Trzeba nieco ponarzekać, że oto wszystkie optymistycznie zapowiadane próby rozliczenia długich, a obfitujących w różnorakie przestępstwa rządów naszej prawicy spaliły na panewce. Można się godzinami zastanawiać, dlaczego żadna ze spraw nie znalazła dotąd finiszu w sądzie, dlaczego działania wszystkich parlamentarnych komisji śledczych to niekończące się, a rozdzierające spektakle nieudolności.
Można, a właściwie trzeba by się zastanowić, dlaczego tak wielu ludzi podejrzanych o popełnienie poważnych przestępstw nie udało się dotąd nawet przepytać, ani takoż zgadnąć stosownym służbom, jakie mają zamiary, choć oni akurat zgrabnie antycypują i uciekają, jak chcą i dokąd chcą. Nawet na piechotę. Część zresztą – popatrzmy – nigdzie nie ucieknie, bo woli śmiać się do rozpuku, tu i teraz, występując na scenach teatrów, w salach weselnych, w remizach i kościołach, w telewizjach i w radiostacjach, tworząc nową specjalność showbiznesu.
Oczywiście, bezradność państwa jest w Polsce dość powszechnym, pokoleniowym doznaniem, jednak poziom owej bezradności w połączeniu z demonstrowaną bezkarnością i szyderstwem z prawa i obyczajów to sytuacja nowa. Tak długo żyć nie sposób, więc poszukiwanie pocieszenia wydaje się zadaniem pilnym. Najlepiej pocieszać się – to wiadomo nie od dziś – przyglądając się kłopotom bliźnich.
Dużą, ba!, największą satysfakcję odczuwamy, gdy pod górkę mają mieszkańcy mocarstw, wobec których przez pokolenia i przez wieki naszego polskiego mozołu odczuwaliśmy piekącą niższość bądź wstydliwą osobność. Dożyliśmy oto dnia, że Stanami Zjednoczonymi rządzi z łaski wyboru powszechnego człowiek pokroju D. Trumpa. Wszystko, co dziś robi, to nowość, takoż w porównaniu z jego poprzednią kadencją. Człowiek ten przebija na razie wszystko, czego moglibyśmy się wstydzić, gdyby ktoś taki rządził Polską. A więc cieszy nas, gdy ów mówi cokolwiek bądź cokolwiek robi. Nie podejrzewaliśmy, że coś podobnego jest w ogóle możliwe. Otóż – jak widać – możliwe jest wszystko, i to warto sobie zakarbować w głowie na zawsze.
Oczywiście, nasze wyluzowanie i rechocik wynikają z okoliczności takiej oto, że nie jesteśmy ani Kanadyjczykami, ani Panamczykami, ani Meksykanami, ani – wreszcie – Grenlandczykami, ani nawet Chińczykami. A nikomu w tych krajach nie jest, zdaje się, do śmiechu. Nasza rola w najbliższej przyszłości jest chyba ustalona, a i – Bóg da – stosunkowo bezpieczna. Będziemy statystować D. Trumpowi i jego pomagierom, nie będziemy się wychylać i raczej będziemy potakiwać. Bo co nam pozostaje? Przy takiej roli i w takich okolicznościach będzie się można pośmiać i z reszty świata pożartować, a więc i pocieszyć. Rzecz jasna – bo niczego dziś nie można wykluczyć – należy żyć nadzieją, że D. Trump nie wyznaczy nam jakichś heroicznych zadań. Na przykład zbrojnego strzeżenia Kanału Panamskiego, bądź nie przyzna nam koncesji na wydobywanie grenlandzkiego śniegu, mimo oporu tamtejszej partyzantki.
Wszystko jednak – powtórzmy z naciskiem – jest dziś możliwe, a niezmyślona teraźniejszość jest pasjonująca. Obecny prezydent USA w swym inauguracyjnym przemówieniu nie tylko zapowiedział okupację licznych terytoriów, czy – między wierszami – deportacje Podhalan na łono ojczyzny, ale też ujawnienie wszystkich dokumentów dotyczących wizyt UFO w USA. Nie kryjemy, że chcielibyśmy, by p. Nawrocki, prezes IPN-u, kandydat na prezydenta RP, zapowiedział otwarcie polskich archiwów UFO. Byłaby to ożywcza nowość w naszych przygodach z lustracją. Przydałoby się też wreszcie ogłosić, kto w Polsce jest reptilianinem.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.















