Wobec epidemii

Nadzieja jest, ale sama sobie nie poradzi. Musimy jej pomóc.

Reklama

Wobec epidemii

Wobec epidemii

16.03.2020
Czyta się kilka minut
Nadzieja jest, ale sama sobie nie poradzi. Musimy jej pomóc.
Przed apteką w Warszawie, 13 marca 2020 r./ Alexey Vitvitsky / East News
Ś

Śladem innych krajów Europy Polska wspina się na niemal pionową ścianę wzrostu zachorowań na COVID-19. Podawanie liczb w chwili zamykania tego numeru „TP” nie ma sensu, ale jedno jest pewne: szczyt zachorowań przed nami; prawdopodobnie przez 3–4 tygodnie GIS będzie raportował coraz większe liczby infekcji i będzie rósł wskaźnik zgonów. Epidemiolodzy mówią, że walka z wirusem potrwa do wakacji; inni obawiają się nawrotu jesienią. Szczepionka to rzecz odległa: jej wynalezienie, zarejestrowanie i masowa produkcja to według optymistycznych prognoz kwestia roku.

Eksperci i środowisko lekarskie są zgodni: na początku epidemii rząd nie zapewnił odpowiedniego dostępu do testów na obecność patogenu. Prowadzono go jedynie u osób zgłaszających charakterystyczne objawy, które wróciły z zagranicy lub zetknęły się z kimś, kto tam był. Doświadczenia Korei i Niemiec wskazują, że skuteczniejszą strategią ograniczenia zasięgu infekcji jest możliwie najszersze wykonywanie testów, w połączeniu z błyskawiczną izolacją zainfekowanych. Wąskim gardłem jest jednak liczba posiadanych w kraju testów oraz wydajność laboratoriów. W poniedziałek min. Łukasz Szumowski ogłosił, że sięgnęła ona 3 tys. badań na dobę.

Lekarze, pielęgniarki, ratownicy i diagności medyczni pracują dziś non stop. Ministerstwo wyznaczyło 19 szpitali, do których mają trafiać zdiagnozowani. Wszyscy z lękiem patrzą na kraje, gdzie już kilkanaście dni temu wprowadzono tzw. triaż: pomoc otrzymują w pierwszej kolejności ci najlepiej rokujący.


POLECAMY TAKŻE: SERWIS SPECJALNY O KORONAWIRUSIE I COVID-19 >>>


Celem strategicznym jest niedopuszczenie do przeciążenia szpitali. Jaki to limit? Zbyt wiele zmiennych wchodzi w grę, by próbować go oszacować. Można podać liczbę łóżek intensywnej terapii (ok. 7 tys.), respiratorów (ok. 10 tys.), personelu anestezjologicznego i zakaźnego itp. Pod uwagę wziąć trzeba też dostępność masek, rękawic, środków dezynfekujących (bez nich najlepszy zespół nie może pracować). Ale kluczowa będzie i tak dynamika przebiegu epidemii. Nie możemy dopuścić do wystąpienia dużej liczby ciężkich przypadków naraz. Choroba COVID-19 wywołuje – głównie u osób starszych i osłabionych – obustronne śródmiąższowe zapalenie płuc. Duża liczba takich chorych paraliżuje system i zmusza lekarzy do wybierania, kto dostanie respirator.

Nie mamy wpływu na takie czynniki rozwoju epidemii, jak podatność na infekcję (tu pomoże dopiero szczepionka). Ale mamy wszelkie narzędzia, by strzaskać inny filar, na którym wspiera się COVID-19: czynnik „okazji” do zakażenia. Im więcej obywateli ograniczy swą mobilność, tym większemu spłaszczeniu ulegnie krzywa epidemiczna. Infekcji może być dużo, ale rozłożą się w czasie. Ci, którzy koronawirusa przechorują (pamiętajmy, że 80 proc. zachorowań łączy się z objawami bardzo lekkimi), nie zakażą dalej, stworzy się „odporność stadna” – i epidemia zacznie wygasać.

Zmniejszyć możemy też prawdopodobieństwo infekcji: jeśli musimy wyjść z domu, unikajmy podawania sobie rąk, starajmy się naciskać łokciem klamki czy przyciski, nie dotykajmy twarzy (bramą dla wirusa są nos, oczy i usta) i myjmy dłonie, nie oszczędzając mydła.
COVID-19 można przechodzić zupełnie bezobjawowo – ale można wtedy zarażać.

Zadanie stojące przed nami wszystkimi (choć nie przed personelem medycznym) zawiera się w haśle: „Zostańcie w domu”. Szkoły zamknięto, ograniczono handel, wiele firm przestawiło się na tryb zdalny. Dla ludzi zatrudnionych na „śmieciówkach” kwarantanna to dramat, odcięcie od dochodu; mnożą się apele do władz o programy pomocowe. To zatem i czas na działania władz, i szansa dla solidarności społecznej. Także w wymiarze opieki nad starszymi sąsiadami.

Internet, o którym tyle razy słyszeliśmy, że zwiększa dystans między ludźmi, teraz staje się narzędziem prawdziwego kontaktu. Do sieci przenosi się życie religijne i kulturalne. „Bóg nie przychodzi do nas jako epidemia – pisze w liście pasterskim abp Grzegorz Ryś. – Jego twarzą jest miłość, także ta, która z nową mocą rodzi się w nas w chwilach takich wyzwań: miłość, solidarność, sąsiedzka pomoc, wzajemna modlitwa”.

Nadzieja wisi w powietrzu, ale sama sobie nie poradzi. Pomóżmy jej.           ©℗


„TYGODNIK” NA KWARANTANNĘ

Zostańcie w domu. Zadbajcie w ten sposób nie tylko o siebie i swoich najbliższych, ale także o całą naszą wspólnotę. Zadbajcie jednak nie tylko o zdrowie w jego najbardziej elementarnym, fizycznym wymiarze, ale także o kondycję psychiczną i duchową. W trosce o te ostatnie przygotowaliśmy dla Was „Tygodnik na kwarantannę” – wybór najlepszych tekstów publikowanych w ciągu ostatnich dekad w „Tygodniku Powszechnym”; tekstów, co do których mamy poczucie, że są odpowiednie właśnie na ten czas.

Wszystkie wywiady, reportaże, eseje i artykuły publikowane w serwisie „Tygodnik na kwarantannę” są dostępne bezpłatnie. Serwis będziemy aktualizować codziennie >>>

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz działu „Wiara”, z „Tygodnikiem Powszechnym” związany od 2007 roku. Specjalizuje się w tematach religijnych i historycznych. Studiował historię na Uniwersytecie Jagiellońskim i...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

a teraz niech sobie chrześcijanie spróbują wyobrazić, zwłaszcza ci co na uchodźców z krajów ogarniętych wojną pluli, że zamiast informacji o 150, zainfekowanym spadają wam na głowy codziennie bomby i pociski moździerzowe, że nie tylko lekarstw i maseczek nie ma, ale zwykłych bandaży, żywności, wody [choć prawdę powiedziawszy przypuszczam, że Prawdziwym Patriotom Polakom Katolikom takie ćwiczenie do niczego niepotrzebne i w ich przypadku kompletnie nieskuteczne]

Dziwna wiara w "Róg obfitości" którym rzekomo dysponujemy i którym mamy rzekomy obowiązek rozdzielać dary i pomoc na lewo i prawo jest co najmniej dziwaczna. Bardzo szybko może się okazać, że to nie my komuś, ale to my sami będziemy potrzebować pomocy, czy ktoś nam pomoże? Osobiście wątpię, ale kto wie? Niemniej niemal pewnym jestem, że ci którzy najchętniej po naszą pomoc wyciągali ręce, że chętniej nas utopią i dobiją niż cokolwiek pomogą, (i nie tylko nas, zapewne nawet tych którzy dużo mocniej pomagali). Pora porzucić tą pychę, że jesteśmy w stanie na lewo i prawo pomagać i świat "zbawiać". Niemniej współpraca i sojusze są konieczne by przetrwać, zatem tak być tylko dla siebie to też droga donikąd, ale świata nie "zbawimy".

prawdopodobnie nie zna Pan powiedzenia, że prędzej chudy z głodu umrze niż gruby schudnie, przypowieść o Samarytaninie też Panu najwyraźniej zupełnie obca - zastanawiam się z jakiej choinki się Pan urwał ?

@eddiepolo w poniedziałek, 16.03.2020, 17:34. Jeśli niepotrzebne, to jaki ma sens zastanawianie się nad jego skutecznością? W obliczu problemów lepiej rozwiązywać problemy, zamiast pocieszać się wizjami gorszych nieszczęść, które spadły na innych. To najpodlejszy rodzaj katharsis.

to ćwiczenie polecam wszystkim, moje wątpliwości nie są dla nikogo przeszkodą - w obliczu problemów i nieszczęść myślę warto je dobrze 'przerobić' i swoją wobec nich postawę gruntownie przemyśleć - Pańska opinia "najpodlejszy rodzaj katharsis" bardzo mnie dziwi - pewnie z polemicznej gorączki się taka narodziła, ja uważam, że to doskonała okazja by innych zacząć r o z u m i e ć i im w s p ó ł c z u ć

Od dawna myślę w takich kategoriach, tzn. jestem świadoma jakie mam szczęście, że jestem w tym miejscu w tym czasie. Miliony ludzkich istnień miało tego szczęście mniej, choć nie wiadomo co nas jeszcze czeka. Ale patrząc na wiosenne niebo, budzącą się do życia przyrodę myślę że piękne Pan Bóg dał mi miejsce do życia, prawdziwe dzieło sztuki...

Jak świeże pączkujące kwiecie. Zapewne już jakiś osioł się sposobi, by je zeżreć albo podeptać:)
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]