Co robią w Polsce agenci Kremla

Rosyjskie służby specjalne coraz bardziej interesują się naszymi liniami kolejowymi, kluczowym elementem systemu transportu broni do Ukrainy.
Czyta się kilka minut
Dworzec Warszawa Zachodnia. 2 marca 2023 r. / fot. Tomasz Jastrzębowski / REPORTER
Dworzec Warszawa Zachodnia. 2 marca 2023 r. / fot. Tomasz Jastrzębowski / REPORTER

Nie jest pewne, czy za awaryjnymi zatrzymaniami pociągów, do których doszło kilka dni temu w województwach podlaskim, pomorskim i zachodniopomorskim, faktycznie stoją rosyjskie służby. Władze dawkują informacje – wiadomo tylko, że w związku ze sprawą zatrzymano dwie osoby. Oprócz włamań do tzw. systemu „Radio-Stop”, 24 sierpnia doszło do trzech wykolejeń pociągów; w poprzednich tygodniach zaś w węźle warszawskim kilka składów skierowano na niewłaściwe tory. Co więcej, dziennik „The Washington Post” opisał – a nasze władze potwierdziły – rozbicie grupy młodych „szpiegów-amatorów”, którzy mieli działać m.in. na polskiej kolei. 

Czy jest się więc czego obawiać? „Radio-Stop” to wprowadzony po serii tragicznych katastrof kolejowych na przełomie lat 70. i 80. XX w. system bazujący na łączności radiowej; pozwala  maszyniście (a w praktyce każdemu operatorowi krótkofalówki, który zna właściwą częstotliwość) wstrzymać na krótko ruch kolejowy w danej okolicy. Zdaniem kolejarzy, ta prostota wielokrotnie ocaliła życie pasażerów; jest też jednak słabym punktem systemu – według portalu „Rynek Kolejowy” w Polsce co roku notuje się średnio 567 włamań do niego. „Radio-Stopem” nie da się kontrolować ruchu pociągów – jest on raczej odpowiednikiem hamulca ręcznego w wagonie, którego może użyć każdy pasażer kolei.

Pułkownik Grzegorz Małecki, były szef Agencji Wywiadu, mówi „Tygodnikowi”, że rosyjski wywiad może obecnie testować reakcję polskich służb, a także wypróbowywać nietypowe sposoby działania [patrz rozmowa obok]. Po wydaleniu z Polski w 2022 r. kilkudziesięciu rosyjskich dyplomatów, którym Warszawa zarzucała działalność szpiegowską, Rosja nie może już polegać na swojej rezydenturze – i niemal na pewno szuka nowych metod.

Należałaby do nich wspomniana grupa „szpiegów-amatorów” – w większości młodych uchodźców z Ukrainy – których GRU miało w Polsce zwerbować w sieci społecznościowej Telegram pod pozorem ogłoszeń o pracę. Zrazu chodziło o wywieszanie niewinnych plakatów, potem o dystrybucję prorosyjskiej propagandy. Ostatecznie, według cytowanego przez „The Washington Post” anonimowego funkcjonariusza ABW, rekruci mieli w marcu otrzymywać polecenia podpaleń, a nawet zabójstwa. Za większością członków grupy stały prawdopodobnie motywacje finansowe, a nie ideologiczne. Rekrutów podzielono na komórki, z których każda miała własnego oficera prowadzącego; jej członkowie nie wiedzieli o sobie nawzajem do momentu, gdy nie stawało się to konieczne. Spisek miał zostać ostatecznie rozpracowany dzięki sygnałowi od obywatela, który zauważył podejrzaną kamerę na drzewie w pobliżu linii kolejowej; grupę rozbito wiosną, gdy jej członkowie zaczęli otrzymywać polecenia wykolejenia składów z bronią jadących w stronę Ukrainy. Służby aresztowały 12 Ukraińców, jednego Rosjanina i trzech obywateli Białorusi. 

Wzmożenie aktywności grupy na początku roku zbiegło się w czasie z ukraińskimi przygotowaniami do kontrofensywy na froncie oraz wzrostem natężenia tranzytu broni przez Polskę. Wzrostem tak dużym, że obciążone wcześniej lotnisko w Rzeszowie-Jasionce stało się drugoplanowanym hubem – duża część zachodniego sprzętu wojskowego trafia już na naszą wschodnią granicę właśnie koleją. 

W ciągu ostatnich 16 miesięcy dostarczono do Ukrainy ok. 150 tys. ton broni i amunicji – 80 proc. transportu odbywa się przez Polskę. Patrząc na to z tej perspektywy, można więc powiedzieć, iż dużym sukcesem polskich i zachodnich służb jest to, że dotąd nie doszło (a w każdym razie nie wie o tym opinia publiczna) do żadnego poważnego rosyjskiego sabotażu. „Jest dla mnie zdumiewające, że minęło 18 miesięcy wojny, a oni [Rosjanie] nie byli w stanie zniszczyć ani jednego konwoju czy pociągu. Żaden ruchomy cel nie został trafiony” – mówił „The Washington Post” gen. Ben Hodges, były dowódca armii amerykańskiej w Europie. Poufne analizy wywiadu USA, do których dotarł dziennik już w lutym, ostrzegały, że wobec trudności działania „z otwartą przyłbicą” na terytorium NATO Rosja może uciec się do metod, które będzie trudno przypisać jej służbom.

Nic z tego nie powinno być dla polskiego kontrwywiadu zaskoczeniem. Co więcej, byłoby dziwne, gdyby poza „szpiegami-amatorami” Kreml nie wypróbowywałby obecnie w Polsce innych metod, nie budował bardziej trwałych struktur, obliczonych na działanie przez wiele lat. Mimo nowych technologii elementarz szpiegostwa nie zmienia się przecież od dekad. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 37/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Co robią w Polsce agenci Kremla