Argentyńskie Opus Dei oskarżone o handel ludźmi. Dowody są porażające

Po dwóch latach tajnego i bezprecedensowego śledztwa argentyński wymiar sprawiedliwości oskarżył sześciu duchownych najwyższego szczebla Opus Dei, którzy między 1991 a 2015 rokiem sprawowali funkcję wikariuszy regionalnych.
Czyta się kilka minut
Przygotowania do ceremonii beatyfikacyjnej biskupa Opus Dei Álvaro del Portillo. Madryt, 26 września 2014 r. // Fot. Andres Kudacki / AP / East New
Przygotowania do ceremonii beatyfikacyjnej biskupa Opus Dei Álvaro del Portillo. Madryt, 26 września 2014 r. // Fot. Andres Kudacki / AP / East News

Praca od świtu do nocy, z przerwą na modlitwę. Od poniedziałku do poniedziałku. Prasowanie, sprzątanie pokoi, gotowanie. Wyjście poza dom raz w tygodniu na krótki spacer – zawsze pod nadzorem. Odwiedziny u rodziny raz w miesiącu bądź wcale. Tak wyglądała codzienność kobiet, które pracowały w Opus Dei jako numerariuszki pomocnicze.

W Argentynie grupa 44 kobiet postanowiła wnieść pozew przeciwko władzom Opus Dei i opowiedzieć światu o tym, co dzieje się za murami domów tej organizacji. Do dziś Opus Dei nie przyznało się do stawianych zarzutów. Prałatura Opus Dei w Argentynie wydała oświadczenie, w którym napisano: „Kategorycznie zaprzeczamy oskarżeniom o handel ludźmi”.

Argentyńskie Opus Dei na ławie oskarżonych

Po dwóch latach tajnego i bezprecedensowego śledztwa argentyński wymiar sprawiedliwości oskarżył sześciu duchownych najwyższego szczebla Opus Dei, którzy między 1991 a 2015 rokiem sprawowali funkcję wikariuszy regionalnych. Chodzi o Carlosa Nannei (1991-2000), Patricia Olmosa (2000-2010), Víctora Urrestarazu (2014-2022) oraz kapłana numerariusza, który przez niemal wszystkie te dekady kierował żeńską gałęzią organizacji, Gabriela Dondo.

Jednak odpowiedzialnych za handel ludźmi w strukturach organizacji jest więcej. Powództwo zażądało, aby na przesłuchanie wezwać również Mariana Fazio, który jest członkiem światowego zarządu Opus Dei. Przed wybuchem skandalu Fazio był głównym kandydatem na następcę prałata Fernanda Ocáriz Brañę, który sprawuje najważniejszą funkcję w organizacji.

Sprawą zajmuje się sędzia Daniel Rafesca, który rozpatruje 44 przypadki wyzysku. Według pierwszych ustaleń sprawy czterech kobiet podchodzą pod ustawę o handlu ludźmi, która w Argentynie obowiązuje od 2008 r. Pozostałe kobiety opuściły bowiem organizację przed ponad 16 laty. Co więcej, spośród czterech przypadków trzy mogą ulec przedawnieniu, ponieważ są na granicy lub przekraczają okres 12 lat od momentu, gdy doszło do zgłaszanych incydentów. W efekcie kluczowe znaczenie w tej sprawie zyskuje historia jednej z kobiet, oznaczonej inicjałami M.I.E.

Trzy dekady niewolnictwa w domach Opus Dei

Kiedy M.I.E. wraz z siostrą wsiadła do autobusu jadącego do Buenos Aires, nie miała pojęcia, czym jest Opus Dei i że jej los właśnie został przesądzony. Miała 17 lat. Urodziła się w Boliwii. W ubogim kraju, w biednej rodzinie nie miała perspektyw na przyszłość. Był rok 1984. Rodzice zdecydowali się wysłać córki do argentyńskiej stolicy, gdzie czekała na nie ciotka i nowa wizja życia. M.I.E. marzyła o szkole średniej. Z tego pragnienia zwierzyła się podróżującej tym samym autobusem kobiecie, która zapewniła, że zna miejsce, w którym ona i jej siostra mogłyby uczyć się za darmo. Dziewczyny trafiły do domu Opus Dei w dzielnicy Belgrano.

Dziś M.I.E. mówi, że w momencie, w którym przekroczyła próg Opus Dei, zaczęła się jej trwająca 31 lat niewola. M.I.E. została numerariuszką pomocniczą, czyli profesjonalną pomocą domową, mimo że nie wyraziła na to zgody. Chciała uczyć się geografii i historii. Zamiast tego tłumaczono jej, jak składać ubrania i jak suszyć szklanki – jeden obrót ścierką wewnątrz i dwa ruchy polerujące z zewnątrz. Codzienna msza była obowiązkowa. Podobnie jak cotygodniowa spowiedź.

Po roku M.I.E. i jej siostra spróbowały uciec po raz pierwszy. Szybko zostały odnalezione przez zwierzchniczki i wydelegowane do nowego ośrodka. Po roku znowu uciekły, ale i tym razem szybko je odnaleziono. Nawet kiedy uciekła do rodziny w Boliwii, członkinie organizacji znalazły ją i zmusiły do powrotu. Zaczęły się nieustanne manipulacje i inne formy agresji psychicznej. M.I.E. wmawiano, że Bóg ją wybrał na numerariuszkę pomocniczą, i że On chce, żeby Mu służyła. W końcu w to uwierzyła. Codziennie zaraz po przebudzeniu klękała, całowała podłogę, mówiąc: „Będę Ci służyła”.

Wysłano ją do pracy do Rzymu. Kiedy w 2000 r. wróciła do Argentyny, wymagała natychmiastowej pomocy psychologicznej. Zaprowadzono ją do psychiatry z Opus Dei, który przepisał jej garść tabletek, aby odurzona nadal mogła wykonywać swoją pracę. Wszystko, co powiedziała na wizycie, zostało przekazane jej zwierzchnikom. Udało jej się opuścić Opus Dei w 2015 r., w wieku 47 lat. Miała ze sobą garstkę ubrań i tabletek.

Numerariuszka Opus Dei bezpłatną siłą roboczą

Kobiety służyły za darmo w domach Opus Dei, często budowanych na najdroższych terenach i w najbardziej luksusowych dzielnicach. Jedna z głównych siedzib argentyńskiego oddziału tej organizacji powstała w zamożnej dzielnicy Recoleta, a wartość nieruchomości ocenia się na ponad 20 mln dolarów. Ponadto w odległości 30 km od stolicy, w miejscowości Bella Vista, w której mieszkają zamożni Argentyńczycy, w 1973 r. powstał „la Chacra” – największy w kraju dom rekolekcyjny.

Liczba gości, która często przekraczała sto osób jednocześnie, wiązała się z zapotrzebowaniem na numerariuszki pomocnicze. Dlatego zdecydowano, że w tym miejscu powstanie szkoła dla numerariuszek, które w ramach szkolenia, za darmo, zajmowały się gotowaniem, sprzątaniem i opieką nad wypoczywającymi członkami Opus Dei. To między innymi w tych ośrodkach dochodziło do skandalicznego traktowania numerariuszek. Liczba wszystkich ofiar wyzysku nie jest znana. Wiadomo, że historie 44 kobiet, które wniosły oskarżenia, nie stanowią wyjątku.

Argentyńska prokuratura mówi o systemowym i z góry zaplanowanym działaniu, którego schemat powtarzał się i nadal jest powtarzany w wielu siedzibach Opus Dei na całym świecie. Organizacja rekrutowała dziewczynki w wieku od 12 do 16 lat, często pochodzące z ubogich rodzin i mieszkające z dala od dużych ośrodków miejskich, składając im, jak czytamy w oskarżeniu: „fałszywą propozycję związaną z możliwością kontynuacji i ukończenia nauki w szkole podstawowej i średniej, a także otrzymania szkolenia zawodowego w celu uzyskania możliwości zatrudnienia, wszystko to w kontekście nauczania religijnego”.

Przemoc psychiczna w Opus Dei

Pierwsze kobiety na stanowisku numerariuszek pomocniczych trafiły do Opus Dei przez znajomości. Były kuzynkami, sąsiadkami lub znajomymi kogoś z organizacji. Dlatego też wiele rodziców chętnie i z pełnym zaufaniem posyłało córki na darmową naukę do miejskich ośrodków organizacji. Co ciekawe, również Ford, producent aut, przyczynił się do popularyzacji oferty edukacyjnej Opus Dei, przekazując darowiznę w postaci nowego, wtedy luksusowego samochodu, który był używany do celów promocyjnych i szukania nowych numerariuszek chętnych do nauki w mieście.

Docierając do ośrodków Opus Dei, młode dziewczyny szybko orientowały się, że nauczą się w nich głównie sztuki przetrwania. W większości ośrodków, poza szkoleniem ze sprzątania, podawania do stołu i gotowania, nie odbywały się żadne zajęcia. Tylko w niektórych domach numerariuszki miały lekcje z historii, literatury czy matematyki. Jednak te odbywały się w przerwach pomiędzy sprzątaniem a prasowaniem.

Claudia, jedna z kobiet, które oskarżyły Opus Dei o znęcanie się, wspomina, że nauka w popołudniowych godzinach, przy takim zmęczeniu, nie była możliwa. Zawsze któraś z dziewczyn zasypiała. Jedna z nauczycielek historii podchodziła wtedy i mówiła „Dziewczynko, wstań, idź do toalety, umyj twarz, zmocz się za uszami i wróć”.

Wszystkie dziewczynki były zmuszane do pracy ponad siły. Bez przerw, bez wakacji i bez wynagrodzenia pieniężnego. Nie miały ubezpieczenia zdrowotnego, a kontakt z rodziną był im ograniczany lub całkiem uniemożliwiany. Każda z 44 kobiet doświadczyła przemocy psychicznej. „Jeżeli nas opuścisz i będziesz miała dzieci, to urodzą się chore”, „Albo Opus Dei, albo piekło” – słyszały ciągle.

Każdy ich ruch był ściśle kontrolowany. Na chwilę same mogły być tylko w toalecie. Nie mogły czytać żadnych książek, które wcześniej nie zostałyby zatwierdzone przez ich zwierzchniczki. Co więcej, sprawdzano ich prywatne listy do rodziny, i jeżeli ich treść była „nieadekwatna”, nigdy nie trafiały do adresatów. Starsze dziewczynki namawiano do regularnego biczowania się w ramach pokuty za grzechy. Lata przemocy psychicznej, duchowej i fizycznej u wszystkich 44 kobiet doprowadziły do głębokiej depresji. Leczonej pod nadzorem Opus Dei.

Papież Franciszek jeszcze usłyszy o Opus Dei

Byłe numerariuszki pomocnicze, które zdecydowały się oskarżyć Opus Dei, stały się inspiracją dla innych kobiet na całym świecie. W mediach w Hiszpanii publikowane są podobne historie byłych numerariuszek pomocniczych. Można przypuszczać, że pozwów przeciwko tej organizacji będzie w najbliższym czasie więcej.

Pozostaje pytanie o reakcję papieża. Dwa lata temu Franciszek obniżył rangę Prałatury Opus Dei, podporządkowując ją Dykasterii ds. Duchowieństwa (wcześniej instytucją zwierzchnią była Dykasteria ds. Biskupów). Uniemożliwił prałatom otrzymywanie święceń biskupich, a świeccy należący do organizacji zaczęli podlegać bezpośrednio władzy biskupa, a nie prałata, co miało znieść hermetyczną i hierarchiczną strukturę organizacji. Jak ujawnienie historii 44 kobiet wpłynie na przyszłość tej organizacji?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 43/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Niewolnice Opus Dei