Wystarczą: dobre oko, pewna ręka, chęci. Podobno każdy może namalować ikonę. Będę pisał Chrystusa Pantokratora, techniką tempery jajecznej. Pracownia Działań Twórczych przy Galerii u Jezuitów w Poznaniu. Koszt 980 złotych. Materiały malarskie – w cenie kursu.
Z plastyki miałem piątkę: nauczyciele nie chcieli psuć świadectwa. Dawno temu ćwiczyłem akwarelami. Na zajęcia idę niepewnie.
Lekcja 1 (Martwa głowa)
– To nie jest zwykły obraz – o. Jacek Wróbel uczy pisania ikon od kilkunastu lat. – To okno na świat duchowy, ma zachęcać do modlitwy i medytacji – mówi o ikonie.
Klasztorna sala. Ze ścian patrzą Chrystusy, Matki Boskie z Dzieciątkiem i bez, między nimi z rozwichrzonymi włosami Jan Chrzciciel. Dostaję deskę lipową z zagruntowanym płótnem. Kilkanaście pigmentów o dziwnych nazwach: biel cynkowa, ochra żółta i czerwona, cynober, ultramaryna, umbra palona i zielona, czerń winogronowa (najbardziej ekscytuje mnie caput mortuum – martwa głowa). Pędzelki z włosia sobolowego, moździerz, rylec, plastikową paletę. W teczce reprodukcję i szkic Pantokratora.
– Zrobimy transfer – zadaje nam ojciec Jacek. – Szkic Chrystusa przeniesiemy na deskę.
Szczyptę palonej umbry sypię na odwrocie rysunku, rozcieram. Kartkę przykładam pomazaną stroną do deski, przeciągam ołówkiem po konturach. Na podobraziu odbił się rysunek. Cyrklem wytyczam nimb. Ojciec Jacek każe rylcem wyżłobić linie.

Modlitwa
„Ty, Boski Mistrzu wszystkiego, co istnieje, oświeć i kieruj duszą i ciałem sług swoich; prowadź ich ręce” – modlimy się na początku. Pisanie ikon to czynność święta. Przed przystąpieniem do pracy ikonopisarz pościł i medytował. My słuchamy cerkiewnych śpiewów.
Lekcja 2 (Jak żółtko od białka oddzielić)
Kładziemy pozłotę na nimb. Złocimy szlagmetalem. Cieniutkie to jak bibułka, rwie się przy byle dotknięciu. Ojciec Jacek pokazuje na desce Eli, jak naklejać płatki. Już pierwszy kawałek mi się przedarł. Jakoś dojechałem do końca.
– Zdejmujemy naddatki – kolejne zadanie. – Przesuwamy wacikiem wzdłuż nimbu i łączy.
Boję się ruszyć naklejankę. Ale nieprzyklejone części łatwo odchodzą. W paru miejscach naddałem kleju, w innych dałem za mało – nimb nie jest idealnie kolisty. Inni też narzekają.
– Widz skupi się na twarzy, nie na nimbie – prowadzący łagodzi nasze rozterki.
Pozłotę smarujemy politurą: daje połysk i chroni przed porysowaniem.
– Kto chce zobaczyć, jak się rozdziela żółtko od białka? – ojciec Jacek zaprasza do kuchni. Rozbija kurze jajko, przelewa ze skorupki do skorupki jak na biszkopt, żółtko ląduje w szklance. Otwiera butelkę białego wina wytrawnego i wlewa do żółtka. – Rublow też tak robił – tłumaczy.
Żółtko z winem to medium do mieszania pigmentów. Tak powstaje tempera jajeczna. Bierzemy znów paloną umbrę.
– Trzeba tak rozcieńczyć farbę, żeby była transparentna – kolejna rada.
Szkic Pantokratora utrwalamy farbą. Linie wychodzą za grube, nie ma przejścia od wąskiej do szerszej kreski. – Za mocno rozcieńczona farba – ojciec Jacek szuka przyczyn niepowodzeń.
Podziwiam malunek Magdy. Linie różnej grubości, każdy szczegół dopracowany. Staram się nie zazdrościć – jedno z przykazań ikonografa mówi: „Nie bądź zazdrosny o pracę swego bliźniego; jego powodzenie należy również do ciebie”.
Ale własne dzieło nie daje mi spokoju. – Szpetny ten mój Chrystus – mówię.
Ojciec Jacek patrzy na niezdarne linie. – Niech pan da Mu szansę.

Wszechwładca
Ma coś z rzymskich imperatorów. Wszak po grecku Pantokrator to Pan Wszechświata. Na jednych ikonach w całej postaci, jak stoi albo zasiada na tronie. Na innych – w półpostaci. W lewej ręce trzyma księgę, prawą błogosławi.
My malujemy wersję najprostszą – popiersie.
Lekcja 3 (Co da ochra z ultramaryną)
– Wchodzimy w bliższe relacje z temperą – ojciec Jacek zaczyna tajemniczo.
Deski zostawiliśmy w domu. Ćwiczymy mieszanie kolorów. Wpierw powtórka z geometrii: podzielić okrąg na dwanaście części.
Ojciec Jacek wywiesił na wielkiej sztaludze duży karton z wzorem – przypomina koło fortuny, każdy wycinek w innym kolorze. To koło barw.
Rozrabiam ochrę żółtą, ultramarynę i czerwień kadmową. Można z tego stworzyć kilkanaście barw. Poletko na kole między godziną dwunastą a pierwszą maluję ochrą, między czwartą a piątą kładę ultramarynę, a między ósmą a dziewiątą – czerwień.
Czas na zadanie właściwe: mieszanie kolorów. Zaczynam od ochry z ultramaryną. – Do barwy słabszej dodajemy mocniejszej – ojciec Jacek przypomina jedną z malarskich zasad.
Do ochry kapka ultramaryny – wyszła wysuszona trawa. Porównuję z wzorem: zgadza się. Zwiększam porcję ultramaryny: mam ciemniejszą zieleń i zgniłą – jak na planszy. Kolej na ochrę z czerwienią. Mają wyjść pomarańcza, czerwony grejpfrut, rozkrojony arbuz. Na koniec czerwień z ultramaryną. Zamiast zabrudzonej czerwieni wyszła śliwka.
– Za dużo ultramaryny – ojciec Jacek mówi, co zrobiłem nie tak.
Zadanie domowe: zrobić drugie koło barw.
Chusta
Jezus napisał pierwszą ikonę. Było tak: posłaniec króla Edessy prosił Jezusa, żeby uzdrowił z trądu jego władcę. Jezus przyłożył do twarzy chustę, odbił się jego portret. Kontemplacja oblicza uzdrowiła króla.
Tak powstał mandylion – wizerunek twarzy Chrystusa na tkaninie. Jak to z relikwiami, przez wieki mandylionów się namnożyło. Chwalą się nim Genua, Watykan, Rzym. Inna tradycja mówi o świętej Weronice, która dźwigającemu krzyż Jezusowi podała chustę do otarcia potu. Na tkaninie odbiło się umęczone oblicze. Oryginał ma być we włoskim Manopello.
Tylko że Weronika nie szła za prowadzonym na śmierć Zbawicielem. Może w ogóle jej nie było? Ikony miał też malować Łukasz Ewangelista. W rzeczywistości pierwsze ikony powstały w czwartym wieku. Najstarsze zachowały się z szóstego. Są w klasztorze Św. Katarzyny na Synaju. Prawosławni mnisi przechowują tam między innymi wizerunek Pantokratora.

Lekcja 4 (Ocieplanie oliwki)
Oddzielam żółtko od białka. Rozbijam pierwsze jajko, żółtko pęka. Drugie – to samo. Oli idzie świetnie. (W domu ćwiczyła przy pieczeniu tarty dyniowej). Kładziemy sankir pod karnację. To podkład, który pokrywa odsłonięte części ciała postaci. Do moździerza sypiemy trzy szczypty ochry żółtej, dwie zielonej. Słychać, jak każdy uciera swoją mieszankę. Wyszła mi zielona oliwka.
– Żeby oliwkę ocieplić – instruuje ojciec Jacek – dodamy ochry czerwonej.
Mam ciemnozieloną oliwkę, wpada prawie w brąz.
– Dobrze – prowadzący chwali kolor.
Maluję włosy, twarz i szyję. Twarz mojego Pantokratora jest ciemna. Spod czterech warstw ledwo prześwituje rysunek. Ojciec Jacek uspokaja, że tak ma być. – Zaczyna się od ciemniejszych barw, potem kolory się rozjaśnia – tłumaczy.
Parytet
Ikony pisali mężczyźni – prawosławni mnisi. Dziś piszą kobiety. Na kursie oprócz mnie jest jeszcze jeden mężczyzna. Kobiet – siedem.
– Ale piszemy dziewięciu Pantokratorów – Ela próbuje udowodnić, że parytet jest.
Marta pisze dla męża. Beata, żeby odpocząć od pracy w korporacji. Magda, żeby pobyć z Jezusem. Jola maluje farbami olejnymi, chciała spróbować z ikonami. Andrzej (mąż Joli) zapisał się na kurs, bo żona go namówiła.
Lekcja 5 (Uszy jak u owcy)
Umbrą paloną i czerwoną ochrą powtarzam rysy twarzy, które widać spod sankiru. Pilnuję, żeby farba nie była zbyt rozcieńczona, mieszam pędzelkiem, bo tempera łatwo się rozdziela. Brwi wychodzą tak sobie, nos jeszcze gorzej. Męczę się nad oczami, zarysem powiek, ust. Dolne rzęsy wyszły podwójnie, wąsy mój Pantokrator ma sumiaste jak Wincenty Witos.
– Co takie wielkie uszy? Owcze jakieś – ojciec Jacek zauważy każdy błąd.
Marta mówi, że malowanie ma relaksować, a my się tu stresujemy. – To przykład relaksu przez stres – komentuje ojciec Jacek.
Jeszcze laserunek włosów (ta sama mieszanka farb, ale bardziej rozcieńczona – łatwizna)… i sankir na himation, czyli płaszcz (ultramaryna, zieleń, czerń, biel).
To był relaks przez stres.
Bałwochwalstwo
Były czasy, że ikony tępiono. W ósmym wieku bizantyjski cesarz Leon III nakazał zniszczyć święte obrazy w całym cesarstwie. „Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu” – ikonoklaści (wrogowie ikon) cytowali Dekalog. Ikony uważali za bałwochwalstwo. „Nie przeciwko ikonom walczysz, lecz przeciwko świętym” – obrońca ikon Jan z Damaszku odpowiadał cesarzowi.
Pod koniec stulecia sobór w Nicei zezwolił na kult obrazów: uznano, że skoro Chrystus przyszedł na świat w ludzkim ciele, można go malować.
Lekcja 6 (Kowczeg żywo oliwkowy)
Trzeba pomalować tunikę: czerwoną koszulę, zwaną chitonem.
– Ma być ziemista czerwień – ojciec Jacek tłumaczy, na czym polega sztuka.
Czerwień kadmową mieszam z ultramaryną. Wyszła mało ziemista, zostawiam – lubię żywe kolory. Koszula niewielka, proste kontury – sprawnie położyłem dwie warstwy. Jeszcze ciemne linie na tunice, żeby zaznaczyć draperie. Teraz tło (kowczeg) i zewnętrzna rama. Na tło wyszła mi żywa oliwka, na ramę – jasna pomarańcza.
Zerkam w bok: zieleń Magdy jakby żywsza. Znowu bronię się przed zazdrością.
Pocałunek
Gesty majestatyczne, oczy smutne, jeśli uśmiech, to delikatny – tak wyglądają postaci na ikonach. Chrystus, Matka Boża, święci ukazani są, jakby byli odrealnieni. Bo ikona przedstawia świat przeobrażony. – Taki, jaki będzie po zmartwychwstaniu – tłumaczy ojciec Jacek.
Zachodni malarze naturalistycznie malowali mękę. Matthias Grünewald pokazał wiszące na krzyżu ciało w spazmach bólu. A na ikonie ukrzyżowania Chrystus ma twarz pogodną, zamiast cierniowej korony – aureolę. Odwrócona perspektywa daje złudzenie, jakby Chrystus, Matka Boża i święci na nas patrzyli.
– Ikona patrzy – mówią prawosławni.
Przed ikoną palą świeczki, biją pokłony i całują.
Lekcja 7 (Inne wąsy)
Odważyłem się znów zrobić medium – ćwiczenie przy pieczeniu tarty przydało się. Justyna żartuje, że najlepiej idzie mi dolewanie wina.
Rozjaśniamy karnację. Najpierw na twarz kilka warstw żółtej ochry – za każdym razem mocniej nasycamy miejsca najbardziej rozświetlone. Ojciec Jacek ustawił na dużych sztalugach wielką ikonę; pokazuje, które partie zamalować. Ocenia nasze postępy.
– Za mokra farba – mówi do Justyny i do mnie.
Osuszam pędzelek. Koryguję wąsy. Półmetek kursu za mną.
Wersal
Jacek Wróbel warsztat poznawał w Chrześcijańskim Stowarzyszeniu Twórców Sztuki Sakralnej w Krakowie – założył je jego współbrat Zygfryd Kot. Potem w Atelier Saint André w Wersalu u Egona Sendlera – niemieckiego jezuity, znawcy sztuki bizantyjskiej, malarza ikon. Po paryskich studiach sam zaczął uczyć. Najpierw przy klasztorze jezuitów na warszawskim Mokotowie. Dziewięć lat temu powstała Pracownia Działań Twórczych w Poznaniu.
Ma własny styl („styl Wróblowa” – śmieje się). Na Wikipedii hasło „mandylion” ilustruje ikona Jacka Wróbla.
Lekcja 8 (Bałagan pod szyją)
Zakładamy podrumienkę – zaczerwienione miejsca na czole, twarzy i szyi. Mieszam ochrę żółtą z cynobrem. Ma być kolor mandarynki. Dosypuję raz po raz cynobru, ale wciąż wychodzi żółty. Jest w końcu!
– Malujemy suchym pędzlem – ojciec Jacek podpowiada.
Kładę pierwszą warstwę. Przy drugiej pokrywam tylko policzki, usta, uszy, część szyi.
– Jak u Indianina – Justyna narzeka, że podrumienka wyszła jej czerwona.
Rozjaśniam twarz. Do ochry z cynobrem dosypuję roztartej w moździerzu bieli cynkowej. Mam lekki róż. Kładę tam, gdzie najwięcej światła. Żeby kolor był jaśniejszy, za każdym podmalunkiem trzeba dodać bieli. Słychać ucieranie pigmentu.
Ojciec Jacek patrzy na moje rozjaśnienia. – Pod szyją bałagan – ocenia. Każe wydobyć obojczyki (na wzorniku to dwie ciemniejsze smużki). Mój Pantokrator ma już rysy człowieka.
Giotto
Nie tylko chrześcijański wschód ma ikony. Zachód też. Na przykład ikonę krzyża z San Damiano – modlił się przed nią Święty Franciszek. Ale Giotto zerwał z płaskim malarstwem greckim. Wprowadził perspektywę i głębię. Religijne malarstwo Zachodu odeszło od liturgii.
Paul Evdokimov będzie narzekał: „Obecnie sztuka zwana sakralną, którą spotykamy w kościołach, jest w najwyższym stopniu pozbawiona sacrum”.
Lekcja 9 (Anatomia się przydaje)
Rozjaśniania ciąg dalszy. A więc ochra z cynobrem i bielą. Zamiast cynkowej ołowiowa – nie tylko ja miałem kłopot z grudkami.
– Trzeba się natrudzić – ojciec Jacek podtrzymuje nas na duchu. Powtarza, żeby malować suchym pędzlem, żeby było płynne przejście między ciemniejszymi i jaśniejszymi odcieniami.
Widzi, że męczę się z szyją. Bierze mój pędzel i pomaga wyciągnąć nieszczęsne obojczyki. Każe pomalować tęczówki, o których zapomniałem – przy malowaniu ikon znajomość ludzkiej anatomii też się przydaje.
Łup
Mamy narodową ikonę! Święty Łukasz miał ją napisać na blacie stołu z Nazaretu, przy którym Józef, Maryja i Jezus posiłki spożywali. Od sześciuset lat modlą się przed nią wierni na Jasnej Górze.
Tyle pobożnej legendy. Pierwotna ikona Matki Boskiej Częstochowskiej powstała w dziewiątym wieku w Bizancjum, trafiła na Ruś. Książę Władysław Opolczyk przywiózł ją jako wojenny łup i podarował paulinom. Za odnowienie wizerunku zabrali się włoscy artyści. – Starli malowidło i namalowali na nowo – tłumaczy ojciec Wróbel. – Wyszła ikona w stylu włoskiego renesansu.
Lekcja 10 (Kosmyki zgubiłem)
– Zielone te włosy – ojciec Jacek ocenia moją dzisiejszą pracę.
Z pokrytej sankirem powierzchni wydobywaliśmy kosmyki. Najciemniejsze paloną umbrą. Mój sankir był za mało transparentny i zakrył prorys – nie widać rysunku. Zerkam to na wzornik, to na zdjęcie w iPhonie. Maluję na wyczucie.
Ciemne pasemka trzeba otoczyć jaśniejszym kolorem (umbra palona, żółta i czerwona ochra). Powtarzam to samo z dodatkiem żółtej ochry. (Umbry i ochry używamy najczęściej. Pytam ojca Jacka, kiedy skorzystamy z caput mortuum. Mówi, że na kursie drugiego stopnia).
Tak gęsto zrobiłem kosmyki, że trudno rozróżnić jasne od ciemnych. No i kolor dziwny: pod światło rozjaśnione pasemka wpadają w zieleń. Jest na to sposób: położyć laserunek z rozrzedzonej umbry czerwonej. Zieleń przygasła. Jeszcze tylko jaśniejszy kolor na wypukłości kosmyków – żeby było wrażenie falującej fryzury.
W domu wszystko poprawiam. Wyszedł mocny balejaż. Z niecierpliwością czekam na kolejne zajęcia.
Rewolta
Na Zachodzie z ikonami też walczono. Święte obrazy nie podobały się protestantom. W Antwerpii, Gandawie, Amsterdamie, Utrechcie ludzie wtargnęli do kościołów, nożami i siekierami niszczyli święte wizerunki. Tak wyglądała rewolta ikonoklastów w Niderlandach.
I tolerancyjnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów ikonoklazm nie ominął. Walczono na polemiki. „Bałwochwalska tablica” – z ikony jasnogórskiej drwił kalwin Stanisław Lutomierski. Jezuita Jakub Wujek odcinał się: „Wyrzuciwszy obrazy Pana Chrystusowe, obrazy Lutra, Kalwina i nierządnic swoich na to miejsce wstawiają”.
Lekcja 11 (Hospodi pomiłuj)
– Jak na początkującego, może być – ojciec Jacek zaaprobował poprawione włosy.
Rozjaśniam chiton – czerwoną koszulę trzeba udrapować. Do kolorów, których użyłem wcześniej, dodaję cynobru i bieli tytanowej. Za drugim razem dosypuję więcej cynobru i bieli.
– Szerzej – podpowiada ojciec Jacek.
Dociskam pędzel. Po wyschnięciu daję trzecią warstwę z większą porcją bieli. Pracujemy w milczeniu. „Hospodi pomiłuj” – słychać cerkiewny chór.
Kanon
Przy pisaniu ikon trzeba trzymać się kanonu. „Tworzenie ikon nie jest pozostawione samej tylko inicjatywie artystów” – pod koniec VIII wieku ogłosił wspomniany sobór w Nicei. W ikonie wszystko znaczy. Pomarszczone bruzdami czoło Pantokratora wyraża troskę o świat. A potargane włosy Jana Chrzciciela – pustelniczy styl życia proroka. Czerwona koszula Jezusa symbolizuje ludzką naturę, niebieski płaszcz – boską.
Evdokimov o malowaniu ikon: „Sztuki tej nie wymyślili malarze; przeciwnie, jest ona regułą potwierdzoną i tradycją Kościoła”. Dlatego ikonograf nie podpisuje się na ikonie.
Lekcja 12 (Więcej bieli)
Himation też trzeba udrapować. Tak jak przy chitonie, do pigmentów na płaszcz dodajemy bieli. Obmalowuję czarne linie, ledwo widać różnice. Przy drugim rozjaśnieniu dosypuję zieleni i bieli. Przy trzecim samej bieli.
– Jeszcze więcej bieli – ojciec Jacek radzi znowu.
Dziwiłem się, po co rozjaśniać tunikę i płaszcz. Widzę, że był sens: szaty nabrały szyku.
Słowo
Nieprawda, że ikony się pisze, a nie maluje. Całe zamieszanie wzięło się z tłumaczenia: greka nie rozróżnia pisania i malowania. Na jedno i drugie jest słowo: pisać. Znaczenie przeszło do tradycji rosyjskiej, a za nią do nas.
– To rusycyzm – mówi ojciec Jacek. – Ale jeśli Chrystus to Słowo zesłane przez Boga, malowanie ikony można nazywać pisaniem.
Lekcja 13 (Kaligrafia)
Ostatnie zajęcia! W najjaśniejszych miejscach karnacji robimy bliki. Na czole, nad brwiami, na policzkach, szyi maluję cienkie kreseczki. Bielą tytanową z odrobiną żółtej ochry. Czemu nie samej bieli?
– Nigdy nie stosuj takiego koloru, żebyś nie mógł położyć jaśniejszego – słyszymy kolejną z malarskich reguł.
Umbrą paloną z czernią winogronową obrysowuję brwi, rzęsy, tęczówkę, nos. Ostatnia okazja, żeby coś poprawić. Do umbry z czernią szczypta czerwieni kadmowej: do powiek, nosa, górnej wargi. Tą samą mieszanką obrysuję nimb. Jeszcze poprzeczne kreski na pozłocie, które tworzą krzyż. Na nimbie trzeba wykaligrafować greckie litery: omega, omikron i ni (imię Boga w Starym Testamencie). Zaczynam od „ni” – przypomina wielkie H. Omega prawie jak „w”, a omikron to ściśnięte „O”.
Ikonę trzeba podpisać, żeby było wiadomo, kogo przedstawia. W górnych narożnikach kaligrafuję IC i XC. To monogram skrótu od greckiego Isos Christos.
W nagrodę pałaszujemy deser – Justyna upiekła szarlotkę.
Werniks
Nasze ikony pokryjemy jeszcze werniksem. Ojciec Jacek poświęci je. Zawieszę swoją na ścianie.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















