Wyrok

Wracam w tych dniach do tego, o czym pisałem po katastrofie smoleńskiej ("TP" 17/2010). Cytowałem wówczas jedną z małych próz Herberta, opisującą gwóźdź "wbity na ukos w niebo" i "błękit w sińcach".
Czyta się kilka minut

"Tragedia, o której mówimy, jest jak gwóźdź w niebie", pisałem. "Bardzo długo nie będzie można o nim zapomnieć, ominąć go spojrzeniem. »Kątem oka« wciąż będziemy widzieć ofiary tragedii. Nasze niebo jest posiniaczone, okaleczone... Nawet kiedy osłabną emocje, ślad pozostanie". O czym miał nam przypominać ten ślad? "Czy chodzi tylko o to, żeby odtąd politycy ostrożniej dobierali słowa? Żeby dziennikarze nie szczuli ich przeciwko sobie? Żeby opinia publiczna - my - odsuwała się od tych, którzy manipulują uczuciami? O to też. Ale to może przyjść tylko jako efekt głębszej refleksji i głębszej zmiany. Czy jest w nas wola takiej zmiany?".

Nadal myślę, że była w nas ta wola. Ale siniec jest coraz większy. W dodatku w środku podziałów znów znalazł się krzyż. Sytuacja stała się absurdalna, gdyż po obu stronach linii podziału znaleźli się ludzie, dla których krzyż był znakiem pełnym znaczenia. W tym sporze jednak nie o treść krzyża chodziło, ale o to, w jaki sposób można wyzyskać krzyż dla zdobycia lub utrzymania władzy. Jak udowodnić "ciemnym", że są "ciemni", a "liberałom", że są wrogami wiary. Na szczęście zwyciężyli ludzie cierpliwi. Mówię o tych, którym nie podobał się radykalizm ani jednej, ani drugiej strony. To był niepotrzebny, gorszący spór. Przypomniał nam jednak o tym, że porozumienie jest możliwe. Że wewnątrz wspólnoty nie walczy się, lecz negocjuje.

Siniec Smoleńska nie zniknie jutro ani pojutrze. Co jakiś czas będzie rozpalał kolejne głowy. Będzie argumentem w walce o władzę. Ale może też być czymś, wedle czego będzie się tę walkę osądzać. W katastrofie smoleńskiej zginęli ludzie reprezentujący różne wizje Polski. Spierali się ze sobą, może nawet uznawali jedni drugich za szkodników. Niemniej skupili się wokół czegoś, co było wspólne, i w tej wspólnocie zginęli. Ci, którym strzelano w tył głowy w katyńskim lesie, także mieli odmienne wizje Polski. Kto żyje tylko dla "swojej" Polski, ten nie rozumie, na czym polega siła owej wspólnoty.

Musimy być cierpliwi. Mówić wprost o tym, co budzi nasz opór - i umieć to ścierpieć, nie poddając się zwątpieniu. Norwid pisał o świecie zaludnionym przez ludzi niecierpliwych, który się rozpadnie, jeśli owa niecierpliwość nie znajdzie swojej przeciwwagi. Cierpliwość przywraca poczucie rzeczywistości. Ktoś musi próbować kleić to, co się rozpada.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 31/2010