„Perspektywa Sary”. Kolejna burza w mediach, ochrony dziecka nadal brak

Znów głośno o dziewczynce, która jako 10-latka została wykreowana przez rodziców i media na dziennikarkę sejmową. I o licznych dorosłych, którzy w tej sprawie zawiedli.
Czyta się kilka minut
Sara na korytarzu sejmowym. Fot. Paweł Wodzyński / East News
Sara na korytarzu sejmowym. Fot. Paweł Wodzyński / East News

Gazeta Wyborcza” ujawniła, że konflikt rodziców Sary ze szkołą, który sygnalizowaliśmy w pierwszym artykule na ten temat w sierpniu zeszłego roku, nie tylko nie został rozwiązany, ale przeciwnie: eskalował do monstrualnych rozmiarów i spowodował kryzys w życiu placówki.

Rodzice Sary skarżą 50 osób ze szkoły o zniesławienie 

„Rodzice uczniów z jej klasy domagają się przeniesienia dziewczynki do innej szkoły. Rodzice Sary odpowiedzieli prywatnym aktem oskarżenia przeciwko 50 osobom ze szkoły, którym zarzucili zniesławienie. Z pracy zrezygnowała wychowawczyni klasy. W sądzie zaś toczy się sprawa o ograniczenie praw rodzicielskich rodziców Sary. (...) wniosek w tej sprawie złożyła szkoła” – czytamy w artykule Doroty Karaś. 

Informację o oskarżeniu 50 osób o zniesławienie upublicznił wcześniej prawnik rodziców Sary, który we wrześniu stwierdził w wypowiedzi dla serwisu wirtualnemedia.pl, że prywatny akt oskarżenia został wniesiony przez dziewczynkę (!) i jej rodziców. Dodał, że „każda próba naruszenia dóbr osobistych klientów lub też wypowiedzi wkraczające w sferę ochrony prawnokarnej, spotkają się z odpowiednią reakcją, zważywszy na najwyższe dobro, jakim jest dobro małoletniej reporterki”.

Nie sprecyzował, że ponad stustronicowy akt oskarżenia dotyczy wyłącznie osób ze szkoły. Dorota Karaś postanowiła to sprawdzić. To, czego się dowiedziała, nie powinno być zaskakujące dla osób, które czytały nasz pierwszy artykuł o projekcie „Perspektywa Sary”.

O co chodzi w sporze o „Perspektywę Sary”

Przypomnijmy. W sierpniu zeszłego roku, tj. w czasie, gdy dziewczynka była kreowana – nie tylko przez rodziców, ale również przez media i polityków bezrefleksyjnie powtarzających ich słowa – na najmłodszą dziennikarkę sejmową oraz ikonę wolności słowa i praw dziecka, napisaliśmy, że ten projekt to przedsięwzięcie nie dziewczynki, lecz jej rodziców, a oni sami mają poważne problemy z prawdomównością i uczciwością.

Twierdzili m.in., że działalność dziennikarska Sary w Sejmie stanowi formę terapii logopedycznej, a kilka lat temu ojciec dziewczynki, Franciszek Małecki-Trzaskoś, nie mając nawet matury, podawał się za neuropsychologa i prowadził szkolenia z tego, jak w kilka minut rozpoznać psychopatę.

Z usług szkoleniowych organizowanych przez fundację Trzaskosia – która przez 10 lat nie złożyła ani jednego sprawozdania – korzystały m.in. sądy, prokuratury, ośrodki pomocy społecznej i poradnie psychologiczno-pedagogiczne. I to pomimo sprzeciwu niektórych uczestników, dla których udział w tych „szkoleniach” był doświadczeniem traumatycznym. 

„Proszę spojrzeć w lusterko i odpowiedzieć, czy tym długopisem zgwałciłaby pani dziewczynkę w odbyt”, „Czy zabiłaby pani swoje dziecko?” – takie pytania zadawał bowiem Trzaskoś uczestnikom swoich szkoleń, nazywał ich idiotami i kłamcami.

Czy Sara stawia pytania „sama z siebie”? 

Dziś twierdzi, że jego niepełnosprawna córka jest dziennikarką sejmową, jako 10-latka sama z siebie chciała zadawać politykom w Sejmie pytania w stylu „Co to jest manipulacja i czym się różni od propagandy?”, a jako 12-latka – już poza Sejmem, który przestał wydawać dziecku akredytacje prasowe – sama z siebie chciała rozmawiać z Grzegorzem Braunem i zapytać go m.in. o to, czy „szanuje gejów, lesbijki, osoby transpłciowe, Afroamerykanów i muzułmanów oraz Żydów”.

Sprawa w sądzie rodzinnym nie jest elementem konfliktu rodziców Sary ze szkołą. Ja również złożyłam w zeszłym roku wniosek o wgląd w sytuację dziewczynki i mam nadzieję, że nie tylko ja. Mam też nadzieję, że uda się powstrzymać rodziców Sary, zanim dziewczynka „sama z siebie” zacznie zadawać komukolwiek takie pytania, jakie jej ojciec zadawał uczestnikom szkoleń pt. „W zderzeniu z psychopatą”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”