Coraz wyraźniej widać nie tylko zmianę zainteresowań publiczności, ale też polityki wystawienniczej muzeów i galerii. Więcej uwagi przykuwają klasycy nowoczesności i sztuka powstająca współcześnie. Staje się ona obecna nawet w muzeach, które dotąd skupiały się przede wszystkim na sztuce dawnej: paryskim Luwrze czy londyńskiej National Gallery. Zmianę tę można zauważyć także w Polsce. Współczesność coraz odważniej wkracza do takich miejsc jak Wawel czy Zamek Królewski w Warszawie.
W 2024 r. obchodzimy stulecie ogłoszenia „Manifestu surrealizmu”. Z tej okazji Muzeum Narodowe w Warszawie zorganizowało obszerną wystawę pokazującą polskie przygody z nadrealizmem od końca lat 20. XX w. i jego współczesne reperkusje (ekspozycja jest czynna do 11 sierpnia br.).
Obecny rok upływa nam przede wszystkim pod znakiem Władysława Hasiora. Od dawna uznany za klasyka, ale pozostający po 1989 r. trochę w cieniu, od kilku lat jest ponownie odkrywany. Okazuje się, że jego twórczość fascynuje nawet współczesnych artystów. Niedawna wystawa w sopockiej Państwowej Galerii Sztuki, na której zestawiono jego twórczość z pracami Daniela Rycharskiego, przyciągnęła aż 17 tys. osób.
Teraz Hasiora można oglądać na Zamku Królewskim w Warszawie (do 8 września br.). Jest to obszerna ekspozycja pokazująca jego życie i twórczość od czasów nauki w zakopiańskiej Szkole Kenara. Znalazły się na niej asamblaże, słynne sztandary, brutalne, odlewane w ziemi betonowe rzeźby, ale też slajdy z cyklu „Chwała kobietom”, będące fragmentem wielkiego, fascynującego zbioru przezroczy składających się w wizualny dziennik artysty, a zarazem stanowiących dokumentację kultury wizualnej czasów PRL-u. Wreszcie, ekspozycja przypomina o jego pomnikach, niezwykłych przykładach polskiej rzeźby monumentalnej 2. połowy XX w.
Warszawska wystawa Hasiora zapewne przyciągnie tłumy. Warto jednak wykorzystać wakacje na zobaczenie w tym samym czasie ekspozycji Jerzego Beresia i Marii Pinińskiej-Bereś, należących do tego samego co Hasior pokolenia, urodzonego na przełomie lat 20. i 30. XX w. Spędzili ze sobą życie, a jednocześnie mówili osobnym, bardzo oryginalnym głosem – niedawno poświęconą im książkę „Awangarda między kuchnią a łazienką” wydała Bettina Bereś, ich córka (a także artystka).

W krakowskiej Cricotece do 8 grudnia br. trwa pierwsza od lat monograficzna ekspozycja Jerzego Beresia. Zebrano na niej rzeźby powstałe w latach 1956-2012, charakterystyczne, wykonanie z surowego drewna, bliskie sztuce pierwotnej czy twórczości ludowej obiekty, które odgrywały ważną rolę także w jego słynnych akcjach (na wystawie jest ich dokumentacja). Jednocześnie w Cricotece skonfrontowano twórczość Beresia z działaniami współczesnych performerów i performerek, którzy wchodzą w dialog z muzealnymi już obiektami oraz pytają o ich aktualność.
Z kolei od 7 lipca we wrocławskim Pawilonie Czterech Kopuł (oddziale tamtejszego Muzeum Narodowego) będzie można obejrzeć bardzo obszerną monograficzną ekspozycję Marii Pinińskiej-Bereś (czynna do 13 października br.) – zapowiada się jedno z najważniejszych wydarzeń muzealnych 2024 r.
W ostatnich latach na nowo odkrywana jest jej twórczość – prace artystki są zestawiane z dziełami najważniejszych twórczyń z 2. połowy XX w. Maria Pinińska-Bereś zdołała bowiem w nowatorski, a jednocześnie bardzo indywidualny sposób opowiadać o cielesności, o emocjach, pożądaniu, ale także o relacjach z naturą, współistnieniu z innymi, także nieludzkimi bytami.
Na wystawie we Wrocławiu znajdzie się szeroki wybór jej rzeźb powstałych od lat 50. do końca 90. XX w., ale także zapisy performansów, pozwalające zobaczyć w jednym miejscu najistotniejsze wątki w jej twórczości. Ekspozycja jedzie potem do Kunstmuseum den Haag w Hadze.
Wakacje nie są być może najlepszym czasem, by myśleć o wojnie w Ukrainie. Jednak nie sposób o niej zapomnieć. O dramacie rozgrywającym się za naszą wschodnią granicą dobitnie przypomina Open Group w Polskim Pawilonie na Międzynarodowym Biennale Sztuki w Wenecji (trwa do 24 listopada br.). Ostatnie lata to także czas poznawania w Polsce ukraińskiej kultury oraz dziedzictwa przechowywanego w tamtejszych muzeach. Dla nich działania Rosji także stanowią zagrożenie.
Przed kilkoma dniami na Zamku Królewskim na Wawelu otwarto drugi już pokaz prac związanego ze Lwowem Johanna Georga Pinsla, jednego z najoryginalniejszych rzeźbiarzy europejskich XVIII w. (wystawa czynna do 15 września). W ubiegłym roku można było zobaczyć wszystkie zachowane dzieła z kościoła parafialnego w Hodowicy.
Tym razem z muzeów ukraińskich – z Lwowskiej Narodowej Galerii Sztuki i Muzeum Sztuki Przykarpacia w Stanisławowie – wypożyczono to, co ocalało z wykonanego w latach 1755–1757 wyposażenia kościoła Misjonarzy w Horodence, brutalnie zniszczonego w sowieckich czasach, m.in. cztery niemal trzymetrowe figury świętych z ołtarza głównego. Okaleczone, ale nawet w takim stanie zaświadczają o mistrzostwie Pinsla. A zachowały się dzięki zaangażowaniu ukraińskich muzealników, którzy ratowali obiekty z dewastowanych kościołów. I dziś te ułomne, ale nadal bardzo piękne rzeźby przypominają o tym, jak delikatne są nawet monumentalne dzieła sztuki.

Z kolei w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie do 1 września br. trwa wystawa „Odesa. Długi wiek XX w sztuce”. Jej twórcy opowiadają o sztuce w tym nadmorskim mieście od początku ubiegłego stulecia po współczesność. O awangardowych poszukiwaniach z początku XX w., próbach zachowania niezależności w sztuce w czasach sowieckich oraz o twórczości ostatnich dekad, końca imperium i epoki niezależnej Ukrainy. I mówi jednocześnie o mierzeniu się z rosyjskich dziedzictwem - zapis nazwy miasta w tytule wystawy przez jedno „s” nie jest błędem, bo odwołuje się do ukraińskiej, a nie rosyjskiej przynależności.

Ostatnie lata to wreszcie czas poznawania współcześnie tworzonej sztuki w Ukrainie. Tego, jak tamtejsze artystki i artyści próbują opowiedzieć o doświadczeniu życia w kraju, w którym lotnicze ataki są codziennością. W lubelskim Labiryncie – galerii, która obok białostockiego Arsenału bardzo konsekwentnie od lat prezentuje twórczość naszego wschodniego sąsiada – trwa właśnie wystawa „Women Artists in War” (czynna do 18 sierpnia br.). Znalazły się na niej prace 15 ukraińskich artystek, które nie opowiadają wprost o atakach, zniszczeniach, ofiarach, lecz o tym, czemu wojna zagraża (lub co już zniszczyła): o codziennym życiu, domu jako bezpiecznej przestrzeni, wreszcie o ciele. Ich doświadczenie jest zestawione z naszym, o którym opowiadają polskie artystki. To zestawienia pozwala zobaczyć, w jakim świecie dziś funkcjonujemy.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















