Reklama

Złudne poczucie bezpieczeństwa

Złudne poczucie bezpieczeństwa

25.05.2021
Czyta się kilka minut
Przynajmniej jedną dawkę szczepionki przyjęła już ponad jedna trzecia populacji, ale do odporności zbiorowej brakuje ­40-50 pkt. proc. Niepokojąco wygląda sytuacja w poszczególnych grupach wiekowych.
Punkt szczepień w Przemyślu, 17 maja 2021 r. Fot. Łukasz Solski/East News
C

Coraz więcej polskich szpitali umożliwia odwiedzanie chorych, a nawet rezygnuje z mierzenia wchodzącym temperatury. Ruszają restauracje i kina. Maski zniknęły z twarzy przechodniów, a często także (już niezgodnie z prawem) z twarzy osób robiących zakupy czy uczestniczących w mszach. Polska się odmraża, rośnie poczucie bezpieczeństwa. Aż zanadto – martwią się eksperci – bo maleje społeczna presja, by się zaszczepić. Dają się nawet zaobserwować postawy „semi-antyszczepionkowe” (nie zaszczepię się, ale liczę, że dzięki odporności zbiorowej nie zachoruję).

Wprawdzie przynajmniej jedną dawkę przyjęła już ponad jedna trzecia populacji, ale do odporności zbiorowej brakuje ­40-50 pkt. proc. Niepokojąco wygląda sytuacja w poszczególnych grupach wiekowych: np. przynajmniej jedną dawkę przyjęło tylko 26 proc. osób w wieku 25-49 lat, 43 proc. osób w wieku 50-59 lat, a od kilkunastu dni ani drgnęły statystyki szczepień seniorów 80+ (58 proc.). W magazynach rośnie liczba zalegających dawek, na które brak chętnych: np. do końca czerwca jest ponad milion wolnych terminów na szczepienie preparatem AstraZeneca.

Według prognoz ekspertów rządowych, opartych na analizach Institute for Health Metrics and Evaluation z Seattle, do 1 września uda się w Polsce zaszczepić ponad 22 mln osób, czyli niecałe 60 proc. populacji. „W tym momencie pozostałe osoby zaczynają pasożytować na tych, które się zaszczepiły, bo tym pierwszym wydaje się, że niebezpieczeństwo minęło – mówił w PR24 wirusolog prof. Włodzimierz Gut. – Twardogłowych przekonywać nie ma sensu. Będą mieli szansę przekonania się, czym jest ­COVID-19, kiedy zachorują”.

Rządowa kampania zachęcająca do szczepień opiera się na spotach z celebrytami. Immunolog dr Paweł Grzesiowski podkreśla, że przypomina to marketing proszku do prania, a w akcji edukacyjnej brakuje odwołania się do postaw obywatelskich: szczepiąc się, ograniczamy rozprzestrzenianie się choroby i ratujemy innych. Nie wykorzystuje się też świadectw osób, które przeszły COVID-19, ani danych o skuteczności szczepień. A na przykład z prognoz IHME wynika, że w Polsce do 1 września dzięki szczepionkom zostanie uratowanych 2,8 tys. ludzi.

Nawet minister zdrowia, choć chce być optymistą, nie ukrywa w wywiadzie dla RMF, że „jedna mutacja [koronawirusa] może wywrócić stolik, czyli całkowicie zmienić sytuację”. Poczucie bezpieczeństwa może być złudne, a wbrew lansowanemu hasłu „Ostatnia prosta” – polskiej akcji szczepień bardzo daleko do mety. ©π


Czytaj także: Europa luzuje, syci głód życia, czeka na wakacje. Niektórzy ostrzegają, że prędzej czy później przyjdzie czwarta fala pandemii – i trzeba być gotowym.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz działu „Wiara”, zajmujący się również tematami historycznymi oraz dotyczącymi zdrowia. Z  „Tygodnikiem Powszechnym” związany od 2007 roku. Studiował historię na Uniwersytecie...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

"W tym momencie pozostałe osoby zaczynają pasożytować na tych, które się zaszczepiły..."Powiada jakiś tam profesorek, oj ostatnio się ich namnożyło bezlitośnie. Ani słowa o tym, że szczepienia te są nadal traktowane jako eksperyment medyczny przez WHO. Wszystkim zaś statystykom i kalkulacjom można wierzyć na tyle, na ile są rzetelne informacje oficjalnych rządowych instytucji o pandemii. Jednym słowem totalna dezinformacja i manipulacja. Pisze pan o zalegającej szczepionce, tymczasem minister dziś donosi o opóźnieniach w dostawach i przesunięciach terminów szczepień. Czy leci z nami pilot? Energetyka została zawierzona opatrzności, system energetyczny się sypie, a o pasożytnictwie osób niezaszczepionych się dyskutuje. Chciałbym usłyszeć logiczny dowód na ową tezę. Jeśli szczepionka mnie zabezpiecza, to jakim zagrożeniem jest dla mnie człowiek niezaszczepiony. Owszem, zachoruje, wyląduje w szpitalu, może nawet umrze. ale ludzie nie tylko chorują na zarazę. Chorób jest cała masa, a do większości z nich sami się przyczyniamy, znaczy pasożytujemy? Po to wymyślono społeczny system opieki zdrowotnej, na który wszyscy łożymy. Jeśli jest niewydolny, należy pogonić tych co nim zarządzają. Jeśli zaś chcemy się trzymać realiów pasożytowania, to poszukałbym ich, nie wśród tych co korzystają okresowo z pomocy systemu, ale przy "korycie" gdzie karty rozdają.

kluczowym słowem jeżeli chodzi o szczepienia jest solidarność. Nie wszyscy mogą się zaszczepić. Ci co są zaszczepieni, chronią tych którzy nie są. Wirus u zaszczepionych się nie rozmnaża, więc się nie rozprzestrzenia, ale i co najważniejsze nie mutuje. Zaszczepiony chroni tych, którzy nie są. ALE To samo się tyczy tych, którzy już przechorowali. Ozdrowieńców. O których nikt nie mówi, jakby nie istnieli, jakby ich nie było kilka milionów. Szczepienie ma na celu bez przechorowania uzdolnić organizm do walki z wirusem. Ozdrowieńcy też to już umieją, ich system odporności pamięta wirusa, już z nim raz wygrał. To że ilość przeciwciał maleje o niczym nie świadczy. Po co organizm ma produkować przeciwciała na patogen z którym nie ma kontaktu? To by była niepotrzebna strata energii. Ważne, że pamięta. Jak się znowu pojawi, zacznie produkować przeciwciała. Nie jesteś ozdrowieńcem - szczep się. Dla siebie i innych. Bądź solidarny. Odpowiedzialny za innych.

ich też chcą szczepić, już nawet miesiąc po przechorowaniu, po co? By powikłania pochorobowe nałożyły się na poszczepienne?

Zaczepienie ozdrowiencow ma taki sam sens, jak podawanie dwóch, zamiast jednej, dawki szczepionki. Ozdrowieńcy też chorują, choć rzadziej (tak jak zaszczepieni). Szczepienie znacznie zmniejsza szanse powtórnego zachorowania.

Więcej wypowiedzi biskupów że szczepionki są zrobione z abortowanych płodów jest potrzebne. To poprawi nastawienie zwłaszcza w najstarszej grupie. A poważnie. To każdy ma prawo się nie szczepić. Ale niech sam płaci za leczenie covida gdy zachoruje i niech leczenie będzie w osobnym systemie niż NFZ i system szpitali. W Polsce w czasie epidemii dwa razy więcej ludzi umiera z powodu zablokowania systemu przez chorych na covid niż bezpośrednio z powodu tej choroby. Trzeba odblokować system, stworzyć osobny, płatny dla covidowców i poza tym ok. Niech każdy ma wybór czy się szczepić. No ale tak to zadziała w Amerycy. A u nas chorujący antyszczepionkowcy zablokują system, umrze przez nich kolejne 200 tyś ludzi. Ale będą to mieli w d..e. Odmówią paciorek i pójdą do nieba. Jedyna nadzieją że po prostu covidowcy nie dostaną opieki od lekarzy na jesieni i wtedy szczepenia ruszą. U nas wszystko zawsze po chamsku musi być.

Mają kilka razy mniej przeciwciał niż osoby po szczepieniu. Druga sprawa, że są mniej odporni od zaszczepionych na kolejne mutacje. W początkowej fazie szczepień był sens przesuwać ich na koniec kolejki, ale ponieważ radykalnie zbliżamy się do punktu gdzie zaszczepieni są wszyscy chętni, nie ma sensu przenosić ich na później. Jeśli nic się nie zmieni to na jesieni wszyscy antyszczepionkowcy dostaną kolejny dowód tego jak bardzo się mylą

1. Nikt się nie odnosi do ryzyka nałożenia się powikłań pocovidowych na poszczepienne. 2. Odporność organizmu to nie konkurs na ilość przeciwciał, choć oczywiście ma ona znaczenie, ale gdyby był to konkurs na ilość przeciwciał, to dlaczego by nie szczepić i po 6 razy? 3. Ozdrowieńcy mają bardzo zróżnicowaną liczbę przeciwciał, jedni bardzo wysoką, inni niską, poziom zmienia się też na przestrzeni czasu, zresztą po szczepionkach liczba przeciwciał także nie jest stała. 4. Różne szczepionki dają różne odporności na mutacje, zatem teza, że szczepienie daje wyższą odporność na mutacje, niż przechorowanie, wydaje się nadużyciem 5. Covid jest chorobą jeszcze nie do końca poznaną, zatem skoro zarówno przechorowanie, jak i szczepienie daje odporność warto ozdrowieńcom zostawić pełną wolność wyboru, i tych którzy po przechorowaniu nie chcą się szczepić nie szykanować, swoje przecierpieli, a dla dobra nauki i populacji lepiej wszystkich jajek do jednego gniazda nie wrzucać, badać i analizować, niemniej zyski korporacji medycznych mogą na tym ucierpieć, albo nie , będą wymagać większych nakładów na badania, i wiadomo są tacy, którzy wolą mniejszym wysiłkiem, mniejszą odpowiedzialnością, nie ma skali porównawczej do innych metod, to nie ma odpowiedzialności za błędy. 6. ech te straszenie nową falą, może i będzie, tak jak kiedyś grypy, ale bardzo wiele osób przechorowało, kto chciał się zaszczepił, personel medyczny zaszczepiony, zatem po co lockdown? po co odrębność leczenia? traktować jak kolejną falę grypy i tyle, na grypę też ludzie umierali, wystarczająco dużo ludzi się zaszczepiło i choć tempo spada, będą się jeszcze szczepić. Ci co będą chorować, mogli się przecież zaszczepić? zatem niech na własne życzenie są innego rodzaju eksperymentem medycznym. Zresztą mam nieodparte wrażenie, że więcej ludzi umarło z powodu zaniedbań leczenia innych schorzeń, niż na covid.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]