Jak w Wielkim Poście powrócić do duchowej równowagi

Tradycyjne praktyki – modlitwa, post i jałmużna – to przydatne mechanizmy kontrolowania naszej uwagi i zachowania duchowej równowagi.
Czyta się kilka minut
Fot. Konstantin Yuganov / Adobe Stock
Konstantin Yuganov / Adobe Stock

Askesis znaczy ćwiczenie. Wielkopostną ascezę spróbuj więc zacząć od takiego ćwiczenia: włącz jakąś muzykę, najlepiej zespół złożony z kilku instrumentów. Skup się na rytmie, słuchając dokładnie, ilu różnych bębnów używa perkusista... Słyszałeś słowa wokalu? A teraz słuchaj bez szczególnego skupiania się na jakimś elemencie. Niech muzyka gra, a ty stań na jeden nodze; na samych palcach. Stojąc tak, spróbuj zastygnąć nieruchomo... Co się stało z Twoją percepcją muzyki? A przecież brzmiała cały czas tak samo.

Możesz wykonać jeszcze inne ćwiczenie: pomyśl o czymś trudnym, co czeka cię w najbliższej przyszłości (co i tak, zapewne, narzuca się twojej świadomości); zaangażuj się w intensywne rozbudowywanie tej mentalnej historii... A teraz zacznij poruszać oczami, zatrzymując wzrok na około sekundę – nie dłużej – na jakimś przedmiocie i nazywając, co widzisz (potem przenosząc wzrok w inne miejsce). Co stało się z twoimi myślami o trudnej przyszłości?

Dobre i złe strony wybiórczości uwagi

Uwaga – bo ona jest głównym organem powyższych ćwiczeń – jest między innymi zdolnością i narzędziem selekcji, wyboru. Ilość bodźców, które do nas docierają w każdej sekundzie, przekracza nasze zdolności percepcji i możliwości asymilacji. Dlatego nasz umysł, za pomocą uwagi, tylko niektórym sygnałom pozwala dotrzeć do świadomości. Selektywność uwagi związana jest też z naszym działaniem. W każdej chwili otwiera się też przed nami mnóstwo możliwości zaangażowania – ale zrealizować możemy tylko niektóre z nich. Życie jest sztuką wyboru.

Jak pokazują powyższe proste ćwiczenia, wybiórczość uwagi jest ściśle związana z tym, w co się właśnie angażujemy, co jest dla nas w danym momencie ważne. Mechanizm ten działa także w przypadku bardziej skomplikowanych i rozciągniętych w czasie aktywności. Nic więc dziwnego, że kierowca samochodu jadącego w gęstym ruchu drogowym może nie zanotować, co mówi do niego bliska osoba siedząca na fotelu pasażera – nawet jeśli ta przekazuje mu ważne informacje. Nic zatem nieoczekiwanego, że ktoś mocno zaangażowany w pracę zawodową, zwłaszcza w jakimś „gorącym” okresie, może nawet przez dłuższy czas nie zauważać, co się dzieje w rodzinie.

Wybiórczość uwagi pozwala nam zatem skutecznie działać, ale – jednocześnie – może być przyczyną psucia się naszych relacji, cierpienia bliskich osób. Dobrze by było, gdybyśmy świadomie panowali nad tym mechanizmem. Niestety – do jego natury należy to, że jeśli już działa (a działa od najwcześniejszych chwil życia) i filtruje dochodzące do nas informacje, sam staje się przeszkodą do obiektywnego rozpoznania sytuacji i zrównoważonej oceny, co dla mnie jest bardziej ważne, a co mniej, w co warto się bardziej zaangażować, a z jakich aktywności choć trochę wycofać. Uwaga jest jakby koleiną, w której poruszamy się, pogłębiając ją coraz bardziej, w związku z czym mamy coraz większą trudność zmiany kierunku ruchu.

Modlitwa – co to znaczy „czas tylko dla Boga”

Trzy tradycyjne wielkopostne praktyki – modlitwa, post, jałmużna – mogą być bardzo pomocne w wydobyciu się z tej koleiny i odzyskaniu równowagi uwagi.

Modlitwa – czyli czas tylko dla Boga. Oczywiście słowo „Bóg” nie oznacza żadnego konkretnego, uchwytnego bytu-elementu świata. Nic, co moglibyśmy dostrzec, czego doświadczyć, o czym pomyśleć – odróżniwszy to od jakiegoś szerszego tła – Bogiem nie jest. „Czas tylko dla Boga” nie jest zatem skierowaniem uwagi w jakimś konkretnym kierunku. To raczej zatrzymanie się, wycofanie z wszelkich działań skierowanych na konkretne sprawy „tego świata”, trwanie w ciszy i „odklejanie” uwagi od każdego konkretnego „przedmiotu”, który ją do siebie będzie chciał przykuć.

„Czas tylko dla Boga” musi naprawdę trochę potrwać (np. pół godziny dziennie przez cały Wielki Post): wtedy możliwe będzie rozpoznanie, że wszelkie dotychczasowe zaangażowania dotyczyły spraw, które przemijają i mają jedynie relatywną wartość. Wtedy, być może, będzie możliwe bardziej wyraźne dostrzeżenie dotąd pomijanych zakamarków życia. Dopiero po jakimś okresie takiego zatrzymania stanie się bardziej jasne, jaka jest prawdziwa waga tego, co (czasem niemal bezwiednie) stało się w naszym życiu najważniejsze, najbardziej pochłaniające uwagę.

Jeśli naprawdę poświęcimy jakiś czas tylko dla Boga, to trwając tak w ciszy i zatrzymaniu będziemy mogli doświadczyć, czego w tym czasie najbardziej nam brakuje, ku czemu nasze serce-umysł, może nawet ciało, wyrywa się najbardziej: „dość już tego bezruchu, trzeba działać, robić to a to! już dłużej chyba nie wytrzymam!”. Dopiero wtedy ujawni się pożytek z postu.

Post – jak wyzbyć się nawyków i złudzeń

Post bowiem, w najbardziej podstawowym sensie, to ograniczenie jedzenia, czyli wprowadzenie organizmu w stan, w którym odczuwa brak zasobów koniecznych do biologicznego przetrwania. Oczywiście – najczęściej to odczucie braku i poczucie biologicznego zagrożenia jest złudzeniem umysłu: rzadko kiedy człowiek poszczący redukuje posiłki do poziomu naprawdę grożącego śmiercią głodową. Ale właśnie tutaj tkwi haczyk: umysł poszczącego może zorientować się, że ilość pożywienia, która wydawała mu się konieczna do dobrego funkcjonowania/zdrowia/życia wcale do tego konieczna nie jest. Innymi słowy – dzięki praktyce postu umysł może zorientować się, że ulegał złudzeniu, rozpoznać swoją prawdziwą potrzebę, odróżnić ją od potrzeb urojonych.

Podobny „postny” mechanizm działa także w przypadku innych ludzkich potrzeb, pragnień, nawyków. Jeśli zatrzymamy się na chwilę, wycofamy z rozmaitych „światowych” aktywności i poświęcimy czas „tylko Bogu” – odczujemy zapewne brak tego, w co byliśmy dotąd zaangażowani, poczujemy impulsy do jakichś konkretnych działań. Jeśli jednak wówczas zdecydujemy się na post – czyli nie poddamy się impulsom, nie zaangażujemy w działanie, którego umysłowi brak – będziemy mieli okazję rozpoznać, co naprawdę w naszym życiu jest konieczne, a co nie, jaka jest rzeczywista wartość rozmaitych aktywności i jak są one ze sobą powiązane. Będzie to kolejny krok pozwalający naszej uwadze odzyskać równowagę.

Tak pojmowany i praktykowany post jest pewnego rodzaju odwykiem, który pozwala odzyskać nam wolność od rozmaitych uzależnień – często subtelnych, zakrywanych przez ich kulturową otoczkę (np. wartość przypisywaną przez naszą kulturę pracy czy efektywności).

Odwyk nie jest niczym przyjemnym. Zatrzymanie się, wycofanie z wielu aktywności i „postne” w tym wycofaniu trwanie może ujawnić albo nawet spowodować rozmaite nieprzyjemne reakcje umysłu: osądzające myśli, rozdrażnienie, lęk, poczucie winy. Trudności i napięcia możemy nawet odczuwać w ciele. W tym miejscu otwiera się przestrzeń dla trzeciej wielkopostnej praktyki: jałmużny.

Jałmużna – wysiłek bez nagrody

Słowo „jałmużna” ma we współczesnym języku dość negatywny wydźwięk. Kojarzy się często z działaniem niby to dobroczynnym, lecz w gruncie rzeczy podejmowanym z pozycji wyższości, czasem nawet z lekkim odczuciem pogardy dla osoby, która z owej jałmużny korzysta. Tak naprawdę jednak chodzi o akt przeciwny wobec opisanej wyżej postawy. Możemy więc darować sobie walkę o słowa i skupić się na rzeczy samej.

Chodzi bowiem o działanie podejmowane w całkowitym skupieniu na osobie, ku której jest ono skierowane – skupieniu powodującym zapomnienie o sobie, własnych celach, potrzebach, pragnieniach. Chodzi więc o takie działanie, w którym „znika” działający, a pozostaje samo działanie. A jeśli działanie pozostaje samo, przestaje być inwestycją: zarówno we własną korzyść, jak i – nawet – w jakieś późniejsze, zewnętrzne wobec działania efekty. Angażując się w prawdziwą jałmużnę, nie oczekujemy nic w zamian, żadnego „zwrotu” z poświęconego wysiłku, żadnej nagrody. Więcej nawet – rezygnujemy z kontroli nad efektami naszego działania. Dając coś drugiemu (czas, uwagę, pieniądze, jakąś możliwość), rezygnujemy z kontrolowania, co osoba obdarowana zrobi z darem, wykorzysta go czy też (w naszym mniemaniu) zmarnuje.

Tak rozumiana jałmużna jest zatem najlepszym sposobem powrotu do aktywnego życia ze stanu modlitewnego zatrzymania i postnego trwania w powstrzymywaniu się od dla nas ważnych zaangażowań. Działanie w skupieniu (na drugim człowieku i na samym działaniu) leczy, po pierwsze, nieprzyjemne efekty postu, związane z „krzykiem” naszego ego, że czegoś mu brakuje. Pozwala nie walczyć z tymi brakami bezpośrednio, nie tłumi na siłę „krzyku”, tylko po prostu delikatnie odwraca uwagę i pozwala doświadczyć radości z bezinteresownego zaangażowania. Po drugie zaś, im mniej w naszym działaniu jest naszego ego, tym większa szansa dla uwagi, by pozostała w równowadze i nie czyniła nas ślepymi na to, co w życiu ma największą wartość – na Życie samo.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 10/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Wielkopostna równowaga