Co to jest manipulacja i czym się różni od propagandy?”, „Czy należy usunąć punkty trzeci, czwarty, piąty, szósty artykułu sto dwudziestego drugiego Konstytucji?” – takie pytania zadaje politykom najmłodsza dziennikarka z akredytacją w Sejmie i Senacie, Sara Małecka-Trzaskoś. Dziewczynka zaczęła pracować jako reporterka sejmowa dla serwisu iboma.media pół roku temu, mając 10 lat. Do dziś w tym serwisie i w mediach społecznościowych – na kanałach „Perspektywa Sary” na TikToku, Instagramie i YouTubie – opublikowano kilkadziesiąt jej rozmów z politykami, m.in. z Donaldem Tuskiem, Szymonem Hołownią, Grzegorzem Braunem i Barbarą Nowacką.
Wolność słowa
O dziewczynce zrobiło się głośno w połowie lipca za sprawą Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS, schodząc po schodach i rozmawiając z dziennikarzami o dekryminalizacji aborcji, powiedział do Sary, która czekała na niego na dole: „Wiesz, może to nie są sprawy dla dzieci, także, kochana, odejdź sobie”. Sara odpowiedziała, że ma wolność słowa, na co on: „Ale wolność słowa nie jest dla dzieci, naprawdę odejdź”. To nie było jego pierwsze spotkanie z Sarą – wcześniej rozmawiał z nią dwukrotnie, w spokojniejszych okolicznościach: o manipulacji i artykule 99. Konstytucji.
O tym jednak liczni krytycy prezesa PiS nie wiedzieli. Niektórzy nie wiedzieli nawet, że Sara ma konto na TikToku, choć nie powinna, bo z tego serwisu można korzystać od 13. roku życia. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę wyraziła w mediach społecznościowych „sprzeciw wobec oburzających słów jednego z polityków”, a prezeska FDDS dodała w komentarzu na Facebooku, że z tego, co wie, Sara prowadzi bloga o prawach dziecka. Poseł Marcin Józefaciuk z KO złożył do Komisji Etyki Poselskiej wniosek o ukaranie Kaczyńskiego, a jego klubowa koleżanka Ewa Kołodziej skierowała do Sary list, w którym wyraziła żal z powodu zachowania prezesa PiS i senatora Jana Hamerskiego (który bez słowa odsunął rękę Sary, gdy chciała podsunąć mu mikrofon i zadać pytanie).
„Śledzę Twoją działalność internetową w Twoim profilu »Perspektywa Sary« […]. Twoje zaangażowanie w życie polityczne budzi mój głęboki podziw i uznanie” – zapewniła posłanka i zaprosiła Sarę do wspólnej pracy na rzecz edukacji żywieniowej młodych osób. Zainterweniowała też u rzeczniczki praw dziecka w sprawie incydentów z Kaczyńskim i Hamerskim. Sama rzeczniczka Monika Horna-Cieślak również wyraziła sprzeciw wobec słów Kaczyńskiego, podobnie jak były RPD Marek Michalak, Komitet Ochrony Praw Dziecka, fundacja Kosmos dla Dziewczynek (która również podała, że Sara ma bloga), a także były przewodniczący państwowej komisji ds. pedofilii Błażej Kmieciak oraz inni.
To nie cenzura
„W przypadku Sary, niezależnie od motywów ojca, należałoby coś z tym zrobić, a nie koncentrować się na tym, że pan Kaczyński powiedział, co powiedział” – stwierdziła psycholożka dr Aleksandra Piotrowska w wypowiedzi dla serwisu zdrowie.pap.pl. Jej słowa zostały jednak wycięte z opublikowanego już na stronie PAP artykułu Beaty Igielskiej „Mała dziennikarka. Co z dobrem dziecka?”. Usunięto również stanowiący puentę tekstu fragment wypowiedzi logopedki dr Danuty Emiluty-Rozyi. Ekspertka mówiła o terapii dzieci z problemami zdiagnozowanymi też u Sary (i upublicznionymi osobiście przez jej rodziców): „[…] Ważne są więc doświadczenia werbalne w nowym otoczeniu, żeby dziecko wiedziało, że potrafi porozumiewać się słownie w różnych sytuacjach. Ale czy aż tak, że dziecko idzie prowadzić rozmowy w Sejmie? Tu miałabym wątpliwości. Czy nie narażamy go w ten sposób na sytuacje trudne?”. Wycięto trzy ostatnie zdania.
Dlaczego? Redaktor naczelny PAP Wojciech Tumidalski zapewnia, że to nie cenzura, lecz „nie najlepsza decyzja” podjęta podczas ponownej obróbki redakcyjnej tekstu po interwencji rzeczniczki prasowej RPD. Zwróciła się ona do PAP w związku z przedrukowaną w artykule Igielskiej wzmianką o tym, że według rzeczniczki praw dziecka rozwijanie zainteresowań usprawiedliwia nieobecność dziecka w szkole. Słowa te są rozpowszechniane przez ojca Sary, ale według rzeczniczki prasowej – Monika Horna-Cieślak ich nie wypowiedziała. Z artykułu Igielskiej usunięto więc ten fragment, a ona sama opublikowała na Facebooku przeprosiny.
Biuro RPD nie odpowiada wprost na pytanie, czy Monika Horna-Cieślak użyła cytowanych słów oraz czy obiecała dziewczynce, że napisze jej usprawiedliwienie za nieobecność w szkole. Przesyła mi natomiast link do postu z przeprosinami Igielskiej na Facebooku.
Idź porysuj
Z Sarą i jej rodzicami spotkałam się w lodziarni w Gdańsku. Podczas trzygodzinnego spotkania najpierw rozmawiałam z Sarą, a następnie, przez ponad dwie godziny, z rodzicami, Franciszkiem i Marzeną Małeckimi-Trzaskoś. Rodzice kilkukrotnie wtrącali się, zadawali córce pytania, a raz – gdy zaczęła mówić o czymś, czego sobie nie życzyli – przerwali jej wypowiedź. Ojciec poprosił też Sarę, by opowiedziała mi o spotkaniu z rzeczniczką praw dziecka i jej obietnicy, że napisze dziewczynce usprawiedliwienie.
Gdy skończyłyśmy rozmawiać, ojciec kazał Sarze iść porysować. Powiedziałam, że może zostać, jeśli chce. Chciała, ale rodzice ponownie kazali jej odejść. Dodałam jeszcze, że może do nas wrócić, jeśli będzie się nudzić, ale przez ponad dwie godziny nie zrobiła tego, chociaż wyglądała na wyraźnie znudzoną. W pewnym momencie przesiadła się tylko do innego stolika, bliżej nas.
Perspektywa rodzica
Rodzice Sary twierdzą, że córka nie ma smartfona ani laptopa, posiada tylko limitowany dostęp do tabletu, do wybranych przez rodziców aplikacji. Może z niego korzystać jedynie w weekendy, gdy wywiąże się ze wszystkich swoich obowiązków szkolnych i pozaszkolnych. To oni też prowadzą konta „Perspektywa Sary” w mediach społecznościowych, ale fakt, że to nie Sara jest autorką postów, ujawnili dopiero po naszej rozmowie w lipcu. Mówią, że wcześniej pisali w jej imieniu, ale czasem pytali ją, co chciałaby napisać. Są pewni, że Sara będzie chciała prowadzić działalność dziennikarską w Sejmie przez wiele lat.
Twierdzą też, że choć córka od dawna chce mieć smartfona, otrzyma go dopiero, gdy skończy podstawówkę, czyli w wieku 16 lat. I to nie podlega dyskusji. Na pytanie, co w sytuacji, gdy jako np. 14-latka zarzuci im hipokryzję – bo nie pozwalają jej korzystać ze smartfona i mediów społecznościowych, a jednocześnie sami wykorzystują i kreują jej wizerunek w internecie – odpowiadają, że w takiej sytuacji postawią przed nią wybór: albo własny smartfon (z limitami), albo kontynuacja projektu „Perspektywa Sary”. Matka już teraz wie, co dziecko wybierze.
Ich córka codziennie ogląda z nimi „Fakty” i „Wiadomości”, przy czym najpierw robi to sam ojciec – nagrywając je i sprawdzając, czy nie ma w nich treści nieodpowiednich dla dziecka, np. informacji o ludobójstwach – a następnie wszyscy razem z Sarą oglądają treści nagrane i wybrane przez ojca.
Sara ponoć sama wymyśla pytania, które zadaje politykom. Codziennie zapisuje w brudnopisie dwa pytania, rodzice sprawdzają je i poprawiają błędy, po czym ona przepisuje poprawione wersje do drugiego zeszytu, na czysto. Rodzice zapewniają też, że „Perspektywa Sary” to inicjatywa i projekt własny ich córki, która realizuje swoją pasję i rozwija zainteresowania. Twierdzą, że choć Sara ma legitymację prasową i akredytację sejmową, jej działalność dziennikarska nie jest pracą i nikt na niej nie zarabia, dlatego zezwolenie inspektora pracy ani umowa z iboma.media nie są potrzebne.
„Ze względu na niezwykłość projektu, jakim jest cykl wywiadów realizowanych przez Sarę, projekt ten ma charakter całkowicie autonomiczny i na ten temat proszę rozmawiać z rodzicami Sary, którzy go wymyślili i realizują. Sara podczas swoich działań dziennikarskich jest zawsze pod opieką rodzica lub rodziców. Dodam, ponieważ takie pytania również się pojawiają, że projekt ten ma charakter non-profit i nikt na nim w żaden sposób nie zarabia ani w żaden inny sposób nie czerpie z niego korzyści. Taki jest zresztą charakter strony www.iboma.media. Nie ma tam żadnych reklam ani materiałów sponsorowanych” – informuje Mateusz Cieślak, redaktor naczelny iboma.media i katowicedzis.pl. Ten drugi serwis nie ma charakteru non-profit, ale również tu dziewczynka jest przedstawiana jako „nasza dziennikarka” i „najmłodszy członek zespołu”.
A na kanale Sary na YouTubie trafiam na włączone reklamy.
Słowa kontra dokumenty
Rodzice Sary uważają, że jej działalność dziennikarska stanowi skuteczną formę terapii logopedycznej. Dziewczynka zrobiła dzięki niej ogromne postępy, logopeda jest zachwycony i nawet w orzeczeniu o potrzebie kształcenia specjalnego jest wyraźnie napisane, że zainteresowania dziennikarskie Sary mają pozytywny wpływ na leczenie. Pozwolili mi jednak sfotografować to orzeczenie. Okazało się, że niczego takiego w nim nie ma. Przeciwnie. Po lekturze dokumentu nie mam wątpliwości, że zarówno praca Sary w Sejmie, jak i udzielanie przez nią wywiadów stoją w sprzeczności z zaleceniami ekspertów z poradni psychologiczno-pedagogicznej (neurologa, logopedy, psychologa i pedagoga). Sugerują oni stworzenie dziecku przyjaznej atmosfery, wolniejsze tempo pracy w szkole i większą ilość czasu na utrwalenie nowego materiału, a nawet nieodpytywanie Sary na forum klasy, jeśli wymagałoby to dłuższych wypowiedzi. Polski parlament nie kojarzy się z tego rodzaju atmosferą.
Państwo Małeccy-Trzaskoś starali się ponadto przekonać mnie, że dyrektorka szkoły (której nazwę rodzice już wcześniej upublicznili, podobnie jak diagnozę córki) zgłosiła ich rodzinę do sądu rodzinnego i Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie, bo nie podoba się jej działalność dziennikarska Sary oraz wciąganie jej w politykę. Zapewniali, że ani kurator rodzinny, ani pracownicy socjalni nie dopatrzyli się niczego niepokojącego.
„Sędzia rodzinny na podstawie wywiadu środowiskowego sporządzonego przez kuratora sądowego nie stwierdził podstaw do podjęcia czynności nadzorczych związanych ze sprawowaniem władzy rodzicielskiej nad małoletnią” – potwierdza rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Gdańsku, sędzia Łukasz Zioła.
Gdański MOPR (podobnie jak szkoła) nie może udzielać informacji, ale pracownik socjalny pozwolił rodzicom sfotografować wniosek, jaki szkoła w połowie lutego skierowała do ośrodka – oni zaś przesłali go do mnie. Nie znalazłam w jego treści ani jednej wzmianki o działalności Sary. Szkołę niepokoi bowiem nie zachowanie dziecka, lecz rodziców, którzy – jak twierdzą – poskarżyli się na dyrekcję placówki do kuratorium oświaty, Wydziału Edukacji Urzędu Miejskiego, RPD, prokuratury i wielokrotnie do sądu administracyjnego. To zresztą nie pierwsza szkoła, z którą rodzice małej dziennikarki mają poważny konflikt. Poprzednia, prywatna, w środku zeszłego roku szkolnego rozwiązała z nimi umowę.
Zapytany o własne wykształcenie, Franciszek Małecki-Trzaskoś stwierdził, że skończył studia wyższe neuropsychologiczne, ale nie nostryfikował dyplomu. Nie chciał powiedzieć, gdzie zdobył ten dyplom, ale zapewniał, że musiał przedstawiać go, gdy kilka lat temu prowadził szkolenia dla sądów, prokuratur, ośrodków pomocy społecznej, poradni psychologiczno-pedagogicznych i innych jednostek budżetowych.
Uznany konsultant
– Prowadzący mówił, że studiował na Sorbonie, jest neuropsychologiem i antropologiem, ale nie odpowiadał na pytania, gdzie uzyskał wyższe wykształcenie – mówi pracowniczka jednego z sądów, która kilka lat temu brała udział w szkoleniu pt. „W zderzeniu z psychopatą” i do dziś nie może mówić o tym spokojnie. – Obrażał uczestników, mówiąc, że są kłamcami i idiotami, i szokował pytaniami, na przykład „czy zabiłaby pani swoje dziecko?”. Albo „proszę spojrzeć w lusterko i odpowiedzieć, czy tym długopisem zgwałciłaby pani dziewczynkę w odbyt”. Zgłaszaliśmy to, ale w kolejnym roku sąd ponownie zamówił szkolenia prowadzone przez tego człowieka. Gdy potem widziałam w internecie wywiady, gdzie przedstawiano go jako eksperta, pisałam do redakcji z pytaniem, czy sprawdzono jego kompetencje. Nigdy nikt mi nie odpisał.
Kwalifikacji Małeckiego-Trzaskosia nie sprawdzali również pracownicy sądów i innych instytucji państwowych, którzy w latach 2017-2019 zamawiali jego usługi (ustaliłam to korespondując z niemal 30 z nich). Były one realizowane przez założoną przez niego w 2014 r. fundację Instytut Badań i Analiz Działalności Jednostek Samorządu Terytorialnego. Małecki-Trzaskoś organizował i prowadził szkolenia, ale faktury wystawiała jego koleżanka z jednoosobową działalnością gospodarczą (hanuU concept) Anna Wojtas. Na pytanie, na czym polegała ich współpraca, oboje nie odpowiadają.
Początkowo, w 2017 r., w ofercie fundacji dla sądów znajdowało się jedno szkolenie – „W zderzeniu z psychopatą” – na którym można było się dowiedzieć, „jak rozpoznać osobowość psychopatyczną, nawet podczas incydentalnego kontaktu, który trwa kilka minut”. Małecki-Trzaskoś przedstawiał się jako „uznany konsultant ds. neuropsychologii i Public Relations”, który „od 2006 roku stale doradza w zakresie zarządzania wizerunkiem marek, osób i idei” i wykorzystuje w tym celu „autorskie narzędzia neuroPR”. Dwa lata później rozszerzył ofertę o szkolenia z zakresu rozpoznawania kłamstwa i stosowania przemocy psychicznej (sic!). O sobie natomiast pisał, że „od 2006 roku stale prowadzi szkolenia z zakresu neuropsychologii oraz neurodydaktyki” i że „najlepszym potwierdzeniem jego kwalifikacji jest fakt, że w szkoleniu »W zderzeniu z psychopatą« brało udział ponad 3500 pracowników wymiaru sprawiedliwości oraz instytucji pomocy społecznej a także placówek oświatowych”.
W rzeczywistości nie miał nawet matury, którą zdał – ledwo – dopiero w 2022 r.
Po wykonaniu usługi Małecki-Trzaskoś prosił o wystawienie referencji. Dziś na stronie fundacji – samorzadowosc.pl – znajduje się ponad 60 listów polecających, w tym prawie 30 wystawionych przez sądy i prokuratury. Nie ma tu natomiast żadnych sprawozdań, choć powinny być, bo fundacje mają obowiązek upubliczniania ich. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, które sprawuje nadzór nad tą organizacją, odmówiło udostępnienia sprawozdań, twierdząc, że to „dokumenty prywatne”, i powołując się na orzeczenia sądowe: niestety, niezwiązane z tematem.
Natomiast Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, które sprawuje nadzór nad drugą fundacją Małeckiego-Trzaskosia – założoną pod koniec 2011 r. Fundacją Edukacji Społecznej „Figure Culturales” – przekazało „Tygodnikowi”, że organizacja ta nie złożyła nigdy żadnego sprawozdania i że minister podejmie w związku z tym działania nadzorcze. Jak informowała katowicka „Gazeta Wyborcza”, prezes tej fundacji (którym według KRS od początku jest Małecki-Trzaskoś) w 2012 r. zatrudnił swoją żonę jako pełnomocniczkę zarządu do spraw pozyskiwania funduszy. Wynagrodzenie: 9500 zł. Niestety, żona już po dwóch dniach się rozchorowała, zaraz potem zaszła w ciążę i nie wróciła do pracy, a ZUS nie chciał wypłacić jej wynagrodzenia.
„Cóż złego jest w tym, że zatrudnił mnie mąż? Co komu do mojej pensji? […] Jeśli ktoś myśli, że wszystko sobie zaplanowałam i ciąża pojawiła się, bo tak sobie zażyczyłam, to po prostu ręce mi opadają” – mówiła w 2013 r. Annie Malinowskiej z „Gazety Wyborczej” matka Sary, obecnie ławniczka w Wydziale Cywilnym Rodzinnym Sądu Okręgowego w Gdańsku.
Od 2021 r. państwo Małeccy-Trzaskoś mają też firmę o nazwie Instytut Badań i Analiz Działalności sp. z o.o. (nie mylić z fundacją). Czym się zajmują? Twierdzą, że wynajmem sprzętu medycznego.
Jest dobrze
Zapytałam rzeczniczkę praw dziecka oraz posłów Marcina Józefaciuka i Ewę Kołodziej, czy podjęli jakieś działania – oprócz opisanych powyżej – w związku z pracą Sary w charakterze dziennikarki sejmowej. Biuro RPD po 10 dniach odpowiedziało, że nie udziela szczegółowych informacji i że jest w kontakcie z dziewczynką i jej ojcem. Józefaciuk zapewnił, że rozmawiał z nimi w lutym i nie dostrzegł niczego niepokojącego. Kołodziej natomiast, zamiast odpowiedzieć na pytanie, co zrobiła dla Sary, napisała, co Sara może zrobić dla Polski: „Obecność Sary w Sejmie jest dowodem na to, że nasza demokracja ma się dobrze i z pewnością przyczyni się do powrotu Polski na właściwe miejsce we wskaźniku wolności prasy opracowywanym przez organizację Reporterzy bez Granic”.

Biuro Obsługi Medialnej Sejmu przez ponad dwa tygodnie nie odpowiedziało na nasze pytania o akredytację Sary. Nie wiemy więc, na jakiej podstawie wydało dziecku zgodę na pracę w polskim parlamencie.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















