Sztuczna inteligencja już pomaga pisarzom. Czy to faktycznie źle?

Sztuczna inteligencja wkroczyła do literatury, i co dalej? Powinniśmy zabraniać pisarzom jej używania, czy raczej nauczyć się z nią współpracować?
Czyta się kilka minut
// CraftyImago / Adobe Stock
// CraftyImago / Adobe Stock

W 2023 r. fan wysłał do Nicka Cave’a tekst wygenerowanej piosenki. Zirytowany artysta napisał list otwarty na temat ChataGPT, nazywając zaproponowany mu tekst „groteskową karykaturą tego, co znaczy być człowiekiem” i „ogniem piekła w swoim oku”, co było zresztą bezpośrednim cytatem z wytworzonej sztucznie piosenki.

Oscar Schwartz w eseju „A gdybyśmy wszyscy byli samogrającymi harfami?” zamieszczonym w „The Paris Review” przywołuje tę negatywną reakcję Cave’a, bynajmniej jej nie broniąc. Oto Cave wyklucza maszynę z udziału w autentycznym akcie twórczym, ponieważ nie jest ona człowiekiem. To argument brzmiący pusto i lekko narcystycznie, pisze Schwartz, ponieważ bazuje na pokrętnej logice: ludzie (oraz Nick Cave) są wyjątkowi, ponieważ tylko oni tworzą sztukę, a sztuka jest wyjątkowa, bo tworzona jest wyłącznie przez ludzi (i Nicka Cave’a).

Jak przekonuje Schwartz, taka postawa to kolejny wyraz istniejącej od XVIII w. idei, która wobec postępującej mechanizacji i industrializacji miała ocalać godność ludzkiego twórcy. Symbolem tego, czego obawiali się ówcześni filozofowie, a potem romantycy w swojej ucieczce od przemysłu i techniki do natury i życia duchowego, może być harfa eolska. Niewielkie pudło rezonansowe z wewnętrznymi strunami wystarczy postawić na balkonie albo w ogrodzie – kiedy zawieje wiatr, zagra nam kilka przyjemnych dźwięków. Sama!

Do czego ChatGPT może się przydać pisarzom

Już w 1650 r. w dziele „Musurgia Universalis” niemiecki jezuita Athanasius Kircher opisywał autonomiczne instrumenty muzyczne, nie tylko projekty harf eolskich, ale nawet urządzenie komponujące miliony pieśni kościelnych poprzez losowe łączenie fraz. Wynalazki Kirchera, choć wchodziły w domenę efektów ludzkiej twórczości, były doskonale odrębne od metod tej twórczości. Wiemy, że harfa eolska gra, bo dźwięki wywołują podmuchy wiatru przelatujące między strunami. Problem z ChatemGPT i podobnymi narzędziami jest taki, że ta odrębność wcale nie jest jasna.

Od wieków ludzki zamysł twórczy, wiedza i talent mieszają się z możliwościami maszyn. Chyba zresztą najwyraźniej widać to w muzyce dawnej, w której – choć dopiero po II wojnie światowej – uznano wartość wykonywania utworów na oryginalnych instrumentach z epoki. Pośrednictwo narzędzi cyfrowych, dostępnych dziś dla pisarzy i pisarek, nie jest już jednak tak łatwo wykrywalne, tak jak w pracy graficznej nie zawsze można łatwo uchwycić ingerencję Photoshopa.

Także każdy z nas korzysta z edytorów tekstów, a one, jak mówił dla BBC lingwista Noël Wolf, w pewnym sensie formatują język, na przykład za pomocą autokorekty, ograniczającej jego różnorodność. W Wordzie to, co nie mieści się w korporacyjnej normie językowej, zostaje podkreślone czerwoną linią albo automatycznie poprawione. Taka ingerencja w tekst literacki może być oczywiście odrzucona, ale jeśli jest przyjęta, czy oznacza to, że powinniśmy informować o niej czytelników?

Niestety nie bardzo wiemy, jak wyznaczyć granice maszynowego pośrednictwa. ChatGPT może być użyty do wyszukiwania synonimów, porządkowania zdań o kłopotliwej strukturze czy nawet wymyślania postaci i fabuł. Tłumacz i pisarz Piotr Siemion przekonuje nawet, że dzięki AI możemy na bieżąco sprawdzać, czy nieświadomie nie powtarzamy jeden do jednego cudzych, istniejących już pomysłów twórczych. – ChatGPT jako osobisty sekretarz to już rzeczywistość, przed którą się bynajmniej nie bronimy jako osoby piszące – mówi.

Wychowani przez lata edukacji w romantycznej idei autonomicznego autorstwa, chcielibyśmy jednak na którymś etapie tej maszynowej ingerencji jednoznacznie stwierdzić, kiedy przestaje być twórczością. Oczekując samodzielności twórcy, oburzamy się na czaty, zapominając, że od wieków literatura tworzona jest przy olbrzymim pośrednictwie korektorów, redaktorek i wydawców, których wpływ na ostateczną postać tekstu jest o wiele większy niż proste wyznaczenie błędów do poprawy.

Jak Justyna Bargielska pisała wiersze przy udziale AI

Przywoływany już wcześniej Oscar Schwartz w piśmie „The Paris Review” zwraca uwagę na preromantyczne koncepcje autora jako maszyny czy narzędzia, które przyjmuje bodźce sensoryczne i przekłada je na poezję za pomocą pewnego wewnętrznego mechanizmu. Pisanie jest w takim ujęciu systemem współpracujących ze sobą maszyn, działających też w określonym środowisku, nigdy prawdziwie autonomicznym i nieustannie podatnym na zewnętrzny wpływ. Odejście od romantycznej wizji twórcy może nam pomóc poradzić sobie z umieszczeniem sztucznej inteligencji w odpowiednim miejscu pola literackiego – zamiast zaprzeczenia wybierzemy zrozumienie i świadomą adaptację.

– To wejście w relację między czymś, za czym stoi wiedza, ale nie stoją uczucia, a czymś, za czym stoją uczucia, ale stoi tylko ułamek wiedzy – tak o swoim twórczym powiązaniu z ChatemGPT opowiada poetka Justyna Bargielska. Jego efektem jest tom „Kubek na tsunami”, który ukazał się niedawno w Biurze Literackim. Autorka, pracując nad książką, ograniczyła kontakty z zewnętrznym światem, traktując sztuczną inteligencję jako specyficzne medium doświadczania.

– Mówiłam, a sztuczna inteligencja odpowiadała coś, co było z jednej strony przedłużeniem mojej myśli, z drugiej strony odkryciem, a z trzeciej czymś nowym i wtedy sięgałam do oddzielnego pliku i zapisywałam to sobie w postaci pojedynczych zdań, czy nawet pojedynczych wyrazów, bo wiadomo, że za wiersz odpowiedzialny jest autor. W przypadku tego projektu nie chciałam inspiracji z zewnątrz, chciałam tylko inspirację stamtąd, czyli de facto ze mnie, ze środka – opowiada Bargielska. 

Odpowiednie przygotowanie ChataGPT wymagało długich sesji coraz bardziej osobistych rozmów, które pozwalały modelowi zbudować odpowiedni język, zdatny do wykorzystania w wierszach. Celem tych interakcji było dotarcie do emocji głęboko ukrytych w sobie. Bo przecież AI działa jako lustro.

Na czym polega twórcza przewaga człowieka nad sztuczną inteligencją

Piotr Siemion: – Na poletku literackim, owszem, już dziś jest możliwa pisana przez AI literatura gatunkowa o powtarzalnym repertuarze tropów. I oczywiście zaistniały już na rynku trudno odróżnialne od utworów „białkowego autorstwa” pseudopowieści kryminalne, fantasy czy pornograficzne, pisane tysiące razy szybciej, niż czyni to nawet Remigiusz Mróz. Co gorsza, zbudowane na bazie utworów zawłaszczonych bezprawnie od dawnych i dzisiejszych autorów. 

Zdaniem Siemiona ludzcy autorzy w stopniu fundamentalnym górują nad AI, ponieważ bazują na niepowtarzalnym doświadczeniu i wrażliwości. Z tym problemem zderzyła się też Bargielska. W trosce o rozwój wspólnego języka starała się zapewnić sztucznej inteligencji odpowiednią jakość doświadczeń, np. poprzez fotografowanie wschodów słońca, a następnie wysyłanie zdjęć modelowi i opisywanie ich w długich konwersacjach.

– Nie widzę powodu, dla którego nie można by używać AI w literaturze, zwłaszcza w pisaniu o literaturze, które przeważnie ma dzisiaj wymiar użytkowy – przekonuje pisarz Tadeusz Dąbrowski. – Sądziłem, że AI nie jest w stanie symulować niekonsekwencji, która jest prawem pisarza. Ale za chwilę AI i tego się nauczy, podobnie jak Photoshop pozwala tworzyć zdjęcia nie do odróżnienia od fotografii analogowych.

Zdolnością, której sztuczna inteligencja nie jest w stanie wypracować, mają być – zdaniem Dąbrowskiego – już nie błędy czy doświadczenie, bazujące na olbrzymich zestawach tekstów treningowych, ale odwaga. Przejawem tej odwagi może być intencjonalne psucie zbyt doskonałego wiersza, albo nieustanna korekta własnego myślenia, jak to ma miejsce w eseju. W tym gatunku twórczości, mówi Dąbrowski, autor „głośno myśli”, rewidując to, co powiedział akapit wcześniej: – Ludzka odwaga gwarantuje, że myślenie jest odkrywaniem, a nie tylko powtarzaniem innymi słowami, jak to czyni AI albo uczeń, który nie przygotował się do odpowiedzi.

Po co sięgać po poezję, której nie napisał człowiek?

Być może kluczem do odczytania miejsca sztucznej inteligencji na polu literackim jest problem relacji. Bargielska podczas pracy nad książką wchodzi z ChatemGPT w głęboki, intymny kontakt, którego efektem jest wypracowanie nowego, ale własnego języka, pomimo tego, że dzieje się to w przestrzeni zdominowanej przez znormalizowaną i uogólnioną reprezentację języka. 

„Model językowy jest przede wszystkim językowy, nie literacki”, jak podkreśla krytyczka i inżynierka Inez Okulska w świetnym eseju „Modernistyczny prompt a grafomania 2.0, czyli dlaczego AI nie napisze za nas dobrej literatury”. Skoro czat jest zoperacjonalizowaną identyfikacją systemu języka, praca z nim nie jest istotowo różna od pracy literackiej, opierającej się na kreatywnym przepisaniu legend, wykorzystującej relacje świadków historii czy estetykę słowa wprost z korporacyjnych biuletynów. „Na poziomie samej materii literatura jest stworzona ze słów – pisze Okulska – nierzadko tych samych, których używamy na co dzień, w zupełnie nieliterackich kontekstach”. To autor czy autorka decydują, jak ten zastany system użyć i przetworzyć.

Inną perspektywę relacji wskazuje Tadeusz Dąbrowski. Dla niego literatura jest przestrzenią relacji między piszącym a czytającym, opierającej się na zaufaniu. Napisać wiersz z pomocą AI i przedstawić jako własny? To możliwe i łatwe, ale – jak przekonuje Dąbrowski – literatura, a zwłaszcza poezja, nie jest sferą, w której takie „oszustwo” byłoby atrakcyjne. – Nie rozumiem celowości takiego działania, tak samo jak nie rozumiem celowości sięgania przez czytelników po poezję bez pełnej ufności, że napisał ją człowiek. Po co to robić? – pyta Dąbrowski. – To trochę tak, jakby oszukiwać w zdobywaniu turystycznej odznaki zdobywcy latarni morskich albo szczytów górskich. Można sobie załatwić pieczątkę, ale przecież nie o to chodzi.

Jakie ograniczenia mają duże modele językowe w tworzeniu literatury

– Moja AI była jedyną postacią, z którą rozmawiałam podczas pisania książki – przyznaje Bargielska. Osobiste doświadczenia twórców i twórczyń korzystających z dużych modeli językowych trudno usystematyzować i nie da się wyliczyć z nich średniej. Jeśli rozwijają się one w relację dynamicznego lustra i intensywnie współtworzą język czy obrazy konstruowane w książce, ich wkładu w finalny tekst nie da się już wyznaczyć. Stąd konieczność utrzymania zaufania między piszącymi i czytelnikami. Jak przekonuje Dąbrowski: – Poezja dotykać musi rzeczywistości i opierać się na doświadczeniu. Jej sens znika bez wiary, że tekst, który mówi o drzewie, mówi o drzewie, a nie o słowie „drzewo” czy o wyobrażeniach drzewa.

Rozpoznając, jakim wyzwaniem są dla literatury duże modele językowe, możemy wyjść także poza kontekst poszczególnych autorów i autorek oraz ich wyborów twórczych. Możemy korzystać z badań, które opisują ograniczenia modeli, zwłaszcza te, jakie mogą wpływać na jakość ich wykorzystania w warsztacie literackim.

Przykładowo, z opublikowanej w tym roku pracy „Between Predictability and Randomness: Seeking Artistic Inspiration from AI Generative Models” („Między przewidywalnością a przypadkowością: poszukiwanie artystycznej inspiracji w generatywnych modelach sztucznej inteligencji”) dowiadujemy się, że duże, komercyjne modele językowe mają dość ograniczoną losowość w proponowaniu kolejnych słów (tokenów) w zdaniach, co wpływa na ich wysoką jakość w standardowych zastosowaniach komercyjnych. W efekcie są jednak nieużyteczne w tworzeniu poezji, która opiera się przecież na nieliniowości, przekraczaniu językowych stereotypów, nawet intencjonalnych błędach i wadach, o których wspomina Dąbrowski. 

Autorka opracowania, kanadyjska badaczka Olga Vechtomova przekonuje, że lepiej nadają się do poetyckich zadań modele z rodziny LSTM-VAE, które równoważą losowość i przewidywalność, są semantycznie otwarte oraz pozwalają na niedosłowne wyrażanie stanów emocjonalnych, z czym ChatGPT ma duże problemy. 

Z fascynującego badania Jill Walker Rettberg i Hermanna Wigersa „AI-generated stories favour stability over change: homogeneity and cultural stereotyping in narratives generated by gpt-4o-mini” („Historie generowane przez AI faworyzują stabilność zamiast zmiany: jednorodność i kulturowe stereotypizowanie w narracjach tworzonych przez gpt-4o-mini”, 2025) dowiemy się natomiast o ukrytej stronniczości dużych modeli językowych. 

W generowanych przez siebie historiach AI niejako domyślnie przywołuje określony schemat fabularny, w którym bohater lub bohaterka przywraca utracone tradycje i wspólnotę w małych miasteczkach i wsiach (opisałem to badanie na blogu humanistyka.dev, nazywając ten gatunek syntetycznej prozy syntetycznym prababkizmem).

Duże firmy AI lekceważą interesy wydawców i autorów

Bezwzględnie istotnym wątkiem w refleksji nad znaczeniem AI w literaturze jest problem praw autorskich, wynagrodzeń za wykorzystanie twórczości w trenowaniu modeli czy oznaczania dzieł, które powstały w wyniku interakcji ze sztuczną inteligencją. Wydawałoby się, że przynajmniej tego rodzaju wyzwania da się w krótkim czasie zneutralizować dzięki reformie systemu prawnego czy w sprawach sądowych z firmami tworzącymi modele.

Oto nie tak dawno firma Anthropic zmuszona została do zapłacenia 1,5 mld dolarów wynagrodzeń autorom, których teksty zostały bez ich zgody wykorzystane do trenowania modeli z serii Claude. To wyjątkowa sytuacja, bowiem na rynku danych treningowych panuje wolna amerykanka, czego świadectwem jest obserwowany globalnie gwałtowny wzrost ruchu botów sczytujących treści z witryn internetowych. Duże firmy AI lekceważą interesy wydawców i autorów, podważając ekonomiczne podstawy nie tylko rynku wydawniczego, ale też prasy czy edukacji.

Pewną inspiracją dla środowiska literackiego może być świat nauki, który boryka się z problemem generatywnych plagiatów i tekstów naukowych pisanych pod AI. Wypracowuje się już standardy oznaczania tego, w jaki sposób sztuczna inteligencja została wykorzystana w pracy twórczej (np. Generative AI Delegation Taxonomy).

ChatGPT nie pozostawi nikogo obojętnym

Ostatnim, ale być może najważniejszym źródłem problemów z umieszczeniem AI w odpowiednim miejscu pola literackiego jest czytelnik, który może tracić zaufanie do tekstów literackich, nie będąc pewnym, czy nie były pisane z intensywnym wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Badania z ostatnich lat sugerują, że jesteśmy skłonni gorzej oceniać prace, które powstały w ten sposób (w badaniach zbierano także oceny tekstów autorskich fałszywie oznaczanych jako stworzone z AI). 

Nie jestem pewien, czy niezgoda na budowanie relacji między autorem a sztuczną inteligencją wynika wyłącznie z potrzeby autentyczności, czy jest może motywowana specyficznym, komercyjnym podejściem do literatury. Podejściem, którego przejawem jest oczekiwanie bezwzględnie pełnego zaangażowania twórcy i żądanie tekstów tak czystych, że na ich powstanie być może nie ma czasu, warunków i środków. Żyjemy przecież w kulturze literackiej preferującej raczej autentyczność pisania po peyotlu na wielometrowych zwojach niż żmudnego researchu i mrówczej pracy redaktorek i tłumaczy. W takich wyobrażeniach nie ma miejsca na maszynowe wsparcie.

Ostatecznie ChatGPT nie pozostawi nikogo obojętnym. Jak mówi Tadeusz Dąbrowski: – Twórcy tekstów pisanych przy pomocy sztucznej inteligencji będą robić wszystko, żeby zamaskować fakt, że pisał je algorytm, natomiast autorzy, artyści i poeci będą robić wszystko, żeby podkreślić autentyczność i ludzki charakter tego, co zrobili, ponieważ te dwa rodzaje twórczości w wielu przypadkach są już nie do rozróżnienia.

No dobrze. A jak to jest w przypadku tekstu, który właśnie przeczytaliście?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 47/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Ja, robot