło miała się obawiać mającego znacznie większe kompetencje ówczesnego prezesa BZ WBK: – Jak już wiadomo było, że zostanie premierem, robiła wszystko, by Morawiecki nie wszedł do jej rządu. Zaproponowała mu resort finansów bez fotela wicepremiera, na którym mu zależało, licząc, że się obrazi. W końcu jednak, pod naciskiem m.in. Jarosława Gowina, zgodziła się, by Morawiecki został wicepremierem i ministrem rozwoju – opowiada polityk PiS.
Od zwycięstwa do zwycięstwa
Tak naprawdę to dwie wygrane kampanie 2015 r. – prezydencka i parlamentarna – zbudowały Szydło-polityka. W pierwszej była szefową sztabu Andrzeja Dudy i została opromieniona jego niespodziewanym sukcesem. Co z kolei było jedną z przyczyn, dla których została wskazana jako kandydatka PiS na premiera. Kierownictwu partii zależało, żeby w kampanii złagodzić wizerunek, a ponieważ liderką PO i premierem była Ewa Kopacz, postanowiono przeciwstawić jej kobietę. Sama Szydło na jednej z konwencji swój awans podsumowała przysłowiem: „Szydło wyszło z worka!”.
Politycy PiS przyznają, że po wygranych wyborach prezes Kaczyński, który nigdy nie cenił Szydło, rozważał rezygnację z pomysłu. Myślał, by stanowisko szefa rządu powierzyć albo Piotrowi Glińskiemu, albo objąć je samemu. W końcu się ugiął, bo pamiętał, jak mu wyciągano niespełnioną obietnicę, że nie będzie premierem, gdy jego brat zostanie prezydentem. – W czasie premierowania Szydło prezes cały czas szukał pretekstu, żeby jej się pozbyć – mówi jednak polityk PiS.
Trzeba przyznać, że w kampanii 2015 r. spisała się dobrze. Nie tylko utworzyła zgrany tandem z Dudą, ale też wypadła lepiej od Kopacz w debacie telewizyjnej. Nawet jeśli nie obyło się bez wpadek – gdy już została premierem, wypominano jej deklarację, iż to Gowin, a nie Antoni Macierewicz będzie ministrem obrony.
Dwuletnie premierowanie Szydło przez zwolenników PiS jest kojarzone przede wszystkim z programem społecznym jej rządu. Z obniżeniem wieku emerytalnego, a zwłaszcza z wprowadzeniem świadczenia 500 plus. Realizacja tego spektakularnego elementu programowego PiS przykryła fakt, że rządowi nie udało się zrealizować szeregu innych zapowiedzi, np. utworzenia województwa środkowopomorskiego, poprawy sytuacji w służbie zdrowia (włącznie z likwidacją NFZ) czy rozwiązania problemu frankowiczów.
Szydło miała też ciemne karty, np. odmowę publikacji niekorzystnych dla PiS orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, czym wyznaczyła nowe standardy niszczenia państwa prawa.
Potakiwanie to za mało
Drugi i, jak się potem okazało, ostatni rok premierowania był znacznie mniej udany. Zaczęło się od wypadku samochodowego w Oświęcimiu, 10 lutego 2017 r. Rzecz była bez precedensu, bo był to pierwszy tak poważny wypadek urzędującego premiera, obnażający pogorszenie się jakości kadr BOR. Szydło, mimo obrażeń, wyszła cało, ale sprawa ciągnęła się za nią przez lata: wszystko przez to, że w spowodowanie wypadku próbowano wrobić młodego kierowcę Sebastiana Kościelnika, a funkcjonariusze BOR mieli być namawiani do fałszywych zeznań. W efekcie Kościelnika przygarnęła PO: zaczął występować na konwektyklach tej partii jako ofiara PiS i samej Szydło.
Z punktu widzenia jej politycznych losów ważniejsza była jednak opinia Kaczyńskiego. A ta była coraz gorsza. Znający kulisy działacze PiS zgodnie przyznają, że wbrew rozpowszechnionej opinii Szydło nie słuchała się we wszystkim lidera. – Zwykle było tak, że podczas spotkań z prezesem wysłuchiwała go, potakiwała, ale i tak robiła swoje – mówi polityk PiS.
Znaczenie miało też to, że cały czas była „podgryzana” przez Morawieckiego, który miał stały kontakt z prezesem. Od pewnego momentu jej konflikt z wicepremierem stał się tajemnicą poliszynela, a Szydło nawet publicznie pozwalała sobie pytać Morawieckiego o stan realizacji jego „Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju”.
Z dziejów pewnej rekonstrukcji
Do przesilenia doszło w grudniu 2017 r., w typowy dla PiS sposób. O rekonstrukcji rządu mówiło się od miesięcy, ale Szydło w ostatniej chwili dowiedziała się, że to ona ma jej podlegać. Posłowie usłyszeli od prezesa, że nowym premierem będzie Morawiecki na tym samym posiedzeniu klubu, na którym fetowano ją po obronieniu w głosowaniu przed wnioskiem PO o wotum nieufności. Podczas debaty nad tym wnioskiem Szydło, ubrana w jaskrawo żółty żakiet, krzyczała do polityków PO: „Za co chcecie mnie odwołać?”. Obserwatorzy oceniali, że tak naprawdę słowa były adresowane do kierownictwa PiS.
W szeregach partii sytuacja była rzeczywiście napięta, więc by uniknąć cichego buntu przeciw odwołaniu popularnej premier, posłużono się fortelem – pierwotny skład rządu Morawieckiego był ten sam, co rządu Szydło. Ona sama została wicepremierem bez teki, którą to funkcję „na pocieszenie” przyjęła, mając do wyboru jeszcze fotel wicemarszałka Sejmu.
Oficjalnie wymiana premiera była podyktowana aspektami międzynarodowymi, przede wszystkim poprawą relacji z UE. Lepiej odbierany wtedy w Brukseli, bardziej „światowy” Morawiecki miał do tego doprowadzić. – Dziś widać, że mu się nie udało. Ale Szydło zyskała na tym, że się nie obraziła, nie zabrała zabawek. Została wynagrodzona kandydowaniem do Parlamentu Europejskiego w maju 2019 r. – mówi polityk PiS.
Prezes Kaczyński podobno nigdy nie żałował wymiany. – Morawiecki znosił wszystkie upokorzenia i testy prezesa bez mrugnięcia okiem, nawet pozbawienie jego przyjaciela Zbigniewa Jagiełły fotela prezesa PKO BP. Z Szydło było inaczej. Często się obrażała, unikała kontaktu – opowiada polityk z kierownictwa PiS. – A ostatnia historia w Małopolsce to jeszcze jedno potwierdzenie, że prezes miał rację – dodaje.
W wyborach do PE odniosła bezprecedensowy sukces: otrzymała 525 tys. głosów, najwięcej w całej Unii. To pokazywało, że wyborcy PiS cały czas darzą ją sentymentem, i umacniało jej pozycję polityczną.
Ale w Parlamencie Europejskim nie potrafiła tego zdyskontować. Znaczenie mogło mieć to, że nie została wybrana na przewodniczącą komisji ds. zatrudnienia PE, choć stanowisko to przypadało przedstawicielowi frakcji EKR. Inne frakcje pamiętały jej agresywne wystąpienie ze stycznia 2016 r., znaczenie miał też konflikt struktur unijnych z jej rządem.
Po przegranym głosowaniu nie chciała ponownie kandydować, ale pod naciskiem Kaczyńskiego zrobiła to i znów przegrała. To, jak przyznają jej koledzy z PE, mogło zaciążyć na jej niezbyt dużej aktywności w roli europosłanki. Podczas kolejnych wyborów uzyskała słabszy wynik niż w 2019 r.: „tylko” 285 tys. głosów.
Według polityka KO Szydło nie umiała skorzystać ze swoich 5 minut. – Każdy prawdziwy polityczny drapieżnik by wykorzystał swoje premierostwo, ona nie umiała – ocenia.
Małopolska konfrontacja
Zdaniem polityków PiS to świadomość, że politycznie słabnie, mogła skłonić Szydło do małopolskiej konfrontacji z prezesem. W tle zaś był wieloletni lokalny konflikt z Ryszardem Terleckim.
Moi rozmówcy przekonują, że to Szydło była patronką zarówno marszałka województwa Witolda Kozłowskiego, jak i byłego wojewody Piotra Ćwika. A także poprzedniego szefa krakowskich struktur partii, Andrzeja Adamczyka. Wobec których związani z innymi frakcjami działacze PiS wysuwają litanię zarzutów – np. że byli zblatowani z ludźmi PO i w wielu instytucjach, choćby kulturalnych, zostawili ich na stanowiskach.
Choć konflikt z Terleckim był wieloletni, do niedawna utrzymywano względną równowagę – Szydło miała sejmik i marszałka, Terlecki wojewodę. Wszystko zawaliło się po ostatniej serii wyborów.
Jednak twarda postawa frakcji Szydło w sporze o obsadę urzędu marszałka wielu zaskoczyła. – Popełniła błąd, że nie dała się prezesowi wycofać z Kmity z honorem – mówi polityk PiS. Inni działacze zauważają, że choć zwolennicy byłej premier stracili najważniejsze funkcje partyjne w Małopolsce, zachowali znacznie cenniejsze posady w spółkach.
Czy za postępowaniem Szydło kryje się jakaś strategia? Część naszych rozmówców przekonuje, że nawet jeśli tak, wątpliwe, by udało się ją zrealizować. Wielu uważa, że Szydło stara się po prostu zabezpieczyć swoich ludzi w regionie, a dla partii opozycyjnej samorząd nabiera szczególnego znaczenia. Niektórzy przyznają, że potrzeba odegrania się na prezesie również jest istotna.
Są wreszcie tacy, którzy wskazują na bardzo dobre relacje Szydło z Suwerenną Polską. Gdy była jeszcze premierem, Zbigniew Ziobro do końca był z nią w sojuszu przeciw Morawieckiemu. Dziś, wobec jego choroby, niektórzy spekulują, że Szydło mogłaby zostać nowym liderem środowiska SP, tym bardziej że Patryk Jaki nie ma wielkiego autorytetu. Jednak inni politycy PiS przekonują, że Suwerenna Polska praktycznie już nie istnieje i na dniach nastąpi jej wchłonięcie przez PiS.
Co zrobi prezes
Na przełom września i października planowany jest kongres PiS, podczas którego ma dojść do powołania nowych struktur. Mówi się o utworzeniu czegoś w rodzaju rady naczelnej, do której wejdą najbardziej doświadczeni politycy, a także złożonego z młodych komitetu wykonawczego. Wbrew medialnym pogłoskom, które mogą być rozpuszczane za zgodą prezesa jako forma kary, Szydło z innymi wiceprezesami ma do tej nowej rady trafić.
– Beata Szydło jest częścią naszej tradycji politycznej, a dla wielu wyborców symbolem PiS, jej zmarginalizowanie na pewno nie byłoby dobrze przyjęte w elektoracie – przekonuje poseł Michał Moskal.
– W sytuacji, gdy być może obetną nam finansowanie, a być może grozi nam nawet delegalizacja, nierozsądne byłoby pozbywanie się kogokolwiek z kierownictwa – dodaje Zbigniew Kuźmiuk.
Prezes jednak będzie pamiętał wiceprezesce akcję w Małopolsce. – Ostatnio wyrażał się o niej bardzo negatywnie, więc nie zdziwiłbym się, gdyby ją wyrzucił – mówi osoba z kierownictwa PiS.
Niewykluczone więc, że zechce się jej pozbyć z władz. I może z tym poczekać do wyborów prezydenckich. W PiS można bowiem usłyszeć o jeszcze jednym scenariuszu, który Szydło bierze pod uwagę. Choć nie ma szans na nominację PiS, może zagrozić, że wystartuje jako kandydat niezależny.
Niektórzy nasi rozmówcy uważają zresztą, że to ona miałaby największe szanse na zwycięstwo w drugiej turze z Trzaskowskim czy Tuskiem. Jednak inni przekonują, że jednym z powodów wycofania się Szydło z aktywności w Parlamencie Europejskim była historia jej syna Tymoteusza: księdza, który odszedł od kapłaństwa. – Bardzo to przeżyła, była w depresji. A wie, że gdyby wystartowała w wyborach prezydenckich, byłoby to znów wywlekane – mówi polityk PiS.
Ale to nie znaczy, że scenariusz ze startem Szydło do prezydentury nie zostanie zrealizowany. Znów przecież może zdecydować przypadek.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















