„W pokoju obok”: nowy film Almodóvara pragnie być pochwałą życia

W sterylnym, wypreparowanym „pokoju obok”, który wręcz prowokuje niestosownym przestylizowaniem, ostatecznie zwycięża coś pozornie zwykłego – prawda dojrzałych aktorskich twarzy. Recenzja Anity Piotrowskiej.
Czyta się kilka minut
Julianne Moore i Tilda Swinton w filmie „W pokoju obok”, reż. Pedro Almodóvar, 2024 r. // Materiały prasowe Gutek Film
Julianne Moore i Tilda Swinton w filmie „W pokoju obok”, reż. Pedro Almodóvar, 2024 r. // Materiały prasowe Gutek Film

Z filmami Pedra Almodóvara jest trochę tak, jak z prezentami gwiazdkowymi – wyczekuje się ich niecierpliwie, choć wiadomo, czego się od kogo spodziewać. Coraz bardziej też jego kino zaczyna przypominać prezenty robione samemu sobie, patrz: wspaniały, rozliczeniowo-rozgrzeszeniowy „Ból i blask” czy „Matki równoległe”, które wyglądały już tylko, jakby stworzył je almodo-algorytm. Tak zazwyczaj, na dobre i na złe, wygląda okres nazywany w twórczości mistrzów schyłkowym.

Nie zmienia to faktu, że warto obejrzeć „W pokoju obok” i nie dlatego, że ma na koncie weneckiego Złotego Lwa, że grają w nim gwiazdy i jest adaptacją powieści Sigrid Nunez „Pełnia miłości” („What Are You Going Through”). W pierwszym anglojęzycznym pełnym metrażu, pod eleganckim opakowaniem w znajome skądinąd wzory, z udziałem Tildy Swinton i Julianne Moore, które od lat uchodzą za ekranowe ikony cierpienia czy tajemnicy, hiszpański reżyser raz jeszcze szuka prawdziwych emocji pośród ostentacyjnie wykreowanej sztuczności. W filmie, który wbrew swojej ostatecznej tematyce pragnie być pochwałą życia. Co udało mu się zbudować z tych sprzecznych żywiołów, dawno przezeń poskromionych i wyeksploatowanych?

Oto dwie przyjaciółki, dawna reporterka wojenna o imieniu Martha i popularna obecnie pisarka Ingrid, spotykają się po latach w Nowym Jorku i w obliczu terminalnej choroby tej pierwszej postanawiają spędzić razem ostatnie dni – zalatuje uwzniośloną konfekcją, prawda? Ale fakt, iż grana przez Moore bohaterka zawodowo rzeźbi w fikcji, nadaje temu dyskretny cudzysłów. Powraca almodovarowski motyw „opowieści w opowieści”, cała zaś historia może zostać potraktowana niczym kolejna poczytna fabuła autorstwa Ingrid.

Kiedy więc osamotniona (w dużej mierze na własne życzenie) Martha prosi ją, by w tytułowym „pokoju obok” towarzyszyła jej we własnoręcznie przyspieszonym odejściu, zaczyna intrygować, w jaki sposób twórca „Porozmawiaj z nią” udźwignie temat potraktowany zrazu umownie. Równie szkodliwa byłaby śmiertelna powaga, co niwelujący ją estetyczny kicz, a intymny wymiar sytuacji łatwo zagubić w obliczu dyskutowanego prawnie i etycznie problemu, jakim jest asystowane samobójstwo. W kinie opowiadali o tym z wyczuciem Alejandro Amenábar („W stronę morza”), François Ozon („Wszystko poszło dobrze”), a u nas Sławomir Fabicki („Lęk”).

Almodóvar robi zatem rzecz ryzykowną, bo z jednej strony czyni z „Pokoju” osobiste wyznanie, z drugiej zaś mebluje go ulubionymi dekoracjami, nie bacząc na zasadę decorum. Nawet w scenach szpitalnych olśniewa estetyką kadru, a kiedy mówi, że cierpienie nie uszlachetnia, bywa teatralny albo dosłowny. Stara się je uszlachetnić na własnych artystycznych warunkach.

Wnętrzarstwo jest wpisane w sam tytuł i cały film przypomina chwilami mieszkanie nowojorskiej intelektualistki, wypełnione istotnymi dla niej książkami, płytami, gustownymi przedmiotami. W pewnym momencie akcja przenosi się do wynajętego przez Marthę domu za miastem, gdzie w minimalistycznych acz luksusowych warunkach, z udziałem nielegalnie zakupionej pigułki, ma się odbyć dyskretne pożegnanie chorej ze światem. Zamknięte drzwi od jej pokoju będą znakiem dla Ingrid, że jest już po wszystkim. Tyle że – jak łatwo się domyślić – cała ta starannie zaaranżowana sytuacja zaczyna przerastać zdrową przyjaciółkę. Widz natomiast staje wobec innego wyzwania: czy kontemplując te szykowne wnętrza, finezyjne swetrzyska, krzykliwe szminki na ustach, nie ogląda czasem podróbki obrazu Edwarda Hoppera zdobiącej ścianę domu.

W tym sterylnym, wypreparowanym filmie, który wręcz prowokuje niestosownym przestylizowaniem, ostatecznie zwycięża coś pozornie zwykłego – prawda dojrzałych aktorskich twarzy. Swinton i Moore w obiektywie Eduarda Grau odsyłają do słynnych zbliżeń bergmanowskich, zresztą już w „Wysokich obcasach” (1991) hiszpański mistrz składał hołd szwedzkiemu mistrzowi, a konkretnie „Jesiennej sonacie”. Tym razem właśnie w ewidentnie naśladowczym upozowaniu osiąga paradoksalny efekt autentyczności. Owego „zdjęcia rentgenowskiego” – zarówno postaci, jak i aktorek czy wręcz samego siebie, o czym mówił przed laty w wywiadzie rzece udzielonym Oskarowi Hedemannowi.

„W pokoju obok” to opowieść zbudowana bardziej z szeptów niż krzyków. Zawęża też swoje dramatyczne spektrum do jednostkowych „problemów pierwszego świata” i nawet kiedy zaczyna padać różowy śnieg, pozwala zobaczyć w tym raczej indywidualne pożegnanie, aniżeli zwiastun wspomnianej przez bohaterki katastrofy klimatycznej. Powstał film w dużej mierze kaligraficzny, jakkolwiek dostarczający wiele przyjemności. Rozmowy kobiet rozpamiętujących swoją przeszłość mają w sobie pogodny czy zgoła frywolny ton, a rozstanie z życiem to równocześnie jego celebracja w najdrobniejszych szczegółach. Jako opowieść o czasie, który pozostał, wiele tu zapewne życzeniowości, finałowego odliczania zamienionego w ulubioną playlistę, co bynajmniej nie dyskredytuje dzieła Almodóvara jako głosu w sprawie dobrej śmierci.

Ten scenariusz dla dwóch aktorek, w tym dla jednej w roli podwójnej i z niewielką pomocą Johna Turturro, zamienia się w rozpisany na dwa głosy pożegnalny rytuał. Być może obcy język i miejsce (wcześniej Almodóvar kręcił po angielsku jedynie krótkometrażówki, w tym „Ludzki głos” z Tildą Swinton) narzuca reżyserski dystans, który sprawia, że tęskni się za dawną jego pasją i ekscesem. Dołóżmy do tego dystans adaptacji, wyczuwalny kiedyś przy „Juliecie” według Alice Munro. Stąd, pomimo realizacyjnego kunsztu, pozostajemy przez cały czas w wygodnym i bezpiecznym „pokoju obok”. Obecni i nieobecni.

Jednakże w taki właśnie, zdystansowany sposób reżyser wyraża dzisiaj swoją definicję bliskości, a zarazem, po raz kolejny, tęsknotę za rodziną z wyboru. Ciekawe, że jego następny tytuł, nakręcony ponownie w Hiszpanii, ma być filmem świątecznym i choć jego tytuł brzmi „Bitter Christmas”, czyli „Gorzkie święta”, również tym razem można liczyć na specyficzne almodovarowskie ciepełko. Takie, które godzi nieusuwalne sprzeczności, uśmierza lęki przebłyskami piękna i tam, gdzie na pierwszy rzut oka dominuje autorski popis kręcony na autopilocie, nadal poszukuje „ludzkiego głosu”.

W POKOJU OBOK (The Room Next Door) – reż. Pedro Almodóvar. Prod. Hiszpania 2024. Dystryb. Gutek Film. W kinach od 27 grudnia, wcześniej pokazy przedpremierowe. 

Pedro Almodóvar, najbardziej dziś rozpoznawalny reżyser hiszpański, laureat najważniejszych nagród, obecny jest w kinie od półwiecza. W swych najgłośniejszych filmach („Wysokie obcasy”, „Wszystko o mojej matce”, „Volver”) stworzył charakterystyczny styl, łączący popularne gatunki filmowe, wyraziste portrety kobiet, społeczną satyrę, duży ładunek emocji i campową estetykę.  

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 51-52/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Różowy śnieg