Reklama

Czy siostra Chmielewska jest zakonnicą

Czy siostra Chmielewska jest zakonnicą

15.03.2021
Czyta się kilka minut
Kiedy powstał pierwszy dom, miejscowi myśleli, że to sekta. Zobaczyli kobietę w dziwnym habicie, ludzi z dzieciakami. Raz nawet policję nasłali.
Wspólna praca przy zakładaniu sadu, Dom w Jankowicach, wrzesień 2019 r. WSPÓLNOTA CHLEB ŻYCIA
J

Jakiś czas temu prominentny dziennikarz zaczepił na Twitterze siostrę Chmielewską. Chciał wiedzieć, czy jej wspólnota aby na pewno ma kościelny status. Siostra zaprosiła go do siebie. Obiecała „objaśnić sprawę”.

Dziennikarz nie ustępował: „Widziałem przełożoną wielokrotnie z Owsiakiem i w »Wyborczej«, ale nigdy z jakimś biskupem”. Siostra pozostała niewzruszona: „Zapraszam do siebie raz jeszcze. Jeśli miarą katolickości są zdjęcia z biskupami, to łatwy egzamin. Przejrzymy wspólnie albumy. Ten zdam celująco”.

Dziennikarz do siostry Chmielewskiej się nie pofatygował.

Kim właściwie jestem

Nosi chyba najbardziej rozpoznawalny habit w Polsce: rudobrązowy. W chłodniejsze dni lubi nakładać na niego ocieplany bezrękawnik. Na głowie obowiązkowo biała chustka.

– Nie jestem w zgromadzeniu zakonnym w tradycyjnym znaczeniu tego słowa, ale w katolickiej wspólnocie – tłumaczy siostra Chmielewska. – Stąd czasem tyle ambarasu, kim właściwie jestem.

Wspólnota Chleb Życia to stowarzyszenie świeckich, którzy chcą pomagać ludziom znajdującym się w potrzebie. Oprócz osób takich jak siostra Chmielewska, które ślubują celibat i noszą habit, do wspólnoty należą też małżeństwa, które składają przyrzeczenia.

Mimo że Chleb Życia to nie zgromadzenie zakonne, do Małgorzaty Chmielewskiej wszyscy i tak mówią: siostra. Jakby była zakonnicą. Na pewno utwierdza w tym habit, który nosi (chociaż kiedyś wolała dżinsy i flanelowe koszule).

– W prawie kanonicznym nie ma kogoś takiego, jak siostra zakonna – prostuje Chmielewska. – Są mniszki, ale ta nazwa zarezerwowana jest dla osób należących do zakonów, np. klarysek albo karmelitanek. Zakonów mamy jednak niewiele, przeważają zgromadzenia zakonne.

– Jak to nie ma sióstr zakonnych? – dziwię się.

– W Polsce używa się tego terminu, ale to określenie potoczne. Zwracamy się tak zwyczajowo do osób, które złożyły śluby i należą do zgromadzeń zakonnych.

– To jak powinno się określać osobę, która jest w zgromadzeniu?

– Siostrą w zgromadzeniu takim a takim.

– A siostra kim w takim razie jest?

– Siostrą we Wspólnocie Chleb Życia.

Michał Okoński w wywiadzie rzece „Wszystko, co uczyniliście...” zapytał ją wprost, czy jest zakonnicą. Odpowiedziała, że czuje się „osobą świecką, która w sposób szczególny poświęciła się Panu Bogu poprzez śluby: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa”.

Małgorzata Chmielewska to jedyna Pol­­ka, która złożyła takie śluby. Druga miała złożyć je rok temu. Z powodu koronawirusa uroczystość wciąż jest odkładana.

Wszystko mieli

Ona zaangażowana katoliczka. Udziela się w Chrześcijańskiej Młodzieży Robotniczej. On artysta, hipis, sięga po narkotyki i alkohol, śpi na ulicy. Politycznie – lewak, anarchista. Ochrzczony, ale zerwał z Kościołem.

Poznali się w 1968 r. Trwała studencka rewolta. Trzy lata później Marie-Annick i Pascal Pingault biorą ślub. Katolicki, w kościele – Pascal zrobił to dla żony. Z czasem się nawróci. Teraz oboje są zapatrzeni w pierwszych chrześcijan. Tych z Dziejów Apostolskich, gdzie „wszyscy, co uwierzyli, przebywali razem i wszystko mieli wspólne”. Wkrótce zamieszkają pod jednym dachem z ubogimi, bezdomnymi, chorymi, byłymi prostytutkami.

Tak w 1976 r. powstała Wspólnota Chleb Życia. Nazwa ma głęboki, religijny sens. Chleb Życia to Eucharystia – z niej biorą motywację do pomagania innym. Wspólnotę zatwierdza biskup miejscowej diecezji Bayeux-Lisieux w Normandii. Zakładają tam swój pierwszy dom. Gdy okaże się za ciasny, biskup podaruje im byłe seminarium w Sommervieu.

Chleb Życia przekracza granice Francji. Od trzydziestu lat jest w Polsce.

Stół nakryty obrusem

Upadł komunizm. Małgorzata Chmielewska dobiega czterdziestki. Wciąż szuka miejsca w życiu.

Skończyła biologię, była nauczycielką, katechetką, przymierzała się, żeby wstąpić do benedyktynek, w końcu wybiera zgromadzenie Małych Sióstr Karola de Foucauld. Po kilku latach odejdzie (po wypełnieniu ślubów czasowych) – Małe Siostry to zgromadzenie kontemplacyjne, a ona chce pomagać ludziom wychodzić z ubóstwa.

Ktoś podpowiada jej, że we Francji jest wspólnota, której szuka. Pisze do nich list, Marie-Annick i Pascal zapraszają ją do Normandii. Czuje, że znalazła swoje miejsce w życiu.

24 grudnia 1989 r. na Dworcu Centralnym w Warszawie organizuje z przyjaciółką Tamarą Smajkiewicz i aktorem Maciejem Rayzacherem wigilię dla bezdomnych. Stoły nakryte białymi obrusami. Barszcz, śledzie, kapusta z grzybami. Starszy mężczyzna płacze. Wyjaśni potem, że dawno nie siedział przy stole z obrusem.

Zaraz po kolacji Małgorzata i Tamara łapią nocny pociąg do Bielska-Białej. Muszą dostać się do Bulowic koło Kęt. W starej drewnianej chałupie przyjmują pierwszych bezdomnych.

Tak na początku 1990 r. powstała w Polsce Wspólnota Chleb Życia.

Za zgodą biskupów

Ten sam rok 1990. Poseminaryjny kościół z białego kamienia w Sommervieu.

Małgorzata Chmielewska założyła rudo­brązowy habit (dała jej go siostra Klara z francuskiej wspólnoty). Na ręce Pascala Pingault złoży zaraz śluby ubóstwa, czystości i posłuszeństwa. Świadkiem będzie miejscowy biskup. Osiem lat później w ten sam sposób złoży śluby wieczyste.

Chmielewska nie kryje, że ze ślubami we Wspólnocie Chleb Życia jest problem. Jak je traktować? Jej członkowie nie są przecież zakonnikami. Ale siostra Małgorzata składała śluby za zgodą biskupa, więc Kościół je uznaje.

Swoje domy Wspólnota Chleb Życia zakłada zawsze za zgodą miejscowych biskupów. W Polsce działa w archidiecezji warszawskiej i krakowskiej oraz w diecezjach rzeszowskiej, sandomierskiej i włocławskiej.

We francuskiej wspólnocie kilka lat temu pojawiły się kłopoty: nie wszyscy członkowie okazali się odpowiedzialni. W 2015 r. biskup rozwiązał stowarzyszenie w diecezji Bayeux-Lisieux.

Władze międzynarodowej Wspólnoty Chleb Życia (tworzą je przedstawiciele lokalnych wspólnot) przeniesiono do Berlina. Oczywiście za zgodą miejscowego ordynariusza.

Siostra się dogadała

Domu w Bulowicach już nie ma. Za macierzysty dom Wspólnoty Chleb Życia uchodzi ten w Zochcinie. To mała wieś koło Opatowa, wprowadzili się tam prawie ćwierć wieku temu. Miejscowi nie ucieszyli się z ich towarzystwa. ­Zobaczyli kobietę w dziwnym habicie, ludzi z dzieciakami. Pomyśleli: jakaś sekta. Raz nawet policję nasłali. Siostra szybko dogadała się z wsią. Pierwsze polubiły ją kobiety: zaczęła robić z nimi przetwory ze śliwek, które rosły w starym ogrodzie.

W Świętokrzyskiem mają jeszcze trzy domy: jeden w Nagorzycach, dwa w Jankowicach. W Warszawie też trzy: na Łopuszańskiej dla mężczyzn i kobiet, na Stawkach dla kobiet i na Gniewkowskiej dla schorowanych kobiet i mężczyzn. W Brwinowie pod Warszawą dla matek z dziećmi. W Medyni Głogowskiej na Podkarpaciu dla kobiet i mężczyzn. Niedawno otworzyli dom dla kobiet i mężczyzn w krakowskich Bronowicach. Rok temu – w Zduńskiej Woli.

Za Matką Teresą

Na swoim blogu siostra Chmielewska zamieściła kiedyś dowcip:

„Jaki nas może spotkać pech po śmierci? Taki, że stojąc w kolejce do Świętego Piotra za Matką Teresą z Kalkuty, usłyszymy, jak Piotr mówi do niej: »Oj, moja córko, można było zrobić jeszcze więcej«”.

Siostra dodała od siebie: „Postaram się uważać, za kim stanę w kolejce, bo mogę nie mieć szans”. ©


Czytaj bezpłatnie cały dodatek Małgorzata Chmielewska: Siostra-Matka-Córka

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Z ręką na sercu: ilu z nas, czytelników TP, znało wcześniej ten kontekst działalności s. Chmielewskiej, o której rozpisywano się na tych łamach dziesiątki, jeśli nie setki razy? Owszem, red. Okoński raz zapytał (nie tutaj) i uzyskał jednozdaniową, wykrętną odpowiedź. Potrzebny był dopiero Cezary Gmyz (czemu ukrywać jego nazwisko?), prominentny dziennikarz i równie prominentny świecki działacz luterański, członek synodu diecezjalnego itp. Pewnie nie tyle "chciał wiedzieć", bo sprawdził to w trzy minuty w Internecie, ile nakłonić do zastanowienia się nad czymś, co bezrefleksyjnie przyjmujemy jako oczywistość. Wątpię, by CG troszczył się o katolicką prawowierność s. Chmielewskiej (patrz wyżej). Raczej chodzi mu o jej polityczne zaangażowanie, którego nie da się oddzielić od postaw jawnie wrogich kościołowi i religii w ogóle. S. Chmielewska, bez względu na swoje intencje, osobistą religijność i zasługi społeczne, pełni w tym rolę podobną do "uczciwego Żyda" w antysemickim dyskursie. Oczywiście założenie prywatnego stowarzyszenia wiernych, przyjmującego formę podobną do zgromadzeń zakonnych, nie jest niczym nowym. Tak prawdopodobnie powstała większość zakonów i zgromadzeń, mających dzisiaj status kanoniczny. Czasem coś nie pójdzie jak trzeba, jak to się stało w przypadku francuskiej wspólnoty "Pain de Vie", której założyciele zostali potępieni nie tylko przez miejscowego biskupa, ale i skazani przez jak najbardziej laicki, francuski sąd za oszukiwanie systemu ubezpieczeń emerytalnych. Takie i gorsze rozczarowania to też nic nowego; można tu przywołać niezbyt dawną sprawę Jeana Vaniera [https://www.tygodnikpowszechny.pl/comment/38538#comment-38538]. Czy te historie dyskredytują wszystko, czego w ramach podobnych wspólnot dokonali inni? Oczywiście, że nie, ale nie można mieć za złe, że ktoś zadaje kłopotliwe pytania. Wystarczy zgodnie z prawdą na nie odpowiedzieć. Nie bój się, Tygodniku, zostawić czytelników sam na sam z wątpliwościami i problemami. Damy radę! ;)

Wreszcie słońce wyszło zza chmur: Małgorzata Chmielewska nie jest zakonnicą. Można do niej mówić "siostro", jeśli jest się członkiem jej wspólnoty, jej fanem, albo mało zorientowanym w kontekście. Można mówić "pani", jeśli jest się subiektywnym (złośliwie) albo obiektywnym kanonicznie. Kiedyś zwracałem się do niej "siostro" podczas jej wizyty w moim duszpasterstwie, w którym chyba wszyscy myśleli, że pani Chmielewska jest zakonnicą.

Jesli ktos ma taki problem (pani czy siostra), to musi byc bardzo szczesliwym czlowiekiem. Dobrze, ze problem zostal rozwiazany, bedzie jeszcze szczesliwszy
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]