W liście Konferencji Episkopatu Polski, odczytanym w kościołach w piątą niedzielę Wielkiego Postu, nie było sensacji. Tekst był stonowany, teologicznie zakorzeniony w nauczaniu Soboru Watykańskiego II i Jana Pawła II. Przypominał o więzi chrześcijaństwa z judaizmem. Mówił, że antysemityzm jest jednym ze „śmiertelnych deficytów miłości”. W innym czasie prawdopodobnie przeszedłby bez echa.
Apel, który zdążył zrobić swoje
Jednak cztery dni po jego odczytaniu z ambon ukazał się w internecie „Apel polskiego kapłana do Polaków”. Jego autor, ks. Beniamin Sęktas z diecezji drohiczyńskiej, wyświęcony w 2020 r., nazwał odczytanie listu KEP „historyczną hańbą”.
Pisał o „mediach sprzyjających żydowskiemu punktowi widzenia”. Cytował obszernie raport z 1946 r. przypisujący Żydom „lwią część odpowiedzialności” za niechęć, jaka ich otaczała. Komentował, że zarzut antysemityzmu bywa używany przeciw Polakom przez „wrogów, Niemców, Sowietów, postkomunistów i współczesnych lobbystów żydowskich”. Niewybrednie atakował kard. Grzegorza Rysia, przewodniczącego Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem KEP.
Diecezja drohiczyńska nie zareagowała natychmiast. Musiało minąć sześć tygodni, w ciągu których list krążył po prawicowych portalach i mediach. W końcu kuria oświadczyła, że publikacje ks. Sęktasa są jego „prywatnymi opiniami”, na które nie otrzymał wymaganej zgody.
Ksiądz został upomniany, otrzymał zakaz podobnych publikacji i – jak napisała kuria – został „zobowiązany do podjęcia stosownych kroków w celu naprawienia wyrządzonych krzywd i wywołanego zamętu”. Apel zdążył jednak trafić do ludzi, zebrać tysiące wyświetleń i wygenerować falę komentarzy, w większości antysemickich, często skierowanych personalnie przeciwko kard. Rysiowi.
Kiedy młody ksiądz publicznie apeluje do kardynała, by zaniechał „pochopnego przyjmowania urzędu”, zarzucając mu szokowanie i gorszenie katolików oraz przewrotność, łatwo jest zobaczyć w tym zwykłą pychę młodości i ogromne zadufanie. Przypadek ks. Sęktasa nie jest jednak odosobniony: można w nim znaleźć diagnozę pokoleniową – młodego duchowieństwa w Polsce.
Pokolenie „młodego Kościoła” w odwrocie
Żeby zrozumieć, co się dzieje z częścią tej grupy polskiego duchowieństwa, trzeba najpierw zobaczyć, w jakim Kościele ci młodzi mężczyźni dorastali. Nie był to już Kościół lat 90., kiedy formowało się pokolenie kapłanów nieznających innego papieża. Wtedy był to Kościół większości, o dużym wpływie społecznym, patrzący z zapartym tchem na Wielkiego Polaka przemierzającego świat.
Dzisiejsi najmłodsi księża z dużym prawdopodobieństwem nawet już nie pamiętają Jana Pawła II. Albo pamiętają go jako niedołężnego staruszka, z trudem cedzącego słowa. To młode pokolenie duchownych przeżywało swoje dzieciństwo w czasach szybkiej sekularyzacji na progu XXI wieku. Nastolatkami byli w latach, gdy Kościół po raz pierwszy od wieku zaczął realnie doświadczać odpływu wiernych.
Badania CBOS pokazują gwałtowny spadek praktyk religijnych wśród młodzieży po 2015 r. Według danych Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego systematycznie maleje też liczba alumnów w seminariach – kolejne roczniki liczą niekiedy tylko po kilku duchownych. Seminaria są łączone lub zamykane. Liczby chrztów, bierzmowań i ślubów kościelnych powoli, ale wyraźnie topnieją.
W takim właśnie świecie formują się przyszli duchowni i w takim świecie stawiają pierwsze kroki jako księża. Trudno się dziwić, że właśnie w nich kształtuje się i umacnia obraz Kościoła w opresji, toczącego ostateczną walkę o przetrwanie, otoczonego wrogami. Kościoła, który jest oblężoną twierdzą.
Homogenizacja środowiska duchownych
Spadek powołań to nie tylko kwestia liczb. Często w samym Kościele słyszymy rozsądne głosy, że „księży nie musi być przecież dużo, jeśli tylko będą oni święci”. Problemem może być jednak brak różnorodności w tej grupie społecznej – efekt swoistej selekcji.
Do seminarium zawsze przychodzili różni ludzie – ambitni i pokorni, ideowi i przypadkowi, emocjonalni i introwertyczni, marzący o społecznej aktywności albo o głębokiej duchowości. Gdy kandydatów było więcej, seminarium było odbiciem zróżnicowania całego społeczeństwa.
Jeżeli dziś spada religijność i coraz mniej młodych ludzi praktykuje wiarę, coraz mniej również trafia do seminariów. Ci zaś, którzy tam przychodzą, nie odzwierciedlają już całego wachlarza postaw, ideałów i duchowości, ale są coraz bardziej do siebie podobni. Z wielkim prawdopodobieństwem można powiedzieć, że w wyborach głosują podobnie i czytają podobne portale w internecie.
Badania The Catholic Project przy Catholic University of America, prowadzone wspólnie z Gallupem, a publikowane w 2022 oraz 2025 roku, pokazują to zjawisko bardzo wyraźnie w kontekście Stanów Zjednoczonych. Mniej więcej połowa księży wyświęconych po 2010 r. określa siebie jako konserwatywnych lub bardzo konserwatywnych politycznie, a aż 70 proc. – jako konserwatywnych teologicznie.
Wśród najstarszych roczników te proporcje wyglądają odwrotnie. Można oczywiście powiedzieć, że to Ameryka: jednak mechanizmy sekularyzacji, które wpływają na ideową homogenizację seminariów, są po obu stronach Atlantyku takie same.
Powiedzieć, że seminaria „produkują” dziś księży konserwatystów, byłoby zbyt dużym uproszczeniem. Można jednak pokusić się o tezę, że w świecie, w którym bycie księdzem przestaje być społecznie atrakcyjne, ale też coraz mniej kojarzy się z intelektualnym rozwojem, po kapłaństwo sięgają ci, którzy szukają jednoznaczności w niejednoznacznym świecie. Mniej może być tych, którzy wstępują do seminarium z ciekawości. Jeszcze mniej tych, na których nacisk wywiera środowisko. Większość stanowią przekonani, że ich powołanie jest odpowiedzią na chaos świata.
Wpływ mediów społecznościowych na kapłaństwo
W polskim Kościele od lat toczyła się dyskusja, czy i na ile ksiądz może być obecny w mediach społecznościowych. Dziś to pytanie jest już w zasadzie nieaktualne: księża w tych mediach po prostu są. A skoro ich wyłączenie się z mediów społecznościowych w zasadzie nie wchodzi już w grę, powinniśmy raczej pytać, co te media z nimi i ich posługą kapłańską robią. Oraz w jaki sposób ksiądz może się przed tym negatywnym wpływem chronić.
W „fizycznym” duszpasterstwie ksiądz nieustannie zmuszany jest do relacji z najróżniejszymi ludźmi: z tymi, z którymi się zgadza, i z tymi, z którymi jest mu nie po drodze, którzy podzielają jego poglądy lub je kwestionują. W takich warunkach musi budować relacje, zachować powściągliwość, być dostępnym dla każdego.
Logika algorytmów jest sprzeczna z logiką duszpasterstwa. Algorytmy nagradzają emocje i konflikt, jednoznaczność i poczucie zagrożenia. Nie nagradzają niuansu, ostrożności teologicznej ani spokojnego towarzyszenia człowiekowi w jego codzienności.
Kazanie w kościele, zwłaszcza wygłoszone z troską i pokorą, przechodzi bez echa. Wrzucony do sieci krótki komentarz o rzekomym upadku cywilizacji czy szatańskim zagrożeniu natychmiast staje się viralem.
Oczywiście, zwykle ksiądz zaczyna swoją obecność w sieci z dobrymi intencjami: chce dotrzeć do młodych, odpowiedzieć na pytania, zaproponować kontrnarrację wobec sekularyzmu. Szybko jednak odkrywa, że spokojne treści znikają w algorytmicznym szumie, a przebijają się i żyją długo tylko te wyraźniejsze, ostrzejsze, bardziej konfliktowe.
Łatwo dać się wtedy zwieść i uwierzyć, że tego właśnie potrzebują ludzie, że on nadal jest z nimi w relacji, zaspokaja ich duchowy głód, łagodzi lęk. Tymczasem to, co jemu wydaje się odpowiadaniem na ludzkie potrzeby, w rzeczywistości jest już tylko produkowaniem materiałów pod algorytmy promujące konflikt.
To właśnie konflikt buduje księdzu lojalną publiczność. A lojalna publiczność buduje jego tożsamość: ksiądz staje się głosem wspólnoty, jej obrońcą, wojownikiem, wreszcie ideologiczną marką.
Księża z internetu
Jednym z bardziej znanych przykładów tego modelu jest ks. Daniel Wachowiak. Aktywny intensywnie na platformie X, pisze komentarze o wojnie kulturowej, kryzysie liberalnego katolicyzmu, zagrożeniach cywilizacji chrześcijańskiej.
Przez lata jednym z najchętniej słuchanych na platformach internetowych rekolekcjonistów był z kolei ks. Dominik Chmielewski, operujący językiem duchowego wojownika, oferujący dyscyplinę i wyrazistość w czasach, kiedy Kościół zdawał się mówić coraz bardziej zachowawczo i terapeutycznie. Jego popularność była spektakularna, choć cała historia miała mniej spektakularny finał (jego działalność publiczna została ograniczona).
Ważniejszy niż poszczególne nazwiska jest tu jednak sam model: ksiądz, który buduje autorytet nie przez parafię i lokalną wspólnotę, ale przez zasięgi, wyrazisty styl i algorytmiczną lojalność odbiorców. To zupełnie nowy model kapłaństwa, z którym Kościół – jak się wydaje – nie do końca jeszcze wie, co zrobić. Na razie, jak w przypadku ks. Sęktasa, reaguje po czasie. I nie jest w stanie zapobiec podobnym wydarzeniom w przyszłości.
Gdy konserwatyzm staje się radykalizmem
Aktywność księży w mediach społecznościowych wiąże się nie tylko ze zmianą języka – na adekwatny do nowych kanałów komunikacji. To także zmiana teologii. Przywiązanie do sutanny, sentyment do łaciny i przedsoborowego rytu często spotykają się z wojskową metaforyką walki i ustawiają przeciwko „liberalnemu”, „miękkiemu” czy „pluszowemu” chrześcijaństwu. Do tego dochodzi podejrzliwość wobec psychologii, dialogu i synodalności.
Ostatecznie rodzi się twór, który zdaje się być dla młodych odpowiedzią na kryzys: skoro Kościół dialogujący ze światem od czasów Soboru wciąż słabnie, to remedium może stanowić jedynie twardość, nieustępliwość i kontrkulturowa odrębność.
Takie myślenie wydaje się atrakcyjne. Łatwiej żyć w świecie czarno-białym, gdzie każdy kompromis jest zdradą, a każdy, kto myśli inaczej – wrogiem. Choć ta postawa wyrasta z konserwatyzmu, to jednak zdecydowanie go przekracza, zamieniając się w radykalizm. Konserwatysta będzie bronić tradycji i doktryny, ale pozostanie w dialogu z rozmówcą, nawet jeśli się z nim nie zgadza. Radykał będzie budował swoją tożsamość przez nazwanie i wskazanie wroga.
Konflikt z papieżem Franciszkiem
Wyraźnym wyzwalaczem dla konserwatywnego radykalizmu był pontyfikat Franciszka. Papież Bergoglio mówił o peryferiach, miłosierdziu, towarzyszeniu i synodalności. Powtarzał, że Kościół ma być szpitalem polowym. Krytykował to, co nazywał prometeizmem pelagiańskim – budowanie twardej pobożności, dbającej bardziej o własną czystość niż o spotkanie z drugim człowiekiem.
Nie jest tajemnicą, że znaczna część polskiego środowiska konserwatywno-tradycjonalistycznego – kościelnego i świeckiego – funkcjonowała w trybie cichego lub głośnego sprzeciwu wobec Franciszka. Decyzja Leona XIV o mianowaniu kard. Rysia metropolitą krakowskim była kolejnym testem.
Ks. Sęktas, wzywając kardynała do nieobejmowania urzędu, wpisywał się w logikę, którą trudno nazwać inaczej niż eklezjalną opozycją. Kościelną władzę potraktował jako zasługującą na posłuszeństwo tylko wtedy, kiedy wydaje decyzje zgodne z jego rozumieniem ortodoksji. Skutkiem takiej radykalizacji jest niemożność budowania wspólnoty z kimkolwiek, kto myśli inaczej.
Dlaczego radykalne treści trafiają do młodych?
Ks. Sęktas czy ks. Wachowiak mają swoją publiczność. Niekiedy ogromną. Trudno jest opisywać zjawisko nie pytając, dlaczego właśnie ten styl, język i taka teologia trafiają do młodych ludzi?
Badania CBOS nad kondycją psychiczną młodych Polaków pokazują narastający poziom lęku, samotności i poczucia chaosu aksjologicznego. Widzą oni świat bez jasnych granic, z rozpadającymi się instytucjami, z inflacją autorytetów i nadmiarem konkurujących ze sobą narracji. To może być dla nich paraliżujące. Ktoś, kto przychodzi i mówi im: „wiem, co jest złem, wiem, kto jest wrogiem, wiem, jak żyć” – odpowiada w prosty sposób na ich głęboko ludzką potrzebę orientacji.
Zjawisko nie ogranicza się wyłącznie do Kościoła, bo jest jednym z fundamentalnych procesów naszych czasów. W świecie nadmiaru informacji i dezorientacji posłuch zdobywają ci, którzy mówią prosto, pewnie i radykalnie – niezależnie od tego, czy mówią prawdę. To napędza polityczne populizmy, antynaukowe ruchy zdrowotne, teorie spiskowe i wspomniany wcześniej konserwatywny radykalizm. Kościelna wersja tego zjawiska jest o tyle szczególna, że boleśnie wykorzystuje język świętości i autorytet samego Boga.
Przyszłość wiarygodności Kościoła w Polsce
Ortodoksja jest czymś realnym i pożądanym, trudno sobie wyobrazić Kościół bez niej. Ksiądz, który broni nauczania Kościoła o małżeństwie, sprzeciwia się teorii gender czy krytykuje „Fiducia supplicans”, nadal mieści się w przestrzeni normalnego kościelnego sporu teologicznego. Konserwatyzm liturgiczny, przywiązanie do tradycji, sceptycyzm wobec pochopnych zmian to postawy, które są obecne w Kościele od zawsze i mają swój teologiczny sens.
Niebezpieczna radykalizacja zaczyna się tam, gdzie rzekoma obrona doktryny zamienia się w pogardę wobec tych, którzy myślą inaczej. Więcej: gdy pogarda ta zaczyna przejmować kontrolę nad teologiczną prawdą, jak wówczas, gdy w imię niechęci do Żydów odrzucane jest nauczanie Soboru.
Kościół w Polsce bez wątpienia staje właśnie przed realnym pytaniem o to, jak budować swoją wiarygodność w świecie, w którym masowy katolicyzm dobiegł końca. Jedną z odpowiedzi jest model mniejszości twórczej – Kościoła mniejszego, ale bardziej świadomego i autentycznego, obecnego w kulturze raczej przez jakość niż przez ilość. Drugą odpowiedzią może być model kontrmobilizacji: im bardziej świat jest wrogi, tym bardziej należy się zamknąć, zaostrzyć granice i zdefiniować wroga.
Pierwsza odpowiedź wymaga odwagi, bo rezygnuje z iluzji masowości. Druga jest psychologicznie łatwiejsza, bo daje poczucie walki i sensu, nawet w obliczu porażki. Internet i algorytmy nagradzają tę drugą. Nie interesuje je, czy kapłan zna teologię Kościoła, tylko czy wywołuje reakcję. Najbardziej słyszalni są ci, którzy mówią najgłośniej i najbardziej prowokacyjnie. Ks. Sęktas jest jednym z głosów w tej przestrzeni. Głosem, który choć uciszony po czasie, zostawił po sobie ślad. Głosem, który – jeśli nie będzie potraktowany poważnie – z pewnością nie będzie ostatni. Algorytm będzie działał dalej.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















