Reklama

Siostra M.

Siostra M.

15.03.2021
Czyta się kilka minut
Są ludzie, których irytuje. Może dlatego, że jest wyrzutem sumienia dla tych, którzy obnoszą się ze swoim katolicyzmem bardziej deklaratywnym niż praktykowanym w życiu.
Małgorzata Chmielewska, indeks Uniwersytetu Warszawskiego, połowa lat 70. ARCHIWUM SIOSTRY MAŁGORZATY CHMIELEWSKIEJ
S

Siostra M. jest prapotomkinią Kozaka i dlatego fascynuje ją otwarta przestrzeń. Studiowała („żeby więcej wiedzieć”) hydrobiologię. Czy poważnie myślała o pozostaniu całe życie hydrobiologiem, nie wiemy, choć do dziś z czułością mówi o niesporczakach, wodnych niedźwiadkach (kolorowych, maksimum 0,8 mm wzrostu), żyjących wśród ziarenek piasku na plaży albo w wodzie.

Pewnego letniego dnia M., jeszcze tylko studentka Uniwersytetu Warszawskiego, zostawiła niesporczaki i praktykę w Mikołajkach. Uciekła. Bo M. przeżyła nawrócenie i zaczęła szukać przestrzeni otwartej na spotkanie z Bogiem. Mizerną formację religijną zaczęła uzupełniać lekturą książek. Pierwszą była książka ks. Andrzeja Zuberbiera, podarunek siostry Michaliny, niepokalanki. Zapomniała tytułu, ale pamięta, że książka była świetnie napisana i przypominała katechizm.

Potem, po lekturze Thomasa ­Mertona, M., bawiąca w (odpracowywanej) gościnie u niepokalanek, postanowiła zostać trapistką. W Polsce nie ma trapistek, więc M. zdecydowała, że wstąpi do benedyktynek, i pojechała do klasztoru w Żarnowcu. W Żarnowcu zamiast do klasztoru poszła na plażę nad jeziorem. Tam ogarnęło ją przerażenie na myśl o życiu zakonnym bez możliwości kąpieli i plaży, więc uciekła do Drohiczyna i tam została nauczycielką. W Drohiczynie też były benedyktynki i może M. by do nich wstąpiła, gdyby się nie napatoczyła ­Małgosia, dziecko wymagające natychmiastowej pomocy. Ponieważ nawrócona M. chciała naprawdę żyć ewangelicznie, wzięła Małgosię jako rodzina zastępcza.

Były potem dalsze perypetie. M. przeniosła się do Warszawy i zatrudniła w prowadzonym przez Franciszkanki od Krzyża zakładzie dla ociemniałych. Tam ks. Tadeusz Fedorowicz zetknął ją z działającymi wtedy nielegalnie Małymi Siostrami Jezusa. I M. wstąpiła do Małych Sióstr Jezusa. Nowicjat odbyła w Rzymie, gdzie poznała założycielkę zakonu, małą siostrę Madeleine, i najbliższą współpracownicę założycielki, wspaniałą siostrę Jeanne. Warto dodać, że M. od nawrócenia poznała mnóstwo wspaniałych ludzi, m.in. uczestnicząc w działalności warszawskiego KIK-u. Jako mała siostra pracowała w Szewnej.

Ale Małe Siostry nie były kresem poszukiwań panny M. Kiedy roczne śluby zakonne wygasły, opuściła zgromadzenie. Dziś jeszcze mówi o nich z wdzięcznością, a z dawnymi współsiostrami zachowuje więzi przyjaźni. Odeszła, bo to wciąż nie było to.

Aż wreszcie... Siostra M. w książce „Wszystko, co uczyniliście...” opowiada Michałowi Okońskiemu:

„Miałyśmy (...) konferencję dla pracowników socjalnych na Pradze o naszej pracy wśród kobiet w zakładzie karnym. Po tej konferencji podszedł do mnie młody chłopak i powiedział: »a wiecie co, tutaj mam coś, co może was zainteresować«, i podał mi adres Wspólnoty Chleb Życia.

Okoński: Czy był to anioł?

Być może. W każdym razie napisałam do wspólnoty...”.

W 1998 r. siostra M. złożyła śluby we wspólnocie. Dziś jest przełożoną jej polskiego oddziału i prezeską Fundacji Domy Wspólnoty Chleb Życia. Wspólnota w Polsce prowadzi 11 domów dla ludzi bezdomnych, starych, chorych i matek z dziećmi. Starają się tym, których przyjmują, stworzyć miejsce do godnego życia i umożliwić im powrót do społeczeństwa. Walczą z barierami edukacyjnymi, na jakie napotykają dzieci i młodzież z ubogich rodzin, z bezrobociem i wykluczeniem osób niepełnosprawnych.

Przedstawiłem tu tylko fragmentarycznie i pobieżnie prehistorię panny i siostry M. Kto chce więcej, tego odsyłam do jej opowieści w rozmowie z Michałem Okońskim, do jej książek, do bloga, do tego, co mówi na spotkaniach. Warto się przekonać, że tacy ludzie są wciąż z nami, warto zapytać, skąd się biorą. Z katolickich rodzin? Nie w tym przypadku.

Rodzice M. to dawni AK-owcy, ludzie odważni i prawi. Ojciec – lekarz Ludowego Wojska Polskiego bez znacznych awansów, bo nie kryje odrazy do panującego w Polsce systemu; mama – niezwykłej dobroci i mądrości, zapracowana. Żeby dorobić do pensji męża, pracuje w kasynie wojskowym, potem robi na sprzedaż swetry, jeszcze potem jest nauczycielką. Rodzice M. czują się odsunięci od praktyk religijnych, nie mają sakramentalnego małżeństwa. Do kościoła chodzą w największe święta, dzieci wysyłają do komunii i bierzmowania, ale rosną one w środowisku niezbyt religijnym.

Kilkunastoletnia M. przypadkiem spotyka legendarnego duszpasterza akademickiego z kościoła św. Jakuba w Warszawie, ks. Józefa Gniewniaka, który przyjmie ją do środowiska duszpasterstwa studenckiego. Spotkanie ważne w jej życiu, ale nie decydujące. Opowieść siostry M. o poszukiwaniach własnej drogi i o nawróceniu nie pozostawia wątpliwości. Po prostu wie, że to Jezus ją powołał i prowadził. Cała konstrukcja jej życia opiera się na wierze. Przyznaje, że inaczej nie byłaby w stanie tego wytrzymać ani fizycznie, ani psychicznie.

Że jest skuteczna, przebojowa, gdy chodzi o dobro podopiecznych, że potrafi o tym publicznie mówić – wiemy wszyscy. Czy jednak wiemy, że stała się w Polsce twarzą Kościoła na peryferiach? I to jeszcze zanim papież Franciszek powiedział: „wyjdźcie ze swoich ograniczeń i udajcie się na peryferie, a znajdziecie tam Jezusa. Jest On bowiem obecny w życiu brata, który cierpi i jest odrzucony”. Za to ją podziwiamy i kochamy.


Kard. Konrad Krajewski: Właściwie to ona powinna być kardynałem. Naraża życie dla Ewangelii.


 

Ale są ludzie, których siostra M. irytuje. Może dlatego, że jest wyrzutem sumienia dla tych, którzy obnoszą się ze swoim katolicyzmem bardziej deklaratywnym niż praktykowanym w życiu. Ci, słysząc o niej, z jakąś dziwną satysfakcją, jakby ujawniali straszliwą tajemnicę, powtarzają to, co wyczytali w Wikipedii: „Małgorzata Chmielewska często jest błędnie nazywana siostrą lub siostrą zakonną. Tymczasem Wspólnota Chleb Życia nie była zgromadzeniem zakonnym. Polski oddział wspólnoty posiada prawną formę świeckiego stowarzyszenia”. Zgroza! W habicie, „błędnie nazywana siostrą” – wiedzieliście o tym? Ona sama na stronie bankier.pl tak o tym mówi: „Nie jestem w zgromadzeniu zakonnym w tradycyjnym znaczeniu tego słowa, ale we wspólnocie, w której są zarówno osoby, tak jak ja, wybierające życie w celibacie, ale także małżeństwa”.

I dalej jeszcze o siostrze (?) M.: „Biolog z wykształcenia i szefowa szeroko zakrojonego »biznesu«, który ma na celu pomoc bezrobotnym z województwa świętokrzyskiego”. Informacja dość skrótowa, bo, po pierwsze, nie tylko świętokrzyskiego. Po drugie, bo pominięto różnorakie formy działalności wspólnoty i rozmaite kategorie podopiecznych, np. ludzi chorych; i najważniejsze: bo w tej prezentacji zabrakło choćby krótkiej wzmianki o tym, że sprawczą siłą tej nieprawdopodobnej wspólnoty jest Ewangelia. A bez Ewangelii Pana Jezusa Chrystusa nie da się zrozumieć ani siostry M., ani wspólnoty i jej niebywałego sukcesu: ratowania honoru Kościoła. ©℗

Z urodzenia poznanianka

PROBOSZCZ FARY w Poznaniu jest zaskoczony, gdy pytam, czy wie, że w jego kościele była chrzczona siostra Chmielewska. Sprawdził w parafialnych księgach: zgadza się. Małgorzata Chmielewska swojego rodzinnego miasta też nie pamięta. 20 marca 1951 r. przyszła w Poznaniu na świat, ale rodzice (warszawiacy, w stolicy Wielkopolski znaleźli się z powodu powojennej zawieruchy) często zmieniali adresy: Grupa, Toruń, wreszcie Warszawa.

RODZINNE MIASTO i region postanowiło uhonorować siostrę Chmielewską. Marszałek Marek Woźniak przyznał jej Wielkopolską Nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego „za czynienie dobra”.

Z NAGRODĄ było tak. ­Jesień roku 2006. Kapuściński jest w Poznaniu. Na Dworcu Głównym odsłania tablicę upamiętniającą Kazimierza Nowaka – podróżnika i reportera, który przed wojną przemierzył pieszo, rowerem, konno, na wielbłądzie, koleją i czółnem całą Afrykę. Pochodził z Kresów, ale połowę życia spędził w Poznaniu. Wciąż mało znany.

KAPUŚCIŃSKI wypomniał Wielkopolanom, że nie umieją pochwalić się swoimi wybitnymi postaciami, które stały się znane w Polsce, a nawet w świecie. Kilka miesięcy później reporter umiera. Ale jego pomysł podchwycił marszałek województwa wielkopolskiego. Marek Woźniak wspólnie z rodziną autora „Cesarza” wymyślił, że Ryszard Kapuściński będzie patronem nagrody dla Wielkopolan, którzy „czynią dobro”.

PIERWSZĄ DOSTAŁA Wanda Błeńska: pochodząca z Poznania lekarka i misjonarka niemal pół wieku leczyła w Ugandzie chorych na trąd. Niedawno rozpoczął się jej proces beatyfikacyjny. Co ciekawe: Kapuściński spotkał Błeńską w Afryce podczas jednej ze swych reporterskich podróży.

CO ŁĄCZY Kapuścińskiego z siostrą Chmielewską? Kapituła przyznająca nagrodę uzasadnia to tak: „Twórczość Ryszarda Kapuścińskiego i działalność siostry Małgorzaty łączy człowiek. Jest on najważniejszy dla pisarza – człowiek, którego należy wysłuchać i zrozumieć. W działalności siostry Małgorzaty Chmielewskiej też najważniejszy jest człowiek – bezdomny, skrzywdzony, chory, ubogi; człowiek, któremu trzeba pomóc”. © Stanisław Zasada

DODATEK SPECJALNY  Małgorzata Chmielewska: siostra–matka–córka
REDAKCJA: Maciej Müller
PROJ. GRAF.: Marek Zalejski
SKŁAD: Zuzanna Kardyś
FOTOEDYCJA: Grażyna Makara
NA OKŁADCE: s. Małgorzata Chmielewska / FOT. GRAŻYNA MAKARA

Galeria zdjęć

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

"...I jeszcze inni - niektórzy! - wbijają jej szpilki. To nie ludzie, to wilki!". Jako przygodny wikipedysta (nic w związku z religią i polityką) pozwolę sobie zauważyć, że umieszczenie w haśle poświęconym s. Chmielewskiej "informacji", że "sprawczą siłą tej nieprawdopodobnej wspólnoty jest Ewangelia" byłoby wbrew zasadom, wynikającym z filarów Wikipedii: "Artykuły należy pisać w sposób neutralny. [...] Informacje wprowadzane do Wikipedii powinny mieć wskazane wiarygodne źródła, z których pochodzą". Zresztą zawsze można spróbować uzupełnić hasło, do czego nie trzeba nawet zakładać konta. Jedyne ryzyko, to niezatwierdzenie lub późniejsze usunięcie naszej pracy przez osobę uwiarygodnioną jakąś tam liczbą zredagowanych i niezakwestionowanych haseł, a i tak ślad pozostanie w historii edycji i pod zakładką "Dyskusja". Kwestia tytułu "siostra" lub "siostra zakonna" (błędnego w ogóle, i to według samej s. Chmielewskiej - patrz w tym numerze "Czy siostra Chmielewska jest zakonnicą?") rzeczywiście była dyskutowana, natomiast zdanie ze słowem "biznes" ks. Boniecki cytuje tak, jakby też pochodziło ono z wikipedycznego biogramu i miało deprecjonującą, nieżyczliwą wymowę. Tymczasem w Wikipedii wcale go nie było, a użył go dziennikarz portalu bankier.pl w peanie na cześć siostry Ch i nie wątpię, że dał jej tekst do autoryzacji (Mateusz Szymański "Zakonnica, która robi biznes", bankier.pl, 2013-02-03). Jak to tam było z tą typologią prawd według ks. Tischnera? Pamiętają go jeszcze na Dworskiej? ;)

że ta nie obnosi się ze swym katolicyzmem. W takim razie ksiądz nie rozumie wielkości tej małej kruchej istoty, która widzimy na indeksowym zdjęciu. Siostra Małgorzata by ukryć ewangeliczną cnotę, jaką praktykuje w życiu, nie tylko nie obnosi się z wiarą, lecz przeciwnie - celowo pali szlugi, szpetnie klnie i uśmiecha się do fotoreporterów Gazety Wyborczej, by za tą brzydką - jak twierdzą ludzie złośliwi i złej woli – zasłoną, w tej nieprzyjemnej perfumie, czynić w nadzwyczajnej skromności dobro widoczne tylko dla Boga i jej podopiecznych. Ta niesłychana skromność i te nadzwyczajne środki jej ukrycia kosztem swego wizerunku w społeczności, to jest rzecz niebywała, cudowna, niepowtarzalna, że aż głos mi się łamie i rwie, a na domiar ksiądz dobija swój gwóźdź w mój zachwyt tym swoim nieogarnianiem spraw. Chlip!

Długo Bóg Duch Święty, gonił cię po ringu życia. W końcu jednak, cię dopadł w narożniku i położył na deski. Za ten nokałt, Bogu niech będą dzięki.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]