Elektryzujący błękit: jak niebieski stał się naszym ulubionym kolorem

Niebieski to ulubiony kolor Europejczyków. Popularność zawdzięcza romantycznej literaturze oraz modzie na kwiaty używane jako dodatki do strojów, fryzur i wnętrz, a także jako element gier towarzyskich.
Czyta się kilka minut
Retrospektywna wystawa Yvesa Kleina. Paryż, 2004 r. // Fot. Bernd Kammerer / East News
Retrospektywna wystawa Yvesa Kleina. Paryż, 2004 r. // Fot. Bernd Kammerer / East News

„Nie rozmawiamy tutaj dużo o kolorach” – usłyszała pół wieku temu od mieszkańców polinezyjskiej Wyspy Bellona dwójka duńskich antropologów. Rolf Kuschel i Torben Monberg przybyli tam wyposażeni we wzorniki Munsella, z nadzieją odkrycia ogólnego schematu, któremu w tamtejszej kulturze podporządkowano terminy dotyczące barw.

Model Munsella, znany dziś doskonale ludziom Zachodu (trójwymiarowy krąg, w którym zmiany odcieni są zorganizowane wokół obwodu), powstał po to, by pomóc malarzom w odtwarzaniu barw po zmroku bez konieczności spoglądania na oryginał. Tymczasem wśród mieszkańców polinezyjskiej wyspy istniały liczne nazwy wiążące się z kolorami, które wykraczały poza rozumienie tego zjawiska u Europejczyków. Na przykład osobne określenie na barwę skóry zmieniającą się pod wpływem promieni słonecznych lub choroby.

Kolor, niebieski czy jakikolwiek inny, to iluzja, zależna od specyfiki i budowy naszego oka. Temat wciąż wymykający się pełnemu poznaniu, mimo coraz dokładniejszych narzędzi badawczych. A skoro tak, to można się kłócić bez końca nawet o błękit.

Przegląd mód

Najpierw jest ultramaryna, pigment ceniony w późnym średniowieczu bardziej niż złoto. Dopiero w 1824 r. francuski chemik Guimet wpadnie na sposób syntetycznej produkcji barwnika, co przełoży się na jego upowszechnienie. Istnieje za to błękit królewski, bleu de roi, od strojów francuskich królów, który z czasem zmieni się w bleu de France. I to właśnie Francja będzie źródłem, z którego błękitna moda przeniknie do innych krajów, w tym także do Polski.

Nim do Europy dotrze indygo, niebagatelną rolę w upowszechnieniu nowego koloru odegra urzet barwierski, skromna roślina o żółtych kwiatach (pastel „niebieskie złoto” dają jej liście, bogate w indygotynę), uprawiana w wybranych rejonach Francji, Niemiec, Hiszpanii i Anglii.

Potem zaroi się: od błękitów pastelowych (jasny – bleu clair, błękit nieba – ciel), szarych (błękit gołębi – bleu pigeon), spłowiałych (stary błękit – vieux bleu, blady – bleu pale), nasyconych (głęboki – bleu fonce), ciemnych (marynarski – bleu marine, egipski – bleu égyptien, pruski – bleu de Prusse, nocy – bleu nuit, jaskółki – bleu hirondelle ), takich z nutą zieleni – bleu-vert, bleu turquoise, błękit mórz południowych – bleu de mers du sud, aż po błękit elektryczny (bleu électrique). A to zaledwie ułamek krążących w obiegu nazw.

Od ich mnogości można dostać niebieskiego zawrotu głowy. Każdy na inną okazję, do innych elementów stroju, dla innych gatunków materiału, osób w określonym wieku. Każdemu przypadnie jeśli nie zupełnie nowe słowo w języku polskim, to przynajmniej dosłowne tłumaczenie określeń francuskich lub detaliczny opis, gdy nazwy w oryginale zdają się mało czytelne dla Polaków (jak choćby bretoński glas lub clair eau – niebieskopopielaty z lekkim odcieniem zielonym, przypominający nieco kolor glazury włoskiego fajansu).

Punktem wyjścia do tego, co na przełomie wieków nosi warszawska, krakowska czy lwowska ulica, będą bowiem sprawozdania z paryskiego świata mody. Piszą je dla polskich czasopism autorki podręczników prowadzenia domu, ale również pisarki i poetki (jest wśród nich Gabriela Zapolska, jest Lucyna Ćwierczakiewiczowa prowadząca rubrykę „Przegląd mód” w „Bluszczu”).

Ze spontanicznych przekładów wynikają niekiedy pomyłki, jak w przypadku bleu Edison, nazwy niepochodzącej bynajmniej od nazwiska „francuskiego inżyniera budującego wieżę Eiffel”, jak dowodziła dziennikarka, lecz wymyślonej ku uczczeniu żarówki, opatentowanej przez amerykańskiego wynalazcę, który, owszem, zwiedzał wieżę na zaproszenie inżyniera Eiffla.

To jeden z tych błękitów, których nazwy stanowią ukłon w stronę nowoczesności. Zaś światło elektryczne pełni ważną rolę w błękitnej manii: nie tylko inspiruje nazwy kilku odcieni tego koloru, ale ma też znaczenie przy doborze garderoby. Nie w każdej niebieskości wygląda się bowiem korzystnie w świetle żarówek. Liliowy? Jak najbardziej. Ale granat już niekoniecznie, bo zbliża się wówczas ku czerni, pogłębiając niedoskonałości cery i cienie pod oczami.

Schemat Munsella // Domena publiczna / wikipedia

Gabinet Izabeli Łęckiej

Kenya Hara, japoński projektant i kurator wystaw, w 2007 r. napisał doskonale zwięzłą książkę, a właściwie książeczkę, poświęconą wyłącznie bieli i pod takim właśnie tytułem – „White”. Błękit, wybrany na temat znacznie obszerniejszego zbioru esejów Justyny Bajdy, to kolor równie wdzięczny do rozważań. Zjawisko koloru można ujmować w szerszej perspektywie niż nauka i sztuka malarska. Umberto Eco pisał na przykład o tym, jak kultura determinuje nasz sposób odbioru barw. Nawiązując do koncepcji znaku Charlesa Peirce’a, twierdził, że percepcja chromatyczna jest zdeterminowana przez język. 

Przy postrzeganiu koloru kwestia kulturowa ma elementarne znaczenie. We wczesnym średniowieczu niebieski postrzegano w Europie jako pokrewny ciemności. Dopiero później stał się on kolorem światła, kojarzonym ze sferą eteryczną i boską. Stopniowo, w miarę rozwoju techniki, błękit schodzi jednak na ziemię, pojawiając się nie tylko na szkłach witraży i malarskich płótnach, ale i na tkaninach. Długo jeszcze nie osiągnie takiej intensywności i świetlistości, jaką widać na obrazach. O trwałość barwnika walczą z początkiem XX w. łódzcy fabrykanci, czego echa znajdziemy chociażby w dialogach „Ziemi obiecanej” Reymonta.

„Ta książka nie jest o kolorze” – brzmi pierwsze słowo wstępu do „White”. Hara za punkt wyjścia bierze pojęcia kojarzone z bielą, takie jak „pustka”, by wyłożyć czytelnikowi podstawy japońskiej estetyki. Justyna Bajda, literaturoznawczyni i historyczka sztuki, w podobny sposób skupia się na niebieskości, określając jednak konkretne ramy czasowe tej analizy: przełom wieków. Skupia się głównie na mieszczaństwie, choć napomyka o mieszkańcach dworów i wiejskich izb. Przygląda się kulturowemu i historycznemu fenomenowi koloru także w jego praktycznym, modowym aspekcie, pokazując, jak sztuka i literatura wpływają na to, co widać na ulicach i za drzwiami mieszkań. Dobór odpowiedniej kolorystyki garderoby w dobie fin de siècle'u porównywano do działań malarzy komponujących swoje płótna ze świadomością zmienności widzenia barw pod wpływem promieni słonecznych.

Zdjęcie XL
Podpis zdjęcia
Retrospektywna wystawa Yvesa Kleina. Paryż, 2004 r. // Fot. Bernd Kammerer / East News

A że zdaniem autorów podręczników aranżacji wnętrz także mieszkanie tworzy rodzaj obrazu, błękit, jako jego istotny element, wkracza pod dachy. Gdy w Anglii triumfują błękitne tapety Williama Morrisa w kwietne wzory, w Polsce niebieskości na ścianach łatwiej znaleźć w literaturze niż w rzeczywistych salonach mieszczańskich, mrocznych i zdobnych w ciężkie meble. W „Lalce” Prusa obejrzymy błękitny gabinet Izabeli Łęckiej, w którym bohaterka oddaje się marzeniom, a w „Ziemi obiecanej” natkniemy się na łazienkę wyłożoną majoliką w niebieski deseń i niebieską sypialnię w bogato wyposażonym i nieużywanym pałacu Müllerów.

Błękit obecny jest za to na wsi, w bielonych na sino izbach albo malowanych wapnem z dodatkiem syntetycznej ultramaryny zewnętrznych ścianach chałup. Pełni tam rolę tyleż symboliczną (chroniącą przed złem i chorobami), co upiększającą i praktyczną – kolor wody miał odstraszać owady.

Mowa kwiatów

Historia koloru w Europie bywa czasem opisywana jako walka niebieskiego z czerwonym. Popularnością wśród jej mieszkańców wygrywa wciąż ten pierwszy – właśnie od końca XIX w., gdy przeprowadzono pierwsze badania opinii społecznej dotyczące jej estetycznych preferencji. Już wówczas niebieski bywa postrzegany niejednoznacznie – budzi skojarzenia z oziębłością, przemijaniem, ale też romantycznymi porywami serc.

Triumf błękitu w okresie fin de siècle'u to właśnie sprawka romantyzmu. „Charakter barw: wszystko jest błękitne w mojej książce” – zapisał w notatniku Friedrich von Hardenberg, tworzący jako Novalis. Jego nieukończona powieść „Heinrich von Ofterdingen” opowiada o bohaterze śniącym podróże w poszukiwaniu błękitnego kwiatu, o którym usłyszał od cudzoziemca. Pomaga mu między innymi pasterka o imieniu Cyane (grecka nazwa błękitu to cyjan).

Czy Novalis miał na myśli jakąś konkretną roślinę? Według Ludwiga Tiecka, Johanna Gottfrieda Herdera i Jeana-Paula Richtera interesował się świeżo wydaną po niemiecku literaturą hinduską i egzotyczna nazwa „indygo” (Indigblau - hinduski) zaprzątnęła mu umysł.

Identyfikacja kwiatów i kolorów zdominuje odtąd niemiecki romantyzm. Hamburski malarz Philipp Otto Runge zasłynie z ekspresyjnych wyobrażeń kwiatów w alegorycznym cyklu „Pory dnia”.

Wiek XIX to też stulecie kwietnego szału – szału na kwiaty naturalne, stosowane jako dodatki do strojów, fryzur i wnętrz mieszkalnych, ale też symboliczne, układane w alfabety i gry towarzyskie. Europę, a wraz z nią Polskę, podbija nowa mania, nazywana mową kwiatów. Przeniesiona na europejski grunt najpewniej z Orientu, który podsunął Novalisowi trop indygo – zawiła, wymagająca precyzyjnych instrukcji sztuka, służąca do pozawerbalnej komunikacji. Idealna zabawa, za pomocą której można było przekazać komuś więcej, niż dozwalała konwencja. A w razie podejrzeń o przekroczenie norm wycofać się, unikając kompromitacji, twierdząc, że to tylko zabawa.

Polska przejmie ją – podobnie jak odzieżową modę na błękity – od Francuzów, choć szybko pojawią się też interpretacje rodzime w formie opracowań takich autorów jak Baturewicz czy Chociszewski. Trzeba było dostosować ją do geograficznych, a także regionalnych uwarunkowań. Dlatego konia z rzędem temu, kto próbowałby wywodzić z niej przesłania uniwersalne.

Mało kto pamięta, że według słownika Siriusa lekko fioletowa glicynia prosi „pozwól mi się do siebie zbliżyć”, bławatek sygnalizuje delikatnego, nieśmiałego kochanka, zaś gardenia wyznaje: „zrobię wszystko, czego pragniesz”. Odbiorca (lub odbiorczyni) raczej nie odczytałby dziś komunikatu. A jednak w jakimś sensie ta gra z epoki wciąż żyje. Ilustrowany tomik „Mowa kwiatów” z rymowankami poświęconymi roślinom notuje kolejne wznowienia, a kwiatowe horoskopy można znaleźć na łamach wielu pism kobiecych.

Nie tylko dla chłopców

Wygląda jednak na to, że nawet w błękit, kolor budzący największe zaufanie, wpisana jest ambiwalencja. Pospolity, roboczy, domowy, a zarazem wyrafinowany, maryjny, bezpieczny, choć jednocześnie kuszący. Nijaki lub wyrazisty, zależnie od tonów oraz ich interpretacji. Nawet płciowa orientacja błękitu, wbrew współczesnym stereotypowym skojarzeniom (chłopcy na niebiesko, dziewczynki na różowo), wcale nie jest jednoznaczna.

W fin de siècle'u błękit równa się raczej kobiecości, choć też bywa z tym różnie. Novalis, jak już wiemy, utożsamia błękitny kwiat z kobietą. Goethe bardziej niuansuje tę wymowę: „Płeć kobieca w młodości przypisana jest do barwy róży i morskiej zieleni, w starszym wieku do fioletu i ciemnej zieleni. Jasnowłose wolą fiolet jako przeciwieństwo jasnej żółci, brunetki – błękit, jako przeciwieństwo do żółtej czerwieni i wszystko na dobrym tle…”.

Runge, autor słynnych „Pór dnia”, które inspirowały Tetmajera, w diagramie z 1809 r. określa ciepłą, żółto-oranżową część koła barw jako męską, a zimną, niebiesko-fioletową jako kobiecą. Wiek później Kandinsky też nie może się zdecydować – najpierw będzie przekonany o męskiej duchowości tego koloru, potem odwróci koncepcję teozofów i grupy Niebieski Jeździec, uznając niebieski za reprezentację kobiecości, jako że w wielu kulturach księżyc jest rodzaju żeńskiego (choć akurat w języku niemieckim odwrotnie).

Inną optykę przyjmą producenci odzieży dla dzieci. Początkowo malcom obu płci, ubieranym jednakowo w sukienki, towarzyszą na równi błękity i róże w pastelowych odcieniach. W renomowanym magazynie „Earnshaw’s Infants Department” z lat 20. XX w. autorzy dowodzą, że różowy, jako barwa silniejsza i wyrazistsza, lepiej oddaje charakter chłopców, więc powinni oni nosić ubranka tej barwy. Kolorystyczny przewrót nastąpi dopiero dwie dekady później.

Przypisywanie kolorów do płci przekłada się też na dobór koloru we wnętrzach z epoki fin de siècle. Błękitne są części mieszkalne zaliczane jako „kobiece”, jak łazienki, buduary, bawialnie i sypialnie, zwłaszcza te panieńskie. Salon cały w błękitach zdradza artystyczne przeznaczenie, wzorem „błękitnego pokoju” Madame de Rambouillet, który służył jako pierwszy francuski salon literacki.

Zdjęcie XL
Podpis zdjęcia
Maximilian Lenz, Jeden Świat, 1899 r. // Domena publiczna

Niewątpliwie u schyłku wieków wybór koloru to już część decyzji tożsamościowej. Bleu marine, czyli granat, wygodny w noszeniu, sprawdza się w odzieniach wierzchnich na jesień i zimę, kostiumach na spacer, mundurkach pensjonarek i marynarskich bluzach chłopców. Jaśniejszy lub całkiem blady błękit miewa wymiar domowy w postaci intymnej matinki lub kretonowego szlafroka pani domu, panieńskiej sukienki, zaś szafir – sukni, w której pokazać może się mężatka.

Bleu marine, bleu royal, bleu gendarme, lavande i bleu électrique królują latem w kurortach jako kolor strojów sportowych, podróżnych i kąpielowych kostiumów. U bohaterek Zapolskiej, która posługuje się modą, by oddać charakter lub stan ducha powieściowych postaci, określone tony błękitu w strojach wyznaczają odpowiadające im etapy życia: zgodnie z wymogiem epoki niebieskości towarzyszą nieodłącznie dzieciństwu, niezależnie od płci, panieństwu – w jasnych, sugerujących niewinność odcieniach, intensywniejsze zarezerwowane są dla pokus wieku dojrzałego, jak kolor gencjany, odgrywający istotną rolę w romantycznej górskiej przygodzie Tuśki z „Sezonowej miłości”.

63471

Ulubiony kolor ludzi Zachodu ma nieskończoną ilość odcieni. Więc na koniec deklaracja: mój osobisty faworyt to numer 63471, zarejestrowany w Paryżu 19 maja 1960 r. International Klein Blue, jak tytuły stu dziewięćdziesięciu czterech obrazów Yves'a Kleina. Czysta ultramaryna, wrażenie intensywności i promienności osiągnięte przy pomocy polioctanu winylu i dzięki współpracy z paryskim sprzedawcą farb malarskich Edouardem Adamem.

U schyłku XIX w. International Klein Blue jeszcze nie istnieje. Ale czy aby na pewno? Może tylko był nienazwany. Klein twierdził, że błękit nie ma granic, w przeciwieństwie do innych kolorów. Chciał stworzyć jego czystą wersję, nie obciążoną symbolicznymi znaczeniami. Udało się?

Justyna Bajda, Błękitny fin de siècle. Kolor niebieski w kulturze i literaturze Młodej Polski (Gabriela Zapolska – Kazimierz Przerwa-Tetmajer – Stanisław Wyspiański), Wrocław 2023

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 28/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Elektryzujący błękit