Reklama

Zakaźna choroba sejmowa

Zakaźna choroba sejmowa

08.10.2018
Czyta się kilka minut
Skierowanie projektu antyszczepionkowego do dalszych prac to nie triumf obywateli. To klęska lekarzy, naukowców i Ministerstwa Zdrowia.
Międzynarodowy marsz przeciwników obowiązkowych szczepień, Warszawa, czerwiec 2018 r. / FOT. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Międzynarodowy marsz przeciwników obowiązkowych szczepień, Warszawa, czerwiec 2018 r. / FOT. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
F

Formalnie ubiegłotygodniowa decyzja Sejmu nie musi oznaczać nic. Obywatelski projekt zakładający zniesienie obowiązku szczepień może zostać zmieniony na dalszych etapach prac, odrzucony przez Sejm albo – jak to bywało w podobnych sytuacjach wielokrotnie – dopełnić żywota w parlamentarnej zamrażarce. Ruch sejmowej większości (głównie posłów PiS, Kukiz’15 i części klubu PSL-UED) można by czytać tak: szanujemy lęki i obawy części społeczeństwa, chylimy czoło przed 120 tysiącami obywateli, którym chciało się zabrać głos w ważnej sprawie. Można by to tak interpretować, gdyby nie fakt, że PiS-owi zdarzało się już zlekceważyć obywatelskie projekty podpisane przez wielokrotnie liczniejsze grupy (patrz: poparty przez prawie milion Polaków pomysł przeprowadzenia edukacyjnego referendum).

Ale decyzja Sejmu ma znacznie ważniejszy niż ten formalny wymiar: to usankcjonowanie dość powszechnego przekonania, że dyskusja „antyszczepionkowców” ze zwolennikami obowiązkowej ochrony dzieci jest sporem równoprawnych stanowisk. Zwłaszcza że z sejmowej mównicy padały argumenty odnoszące się nie tylko do szacunku dla obywatelskiej aktywności, ale też do meritum, a głos zabierali również posłowie z wykształceniem medycznym (prezentujący stanowisko klubu PiS Krzysztof Ostrowski, lekarz, odwoływał się do społecznych obaw o… bezpieczeństwo szczepionych dzieci).

„Spór antyszczepionkowców ze zwolennikami szczepień jest dyskusją równoprawnych racji tak samo, jak w przypadku dyskusji astronomów ze zwolennikami tezy, że Ziemia jest płaska” – mówił niedawno w wywiadzie dla „Tygodnika” pediatra i były kandydat na rzecznika praw dziecka Paweł Kukiz-Szczuciński, rozbrajając niektóre „antyszczepionkowe” mity (jak ten o związku z autyzmem), ale też tłumacząc, że choć niepożądane odczyny poszczepienne faktycznie występują, to ich ryzyko jest wielokrotnie mniejsze niż ryzyko związane z odstąpieniem od szczepienia. Szczuciński przyznał również jednak: jednym z powodów popularności idei „antyszczepionkowych” jest kryzys zaufania do środowiska lekarskiego. „Może nawet ja sam jestem za to jakoś współodpowiedzialny – dodawał. – Bo jeśli nie poświęcam pacjentowi wystarczająco dużo energii, empatii, nie mam czasu, by mu pewne rzeczy spokojnie wyjaśnić, to być może w konsekwencji nabiera on po wyjściu z gabinetu wątpliwości”.

Tak, ubiegłotygodniowa decyzja Sejmu to nie triumf obywateli, ale symboliczne potwierdzenie klęski naukowców, lekarzy i urzędników Ministerstwa Zdrowia; konsekwencja nie tylko braku czasu dla pacjenta, ale też stylu komunikatów: ograniczających się zwykle do straszenia przed – realnymi skądinąd – społecznymi konsekwencjami rezygnacji ze szczepień, a w najlepszym razie piętnujących rozpowszechnianie medycznych mitów. Zróbmy zresztą eksperyment: kto z państwa zapamiętał jakiś telewizyjny spot tłumaczący ludzkim językiem, przed czym chronią nas szczepienia? Komunikat wykładający szczegółowo, czym jest niepożądany odczyn poszczepienny? Jakie są jego objawy i z czego wynikają?

Jeśli nic się w najbliższym czasie nie zmieni, popularność antyszczepionkowych idei będzie tylko rosła. Choćby dlatego, że nie czujemy się chorobami zakaźnymi zagrożeni (a nie jesteśmy nimi zagrożeni, bo – jak zauważał w „Tygodniku” Kukiz-Szczuciński – mamy szczepionki…). Jest też inny pewnik: tej popularności nie zawahają się w odpowiednim momencie skonsumować politycy, grając coraz śmielej na „antyszczepionkowej” nucie. I wpadając np. za kilka miesięcy na pomysł, by głosowany w ubiegłym tygodniu jako obywatelski projekt uczynić obowiązującym w Polsce prawem.

Czytaj także: Łukasz Lamża: Raport przed epidemią

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Przemysław Wilczyński / Fot. Grażyna Makara
Dziennikarz działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w tematyce społecznej i edukacyjnej. Jest laureatem Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej i – wraz z Bartkiem Dobrochem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

"Ale decyzja Sejmu ma znacznie ważniejszy niż ten formalny wymiar: to usankcjonowanie dość powszechnego przekonania, że dyskusja „antyszczepionkowców” ze zwolennikami obowiązkowej ochrony dzieci jest sporem równoprawnych stanowisk..." A czy np. "sporem równoprawnych stanowisk" jest kwestia zakazu transfuzji krwi, respektowana przez wszystkich lekarzy w odniesieniu do świadków Jehowy? Nikt ze służby zdrowia nie odważy się zakwestionować tego prawa (przecież jakże szkodliwego dla pacjenta i absurdalnego w kontekście biblijnych uzasadnień), które przysługuje ś.J. w Polsce od 1989r. A jak przez społeczną większość w Polsce były przyjmowane inicjatywy sejmowe o "prawną ochronę życia poczętego"? Jakie stanowisko w tej kwestii zajmowali(zajmują) dziennikarze TP? Demokracja zakłada możliwie najszerszy zakres swobód obywatelskich wg. zasady nienaruszalności cudzej wolności. Odwoływanie się do ponad indywidalnej "racji wyższej", jest już formą autorytaryzmu z odwiecznym problemem uniwersalnego autorytetu(czego w samej Europie doświadczono boleśnie choćby na tle sporów i wojen religijnych na gruncie choćby i jednego chrześcijaństwa). Jeżeli w imię pro publico bono(przeciwdziałanie rozprzestrzenianiu się chorób zakaźnych)chcemy antyszczepionkowcom narzucić "dostosowanie się do norm społecznych", to w taki sam sposób winni być potraktowane i inni reprezentanci "nierównoprawnych stanowisk"-jak np. wspomnieni już świadkowie Jehowy, środowiska LGTB(propagujacy zachowania antyrodzinne), deal narkotyków(także dopalaczy), lichwiarskich pożyczek (działalność parabanków), czy pornografi(sexbiznesu)z czym wiązałaby się konieczności ocenzurowania internetu. Zła społecznego, które by wymagało odgórnych ograniczeń, jest doprawdy sporo-wśród tych problemów, antyszczepionkowcy to raczej małe miki... Jedną z zasad społeczeństwa obywatelskiego, jest jednakowy dla wszystkich zakres swobód i powszechność obowiązującego(ograniczającego swobody) prawa. Egalitaryzm (prawny) jest fundamentem społecznej zgody.

w Jego obfitym komentarzu umknęło, że zasada nienaruszalności cudzej własności dotyczy również cudzego zdrowia :) Jeśli sąsiad się nie zaszczepi, to jest bardziej, a nie mniej prawdopodobne, że zachoruję. I wcale nie muszę się odwoływać się do "racji wyższej", żeby się o tym przekonać. Zatem przykład zakazu transfuzji krwi u świadków Jehowy jest tutaj chybiony, ponieważ skutki decyzji takiej osoby nie naruszają mojej własności. Skądinąd jestem ciekaw, dlaczego Szanowny Pan nie podniósł sprawy obowiązkowego zapinania pasów bezpieczeństwa w pojazdach samochodowych. Ten obowiązek wydaje się dużo mnie oczywisty niż obowiązek szczepień. Pozdrawiam Szanownego Pana.

Bardzo często lekarze i politycy pomimo naganiania na szczepienie innych, swoich dzieci nie szczepią (sytuacja udowodniona w wielu dyskusjach). I liczą na to, że tarcza z zaszczepionego ogółu populacji jakoś ich dzieci obroni przed chorobami. Jeśli szczepienia mają być obowiązkowe, to dla wszystkich, a nie tak jak teraz, że ktoś mając pieniądze lub znajomości jest w stanie obejść system.

że dziecko nie jest własnością rodziców i dotyczy to również ŚJ. Jeśli nie wolno dziecka zagłodzić, nie posłać do szkoły, a według dziś już powszechnego poglądu ukarać biciem, to tym bardziej nie wolno go zabić przez odmowę transfuzji. Duński parlament w tym roku głosował nad zakazem obrzezania. Pomysł upadł, ale samo podniesienie kwestii, czy rodzicom wolno naruszyć integralność cielesną syna z jakichkolwiek względów - nie tylko religijnych, bo w USA w latach 50. wykonywano ten zabieg powszechnie z powodów wówczas uznawanych za medyczne - jest samo w sobie znaczące. W przypadku dziewczynek zgadzamy się, że to horror i zbrodnia. Nie ma rozstrzygnięć aż tak prostych, jak się to przedstawia. Dr Kukiz słusznie się denerwuje, ale jak się zapewne zna na epidemiologii, tak błądzi co do epistemologii. Dyskusji o szczepionkach nie można porównać z dyskusją o kształcie Ziemi, bo inny jest sposób rozstrzygania tych dylematów. Przy okazji widać, że na gołym fundamencie wolności i praw człowieka niewiele się da zbudować bez jakichś innych zasad aksjologicznych. Wolność jednego bowiem może stać się niewolą drugiego i najczęściej trudno jest wytyczyć granicę jasno rozdzielającą dwie przeciwne sobie wolności. Konkretnie o szczepieniach: skąd taki opór przed przyjęciem zasady, że mają one być obowiązkowe, ale w razie udowodnionych negatywnych skutków dla zdrowia zaszczepionego dziecka jego rodzice i ono samo mają prawo do godziwego odszkodowania? To chyba byłoby uczciwe i moe dyskusja powinna pójść w tym kierunku. Na pewno nie należy argumentować jak w tym artykule z Wyborczej: http://zdrowie.gazeta.pl/Zdrowie/7,101580,24011735,antyszczepionkowcy-znowu-na-fali-czeka-nas-rewolucja.html, który pozostawiam bez komentarza. Sapienti sat.

ze szczególną formą zagrożenia dobra publicznego, ale czy to upoważnia do stosowania "szczególnych" standardów prawnych? Każde prawo stanowione jest formą umowy społecznej w odniesieniu do konkretnej sytuacji społeczno-politycznej i dlatego winno być odnoszone do zasad racjonalnego utylitaryzmu, a z tego wynika zasada społecznego egalitaryzmu-nie tylko jako zapisanej teorii, ale i realizowanej praktyki-to jest podstawowa zasada harmonicznej koegzystencji-powszechne prawo do życia; choć ten ideał harmonii musi uwzględniać aktualny poziom technologicznego zaawansowania. Postulowana tu powszechność prawa (do godnego istnienia) jest ciągłym mentalno-technologicznym progresem(choć np. taki św. Franciszek z Asyżu nawet w warunkach średniowiecznej prostej technologii i wciąż silnej zalezności człowieka od natury, potrafił już stworzyć model "jedności świata stworzonego" i rolę człowieka jako "panującego nad wszelkim stworzeniem", ale właśnie na drodze "sługi najmniejszego", który swym całym potencjałem egzystencjalnym służy na rzecz tej wszech-harmonii). Najwyższym aksjomatem prawa, jest racja życia (biologicznego) a nie transcendentny Bóg, bo jest on ze swej istoty zakryty, a wszelkie formy tzw. teokracji, są bałwochwalczym oszustwem "przebojowych" egotyków. Dlatego chrześcijaństwo w całej swej historii odżegnywało się od form teokratycznych, choć autorytet duchownych był (jest) formą edukacyjnego wskazania dla reszty społeczeństwa i świeckiej władzy. Chodzi o to, by przy stanowieniu prawa nie odwoływać się do aksjomatu "wyższej(bożej) racji", bo to może być li-tylko źródłem nadużyć ze strony świeckiej władzy. I chyba na problem zagrożenia epidemiologicznego patrzymy wciąż przez pryzmat "apokalipsy czarnej śmierci" z poł. XIV wieku, gdy w powszechnym odczuciu ówczesnych ludzi, dotychczasowy porządek świata uległ zagładzie-trauma, która dokonała także rewolucji mentalnej w Europie, podkopując wiarę w istotny racjonalizm rzeczywistości(jako pochodzącej od Boga-Logosu)i mozliwość osiagnięcia powszechnej harmonii stworzenia, także już w ziemskiej doczesności. Masowa śmierć wskutek epidemii zawsze towarzyszyło człowiekowi, a chorób epidemicznych nie usuniemy z naszego życia na drodze li-tylko technologiczno-medycznych rozwiązań. Bowiem nawet w XX wieku, zaraz po I wojnie światowej, wybuchła epidemia hiszpanki, która zabiła więcej ludzi, niż walki frontowe całej wojny. A to był czas, gdy medycyna miała znaczące osiągnięcia i były już stosowane szczepienia ochronne-choć nie masowe i nie przeciw wirozom(grypie). Ale to nie brak powszechnych szczepień był odpowiedzialny za ta epidemię, ale zła kondycja zdrowotna niedożywionej populacji Europejczyków. Zaś niedozywienie wynikało z sytuacji wojny, a ta Wielka Wojna wyniknęła wskutek...Tu przerwę "obfitość" moich rozważań, bo myślę, że wskazałem juz pewne przesłanie dotyczące istoty prawa, które winno regulować masze wzajemne relacje(?)

odpowiedź Szanownego Pana, jednak nie znalazłem w niej wyraźnych propozycji w jaki sposób "regulować nasze wzajemne relacje". To nie zarzut. Przedmiot sprawy jest bardzo złożony. Dlatego tym bardziej należy mu się poważna dyskusja i namysł nad zmianami w prawie. Tymczasem w debacie podnosi się przede wszystkim fakt dotrzymania obietnicy wyborczej (sic!) a nie istotę sprawy. Dziękuję Szanownemu Panu za "obfitą" i ciekawą wypowiedź :) Pozdrawiam serdecznie.

co w tej dyskusji jest istotne-czy to, że zaistniał obywatelski ruch domagający się liberalizacji prawa, z którym obecna władza(sejmowa większość) postępuje nieuczciwie(w ramach kreowania pewnego wizerunku PiS-u? Czy postulat zaniechania obowiązku pewnej procederu medycznej, której zasadność wydaje się być wątpliwa-jeżeli uzasadnieniem ma być stan zdrowia społeczeństwa, a nie np. interes przemysłu farmaceutycznego, czy funduszu opieki zdrowotnej(?) Więc powtórzę jeszcze raz, że imię zasady progresu cywilizacyjnego, w ramach którego postępuje także liberalizacja prawa, nakaz (obowiązek) szczepień winien być zniesiony-jako że nakaz jest skrajnie restrykcyjną formą prawnego obowiązku. Na gruncie wiary chrześcijańskiej można to odnieść do biblijnej zasady, że "Bóg swoje prawo zapisane na kamieniu, zapisze w ludzkich sercach, bo da im serce żywe, które zastąpi serce z kamienia". Mówiąc inaczej-w ramach rozwoju cywilizowanych relacji miedzyludzkich, empatia wobec drugiego człowieka, zastępuje respekt wobec stanowionego prawa. Czy można zaufać empatii rodzica do dziecka, że podejmie on właściwą, dobrą decyzję? Myślę, że tak. Zaś z drugiej strony "czyysto technicznej"(merytorycznej?)- czyli zagrożenia epidemiologicznego, to czy jest zasadnym forsowanie przedsięwzięcia, którego skutki są wątpliwe, lub niejednoznacznie dobre(szczepienia jako wybor mniejszego zła)? Jak ten prawny nakaz procedury medycznej ma się do fundamentalnej zasady etyki lekarskiej: primun-non nocere? W jakim procencie zmniejsza się prawdopobieńtwo wystąpienia choroby zakaźnej(epidemii)w efekcie zastosowania tej procedury-społecznie kosztownej i obciążającej organizm dziecka? Także na gruncie stricte medycznym przydałaby sie dokonać głębszej analizy skali zagrożeń-bo jest ona społecznie b. zróżnicowana(np.sytuacja dziecka w rodzinie osiadłej, a stale migrującej)

umknęło albo świadom ich nie byłem :) Za to zawsze mogę liczyć na Szanownego Pana, że problem pogłębi i oczy mi otworzy. Chapeau bas. Podzielam poglądy Szanownego Pana w tej sprawie i dziękuję za rzeczowy komentarz. Pozdrawiam serdecznie.

.

.

A mnie tam takie klimaty nie ruszają. Wszyscy niby wiemy czym był faszyzm i nazizm, a mimo to, są to ideologie coraz to popularniejsze. Wiemy do czego wiedzie nacjonalizm i nic sobie z tego nie robimy. Oglądając piramidy i inne budowle starożytnych budowniczych, popadamy w zachwyt nad osiągnięciami ich kunsztu inżynieryjnego. Cóż z tego. Skoro kilka tysięcy lat po ich dziełach, większość ludności mieszkała w ziemiankach. Jesteśmy żywym przykładem, jak szybko może człowieka dopaść głupawka. Ledwo co wyrwaliśmy się z jednego totalitaryzmu, a już tęsknimy za nim, bo się nam dupach od dobrobytu poprzewracało. Teraz przed wyborami wchodzą nam politycy do tyłka, jednak zaraz po nich tam właśnie będą nas mieli. Przecież o tym doskonale wiemy. Teraz robimy wielkie larum o szczepienia, jakiś czas temu na tapecie była aborcja, pigułka dzień po … Kto z nami dyskutuje poważnie, do uczelni wyższych wprowadza się przedmioty typu astrologia, a po seminarium duchownym państwo przyznaje tytuły naukowe. Tylko patrzeć jak kreacjonizm zastąpi teorię ewolucji, jako doktryna bardziej wiarygodna. Mnie to specjalnie nie rusza, jeśli nawiedzi nas jakaś zaraza i tak będzie ona karą bożą za grzechy, myślę że wielu kościelnych dygnitarzy gorliwie się o to modli. Świat nie zdoła udźwignąć zbyt wielu mądrych i rozsądnych ludzi, potrzeba ich zaledwie garstki by manipulować ogłupionym motłochem. I o to szanowni czytelnicy, w gruncie rzeczy chodzi.

przepraszam, ale miesza Pan wiele pojęć i wprowadza wiele nieścisłości. 1. Początek XX wieku to nie był czas, gdy medycyna miała znaczące osiągnięcia, dopiero wybijała się jako dziedzina wiedzy, zaczęła czerpać z nauk podstawowych, stanowiących jej punkt wyjścia jako nauki. 2. Wirozy to choroby wirusowe roślin, grypa do nich nie należy. 3. Szczepienia przeciw grypie to szerokie, ale jednak nieco inne zagadnienie niż aktualne dyskusje na temat szczepień u dzieci. I przy okazji tej dyskusji na razie może zostawmy ten problem, bo za bardzo odchodzimy od meritum szczepień tzw. obowiązkowych. Choć sam temat szczepień przeciwko grypie też mógłby być tematem ciekawej rozmowy. Przy okazji wyjaśnienie - to właśnie przeciw chorobom wirusowym szczególnie istotne są szczepionki, bo leków przeciwwirusowych jest bardzo mało. To właśnie przeciw takim chorobom wirusowym jak np. choroba Heinego- Medina, odra, świnka, różyczka, ospa wietrzna, wirusowe zapalenie wątroby szczepionki mogą stanowić ochronę. 4. Wytłumaczenie ogromnie wysokiej śmiertelności z powodu hiszpanki wyłącznie niedożywieniem to co najmniej ogromne uproszczenie i niedomówienie. Temat też rozległy, który zajmował naukowców. Wyjaśnień jest znacznie więcej, badano m.in. wpływ tego wirusa na układ immunologiczny i inne różne aspekty. Poza tym pierwsza fala zachorowań była dość łagodna, potem kolejna dopiero niosła ogromne, śmiertelne żniwo, a stan odżywienia ludzi między jedną, a druga falą był podobny. 5. Szczepienie to nie jest wybór mniejszego zła. Rzetelnych, naukowych informacji na temat ryzyka wystąpienia chorób zakaźnych, którym przez długie lata zapobiegaliśmy można znaleźć wiele. Na jakiej podstawie Pan wnosi, że działanie szczepionek jest wątpliwe, czy niejednoznaczne? Wręcz odwrotnie. Choćby to, że niewystępowanie chorób, które przez lata dziesiątkowały ludzi czy były przyczyną kalectwa jak np.choroba Heinego- Medina pozwalają wyciągnąć wręcz odwrotne wnioski. 6. Co Pan rozumie przez społecznie kosztowną procedurę? O jakich kosztach mowa? Zna Pan dane, ile kosztują szczepionki, a ile kosztuje choroba czy jej powikłania? I pojęcie obciążenia organizmu dziecka- co to znaczy, oprócz proszę wybaczyć – sloganu? O czym mówimy konkretnie, na czym to obciążenie ma polegać, czy mówimy np. o immunologii – wtedy warto sięgnąć do danych naukowych i dyskutować, chyba że poruszamy się wśród różnych wyobrażeń na ten temat i tym zastępujemy wiedzę naukową. 6. Każde działanie medyczne może wiązać się z ryzykiem niepowodzenia, to nie matematyka, tylko kontakt z żywym człowiekiem, a każdy z nas jest jednak trochę inny, mimo wspólnych cech biologicznych, dlatego ta dziedzina szczególnie uczy pokory, ale też zdrowego rozsądku. Współczesna wiedza medyczna dąży miedzy innymi do tego, by ryzyko działań niepożądanych zminimalizować i wskazuje na to, że ryzyko niepowodzenia po szczepieniu jest nieporównywalnie małe w stosunku do ryzyka choroby, jej powikłań, czy śmierci z jej powodu. Problem tkwi tak naprawdę gdzie indziej – w braku zaufania do lekarzy i medycyny, a znana od polowy XX wieku socjotechnika zarządzania wątpliwościami działa znakomicie i doskonale pozwala manipulować ludźmi.

ale ostatnie mnie ubawiło. Proszę jednak zajrzeć do sugerowanego przez mnie artykułu. I - nie, nie chodzi mi o tę ogólną myśl, że Polacy są takimi debilami i brudasami, że nie wolno im zostawić swobody, jaką dano cywilizowanym narodom. Tu zwrócę uwagę na jedno zdanko, kończące wyliczanie manipulacji antyszczepionkowców: "Wreszcie: wykorzystują mało znane fakty, jak choćby ten, że w wielu krajach świata szczepienie dzieci jest dobrowolne". Uwierzyłby ktoś? Powszechna nieznajomość pewnych FAKTÓW to najlepsza ochrona społeczeństwa przed manipulacją?!!! I pan(i) się dziwi, że społeczeństwo, któremu coraz trudniej odciąć dostęp do informacji, zaczyna się robić nieufne? A wczoraj prasa doniosła, że Naczelna Izba Lekarska rozważa sankcje (do wykluczenia z zawodu włącznie) wobec kilku lekarzy-posłów, którzy poparli projekt ustawy. I to jest, muszę powiedzieć, skandal. NIL ma prawo wyrazić stanowisko większości środowiska ("oficjalnej medycyny") wobec szczepień, homeopatii czy czegokolwiek innego, ale nie ma prawa karać nawet za zdanie odrębne poszczególnych lekarzy w wymienionych kwestiach, a tym mniej - za ich POLITYCZNY pogląd, że w sprawie szczepień należy zostawić swobodę decyzji obywatelom (nawiasem mówiąc, na wzór większości krajów Europy Zachodniej). Ciekawe, co te głąby zrobią po spodziewanym wsparciu przez WHO tradycyjnej medycyny chińskiej (https://www.forbes.com/sites/stevensalzberg/2018/10/01/who-endorses-tcm-expect-deaths-to-rise/)? Krok ze strony WHO głupi (moim zdaniem), ale pytam o reakcję ludzi, którym prawo pozwala na skazanie posiadacza dyplomu akademii medycznej na śmierć zawodową. Pogodzą się z tym, że teraz wolno będzie zdiagnozować u pacjenta dysfunkcję meridianu albo zapalenie czakramu, czy wezwą polskie władze do wystąpienia kraju z WHO? A może - wracając do szczepień - ten naprawdę potrzebny fundusz odszkodowawczy dla ewentualnych nielicznych osób, którym szczepienia zaszkodzą, sfinansować całkowicie z prywatnych majątków bonzów z NIL? Tyle władzy i zero odpowiedzialności? To przeciw temu jest obecny "bunt mas", a nie przeciwko nauce, rozsądkowi i zdrowiu publicznemu.

Dziękuję Sznownemu Panu/Pani za te rzeczowe uwagi pod adresem moich komentarzy-być może z braku odpowiedniej wiedzy medycznej dopuściłem się daleko idących uproszczeń w formowaniu niektórych moich tez. Jednak sama istota mojego przekazu pozostaje niejako "nienaruszona"-w postulacie upodmiotowienia człowieka w duchu chrześcijańskiego personalizmu(osoby odniesionej do Boga)i jego prawa do wolności osobistej oraz zasady społeczeństwa obywatelskiego(samostanowienia) i egalitarnatego(względem prawa i mozliwie pod względem statusu materialnego). Jest faktem, że w ramach procesu globalizacji dyktowanego względami komercyjnymi, dochodzi do dalekiej negacji wartości indywidualnego personalizmu i społecznego kooperacjonizmu, a w efekcie-do rodzącego napięcia rozwarstwienia społecznego. Jest także faktem, że w tym globalnym procesie destabilizującej komercjalizacji, pośrednio uczestniczy także środowisko medyczne-choć to nie ono same z siebie kreuje te negatywne zjawiska. W odruchu samoobrony podstawowych wartości ludzkich, ma miejsce powszechna już kontestacja polityczno-finansowo-intelektualnego establishmentu, który cokolwiek się pogubił w koncepcjach "cywilizacyjnego progressu", pozbawionych rzetelnej bazy intelektualnej(tzw. lewicowy neoliberalizm) koncepcji w sposób coraz bardziej autorytarny narzucanych społecznej większości, na zasadzie argumentu siły. Środowisko medyczne w pośredni sposób stało się także uczestnikiem tego globalnego sporu i przedmiotem kontestacji ze strony obywatelskiej samoobrony-w wielu kwestiach być może kontestacji zbyt daleko idącej, podpadającej już pod skrajny sceptycyzm wobec niewątpliwych osiągnięć medycyny. Zresztą uczestnik dyskusji "alfath" w poprzedzającym komentarzu porusza podobne kwestie, wobec czego powstrzymam się od dalszego rozwijania tych myśli, których problematyka wykracza już daleko poza kwestie li-tylko medyczne. Pozdrawiam Szanownego Pana/Szanowną Panią

Miło mi, że mogłam Pana rozbawić. W końcu śmiech to zdrowie:) Co do ostatniej kwestii w poprzednim moim wpisie. Nie chodzi o to, że nie można mieć wątpliwości, ale o to, że można nimi świetnie manipulować. Nie chodzi też o to – w nawiązaniu do zdania z cytowanego przez Pana artykułu, że trzeba chronić społeczeństwo przed manipulacją poprzez nieznajomość faktów, niewiedzę. Wręcz przeciwnie, uważam że brak czy niewystarczająca edukacja jest jedną z przyczyn aktualnego sporu o szczepienia. Problemem może być jednak czasem i nadmiar informacji, który może być dezinformujący i tu także możliwość manipulacji. Większość ludzi rzecz jasna nie przekopie się przez setki, czy więcej publikacji w medline czy pubmedzie, natomiast przyjmie wersję tej osoby, której w jakiś sposób ufa, a będzie to niekoniecznie osoba o rzetelnej wiedzy. Być może ta osoba poda taką wersję, która słuchaczowi w danym momencie odpowiada, czy po prostu jest na taką wersję zapotrzebowanie. Kolejny problem - oczywiście są możliwe, na szczęście rzadko tzw. niepożądane odczyny poszczepienne, ale trzeba wyjaśnić jak to wygląda, na czym polega. I tu się w pełni z Panem zgadzam, że trzeba w takich sytuacjach zapewnić odszkodowanie. Ale tu też potrzebna jest uczciwość i rozwaga, wnikliwa ocena, czy w danej sytuacji jest to odczyn poszczepienny, czy nie. Z doświadczenia wiem, że szczepienia stały się trochę takim „chłopcem do bicia”. Różne stany chorobowe są nimi tłumaczone. Tak to się zwykle dzieje, że gdy człowiek zachoruje na jakąś zwłaszcza ciężką chorobę, a szczególnie dziecko, to szukamy odpowiedzi dlaczego tak się stało, jaka jest tego przyczyna. Taka dociekliwość często staje się wręcz celem życiowym. I tu mamy problem. Mimo postępu wiedzy medycznej i coraz lepszej znajomości czynników ryzyka i patomechanizmów chorób, nie zawsze znajdujemy proste odpowiedzi, wytłumaczenie dlaczego na coś chorujemy. Można więc znaleźć jakiegoś winowajcę, choćby szczepionki, nawet gdyby mechanizmy patofizjologiczne zupełnie nie miały z nimi związku. Co do Izb Lekarskich – można dyskutować, czy grożenie karą pozbawienia wykonywania zawodu jest słuszne, ale nie trzeba zapominać o całym kontekście sprawy. Posłowie głosując przedłożyli możliwe profity polityczne nad wiedzę medyczną. Chcą być politykami, a nie lekarzami. Wolno im. Ich wybór. Ale wybierając zawsze jednocześnie należy brać pod uwagę konsekwencje tych wyborów, co jak sądzę uwzględnili.

Takim nadmiarem jest wiedza, w jakich krajach szczepienia są obowiązkowe? Przyswojenie sobie tej informacji nie wymaga przekopywania się przez setki publikacji, a co kto z nią zrobi... Przecież polską publiczność cały czas wali się po łbach argumentem, że "Europa" albo "świat" coś uważają albo robią tak a tak i należy ich opiniami się przejąć, a przykład naśladować. Skoro jednak Europa (ta lepsza) błądzi w kwestii szczepień, to może w innych też ;) Co do odszkodowań - przyznawałyby je sądy. To oczywiste. Co do kar dla posłów, dlaczego zakłada Pani, że kierowała nimi chęć uzyskania "profitów politycznych"? Może szczerze uważają, że ludzie powinni mieć w tej kwestii prawo wyboru? Czy posła głosującego przeciwko, powiedzmy, karaniu więzieniem za prostytucję trzeba od razu podejrzewać o chęć uzyskania rabatów w domach uciech?

że wiedza o tym, czy szczepienia w innych krajach są obowiązkowe, czy nie -stanowi nadmiar informacji. Jestem szczerze zdziwiona, że Pan wysnuł takie wnioski z mojego wpisu. Spróbuję jeszcze raz wyjaśnić. Pisząc o edukacji, rzetelnej, uczciwej informacji, jej przekazywaniu -miałam na myśli wiedzę o szczepieniach, ich działaniu, immunizacji itp. Natomiast informacja o tym, jaki jest status szczepień w innych krajach, to jakiś niewielki element dyskusji, być może rzeczywiście dla wielu ludzi bardziej znaczący od istoty samych szczepień, bo tak jak Pan stwierdził - chętnie w dyskusjach stosuje się porównania z Europą, innymi krajami. Jeśli ta wiedza wpłynie w jakiś sensowny sposób na porozumienie w kwestii szczepień, to nie mam nic przeciwko temu. Nie wiem, czemu Pan sądzi, że Europa błądzi w kwestii szczepień, jakoś tego nie zauważyłam, ale być może czegoś nie wiem i się mylę. Co do posłów, to nie mam jakoś wątpliwości co do ich postaw politycznych, a nie medycznych. Po prostu to było zachowanie „nielekarskie”. W każdym zawodzie istnieje swego rodzaju sznyt, sposób zachowania – oczywiście zawsze mogą się znaleźć wyjątki, ale na razie je pomińmy. Określony sposób zachowania wynika z wykształcenia, rodzaju zajęcia, które się wykonuje. Oni po prostu zachowali sie jak politycy, nie jak lekarze. Nie jest także tajemnicą, że w polityce ocenia się opłacalność polityczną różnych przedsięwzięć i postaw. To z resztą widać po każdej stronie politycznego sporu. A szczepienia to coś więcej niż proste prawo wyboru. Zaś rabaty w domach uciech to niekoniecznie profity polityczne :)

Ano dlatego, że w całej Europie Zachodniej oprócz Włoch i Francji szczepienia u nas obowiązkowe (błonica, tężec, krztusiec, zapalenie wątroby typu B, HiB, polio, odra, świnka, różyczka) są "zaledwie" zalecane. Szczepienie przeciw ospie wietrznej, u nas zalecane. a we Włoszech obowiązkowe, w wielu krajach (m.in. Francja, Holandia, Szwecja, Norwegia) NIE jest zalecane. Tu, bardzo proszę, wiarygodne źródło: https://ijponline.biomedcentral.com/articles/10.1186/s13052-018-0504-y. Tzw. projekt obywatelski nie zabraniał ministerstwu zdrowia rekomendowania, a nawet refundowania szczepionek, czyli w gruncie rzeczy zmierzał w kierunku obecnych rozwiązań zachodnioeuropejskich. Słusznie czy niesłusznie? Bo jeśli niesłusznie do tego stopnia, że głosujący za nim poseł, jeśli jest lekarzem, sprzeniewierza się etyce zawodowej, to nie może Pani jednocześnie twierdzić, że w Europie wszystko jest pod tym względem w porządku. Quod erat demonstrandum. NIL też nie zachowuje się w porządku, przymykając oczy na sytuację w innych krajach, którą u nas uznaje za zbrodnicze narażanie bezpieczeństwa populacji. Wiele nie mogą zrobić, ale oficjalnie potępić Szwecję czy Holandię za brak obowiązkowych szczepień - to chyba tak? Po angielsku zamiast o moralności częściej się mówi o "integralności" (integrity) i słowo to chyba dużo lepiej oddaje minimalny wspólny wymóg wszystkich etyk: nie można tych samych rzeczy mierzyć różnymi miarami w zależności od koniunktury czy widzimisię.

Jeśli szczepienie będzie tylko zalecane,a nie bedzie obowiązkowe to nie znaczy, że problem zniknie. Jeżeli spojrzymy na te kraje, gdzie szczepienia są " tylko" zalecane, to stopień tzw.wyszczepialnosci jest bardzo wysoki. Nie ma więc tam błądzenia czy podważania ich celowości. To też kwestia świadomości, pewnych zachowań, czy tzw.kultury zdrowotnej, może edukacji. Tak naprawdę, o co jest u nas ta walka, o wolność wyboru, czy raczej przeciwko szczepieniom jako takim? Jako źródle zła i nieszczęść? Jeśli zaczniemy od wolności, to jak zwykle trzeba sobie odpowiedzieć, gdzie kończy się moja wolność, a zaczyna drugiej osoby. Czy chcemy żyć w jakiejś wspólnocie, gdzie mają obowiązywać jakieś zasady, gdzie wspólnie dbamy o zdrowie, zapobiegamy chorobom, czy raczej każdy robi co chce, bo jest wolny. Ja mimo wszystko uważam, że w tej bitwie bardziej chodzi o zdewauowanie szczepień niż o jakąś wolność wyboru, która może rzeczywiście obchodzić tylko jakaś część ludzi. Cały ruch antyszczepionkowy raczej wskazuje na "szkodliwość" szczepionek i uważa je za przyczynę różnych chorób.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]