Nowi Europejczycy mają się dobrze

Pięć lat po otwarciu przez Angelę Merkel Niemiec dla uchodźców i migrantów ich integracja przebiega normalnie: z reguły sprawnie, czasem z kłopotami.

Reklama

Nowi Europejczycy mają się dobrze

Nowi Europejczycy mają się dobrze

07.09.2020
Czyta się kilka minut
Pięć lat po otwarciu przez Angelę Merkel Niemiec dla uchodźców i migrantów ich integracja przebiega normalnie: z reguły sprawnie, czasem z kłopotami.
Rozpoczęcie lekcji w 7 klasie szkoły Freiherr-vom-Stein w Bonn, 12 sierpnia 2020 r. / FOT. WOLFGANG RATTAY / Reuters / Forum
W

W Budapeszcie maski pojawiły się na długo przed epidemią. Późnym latem 2015 r. nosili je kierowcy autobusów, policjanci i pracownicy dworca Keleti: wszyscy, którzy w imieniu władz zajmowali się uchodźcami i migrantami, jacy w liczbie kilku tysięcy dziennie przybywali tu tzw. trasą bałkańską. Masek nie zakładali, nie wierząc ostrzeżeniom przed zarazkami, mieszkańcy węgierskiej stolicy. Ci przynosili im wodę albo, jak przy wejściu do stacji linii metra, bawili się z ich dziećmi.

Maski – tej metaforycznej – nie założyła też kanclerz Merkel. Zaskakując rodaków, pięć lat temu, 4 września 2015 r., otwarła granice Niemiec dla uchodźców z Syrii i Afganistanu, a także dla szukających lepszego życia mieszkańców Afryki. Zanim za jakiś czas granice przymknięto, a unijne układy z Turcją, Libią i państwami Sahelu (wątpliwe etycznie, a przy tym negocjowane czasem przy udziale tej samej Merkel) znacznie ograniczyły migrację, w latach 2015-16 w Niemczech złożono 1,2 mln wniosków o azyl (w kolejnych trzech latach doszło 570 tys. wniosków; w tym roku ich liczba spadła: dotąd jest ich 65 tys.).

Nowi Europejczycy nie detonują bomb i nie zamieniają kościołów w meczety, choć w latach 2015-16 – strasząc terroryzmem i islamizacją – w kilku państwach kontynentu wygrywano wybory. Politycy, którzy grali tą kartą, mają się różnie. We Włoszech byłemu wicepremierowi Matteo Salviniemu, ongiś antyimigranckiemu liderowi w Europie, grozi proces za zakazanie zejścia na ląd migrantom przywiezionym na Lampedusę. W Polsce przećwiczonego na uchodźcach „zarządzania strachem” PiS użyło potem wobec osób LGBT+. Ile z tego strachu udało się w nas zaszczepić na dłużej, nie wiadomo: odmówiliśmy przyjęcia uchodźców, ale życzliwy zwykle stosunek do ponad miliona imigrantów z Ukrainy daje jakąś nadzieję. Szkoda jednak, że żadna siła polityczna ani Kościół katolicki nie chciały inaczej potraktować tego lęku przed wielką zmianą, który wtedy – oglądając w telewizji tłumy uchodźców i słuchając antyimigranckich haseł – miał przecież prawo poczuć każdy. Słowo „uchodźca”, przez pewien czas używane w szkołach jako obelga, nabrało mocno negatywnej konotacji. To groźne dla ofiar następnych wojen czy konfliktów – choćby w perspektywie możliwego dziś napływu uchodźców z Białorusi.


CZYTAJ WIĘCEJ: UCHODŹCY I MIGRANCI – SERWIS SPECJALNY >>>


A jak dziś, pięć lat później, wygląda sytuacja w Niemczech? Pracuje połowa z nowo przybyłych, choć wielu wykonuje najprostsze prace. Wśród kobiet odsetek zatrudnionych wynosi tylko 29 proc. W latach 2014-16 Federalne Biuro Śledcze powiązało wzrost liczby przestępstw z użyciem przemocy ze zwiększoną imigracją (w tym czasie podwoił się procent skazanych przez sądy azylantów; większości przestępstw dokonywano w ośrodkach dla uchodźców), a w niektórych miejscach, np. w Berlinie, wzrosła liczba przestępstw seksualnych popełnianych przez imigrantów. Równocześnie jednak ogólnonarodowe statystyki pokazują, że od 2017 r. przestępczość w kraju spada, a przed rokiem była wręcz najniższa od 18 lat. Ogólnie rzecz biorąc, integracja wydaje się więc przebiegać normalnie: z reguły sprawnie, czasem z problemami.

Pięć lat temu – być może nawet w dniu, gdy Merkel powiedziała Niemcom słynne „Wir schaffen das” („Damy radę”), węgierska policja zatrzymała jadący w stronę granicy z Austrią pociąg z uchodźcami i migrantami. Stał tak kilkanaście godzin. Małe dzieci, które matki układały wtedy do snu na półkach na bagaże, kilka dni temu poszły w Niemczech do pierwszej klasy. Są już jednymi z nas.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Marcin Żyła jest dziennikarzem, a od stycznia 2016 r. również zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Do zespołu pisma dołączył przed ośmioma laty. Od początku europejskiego...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Eghh, no grubo. Prawdziwa killer puenta. Eksperyment myślowy: wyjeżdżasz do Japonii, z rodziną. Dzieci idą do japońskiej szkoły, mówią po japońsku... ale do końca swoich dni będziecie kultywować polskie tradycje, w domu mówić po polsku z całym polskim imaginarium z tyłu głowy a w grudniu ubierać choinkę. Szkoła uczy języka, przybliża i objaśnia obyczaje. Kulturę miejsca przekazuje się i nabywa tylko w rodzinie. Aby było trudniej, imigranci zazwyczaj żyją w hermetycznych grupach. Kontakt z Niemcami ogranicza się do rozmowy z kasjerką w sklepie, brygadzistą w pracy, pracownikiem socjalnym czy kolegą z klasy Orlowskim... a powiedzmy sobie szczerze, nie jest to kwiat kultury lecz klasa średnia niższa, ludzie którzy czytają raczej Das Bild niż FAZ. To dobrze, że gorszy los został im oszczędzony w krajach z których pochodzą, to cieszy że mówią po niemiecku, cieszy też że respektują lokalne standardy prawne. Jednak mimo fizycznej obecności w Europie będą jeszcze przez pokolenia skazani na wyrobnictwo, może niektórym dzieciom ich dzieci uda się awansować społecznie do klasy Niemców i oby zostali tam zaakceptowani. No chyba że "bycie jednym z nas" to przyrównanie do Polaków, którzy lubią brzęk euro ale jakoś nie rozumieją, że położenie geograficzne nie jest równoważne ze wspólnotą wartości.

emigracja zawsze jest zadaniem trudnym i na pokolenia, tu Sz. P. ameryki żadnej nie odkrył, a jednak od tysiącleci migracje są jednym z najważniejszych czynników budujących cywilizacje i decydujących o kierunkach rozwoju ludzkości - tempo asymilacji jest zależna od wielu czynników, a sama asymilacja nie jest wartością najważniejszą - nb. nie jest jasne co wg Sz.P. oznaczają hasła 'wyrobnik' albo 'klasa Niemców', mnie to wygląda na przejaw głębokich kompleksów, a to one są uważam o wiele większym balastem w życiu niż znajomość języka czy metryka

No może i cienko, nie będę sędzią we własnej sprawie, jednak darujmy sobie domorosłą psychoanalizę kompleksów. Wracając do tematu, napisać "są jednymi z nas" po opanowaniu języka i wyrównaniu statystyk przestępczości to duuuuża przesada. Nie wiem czy ktoś emigruje dla kultury, raczej w celu poprawy sytuacji materialnej albo przed czymś ucieka. Jednocześnie Niemcy potrzebują robotników bo u nich zawsze jest co robić i muszą być konkurencyjni. Wyrobnik to człowiek od prostych prac podstawowych, uposażony w stopniu pozwalającym godnie przeżyć ale bez realnego wpływu na bieg wydarzeń. Klasa Niemców to grupa ludzi, których głos się liczy w społeczeństwie, beneficjentów taniej siły roboczej. To duże uproszczenia i rozciąga się między nimi szerokie spektrum szarości, jednak łatwo stwierdzić kto dominuje w której grupie. W kwestii wyjaśnienia, nie odmawiam imigracji pozytywnych wartości kulturowych, społecznych lub ekonomicznych, jednak twardo będę bronił stanowiska, że szybka integracja jest powierzchowna a jej pogłębienie to praca na lata, jeśli nie pokolenia. Będę też bronił tezy, że zachodnie społeczeństwa są klasowe i dobrze dbają o to aby każdy znalazł się we właściwym miejscu drabiny.

proszę poczytać: https://euroislam.pl/o-kilka-nieprawd-za-daleko-interia-o-imigrantach/?fbclid=IwAR3yMzE-QpfZN0XB9VZNOdDp-xdgSkdtN9TSdP8KOPSbJhwgwd9qRN12FFk

Nie mam pojęcia, czy to jeszcze działa tam u nich, ale Niemcem można zostać udowadniając pochodzenie. Przypadki nadawania obywatelstwa emigrantom są rzadkie. Czytałem i to całkiem niedawno, że jest tam sporo emigrantów, tam urodzonych, nawet już w kolejnym pokoleniu, którzy obywatelstwa niemieckiego nie mają. Kuzyn mojej małżonki Polak, mieszkający trochę tam, trochę tu, posiadający podwójne obywatelstwo, zatrudniony jest przez organizację katolicką, zajmującą się resocjalizacją trudnej młodzieży. U nich to się nazywa jakoś tak, ostatnia szansa przed poprawczakiem, czy kryminałem. Dostaje pod kuratelę czasem kilku,lub jednego delikwenta. Najczęściej zabiera go do Polski, na zaprzyjaźnione gospodarstwo rolne, gdzie uczą się pracy i szacunku dla praworządności. Jeśli przechodzi weryfikację wstępną, trwającą pół, czasem rok, daje się mu szansę powrotu do normalnego życia. Czasami bywa, że delikwent kilka lat się prostuje. Sporo na to kasy idzie, a klientami najczęściej są dzieci emigrantów. Religia jakby nie ma tutaj znaczenia. Trochę na ten temat pogadaliśmy i w sumie wychodzi, że to rodzaj biznesu, jakoś mało w tym dobroczynności, empatii. Tym młodym, dość mocno zmanierowanym pokazuje się, że żyją w kraju bogatym i hojnym, jeśli jednak będą sprawiali kłopoty, to fora ze dwora. Merkel nie przyjmowała emigrantów z potrzeby serca, raczej z powodu braku taniej siły roboczej. W przeciwieństwie do nas Niemcy doskonale liczą i kalkulują. Nie mam też wątpliwości, że jeśli zacznie się bunt środowisk emigracyjnych, do władzy dojdzie tam opcja, która sobie z tym poradzi. Naiwnością jest stwierdzenie, że emigranci stają się jednymi z nas czy jednymi z nich, nigdy nimi nie będą, tak jak Polacy tam mieszkający od wielu, wielu lat, posiadający nawet ich obywatelstwo, tak dobrze nie ma. Emigracja wywiera wpływ przez dominowanie liczebne, to samo przez się marginalizuje Niemców, czas działa na ich niekorzyść. Takiego zagrożenia dla nas nie stanowią Ukraińcy czy Białorusini, nawet Rosjanie, mentalnie jesteśmy tacy sami.

Gdyby pan Marcin był dobrym chrześcijaninem to niewątpliwie by zażądał aby do Unii Europejskiej przyjąć Madagaskar. Być może Madagaskar nie leży w Europie ale jakie to ma znaczenie w dobie globalizacji. Malgasze nie mają pieniędzy na bilet do Europy jak ci -bynajmniej nie wygłodniali - młodzieńcy, którzy przybywają na Lampedusę. Malgaszy wśród imigrantów nie uświadczysz. Ich winą jest to że są zbyt biedni.

To bardzo budujące. Już raz muzułmanie chcieli się dobrze poczuć w Europie, ale Francja nie chciała przyjąć zbyt chętnych imigrantów pod Poitiers. Ale Niemcy to nie brutale rodem ze średniowiecza - załatwią "Arabów" seks-edukacją i obowiązkiem tolerancji wobec LGBT:)
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]