Tajemnice Marii Magdaleny

Jej szczególną więź ze Zbawicielem uwieczniało wielu artystów. Czasem w sposób zaskakujący.

09.04.2017

Czyta się kilka minut

„Noli me tangere” z ołtarza Wita Stwosza w Krakowie / Fot. Ks. Piotr Guzik za zgodą Bazyliki Mariackiej w Krakowie
„Noli me tangere” z ołtarza Wita Stwosza w Krakowie / Fot. Ks. Piotr Guzik za zgodą Bazyliki Mariackiej w Krakowie

Choć dziś ze sceną Zmartwychwstania kojarzy się najczęściej wizerunek Chrystusa powstającego z grobu, to jednak w sztuce europejskiej takie obrazy pojawiły się dopiero w XIII w. Wcześniej artyści nie przedstawiali samego momentu powstania Zbawiciela z martwych – tak jak nie opisują go Ewangelie. Najczęściej, podążając za ewangeliczną narracją, ukazywano trzy Marie u grobu: niewiasty, które przybyły w niedzielny poranek, żeby namaścić ciało Chrystusa, ale na miejscu spotkały anioła, który powiedział im: „Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał”.

Z owych trzech Marii jedna niewątpliwie odgrywa wyjątkową rolę u boku Umęczonego i Zmartwychwstałego Chrystusa. To Maria Magdalena.

Średniowieczna tradycja połączyła w niej różne postacie z Ewangelii: Marię z Magdali, z której Chrystus wygonił siedem demonów, jawnogrzesznicę, która namaściła jego stopy podczas uczty u Szymona, a także Marię z Betanii, siostrę Marty i Łazarza. Uznano, że wszystkie te opowieści dotyczą Marii Magdaleny, która stała pod krzyżem, i której po Zmartwychwstaniu ukazał się Chrystus.

W zabytkach sprzed stuleci odnajdziemy wiele jej przedstawień, niektóre naprawdę niezwykłe. Czy potrafimy poprawnie odczytać znaczenie tych wizerunków?

Dar dla niezwykłej kobiety

Anglia, połowa XII wieku. W środku lasu, w dawnej pustelni, powstało niedawno żeńskie opactwo Markyate. Przy romańskim oknie siedzi 50-letnia kobieta, uważnie czytająca Psalmy. Nazywa się Christina, choć rodzice dali jej na imię Teodora. Już dawno odcięła się od swojej, dobrze zresztą sytuowanej rodziny. Zawiodła ich oczekiwania, nie godząc się na małżeństwo z młodym szlachcicem Beorhtredem i wybierając życie pustelnicze. Nie było to jednak życie samotne: w Markyate zgromadziła się wokół niej grupa pobożnych kobiet, a poza tym Christina nawiązała serdeczne relacje z zakonnikami z pobliskiego opactwa St. Albans. Tamtejszy opat, Geoffrey de Gorham, podarował jej skarb, który teraz Christina ostrożnie trzyma w lekko już pomarszczonych dłoniach. To bezcenny rękopis: bogato iluminowany psałterz.

Kodeks ten stworzony został prawdopodobnie dla opata, ale gdy zapadła decyzja o przekazaniu go Christinie, poszerzono program dekoracji. To dla niej być może powstały całostronicowe ilustracje, z których część ukazuje wydarzenia ewangeliczne z udziałem kobiet. M.in. scena, w której Maria Magdalena przekazuje Apostołom nowinę o Zmartwychwstaniu.

Apostołowie, sądząc po minach, są zbulwersowani: nie wiadomo, czy bardziej zaskoczyła ich informacja, że Chrystus powstał z martwych, czy też fakt, że wieść o tym przyniosła im kobieta. Zarówno w świecie starożytnym, jak i w późniejszych epokach, podejście Chrystusa do kobiet i fakt, że traktował je na równi z mężczyznami, było trudne do zaakceptowania. Oto w najważniejszym momencie historii Zbawienia, czyli tuż po Zmartwychwstaniu, Chrystus nie tylko ukazał się akurat kobiecie, ale w dodatku powierzył jej przekazanie tej nowiny Apostołom, nie fatygując się do nich od razu osobiście.

Obraz
Maria Magdalena i Apostołowie, miniatura z Psałterza z St. Albans, 1 poł. XII w., Dombibliothek w Hildesheim, fol. 51 - źródło: Wikimedia Commons

Dzięki tej wyjątkowej roli Magdalena zyskała miano Apostołki Apostołów – ale trzeba powiedzieć, że jej wizerunki jako przynoszącej Apostołom nowinę o Zmartwychwstaniu zdarzają się w sztuce rzadko. Wspaniała scena z psałterza z St. Albans mogła powstać być może tylko dzięki niezwykłej osobowości Christiny z Markyate: kobiety pobożnej, ale przede wszystkim silnej i zdecydowanej.

O roli narzędzi ogrodniczych w historii Zbawienia

Kraków, sierpniowe popołudnie 1489 r. Mistrz Wit Stwosz osobiście dogląda ostatnich prac przy montażu ołtarza głównego w tutejszym kościele Mariackim. Wszystko chciałby mieć dopięte na ostatni guzik: ołtarz musi być gotów na 15 sierpnia, czyli na święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Mistrz Wit jest kontent – wie, że dzieło zostanie docenione. Już kilka lat temu, w trakcie prac nad ołtarzem, rada miasta była tak zadowolona, że zwolniła go od wszelkich podatków.

Jeszcze rzut oka na kolejne kwatery zamkniętej nastawy; wzrok rzeźbiarza biegnie poprzez kolejne przedstawienia: najpierw historia narodzin i dzieciństwa Marii, potem dzieciństwo Chrystusa, sceny pasyjne, a na koniec dopełnienie historii Zbawienia. Stwosz z zadowoleniem skupia uwagę na ostatniej, dolnej kwaterze prawego skrzydła. Spotkanie Chrystusa z Magdaleną to najbardziej przejrzysta ze wszystkich kompozycji. Mistrz wie, że znakomicie udało mu się uchwycić dramatyczne gesty i rozwiane szaty obu postaci. I jak pięknie wyszła mu łopata w dłoni Zbawiciela!

Obraz
Fragment ołtarza Wita Stwosza / fot. Ks. Piotr Guzik za zgodą Bazyliki Mariackiej w Krakowie

Dlaczego Chrystus ukazany został właśnie z łopatą? To wbrew pozorom bardzo popularny motyw. Nazywa się „Noli me tangere” i przedstawia moment spotkania Marii Magdaleny ze Zmartwychwstałym. Tytuł wywodzi się od słów Chrystusa, dawniej tłumaczonych jako „nie dotykaj mnie”, zaś w Biblii Tysiąclecia jako „nie zatrzymuj mnie”.

Podstawą jest tu fragment z Ewangelii według św. Jana: „Maria Magdalena (...) ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej Jezus: »Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?«. Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: »Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę«. Jezus rzekł do niej: »Mario!«. A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: »Rabbuni«, to znaczy: Nauczycielu! Rzekł do niej Jezus: »Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca«” (J 20, 11-18). To właśnie na tej podstawie artyści ukazywali Magdalenę w ogrodzie, padającą na kolana przed Zmartwychwstałym Chrystusem, który... najczęściej trzyma w dłoni łopatę lub motykę (jak w obrazie Tycjana w National Gallery w Londynie lub fresku Fra Angelico w San Marco we Florencji), a okazjonalnie nawet ma pod ręką grabie (np. w obrazie Paola Veronesego w Muzeum Grenoble). Bo z jakiegoś względu jednak Maria Magdalena wzięła go za ogrodnika...

Stwoszowa Maria Magdalena jest pięknie odzianą niewiastą w bogatym, czerwonym płaszczu i modnym nakryciu głowy, w rozwiewającym się i poskręcanym wokół swej osi welonie. Podobnie poruszona i ekspresyjna jest twardo łamana szata Chrystusa. Mistrz Wit, jako się rzekło, jest ze swej pracy zadowolony. Udało mu się uchwycić dynamikę, którą widział m.in. w obrazach słynnego Mistrza Rogiera z Brukseli. Choć mistrz ten nie żył już od ćwierci wieku, jego dzieła były wciąż podziwiane i naśladowane w całej Europie.

Sens detalu

Bruksela, połowa lat 30. XV wieku. Rogier van der Weyden mieszka tu od niedawna, ale wiedzie mu się znakomicie. Jest oficjalnym malarzem tego miasta, realizuje zamówienia również z innych miejscowości. W tej chwili pracuje właśnie nad ołtarzem zamówionym przez cech kuszników z Leuven. Monumentalna kompozycja przedstawia zdjęcie Chrystusa z krzyża (poniżej). Zarówno ciało Zbawiciela, jak sylwetka jego mdlejącej matki – układają się w kształty kusz. Zleceniodawcom powinno się to spodobać. Dodatkowo Rogier umieszcza maleńkie kusze w dekoracjach naroży obrazu. Precyzyjnie malowane detale to coś, co Mistrz lubi najbardziej.

Owa precyzja oraz iluzjonizm są możliwe m.in. dzięki nowej technice olejnej, ale Mistrz Rogier jest także po prostu wyjątkowo staranny i ceni sobie umiejętność detalicznego odtwarzania przedmiotów. Szczególnie lubi malować tkaniny i stroje: puszyste futrzane kołnierze, połyskliwe brokaty, matowe płótna, wraz z biżuterią, paskami, sznurówkami. Teraz pracuje nad postacią Marii Magdaleny, załamującej ręce przy prawej krawędzi obrazu. Cieniutkim pędzelkiem maluje rozsznurowanie sukni na jej wypukłym łonie. Uśmiecha się do siebie, zastanawiając się, ilu widzów zauważy ten detal. Ostatecznie decyduje, że doda jeszcze pasek, na którym pojawi się inskrypcja „IHESUSMARIA”.

Tak oto Mistrz Rogier namalował Marię Magdalenę ciężarną.

Obraz
Rogier van der Weyden, Zdjęcie z krzyża, ok. 1435, Prado, Madryt / źródło: Wikimedia Commons
Obraz
Rogier van der Weyden, Zdjęcie z krzyża (detal), ok. 1435, Prado, Madryt / źródło: Wikimedia Commons

Oczywiście, my dzisiaj musimy sobie zadać pytanie: czy to naprawdę Magdalena „przy nadziei”? Po czym rozpoznać ciążę w malarstwie tamtej epoki?

Otóż przedstawienia ciężarnych kobiet w XV-wiecznej sztuce północnoeuropejskiej wyróżniają się przede wszystkim detalami ówczesnych „macierzyńskich” strojów. Nie należy wnioskować o ewentualnym stanie błogosławionym na podstawie sylwetki, ponieważ wypukłe podbrzusza były elementem późnogotyckiego kanonu urody kobiecej i sylwetka pozornie ciążowa pojawia się nawet w przypadkach przedstawień świętych dziewic. Jednakże późnogotyckie malarstwo, szczególnie niderlandzkie, charakteryzowało się niezwykłą precyzją w oddawaniu detali, co również dotyczy strojów ukazywanych na obrazach postaci. Suknie XV-wieczne miały sznurowane rozcięcia – na bokach lub z przodu – a ciężarne kobiety dostosowywały je do zmieniającej się sylwetki poprzez rozsznurowywanie. Artyści, chcąc podkreślić, że namalowane przez nich kobiety są w ciąży, ukazywali je niekiedy z takimi rozsznurowanymi rozcięciami – na brzuchu lub pod pachami.

Znakomite przykłady stanowią przedstawienia Nawiedzenia, czyli spotkania ciężarnych Matki Bożej i św. Elżbiety – szczególnie właśnie w twórczości Rogiera van der Weydena. Wydaje się zatem, że słynne „Zdjęcie z krzyża” (dziś w madryckim Prado) rzeczywiście ukazuje Magdalenę w ciąży. Jest to najprawdopodobniej najstarsze zachowane tego typu przedstawienie, choć później jeszcze powstawały kolejne.

Obraz
Rogier van der Weyden, Nawiedzenie, ok. 1445 / © bpk / Leipzig, Museum der bildenden Künste, Ursula Gerstenberger
Obraz
Rogier van der Weyden, Nawiedzenie (detal), ok. 1445, Museum der bildenden Künste, Lipsk / źródło: Wikimedia Commons

Jak to interpretować?

Magdalena, a nie Maria

Amerykańska badaczka prof. Penny Jolly (ze Skidmore College w Saratoga Springs, w stanie Nowy Jork) postanowiła zmierzyć się z tematem przedstawień ciężarnej Marii Magdaleny. W 2014 r. wydała książkę, wznowioną w ub.r., pod tytułem „Picturing the »Pregnant« Magdalene in Northern Art, 1430–1550: Addressing and Undressing the Sinner-Saint”. Jej hipotezy wydają się uzasadnione w przypadku niektórych XV-wiecznych niderlandzkich obrazów, gdzie Maria Magdalena stoi pod krzyżem lub opłakuje ciało Chrystusa. Analizując wizerunki „ciężarnej” Marii Magdaleny, autorka kategorycznie odcięła się jednak od spekulacji na temat ewentualnej ciąży Marii Magdaleny i jej potomstwa z Chrystusem. Spopularyzowane choćby przez prozę Dana Browna legendy dotyczące owego potomstwa jako przodków dynastii merowińskiej autorka nazywa współczesną fikcją, a nawet fałszerstwem.

Przedstawienia ciężarnej Marii Magdaleny należy według niej rozpatrywać jedynie jako metaforę, wpisującą się w późnośredniowieczny kult Marii Magdaleny w jej wyjątkowym dualizmie świętej-grzesznicy. Penny Jolly uważa, że przedstawienia owe ukazują Magdalenę jako symboliczną Oblubienicę Chrystusa: metafora odnosi się zarówno do cielesnego charakteru grzesznej przeszłości Magdaleny, jak i symbolizuje jej nowe życie po nawróceniu, będącym skutkiem miłości do Chrystusa.

Jeśli taka symboliczna interpretacja jest poprawna, to możemy uznać, iż w tych zaskakujących przedstawieniach z XV wieku Maria Magdalena jest personifikacją Kościoła. Tradycyjnie uważa się, że Kościół – po łacinie Ecclesia to rzeczownik w rodzaju żeńskim – uosabiany bywał w postaci Matki Bożej. Lecz jednocześnie relacja Chrystusa i Kościoła ma być odzwierciedlona w relacji Oblubieńców ze starotestamentowej Pieśni nad Pieśniami. Grzeszna i cielesna Magdalena, z miłości do Chrystusa przeżywająca nawrócenie, wydaje się lepiej uosabiać Kościół-Bożą Oblubienicę niż niepokalana i doskonała Maria. To Magdalenie Chrystus ukazał się po Zmartwychwstaniu, to ona została Apostołką Apostołów: wszystko to pasuje do roli Mistycznej Oblubienicy.

Być może zatem pięć wieków temu funkcjonowało tak wyjątkowe rozumienie roli Marii Magdaleny, które z czasem zostało zapomniane? A może jednak kryje się za tym jakiś apokryf, opowiadający o ciąży Magdaleny, którego tekst nie zachował się do dzisiaj? W końcu ojcem ewentualnego dziecka nie musiałby być akurat Jezus... chociaż Rogier van der Weyden właśnie Jego imię umieścił na pasku okalającym łono Magdaleny. ©

Obraz
Dirk Bouts, Ukrzyżowanie z Tryptyku Pasyjnego, ok. 1455, Capilla Real, Granada / źródło: Wikimedia Commons
Obraz
Dirk Bouts, Ukrzyżowanie z Tryptyku Pasyjnego (detal), ok. 1455, Capilla Real, Granada / źródło: Wikimedia Commons

Autorka jest doktorem historii sztuki, mediewistką. Wykłada historię sztuki i kultury europejskiej m.in. na Uniwersytecie Jagiellońskim i Uniwersytecie Otwartym AGH. Autorka popularyzatorskiego blogu o poszukiwaniu ciekawostek w sztuce: www.posztukiwania.pl


Więcej artykułów do czytania na Wielkanoc >>>

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
Absol­wentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, doktor historii sztuki, medie­wistka. Ma na koncie współpracę z różnymi instytucjami: w zakresie dydaktyki (wykłady m.in. dla Uniwersytetu Jagiellońskiego, Uniwersytetu Otwartego AGH, licznych… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 16/2017