Szkoły i przedszkola wykorzystują wizerunek dzieci: to wyzysk i bezprawie

W filmach promocyjnych placówek edukacyjnych bezprawnie wykorzystuje się wizerunki uczniów. Wielu nauczycieli ma już tego dość, ale boi się buntu i konsekwencji ze strony dyrekcji.
Czyta się kilka minut
// Fot. Oksana Shufrych / Adobe Stock
// Fot. Oksana Shufrych / Adobe Stock

Czy lubisz dobrą zabawę?” – pyta dziewczynka w wieku przedszkolnym, patrząc na dorosłą osobę, która stoi nad nią i nagrywa filmik przy użyciu smartfona. Dziecko siedzi na śniegu, wśród innych przedszkolaków, a dorosły podchodzi do nich i robi zbliżenia na kolejne twarze. Maluchy po kolei zadają wyuczone wcześniej pytania („Lubisz przebywać na świeżym powietrzu?”, „Chcesz mieć super kolegów?”). Większość z nich nie wygląda na zadowoloną.

Dzieci pracują w marketingu za darmo

„Zapraszamy do przedszkola »Krasnal«!” – krzyczą na koniec wszystkie dzieci. Film został opublikowany na Facebooku, a występujące w nim przedszkolaki nie są aktorami, lecz uczęszczają do reklamowanej w ten sposób niepublicznej placówki. Zwracają się do rówieśników, choć żadne dziecko w ich wieku nie powinno korzystać z tego serwisu ani podejmować decyzji o wyborze przedszkola. 

Ich wizerunki – i bezpłatna praca aktorska – zostały wykorzystane w celach marketingowych, na potrzeby rekrutacji, podobnie jak wizerunki wielu innych uczniów przedszkoli. Nie tylko prywatnych.

„Trwa rekrutacja do przedszkoli. W tym czasie placówki pokazują, jak rozumieją bezpieczeństwo i szacunek dla wizerunku dziecka: MASOWO używają dzieci do autopromocji: produkcji zabawnych filmików, odtwarzania viralowych trendów, stylizowania dzieci na potrzeby memicznych formatów” – napisała na FB działaczka społeczna Alina Czyżewska, podając przykład publicznej placówki w Sosnowcu, która reklamowała się przy użyciu filmu ukazującego dzieci w popularnej konwencji „gangsta”.

Czyżewska jako pierwsza zwróciła uwagę na przekroczenie przez dorosłych kolejnej granicy i modę na publikowanie przez przedszkola filmików reklamowych, które wpisują się w tzw. trendy (polegające na masowym nagrywaniu treści na podstawie tego samego, popularnego w danym momencie schematu, np. układu tanecznego), i w których występują dzieci uczęszczające do promowanych w ten sposób placówek.

Gdy ochrona wizerunku oznacza wykluczenie

Samo wykorzystywanie dzieci do produkcji takich treści nie jest niczym nowym – rodzice robią to od lat, niekiedy nie troszcząc się o ochronę nie tylko ich wizerunku, ale i godności. Przykład: „cheese challenge”, popularny kilka lat temu trend polegający na rzucaniu plasterka sera na twarz niemowlęcia i nagrywaniu jego reakcji. Jednak zdaniem Czyżewskiej, obecnie za internetowymi modami podążają już nie tylko rodzice, ale też pedagodzy, którzy powinni mieć większą świadomość.

„Zgubna zabawa w nagrywanie filmików i podziwianie się na FB zaczyna się w przedszkolu. Pokazywana jest dzieciom jako (...) »zdrowe«, normalne zachowanie – napisała działaczka. – A za kilka lat nauczyciele będą alarmować, kiedy te same dzieci będą szły za »trendującymi« modami na socialach, tyle że bardziej »stargetowanymi« do ich wieku. I bardziej niebezpiecznymi. Wejdą w to łatwiej i chętniej, bo są od przedszkola wytrenowane do takiej normy. Jak to możliwe, że dorośli, w tym pedagodzy i pedagożki, nie widzą tej korelacji i własnej hipokryzji?”

Czyżewska zaapelowała o zmianę prawa – wprowadzenie zakazu publikacji wizerunku dzieci do 13. roku życia przez placówki oświatowe – a jej apel spotkał się z poparciem wielu nauczycieli, którzy w komentarzach na FB i prywatnych wiadomościach dzielili się doświadczeniami.

Ewa: „W mojej grupie był chłopiec, którego rodzice nie wyrazili zgody na publikację wizerunku. O, jaka to była wojna z dyrekcją. Nie mogłam dać temu dziecku głównej roli w scenkach, bo musiałam nagrywać tak, żeby »nie przeszkadzało« w nagraniu. Dyrekcja kazała je odsuwać od zajęć, żeby rodziców w taki sposób zmusić do podpisania zgody na publikację wizerunku. Nie cierpię, gdy dzieci wkładamy w role aktorów. Bo co innego nagrywać rzeczywistość, a co innego pozowane scenki. Przecież jak filmik nie wyjdzie, to nagrywamy jeszcze raz. I jeszcze raz. I jeszcze. Aż wyjdzie”.

Hanna: „Zamiast widzieć zaangażowanego w ich potrzeby opiekuna, widzą go latającego z komórką, aby wypełnić pragnienia dyrektorów. (...) musimy cykać fotki i nagrywać kilkusekundowe ujęcia, które potem to my montujemy, więc po pierwsze dziecko nie widzi twarzy nauczyciela, tylko telefon, którym nagrywa, po drugie zamiast spędzić czas z dziećmi, siedzimy w telefonie i montujemy filmiki, i to my mamy je wrzucać na Instagram i Facebook. Od dyrekcji dostajemy wytyczne i inspiracje do zdjęć i filmików. Nie do ZAJĘĆ. Do ZDJĘĆ. Naprawdę dostajemy wytyczne, co mamy nagrać, a nie co mamy zrobić z dziećmi”.

Dlaczego szkoły i przedszkola łamią prawa dziecka 

– Pracowałam w ośmiu przedszkolach i żłobkach i wszędzie było tak samo – mówi Magda, nauczycielka. 

– Choć sama nie udostępniam nigdzie swojego wizerunku i nie mam konta na Facebooku ani Instagramie, musiałam podpisywać zgody na upublicznianie moich zdjęć oraz filmów na stronach i w mediach społecznościowych placówek. Inaczej nie miałabym pracy. Musiałam też wykonywać i publikować zdjęcia dzieci; dopiero niedawno odmówiłam używania w tym celu prywatnego smartfona. Dyrekcja wie, że to wszystko jest niezgodne z RODO. Wszyscy to wiemy, ale co mamy zrobić? – dodaje Magda.

„Zatrzymajmy to szaleństwo!” – napisała na Facebooku Aleksandra Rodzewicz, pedagożka z Instytutu Badań Edukacyjnych, która od lat apeluje o ochronę wizerunku dzieci. I udostępniła – po zamazaniu twarzy – dwa kadry z filmu reklamującego żłobek. Na jednym widać nauczycielkę i grupkę maluchów trzymających kartkę z napisem: „Szukamy męża dla naszej pani dyrektor”; na drugim – same dzieci z kartką i napisem: „Szukamy nowych kolegów i koleżanek” (i numerem telefonu). 

Gdy pedagożka z IBE zwróciła uwagę na film, został on usunięty z internetu. Niemal identyczne treści wideo nadal są jednak dostępne w mediach społecznościowych innych placówek, które skorzystały w celach marketingowych z internetowego trendu „szukamy męża dla pani”. Wśród nich znajdują się również placówki prowadzone przez siostry zakonne.

Według raportu „Twarz polskiej edukacji” – przygotowanego w zeszłym roku przez Aleksandrę Rodzewicz we współpracy z Instytutem Cyfrowego Obywatelstwa i Rzeczniczką Praw Uczniowskich w Poznaniu, mec. Agatą Dawidowską – zdecydowana większość publicznych placówek edukacyjnych udostępnia w internecie zdjęcia lub materiały wideo z wizerunkami dzieci. 65 proc. ankietowanych przedszkoli, 88 proc. szkół podstawowych i 86 proc. ponadpodstawowych robi to na swoich stronach internetowych. 

W mediach społecznościowych: 48 proc. przedszkoli, 91 proc. szkół podstawowych i 90 proc. ponadpodstawowych. Profile prowadzą zwykle sami pedagodzy.

„Jeśli ktoś myśli, że dla nauczyciela to przyjemność, to jest w błędzie! Mnie samej odbiera to nieraz radość z tego, co robimy, bo wciąż z tyłu głowy pojawia się myśl: »trzeba robić zdjęcia«. To dodatkowy obowiązek, dodatkowa praca, niepotrzebny rozpraszacz. Marzę o chwili, w której to będzie zakazane, a ja znów będę sobie szarym szczęśliwym nauczycielem, a nie influencerem” – napisała w komentarzu jedna z nauczycielek.

Marketing nie jest obowiązkiem nauczyciela. Ani ucznia 

– Zdarza się, że po moich szkoleniach na temat ochrony wizerunku dyrektorzy placówek zmieniają zdanie i przestają publikować materiały ukazujące dzieci – mówi Rodzewicz. – Częściej jednak twierdzą, że potrzebują wsparcia i rozwiązań systemowych, bo czują presję zarówno ze strony rodziców, jak i przedstawicieli organów nadzoru, choć żadna placówka nie ma obowiązku promowania swojej działalności.

Te placówki, które rezygnują z wykorzystywania wizerunków uczniów, niekiedy zastępują je wizerunkami… nauczycieli, którzy wchodzą w role nie tylko marketingowców, reżyserów i scenarzystów, ale też aktorów. „Szukamy męża dla mnie” – czytamy na kartkach trzymanych przez dwie nauczycielki, które tańczą w rytm skocznej muzyki i starają się uśmiechać. Zgodnie ze scenariuszem trendu, po chwili jedna z nich zauważa „pomyłkę”, odwraca jedną z kartek i pojawia się komunikat: „Szukamy dzieci do naszego przedszkola”.

Inny przykład: film ukazujący nauczycielki przebrane za elfy i wróżki, które kolejno prezentują kartki z informacjami o przedszkolu (np. „Tu dzieje się magia…”, „Uczymy przez zabawę”), niekiedy wysyłając całusy do kamery. Niektóre z nich wyglądają na wyraźnie skrępowane.

– Nakładanie obowiązków marketingowych przez dyrekcję na osobę uczącą jest niezgodne z prawem – podkreśla Alina Czyżewska. – Nagrywanie, montowanie i wrzucanie filmów na Facebooka nie wynika ze statutowych zadań szkoły ani nie mieści się w żadnej z ustawowych funkcji placówki w systemie oświaty. Aby działania reklamowe były zgodne z prawem, pracodawca powinien podpisać z nauczycielem odrębną umowę o dzieło lub zlecenie.

Marketing nie należy do obowiązków nauczyciela. To mniej więcej tak samo, jakby kazać mu w trakcie zajęć sprzątać z dziećmi korytarz. 

– Zmuszanie nauczycieli do takiej pracy bez dodatkowej umowy i wynagrodzenia budziłoby zrozumiały sprzeciw i nikt nie miałby wątpliwości, że to wyzysk – uważa Czyżewska. – Ale wyzyskiem jest też wykorzystywanie uczniów do wykonywania tych narzuconych nauczycielowi zadań. Zgodnie z prawem dzieci, które występują w reklamach, również powinny mieć umowy i wynagrodzenie. 

Urzędnicy nie odpowiadają na niewygodne pytania

Dzieci i nauczyciele pracują za darmo, ale nie robią tak agencje reklamowe, które oferują usługę edumarketingu. 

Za jedyne 5799 zł można zamówić np. miesięczną obsługę placówki wraz ze szkoleniem nauczycieli, którzy po tym miesiącu będą kontynuować działania reklamowe – już za darmo. Usługa jest oferowana przez agencję, która „pomaga przedszkolom, szkołom i uczelniom budować silną markę, skutecznie rekrutować uczniów i budować zaufanie rodziców”, i jest skierowana do placówek, które „nie mają czasu na marketing (skupiasz się na dzieciach)”.

Z profesjonalnych usług korzystają prywatne i publiczne placówki. Na przykład Urząd Dzielnicy Ochota sfinansował w tym roku kampanię reklamującą publiczne przedszkola w dzielnicy. Chodzi o billboardy w okolicach przedszkoli na Ochocie: 15 niepublicznych i 20 publicznych. Pojawił się na nich osobliwy tekst: „Przedszkola prywatne – drogo i niepewnie. Publiczne – bezpiecznie i za darmo. Wybierz mądrze!”. I oczywiście wizerunki dzieci.

Zapytałam Urząd Dzielnicy Ochota, czy te dzieci to aktorzy/modele (czy uczniowie ochockich przedszkoli)? Czy inspektor pracy wydał zezwolenie na ich zatrudnienie? Czy otrzymały wynagrodzenie za swe aktorstwo i za wykorzystanie wizerunku? Jaki był koszt kampanii? Nie otrzymałam odpowiedzi.

11 lutego odbyło się kolejne posiedzenie sejmowej Komisji ds. Dzieci i Młodzieży ws. ochrony wizerunku dzieci w internecie. Jedynym efektem trwających w niej od 1,5 roku analiz i dyskusji jest deklaracja Ministerstwa Sprawiedliwości, że w przygotowanym projekcie nowelizacji tzw. ustawy Kamilka „przewidziano rozwiązania, które podkreślają znaczenie ochrony wizerunku małoletniego”. 

Planowane przepisy „wskazują wprost, że wizerunek małoletniego stanowi dane osobowe”. Problem w tym, że w żaden sposób ochrony tego wizerunku nie zwiększają.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 16/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Dziecko w teatrze