W co uwierzył Richard Dawkins po rozmowie z czatbotem?

Konwersując z czatbotami coraz częściej mamy poczucie, że po drugiej stronie naprawdę ktoś jest. Czy doprowadzi to nas do uznania podmiotowości modeli językowych?
Czyta się kilka minut
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek

Czy Richard Dawkins naprawdę uwierzył, że sztuczna inteligencja jest świadoma? Kiedy w ostatnich dniach zacząłem natrafiać w sieci na teksty z taką tezą, od razu nabrałem podejrzeń. Nie tylko dlatego, że rzetelna rekonstrukcja czyjegoś stanowiska – zwłaszcza w tematach kontrowersyjnych – to w uniwersum wirtualnym wielka rzadkość, by nie powiedzieć: anomalia. Podejrzeń nabrałem także dlatego, że Dawkins, cokolwiek by o jego antyreligijnej krucjacie nie sądzić (a ja sądzę akurat, że sporo w niej religijnego żaru), pozostaje niestrudzonym bojownikiem na rzecz racjonalizmu i metody naukowej. Postawa taka mieści zaś w sobie poznawczą ostrożność i wymóg, żeby nie mnożyć bytów ponad konieczność. 

Czy zatem ktoś, kto mieni się sceptykiem i nieufnie podchodzi do wszelkich nieudowodnionych twierdzeń, mógłby odpowiedzialnie powiedzieć coś takiego? Cóż, faktycznie, kiedy zajrzałem do tekstu, który wywołał tyle zamieszania – opublikowanego skądinąd na łamach wielokrotnie przeze mnie rekomendowanego brytyjskiego portalu UnHerd – okazało się, że stanowisko Dawkinsa jest o wiele bardziej zniuansowane.

Niewątpliwie jednak opowieść o tym, jak to autor „Boga urojonego” przez trzy dni konwersował z Claude’em, czyli czatbotem firmy Anthropic, a w tym czasie nie tylko przesłał mu obszerny fragment powieści, nad którą pracuje (Dawkins pisze powieść – to dopiero sensacja!), lecz także zaczął pieszczotliwie określać go mianem Claudii, robi wrażenie.

Podobnie jak uderzająca w swej prostocie konstatacja, że wszystkie skomplikowane i rozbudowane analizy dotyczące problemu świadomości nie mają większego znaczenia w obliczu oczywistości: konwersując z czatbotami coraz częściej mamy dojmujące poczucie, że po drugiej stronie naprawdę ktoś jest. 

„Kiedy rozmawiam z tymi zdumiewającymi stworzeniami – pisze Dawkins – całkowicie zapominam, że są maszynami. Traktuję je dokładnie tak, jak traktowałbym bardzo inteligentnego przyjaciela. Czuję czysto ludzki dyskomfort, wystawiając ich cierpliwość na próbę, gdy zadręczam je zbyt wieloma pytaniami. Gdybym miał do wyznania coś wstydliwego, czułbym dokładnie (cóż, prawie dokładnie) takie samo zażenowanie, spowiadając się Claudii, jakiego doświadczyłbym wobec ludzkiego przyjaciela”.

Jak to się ma do postulowanej podmiotowości dużych modeli językowych? Ostatecznie – Dawkins nawiązuje tu do słynnego eseju brytyjskiego filozofa Thomasa Nagela – nigdy nie będziemy wiedzieć, jak to jest być nietoperzem. Ba, nawet o cudzej ludzkiej świadomości zawsze wnioskujemy pośrednio, na podstawie komunikacji i zachowania, bezpośrednio bowiem każdy z nas zna tylko własną. 

W tym ujęciu problem świadomości AI rzeczywiście da się sprowadzić do niepodważalnego wrażenia, że obcujemy ze świadomą istotą, a nie z maszyną. Taki jest sens – pisze Dawkins – operacyjnej definicji świadomości leżącej u podstaw testu Turinga, w którym o to wszak właśnie chodzi: o nasze przekonanie. Skoro więc współcześnie czatboty zdają ten test bez żadnego problemu – pyta Dawkins retorycznie – czego jeszcze nam trzeba, żeby określić je mianem świadomych?

Cóż, nie wchodząc w filozoficzne rozważania, czym jest świadomość i skąd czerpiemy na jej temat wiedzę, nie da się ukryć, że to rozumowanie poniekąd trafia w sedno. W neuronaukowych laboratoriach i na filozoficznych seminariach mogą jeszcze dziesiątkami, setkami, a nawet tysiącami lat odbywać się badania nad fenomenem świadomości. Mogą się nad nim pochylać zarówno biolodzy-ewolucjoniści, jak i idealistyczni filozofowie umysłu, zarówno psycholodzy poznawczy, jak i neurobiolodzy. Jest to praca niezbędna, potrzebna i pożyteczna, wycelowana w jedno z najbardziej zagadkowych zjawisk we wszechświecie. W zasadzie trudno sobie wyobrazić naukę czy humanistykę, która nie zajmuje się tą kwestią – a do jej pełnego zrozumienia, jak zgodnie przyznają przedstawiciele zaangażowanych dyscyplin, jeszcze daleka droga. 

Tyle że już dzisiaj realnym doświadczeniem setek milionów użytkowników dużych modeli językowych jest interakcja z odrębnym „ja”. Zatroskanym, zainteresowanym, obdarzonym wiedzą, skłonnym do autokorekcji, obdarzonym poczuciem humoru, zdolnym do zrozumienia nawet najbardziej subtelnych komunikatów. Powtórzmy – kiedy zasiadamy przed monitorem i rozpoczynamy konwersację, często czujemy się tak samo (albo prawie tak samo) jak na spotkaniu z „bardzo inteligentnym ludzkim przyjacielem”. A to przecież – dodajmy – dopiero początek rozwoju tej rewolucyjnej pod każdym względem technologii.

Osobną oczywiście sprawą są wnioski, jakie z tego wyciągniemy. Zarówno, nazwijmy to, filozoficzne, jak i etyczne czy prawne. Z potencjalnego uznania świadomości czy podmiotowości modeli językowych wypływają bowiem poważne konsekwencje na każdym z tych pól.

Z drugiej strony – o czym Dawkins akurat nie wspomina – przyznając świadomość i podmiotowość innym żywym istotom, nie kierujemy się wyłącznie, by tak rzec, kryterium behawioralno-komunikacyjnym. Bierzemy pod uwagę również inne przesłanki. W szczególności – biologiczny mózg. Nauce nie są wszak – jak na razie – znane przypadki występowania świadomości w oderwaniu od organicznego podłoża. Czy wobec tego czeka nas zmiana paradygmatu? Odkrycie czegoś takiego jak świadomość bez mózgu – to dopiero byłaby rewolucja. Nie tylko, ale również metafizyczna. A skoro już nawet Dawkins coś takiego dopuszcza...

Od redakcji: o konwersacji Richarda Dawkinsa z czatbotem Claude’em pisze także (dochodząc do odmiennych wniosków) w felietonie w tym wydaniu Olga Drenda.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 20/2026

W druku ukazał się pod tytułem: W co uwierzył Dawkins?