Po wizycie u dentysty można by napisać „Rozmyślania” Marka Aureliusza

Chciałoby się, żeby ktoś nas tak dwiema wielkimi rękami objął, przytulił i głaskał aż do uspokojenia. Mógłby ktoś? Jest tam ktoś taki?
Czyta się kilka minut
Wojciech Bonowicz // Fot. Grażyna Makara
Wojciech Bonowicz // Fot. Grażyna Makara

Nad podziw dobrze zniosłem to rwanie zęba i jego konsekwencje. Nie pisałem Wam, że będę musiał wyrywać? To teraz piszę. Termin wybrałem dobry, to znaczy dzień przed własnymi imieninami. W imieniny ludzie dzwonią, nie trzeba dużo mówić, tylko: „Tak, tak, dziękuję”, „O, jak miło”, „U mnie w porządku”, „Zdrowy”.

Znieczulenie było solidne, a pan doktor Mariusz, silny jak tur, po wszystkim pochwalił mnie, że jestem dzielnym pacjentem, i wręczył mi kartkę z zaleceniami, co robić przez najbliższe dni. Na kartce było piętnaście punktów, dwa pan doktor od razu skreślił (w tym jeden o niepaleniu, bo wiadomo, że nie palę), przy punkcie szóstym – „Unikać mówienia” – tylko się uśmiechnął. 

Wróciłem do domu, prawa strona gęby trochę pulsowała, ale nawet przykładanie lodu nie było potrzebne. Dość szybko, zamiast leżeć, zacząłem się kręcić po domu, noc też minęła spokojnie, wystarczyły dwa ibupromy. Tyle że się budziłem. Nie z powodu bólu, tylko z powodu myśli. Punkt drugi mówił: „Trzymać głowę uniesioną i wypoczywać, aby nie podnosić ciśnienia krwi”. Ja w ogóle sypiam z głową wysoko, no ale tej nocy to się szczególnie starałem. A im głowa wyżej, tym myśli więcej. Człowiek mógłby w jedną noc „Rozmyślania” Marka Aureliusza napisać, gdyby nie to, że ma inaczej na imię i nazwisko.

Skądinąd ja „Rozmyślania” mam zawsze pod ręką. Tam też wszystko w punktach, precyzyjnie jest napisane, tak że życie ludzkie wydaje się czymś do opanowania, niezależnie od tego, co przynosi. A czasem pojawiają się sformułowania tak piękne, że dech zapiera. Jedno z moich ulubionych zacytuję: „Powinno się nie tylko współoddychać powietrzem otaczającym, ale i współrozumnym być z rozumem, który wszystko przenika. Moc bowiem rozumu nie mniej jest rozlana we wszystkim i przenika każdego, kto umie ją wciągnąć, jak powietrze tego, kto umie oddychać”.

Lusia przyszła się przytulić, a wtedy dwie ręce są potrzebne, więc musiałem na chwilę przerwać pisanie. Jakim powietrzem my dziś oddychamy? Mało kto mógłby powiedzieć, że powietrzem rozumności. Powiedzielibyśmy raczej, że coraz trudniej się ochronić przed wdychaniem tych ponurych wyziewów, jakie w powietrzu wiszą. Nierozumność zdaje się triumfować. 

Niby Marek Aureliusz uczy, żeby niczemu się nie dziwić ani niczego się nie bać, ale to jednak niepokojące, że świat wciąż miotany jest ambicjami jednostek, a nie rządzony jakimś rozumem wspólnym. Człowiek chętnie by z dystansu na wszystko popatrzył, ale nawet dystans nie daje już spokoju ducha, przeciwnie, dynamika zjawisk zdaje się prowadzić ten świat ku katastrofie. Chciałoby się, żeby ktoś nas tak dwiema wielkimi rękami objął, przytulił i głaskał aż do uspokojenia – jak ja Lusię przed chwilą. Mógłby ktoś? Jest tam ktoś taki?

Leżałem, a właściwie na wpół siedziałem, i myślałem o tym i owym, niekoniecznie tylko o tych szerokich planach. Na przykład o tym, że człowiek tyle w życiu zapomina, ale dentystów wszystkich pamięta bardzo wyraźnie. Począwszy od pani doktor Chrostek, do której jeździło się na Rusznikarską, żeby wyprostować niesforne zęby. Chodziłem przez jakiś czas po domu w takiej specjalnej czapeczce, którą mama uszyła według podanego przez panią doktor wzoru. Do czapeczki przymocowana była opaska na gumce, która miała podtrzymywać mi brodę. W ustach nosiłem wielki różowy aparat, który doktor Chrostek przy każdej wizycie nieco korygowała. Gdyby nie rozumność pani doktor, kto wie, jak bym dzisiaj wyglądał.

A doktor Serwin? Przyjmował w swoim mieszkaniu, w bloku, fotel dentystyczny stał w salonie, a poczekalnia była w maleńkim pokoiku obok. Wisiały tam reprodukcje obrazów z nagimi paniami, takich XIX-wiecznych. Ludzie kulili się, słysząc jęki zza ściany, a nagie panie, odpoczywające nad brzegiem strumienia, odwracały zawstydzone twarze.

Doktor męczył się przy mnie okropnie, bo moje ślinianki pracowały pełną parą, musiał bez przerwy wymieniać ligninę, a o ligninę było trudno. Niektóre zęby naprawił, inne zepsuł, w sumie jednak mam go we wdzięcznej pamięci, bo nie wiadomo, czy bez jego skrupulatności wysiłki pani doktor Chrostek nie poszłyby na marne.

Spróbujmy wyobrazić sobie świat, w którym większość zaczyna kierować się nie rozumnością, nie wiedzą, nie tym, jak działać należy, ale tym, jak im się zachce. Dziś tak postępują przywódcy, w każdym razie wielu z nich – i to właśnie budzi nasz niepokój. Ale czy tylko oni? „Nie żyj tak”, powiada Marek Aureliusz, „jakbyś miał żyć lat dziesięć tysięcy. Los wisi nad tobą. Dopóki żyjesz, dopóki można, bądź dobry”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 18/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Rozmyślania