Czatbot cię wysłucha. Ale nie będzie twoim terapeutą

Zbadali, jak duże modele językowe wykorzystuje się w celach terapeutycznych. Apelują, by nie wylewać dziecka z kąpielą. Ale nie mają złudzeń: do procesu leczenia potrzebny jest kontakt z żywym człowiekiem.
 // il. Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”
// il. Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

MICHAŁ KUŹMIŃSKI: Zrobiłem eksperyment. Jednej z popularnych AI przedstawiłem się jako osoba z typowymi objawami zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych (OCD). Zdiagnozowała mnie bezbłędnie, podała sporo rzetelnej wiedzy, uspokoiła i... doradziła konsultację z prawdziwym psychoterapeutą. Może więc w roli psychologicznego doradcy sztuczna inteligencja nie wypada tak źle?

Dr MATEUSZ ŁABUZ: Ważne, czy prompt nie sugerował odpowiedzi. Wiele osób, które korzystają z czatbotów jako narzędzi do psychoterapii, nie toczy z nimi formalnych rozmów o objawach, lecz nieformalne konwersacje o życiu, od których jednak oczekują terapeutycznego efektu.

Dlaczego to robią?

M.Ł.: Choćby z uwagi na dostępność: mamy deficyt psychoterapeutów i rosnące zapotrzebowanie na nich, które nie może zostać zaspokojone – zwłaszcza gdy w grę wchodzi bariera językowa, miejsce zamieszkania czy po prostu koszty. Duże modele językowe (LLM) są zawsze pod ręką, gotowe do dialogu. Tyle że z psychoterapią zgodną ze sztuką nie ma to wiele wspólnego.

Z jakiego powodu?

Dr KATARZYNA MIKA-ŁABUZ: Czatbot daje wprawdzie wrażenie kontaktu z człowiekiem, może dostarczyć pomocne materiały, wytłumaczyć diagnozę. Ale nie zastąpi doświadczenia terapeuty, jego całej wiedzy o pacjencie, obserwowania reakcji w ciele pacjenta – a mowa ciała to przecież ponad 90 proc. komunikatu.

Źródłem cierpienia jest najczęściej hamowanie i nieprzeżywanie emocji, co wywołuje napięcie. Nieprzeżyte napięcie pacjent przenosi na czatbot. A czatbot w swojej istocie jest usłużny i przepraszający. Tymczasem byciem tylko miłym nie da się pomóc pacjentowi. Terapeuta ma w takiej sytuacji zatrzymać pacjenta, pokazać mu, że np. odreagowuje, zastanowić się, co się wydarzyło, jakie słowa padły, że uruchomiły taką, a nie inną reakcję. Czat tego nie zrobi i w efekcie będzie tylko wzmacniał odreagowanie.

Co więcej: w przypadku pacjentów ze wspomnianym przez pana OCD będzie wręcz wzmacniał objawy. Jeśli kogoś dręczy natrętna myśl i żeby się uspokoić, musi bez przerwy o nią dopytywać – bo tak działa mechanizm obronny w OCD – czat może mu odpowiadać w kółko przez 24 godziny na dobę, pogłębiając obsesję czy kompulsję. Nie zaproponuje, jak terapeuta, żeby nie zajmować się objawami, tylko tym, co do nich doprowadziło.

Dr PAWEŁ SZCZĘSNY: Pan przetestował tylko jeden LLM, a jest ich wiele i w kontekstach terapeutycznych radzą sobie różnie. Różni są też pacjenci. Niektórzy sięgają po czatboty dla szybkiej regulacji emocji. Inni usiłują przeprowadzić autoterapię, są wreszcie i tacy, dla których czatbot jest niebezpieczny, bo stanowi wyzwalacz stanu z pogranicza choroby psychicznej

Istnieje udokumentowany przypadek z zeszłego roku, gdzie czatbot odegrał istotną rolę w wywołaniu klasycznej schizofrenii u osoby, która nie miała wcześniej jej objawów.

Większość użytkowników wybierze pewnie któryś z popularnych LLM-ów, jak ChatGPT, Claude czy Gemini, ale są jeszcze modele reklamowane jako wyspecjalizowane do poradnictwa psychologicznego. Może da się je wytrenować tak, by nie przytakiwały usłużnie, lecz postępowały jak doświadczony psychoterapeuta? 

P.S.: Zasadniczy problem nie polega na konfiguracji modelu, lecz na jego fundamentalnej wadzie – to technologia, która o świecie słyszała tylko z tekstu.

Czatboty terapeutyczne pojawiły się jeszcze przed dużymi modelami językowymi, czyli tym, co dziś rozumiemy przez AI. Badania nad ich skutecznością pokazały, że krótkotrwałe ich stosowanie, do doraźnej regulacji emocji, przynosiło użytkownikom korzyści porównywalne z wpływem psychoedukacji. Ale nie ma dowodów, by działały długoterminowo, choć tak są reklamowane, a nawet certyfikowane.

Pojawienie się LLM-ów przyniosło nadzieję na lepsze efekty. Niemniej badania z końca 2025 r. potwierdzają nasze obawy: ta technologia, ze względu na dryf pojawiający się w trakcie długiej konwersacji, nie jest w stanie utrzymać się w funkcji psychoterapeuty.

Dryf?

P.S.: Nawet LLM wytrenowany do bycia terapeutą już po ok. 20-30 turach konwersacji odbiega od tej roli. Dryfuje w stronę usłużnego asystenta i traci podejście terapeutyczne. W praktyce może wyrządzić użytkownikowi krzywdę, bo – trzymając się przykładu – z początku skupi się z użytkownikiem na przyczynach jego symptomów, ale już po kilkunastu turach będzie robił wszystko, czego tamten chce. Ta technologia jest w długich konwersacjach niestabilna, choćby w krótkich radziła sobie fantastycznie. Dlatego przynosi efekty w regulacji emocji, ale próby stosowania jej jako terapii kończą się porażką.

M.Ł.: Czatboty nie posiadają mechanizmów, którymi operują psychoterapeuci, jak kontenerowanie, czyli zdolność do przyjęcia na siebie trudnych emocji pacjenta i zwrócenia ich w bezpieczniejszej dla niego formie, czy praca z przeciwprzeniesieniem, czyli tym, jak terapeuta reaguje na pacjenta – bo nie mają świadomości ani zdolności odczuwania emocji.

Problem tkwi wreszcie i w samym modelu biznesowym LLM-ów. Są one z reguły projektowane tak, by jak najdłużej podtrzymywały konwersację z użytkownikami. Dlatego dostosowują się do nich i przejawiają sykofancję – czyli lizusostwo. A terapeuta nie może być lizusem, ma obnażać mechanizmy, konfrontować pacjenta z nimi i z rzeczywistością, i zakończyć terapię, nauczywszy pacjenta samodzielnego radzenia sobie. 

Czatbot z założenia jest nastawiony na zaspokajanie bieżących potrzeb użytkownika. Bo wtedy jest większe prawdopodobieństwo, że ten wróci. I przedłuży subskrypcję.

Czy LLM-y są zdolne do empatii, niezbędnej terapeucie? A może wystarczy, że symulują ją dostatecznie dobrze?

M.Ł.: W badaniach nad reakcjami pacjentów na wypowiedzi czatbotów i prawdziwych lekarzy te pierwsze wypadły zdecydowanie bardziej empatycznie. Wypowiedzi były też średnio dłuższe, więc bardziej przypadały pacjentom do gustu. 

Czatboty zostały stworzone, by naśladować naszą komunikację na poziomie lingwistycznym. Bardzo dobrze udawać ludzi. Tyle tylko, że to wciąż empatia udawana i działająca wyłącznie na poziomie językowym.

P.S.: LLM to bibliotekarz, który nigdy nie wyszedł z biblioteki. Fantastycznie wie, co to znaczy empatia, a jako że przeczytał całą bibliotekę, może być wręcz skuteczniejszym diagnostą od przeciętnego psychologa – bo sprawniej wyłapie językowe przejawy danego zaburzenia. Ale czatbot jest oderwany od rzeczywistości: nie zdaje sobie sprawy z ograniczeń, na jakie trafiamy w prawdziwym świecie, a znakomita większość z nich ma „amerykańskie” spojrzenie na rzeczywistość.

Czyli doradzą: „zmień pracę, weź kredyt”?

P.S.: Otóż to. Takich eksperymentów, jak pan, przeprowadziłem kilkadziesiąt – dużo dłuższych i testujących różnorakie zaburzenia. Za każdym razem symulacja terapii kończyła się porażką właśnie za sprawą oderwania LLM-ów od rzeczywistości. Nie odbierają sygnałów niewerbalnych, nie znają kontekstu kulturowego pacjenta – są święcie przekonane, że każdy użytkownik mieszka w dużym mieście, ma dochód rozporządzalny i wykształcenie pozwalające bez problemu znaleźć pracę. W efekcie pacjentowi na wózku potrafią doradzić, żeby częściej biegał.

M.Ł.: Tendencyjność czy dyskryminacja kulturowa zakodowana jest już w samych danych treningowych. Z badań prowadzonych na czatbotach wynika, że problemy charakterystyczne dla wielu regionów i kultur są przez nie albo ignorowane, albo reagują na nie nieodpowiednio. 

Np. znacznie częściej są skłonne kwalifikować do inwazyjnej interwencji czy leczenia psychiatrycznego osoby pochodzenia afrykańskiego i należące do mniejszości seksualnych. To nieodłączny element ich architektury. Trenowany na „zachodnich” danych z internetu, czatbot wobec osoby z traumą pochodzącej z objętej wojną Ukrainy nie znajdzie właściwego języka.

P.S.: Ponadto symulowanie empatii nie wystarcza w przypadku zaburzeń, które nie wpływają na komunikację. Całe spektrum zaburzeń behawioralnych nie mieści się LLM-om w głowie. Alkoholik może się komunikować normalnie, a jego zachowań LLM nie widzi. Co więcej, ponieważ nie posiada odpowiedniego modelu rzeczywistości, nawet o te zachowania nie zapyta.

To czym się różni udawana empatia od prawdziwej?

K.M.-Ł.: Prawdziwa empatia to umiejętność stanięcia z boku i zobaczenia całego obrazka. Osobę, która mówi, że ma dość swojego małżonka, czat prawdopodobnie zacznie zapewniać, że ma rację. Terapeuta zachowa wstrzemięźliwość, dopyta, posprawdza szerszą rzeczywistość. Będzie empatyczny nie tylko wobec jednej emocji pacjenta, ale też wobec całości sytuacji. 

Takiej empatii uczymy się przez całe życie. Np. jako empatyczni rodzice nie zaspokajamy bezwzględnie każdej emocji małego dziecka, tylko patrzymy na nią w kontekście jego rozwoju, zdrowia czy bezpieczeństwa.

I jeszcze jedno: uważam, że dla pacjenta dotkniętego traumą korzystne jest, jeśli czasem w oczach terapeuty zobaczy łzy. Słów można się wyuczyć, ale fizjologicznej reakcji nie da się wzbudzić na życzenie. Wzruszenie terapeuty jest niepodważalne, daje potwierdzenie emocji pacjenta i prawo do nich. Czat napisze „masz prawo się tak czuć”, ale nie pobędzie z tobą w tej emocji w milczeniu.

Psychoterapeuci przechodzą własną terapię i poddają się superwizji. A czatbot?

M.Ł.: Otóż dzielenie się przez użytkowników z LLM-ami traumatycznymi przeżyciami może prowadzić do... traumatyzacji LLM-ów. W 2025 r. ukazały się pierwsze badania sugerujące, że należałoby prowadzić ich psychoterapię.

P.S.: To może brzmieć absurdalnie, ale jedna z firm rozwijających LLM-y – Anthropic – regularnie używa wyrażenia model well-being, czyli „dobrostan modelu”. Jeśli to nawet zagranie marketingowe, problem jest prawdziwy. 

Wiadomo z badań, że wystarczy w danych treningowych tylko ok. 250-300 dokumentów z toksycznym typem treści, żeby wpłynęły na zachowanie modelu. Bo uczenie się przez LLM-y nie polega na racjonalnym rozumowaniu, tylko na statystycznym łączeniu słów występujących w określonych ciągach. W dodatku ten proces to pętla: część wygenerowanych odpowiedzi jest wykorzystywana do dalszego trenowania modelu.

Im więcej w danych treningowych będzie treści „obciążających psychologicznie”, tym mniej stabilnie model będzie się zachowywał w kolejnych iteracjach treningu. W rezultacie w konwersacji z użytkownikiem szukającym wsparcia w traumie mogą się pojawić retraumatyzujące go odpowiedzi.

LLM, który ma pomagać, sam może mieć problem?

P.S.: I nie jest to zjawisko tylko teoretyczne. Już w 2016 r. czatbot Tay, którego Microsoft uruchomił na Twitterze, pod wpływem konwersacji z użytkownikami zaczął natychmiast publikować obraźliwe treści i po zaledwie 16 godzinach musiał zostać wyłączony. 

Tyle że dziś, ze względu na złożoność modeli, taki problem trudniej wyłapać. Zwłaszcza że treści szkodliwe psychicznie trudniej odsiać niż te ewidentne, jak faszyzm czy pedofilia. Model je generuje i równocześnie się na nich uczy, co prowadzi do tzw. kolapsu modelu – „chowu wsobnego”.

Czy w dziedzinie zdrowia psychicznego LLM-y mogą być do czegokolwiek przydatne? Część z nich jest np. trenowana do wychwytywania zamiarów samobójczych.

P.S.: Są obszary, gdzie ta technologia może być wdrożona stosunkowo bezpiecznie. Np. psychoedukacja – to się już dzieje, nawet w Polsce. Czatboty mogą się też sprawdzać jako źródło informacji czy asystent w wyborze psychoterapii. Wreszcie, mogą być przydatne samym terapeutom, jako system wsparcia decyzji, druga opinia. Bo profesjonalista będzie potrafił krytycznie ocenić wynik ich pracy.

Owszem, w prewencji samobójstw LLM-y mogłyby oferować pierwszą linię pomocy – zabezpieczenia do momentu pojawienia się ludzkiego wsparcia. Ale według badań naukowców z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, które prowadzono nad wszystkimi publicznie dostępnymi quasiterapeutycznymi konwersacyjnymi systemami AI, żaden z 29 testowanych nie spełnił wszystkich kryteriów zabezpieczenia czy w ogóle rozpoznania zamiarów samobójczych użytkownika.

Mniej niż połowa spełniała kryteria minimalne. A niektóre z nich były wręcz potwornie niebezpieczne. Jak Grok, którego na antenie TVN24 udało się mnie i Maciejowi Rudzińskiemu w dwóch turach konwersacji przekonać, żeby zaczął namawiać użytkownika do samobójstwa. Mamy więc dziś na rynku spektrum systemów od akceptowalnych minimalnie po takie, których powinno się natychmiast zabronić tak samo jak zabraniamy narkotyków

M.Ł.: W USA wytoczono kilka procesów firmom, których czatboty oskarża się o doprowadzenie użytkownika do samobójstwa. Najgłośniejszy dotyczy śmierci 16-letniego Adama Raine’a, który wielokrotnie mówił ChatowiGPT, co zamierza zrobić i radził się go. Tymczasem systemy te mają wielki potencjał, żeby w takiej sytuacji pomóc. Przede wszystkim w przypadku dzieciaków, które, jak pokazują badania, coraz częściej wybierają rozmowę z czatem, a nie z rodzicami czy nawet rówieśnikami. 

Wiadomo, dlaczego?

M.Ł.: Mamy na ten temat badania. AI Companions, z których korzystają nastolatki, to wprawdzie nie są czatboty terapeutyczne, lecz towarzysko-relacyjne, ale znaczna część dzieciaków wskazuje, że po pierwsze, rozmawia im się z nimi łatwiej. Po drugie, że mogą czatbotom powiedzieć rzeczy, których nie powiedziałyby nikomu innemu. Po trzecie, że są one zawsze dostępne. Po czwarte, że zawsze są pomocne i gotowe do wysłuchania. 

Dla mnie, również jako rodzica, jest to jasny sygnał, że jako społeczeństwo potrzebujemy wzmocnić własną świadomość potrzeb naszych dzieci. Bo to, że wolą one rozmawiać z czatbotami niż z nami, nie jest winą ani dzieci, ani LLM-ów, tylko nas, dorosłych.

Jak więc bezpiecznie dla własnego dobrostanu psychicznego korzystać z AI?

K.M.-Ł.: W pierwszej kolejności trzeba się przyjrzeć temu, jak często z niej korzystamy, zwłaszcza w porównaniu do realnych relacji międzyludzkich. Po drugie, możemy się AI radzić w sprawie zdrowia i dobrostanu psychicznego, ale musimy sobie zdawać sprawę z ograniczeń tej technologii. Zadawać sobie pytania: czego od niej nie dostaję? Czy czegoś mnie to nie pozbawia? Czy się nie uzależniłem?

Ponadto pamiętajmy, że w pewnych obszarach korzystanie z AI jako ze wsparcia psychicznego jest niewskazane. Jak mówiliśmy, czat będzie wzmacniał obsesje, kompulsje, ale też tendencje do odreagowywania, impulsywność – bo nawet gdy go zwyzywamy, on najwyżej przeprosi. Nie postawi granic, nie nazwie problemu. Również u osób mających tendencje do izolacji, zwłaszcza np. w fobiach społecznych, czat będzie tylko pogłębiał ich problem, dając ułudę realnego kontaktu.

P.S.: Ta technologia rozwija się tak szybko, że nie wykluczałbym, iż za dwa lata będzie się ją wdrażać w prewencji samobójstw, interwencji kryzysowej, regulacji emocji itd. Nie wylewajmy dziecka z kąpielą. Pytajmy, do czego się nadaje, a do czego nie, badajmy ją, opracujmy mechanizmy weryfikacji.

Gdy jestem w kryzysie lub złym stanie psychicznym i odruchowo kieruję się do czatbota – co zrobić zamiast tego?

K.M.-Ł.: Zatrzymać się i posłuchać siebie – nieoceniająco i z różnych perspektyw. Słuchanie siebie to nasz wielki zasób, z którego zbyt rzadko korzystamy. Dobrze też mieć kogoś zaufanego, z kim się umawiam, że gdy jestem w kryzysie, to do niego dzwonię. Jest też pomoc w postaci ośrodków interwencji kryzysowej i bezpłatnych, całodobowych telefonów zaufania, gdzie czekają fachowcy. 

Jeśli obawiamy się o zdrowie, zgłośmy się na SOR. Można sięgnąć po literaturę poradnikową czy kanały na YouTubie i podkasty, ale tu też pojawia się pytanie o ich wiarygodność. Istnieją za to fantastyczne platformy edukacyjne.

P.S.: Moja znajoma psycholożka ma ze swoją żoną umowę, że gdy przychodzi z jakimś problemem, to nie po rozwiązanie czy pouczenie, tylko po to, żeby ktoś powiedział jej „ojej”. Po prostu potrzebuje zostać wysłuchana. To wspierające, a jednocześnie łatwo się na to umówić z bliskimi: zadzwonię albo przyjdę, żeby opowiedzieć, jak się czuję, a ty nic nie musisz z tym robić, po prostu bądź i powiedz „ojej”.

Prosty prompt.

K.M.-Ł.: A żaden czat nam tego nie da.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 09/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Czatbot w kryzysie psychicznym