Dwa dni – tyle wystarczyło, aby po groźbie nałożenia 25-procentowych ceł na towary eksportowane do Stanów z Meksyku władze tego kraju ugięły się przed Trumpem.
Prezydentka Meksyku Claudia Sheinbaum, urzędująca od jesieni 2024 r., poinformowała w poniedziałkowy poranek 3 lutego na platformie X, że w zamian za odroczenie przez Stany ceł o miesiąc wzmocni granicę USA-Meksyk.
W trybie natychmiastowym Sheinbaum wysyła tam 10 tys. żołnierzy Gwardii Narodowej, by pomogli w uszczelnianiu granicy, przez którą do USA szmuglowany jest fentanyl – narkotyk będący źródłem dramatycznej fali uzależnień w Stanach. Z kolei Amerykanie obiecali zaostrzyć walkę z przemytem broni do Meksyku, tej lądującej w rękach karteli.
To dopiero początek negocjacji. Oba kraje najbliższy miesiąc poświęcą dalszym rozmowom, w których zapewne Meksykanie zgodzą się na kolejne ustępstwa, by na stałe zawiesić perspektywę ceł – pierwotnie miały wejść w życie we wtorek 4 lutego tuż po północy czasu lokalnego.
„To była bardzo przyjazna rozmowa” – tak Trump podsumował konwersację telefoniczną z prezydentką Meksyku, która jeszcze w weekend zapowiadała, że planuje nałożenie ceł odwetowych na towary importowane ze Stanów.
Groźba nałożenia ceł jako taktyka negocjacyjna Trumpa
Nie jest to pierwszy raz, gdy Donald Trump grozi wojną handlową, aby przymusić Meksyk do ustępstw.
Za jego poprzedniej kadencji, w czerwcu 2019 r. – tuż przed tym, jak Trump zamierzał zrealizować podobną groźbę nałożenia ceł – ówczesny prezydent Andrés Manuel López Obrador ogłosił, że uszczelni granicę Meksyku z Gwatemalą. To miejsce, które w drodze do Stanów muszą pokonać imigranci wędrujący z Ameryki Środkowej na północ. Prezydent USA groził wtedy, że będzie „przyduszać” Meksyk cłami do czasu, aż ten nie okiełzna sytuacji migracyjnej.
Podobnie było i teraz. Ogłaszając w sobotę 1 lutego wprowadzenie za trzy dni 25-procentowych ceł na towary z Meksyku, Trump powołał się na sytuację nadzwyczajną związaną z napływem fentanylu i nielegalnych imigrantów do USA. Jego administracja podbiła tę groźbę, oskarżając władze Meksyku o „nieakceptowalny sojusz” z gangami narkotykowymi, które odpowiadają za przemyt fentanylu.
Fentanyl i kryzys opioidowy w USA
Trump wytoczył dziś ciężkie działa, choć pierwsze cztery miesiące urzędowania Claudii Sheinbaum pozwalają sądzić, iż będzie ona oczekiwać od swoich służb ostrzejszych działań wobec gangów niż jej poprzednik. Jeszcze przed objęciem urzędu przez Trumpa, w Meksyku przeprowadzono duże akcje konfiskaty fentanylu.
Druga strona medalu jest taka, że kryzys opioidowy w USA ostatnio nieco zelżał. Według danych amerykańskich Centrów Kontroli i Prewencji Chorób, w ciągu półtora roku liczba zgonów wynikających z przedawkowania fentanylu spadła o jedną piątą.
Na granicy USA-Meksyk wyhamował także napływ nielegalnych imigrantów, co jest związane z restrykcjami azylowymi, które wprowadziła jeszcze administracja Bidena.
Karne cła mogłyby boleśnie uderzyć w gospodarkę Meksyku
Gdyby Stany wprowadziły cła na towary importowane z Meksyku, dla przedsiębiorstw meksykańskich byłby to naprawdę duży cios. Południowy sąsiad należy bowiem – obok Chin i Kanady – do największych partnerów handlowych Stanów Zjednoczonych.
Pozycja lidera w gronie tych trzech państw zmieniała się w ostatnich latach, a obecnie to Meksyk jest na miejscu pierwszym: w 2024 r. wartość jego eksportu do USA wyniosła 467 mld dolarów (wartość eksportu z Chin to 401 mld, a z Kanady – 377 mld). Wprawdzie wymiana handlowa między USA a UE jest większa, ale tylko gdyby traktować Unię jako całość (bo np. eksport z samych tylko Niemiec do USA miał w 2023 r. wartość 163 mld dolarów).
Grożąc Meksykowi wojną handlową, Trump upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu. Nie tylko zaserwował sąsiadowi i światu pokaz siły, ale też sygnalizuje, że jest gotów realizować obietnicę wyborczą – podczas kampanii przekonywał, że nałożenie ceł na Meksyk i Kanadę ożywi przemysł w USA, pomoże ochronić miejsca pracy i zwiększy wpływy do budżetu.
Trump wielokrotnie krytykował ujemny bilans w handlu USA z Meksykiem, który na przestrzeni ostatnich lat się pogłębia. Podczas gdy w 2019 r. wynosił on 106 mld dolarów, to cztery lata później było to już 161 miliardów. Dzieje się tak po części dlatego, że na skutek trwającego od jakiegoś czasu konfliktu handlowego na linii Waszyngton-Pekin to Meksyk stał się eksporterem wielu towarów do USA – jak meble, laptopy, tekstylia czy obuwie.
Chwilowa ulga po obu stronach granicy Meksyk-USA
Odroczenie ceł o miesiąc – z perspektywą, że w ogóle nie wejdą w życie, jeśli Meksyk pójdzie na dalsze ustępstwa – przyniosło ulgę po obu stronach granicy.
Ekonomiści ostrzegali, że wojna handlowa mogłaby doprowadzić w Meksyku do zamykania fabryk, utraty wielu miejsc pracy, a nawet recesji. Z kolei Stany szykowały się na wzrost cen niektórych produktów. W tym samochodów, gdyż wiele amerykańskich firm, na czele z General Motors, ma w Meksyku swoje zakłady.
Jeszcze w niedzielę 2 lutego Trump ostrzegał Amerykanów, że mogą odczuć „pewien ból” związany z cłami. Dzień później triumfował, zmuszając Meksyk do ustępstw. Podobnie jak zmusił do nich inne kraje na zachodniej półkuli: Kanadę i Kolumbię. Ta ostatnia w obliczu groźby wprowadzenia ceł zgodziła się przyjmować deportowanych z USA imigrantów, którzy transportowani są amerykańskimi samolotami wojskowymi.
Donald Trump zapewne wykorzysta groźbę ceł, aby w najbliższych tygodniach ugrać jeszcze więcej – i od Meksyku, i od Kanady.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















