Zaczynam dzień od przeczytania wiersza. To może być wiersz, który czytałem wielokrotnie, i taki, który czytam po raz pierwszy.
Wiersz kogoś, kto żył wiele wieków temu, i kogoś, kto dopiero wchodzi do literatury i właśnie przysłał mi swoją pierwszą książkę.
Wiersz długi, jak „Bema pamięci żałobny rapsod”, albo całkiem krótki, jak notatki Mirona Białoszewskiego czy Krystyny Miłobędzkiej. Wiersz „jasny jak spojrzenie w oczy” i „prosty jak podanie ręki” (Staff) albo taki, co „traci pamięć za rogiem ulicy” (Sosnowski) i trzeba razem z nim poszukać kierunku. Każdy wiersz jest dobry na dzień dobry. Każdy dzień jest dobry dla choćby jednego wiersza.
Jak poezja wpływa na nasz nastrój
Taki przeczytany wcześnie rano wiersz określa nastrój dnia lub przynajmniej przedpołudnia. Jeśli jest pogodny, pozwoli znieść poranny wysyp złych wiadomości. Z kolei ciemny i trudny w interpretacji sprawi, że byle co nie namiesza mi w głowie.
Zaczynam dzień od nastrojenia uwagi. Na co się nastawię? Jak będę dziś widział i słyszał świat? Zaczynam dzień od nastrojenia instrumentu, jakim jest język. To delikatny instrument, z którym trzeba się delikatnie obchodzić. Choć wielu z nas – mam wrażenie – po prostu bierze go do rąk, rąbie weń i twierdzi, że gra.
Z tego samego powodu, dla którego zaczynam dzień tak a nie inaczej, lubię też rozmawiać o wierszach. W tarnobrzeskim liceum omawiałem niedawno z uczniami takie wiersze, które krążą wokół pytania: czym jest poezja? Czym powinna być? Julian Kornhauser napisał na ten temat krótki utwór zatytułowany „Traktat poetycki”:
Wiele dałbym za to, żeby
ten wiersz był pudełkiem
zapałek, odkrytą lampką
na biurku, kwitkiem z pralni.
To marzenie czyni mnie
poetą.
Tytuł jest oczywiście przewrotny; poezja zawsze stara się odrobinę „przewrócić” zastaną rzeczywistość, a zwłaszcza rozmaite przeświadczenia na własny temat.
Czesław Miłosz napisał obszerną wierszowaną rozprawę o poezji, którą nie bez powodu nazwał traktatem. Kornhauser pod tym samym tytułem zamieścił dwuzdaniowy opis pewnego marzenia. Otwierające wiersz sformułowanie: „Wiele dałbym za to…” sugeruje, że nie chodzi o coś ulotnego, myśl niezobowiązującą, efektowny pomysł, który dziś ma, a jutro nie będzie mieć znaczenia.
Poezja jak rzecz codzienna
Wiersz Kornhausera jest bardzo mocną deklaracją: chciałbym, żeby to, co piszę, było tak konkretne – i potrzebne – jak rzeczy, które leżą na moim biurku.
Każda z wymienionych rzeczy służy sprawie powszedniej, a jednocześnie posiada wartość symboliczną. Zapałki to ciepło, lampka światło, kwit z pralni to czystość lub zobowiązanie. Zauważmy jednak, że poeta nie odwołuje się do żadnego z tych abstrakcyjnych znaczeń. Wskazuje konkretne przedmioty i na tym poprzestaje.
Chciałbym, żeby wiersz był rzeczą wśród innych rzeczy, mówi. Taką rzeczą, która jest pod ręką, która jest przydatna, a nawet niezbędna w codziennym życiu.
Wśród wymienionych przedmiotów zwraca uwagę zwłaszcza odkryta lampka. Najdosłowniej – to lampka, która nie ma klosza, naga żarówka wkręcona w podstawę. A więc taka lampka, która świeci i jednocześnie razi. Która nie koncentruje światła, lecz pozwala mu się rozproszyć. Oświetla nie tylko tekst, ale i otoczenie. Samo słowo „odkryta” działa na wyobraźnię: kojarzy się z wolnością, z odwagą poszukiwań.
Czasem – mówiliśmy podczas spotkania – jedno słowo potrafi poruszyć cały tekst. Jest jak lampka, która oświetla wszystkie inne znaczenia.
Oczywiście najważniejszym słowem w wierszu Kornhausera jest to, które pada jako ostatnie. Cały wiersz – nawet graficznie – sprowadza się do niego lub na nim spoczywa. Wcześniejsze wersy są mniej więcej równe, jedynie ten ostatni jest wyraźnie krótszy, zawiera tylko jedno słowo. Poetą jest ktoś, kto marzy – ale o czym?
Po co poeta marzy
Poezję często łączono z marzeniem. I dziś też patrzy się na piszących wiersze jak na marzycieli. Mimo ogromnych zmian, jakie dokonały się w poezji w ciągu ostatnich dziesięcioleci, pewne nawyki pozostały niezmienne. Poeta to w oczach wielu swoisty uciekinier z tego świata, który ewentualnie może zabrać nas ze sobą. A to przecież nieprawda. Jeśli poeta marzy – pisał Kornhauser przeszło pół wieku temu – to nie o tym, by uciec, ale aby być blisko, obok, rozumieć i świadczyć.
Zaczynam dzień od czytania wiersza. I bywa, że również w ten sam sposób dzień kończę. Po zmywaniu naczyń, wieczornych ablucjach, modlitwie. Jakiś tom wierszy leży zawsze na nocnym stoliku obok listy spraw, które muszę załatwić kolejnego dnia. Obok lekarstw, telefonu i lampki, którą gaszę przed zaśnięciem.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


















