Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Niepowszedni niepokój

Niepowszedni niepokój

12.06.2017
Czyta się kilka minut
Hasło tegorocznej edycji naszego Festiwalu zaczerpnęliśmy z tytułu pierwszego zbioru opowiadań Josepha Conrada, który brzmi „Tales of Unrest”.
Rys. Zygmunt Januszewski
N

Nazwę tę tłumaczono na język polski jako „Opowieści niepokojące”, co – jak pisze w swoim eseju programowym Michał Paweł Markowski – jest nieadekwatne. Nie chodzi bowiem o historie, które wywołują niepokój, które budzą w czytelniku poczucie grozy (choć efektu takiego nie powinniśmy z góry wykluczać), lecz o takie historie, które z niepokoju czynią swój temat, w których autor stara się wskazać jego rozmaite źródła, a także opisać konsekwencje takiego stanu rzeczy. Opowieści o niepokoju – tak, odrobinę niezgrabnie, powinniśmy przełożyć tytuł Conradowskiego zbioru, by lepiej zrozumieć kryjący się za nim zamysł.

Niepokój jest u Conrada stałym elementem świata, wpisany jest w jego strukturę, jest częścią kulturowego i politycznego DNA, które, owszem, możemy odrobinę modyfikować, ale wyłącznie wtedy, gdy uświadomimy sobie, że problem, z jakim się mierzymy, jest systemowy, a nie wyłącznie indywidualny. Chciałbym to podkreślić z całą mocą: nie chodzi o to, że nadwrażliwi bohaterowie Conrada z niepokojem przyglądają się metamorfozom rzeczywistości, że niepokój jest efektem ich postawy egzystencjalnej i społecznej, ma przyczynę w ich wątłym duchu, który nie potrafi przeciwstawić się napierającej zewsząd potworności. Niepokój jest wszędzie: i w ludziach, i w świecie. Jest wirusem, który swobodnie krąży i zakaża kolejne ofiary.

Myśleliśmy również o całej wiązce znaczeń, które skrywają się w angielskim unrest. Samo rest posiada niezwykle ciekawą etymologię. Odnosiło się dawniej nie tylko do spokoju, ale także do spoczynku. Posługiwano się nim, by opisać stan, w którym znajduje się podróżny po bardzo długiej i ciężkiej wędrówce – docierając do celu, może się wreszcie na chwilę zatrzymać. Ale to nie wszystko: gdy ktoś przerywał lub kończył pracę, by odpocząć, zebrać siły (np. podczas snu), zająć się czymś innym, także posługiwano się tym samym słowem. Określano tak również ostateczną formę spoczynku, czyli złożenie ciała umarłego do grobu. W tym kontekście rzeczownik rest oznaczał zarówno pochówek, jak i sytuację zmarłego: żadne ziemskie sprawy, żadne doczesne trybunały nie mogły go już niepokoić. Za sprawą starofrancuszczyzny pojawił się w angielskim słowie jeszcze jeden sens: pozostałość, ślad, reszta, coś, co można przechować, albo coś, co przetrwało dzięki staraniom pewnych ludzi, także w wyniku szczęśliwego zbiegu okoliczności. W znaczeniu czasownikowym rest opisywało sytuację, w której ktoś zostawał sam ze sobą, miał wreszcie święty spokój, bo nie było już niczego, co domagałoby się z jego strony reakcji.

Conrad pokazuje nam świat, z którego powierzchni zniknęły wszystkie wymienione wyżej możliwości. Trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to diagnoza na wskroś aktualna. Tak rozumiany niepokój opisuje przecież warunki, w jakich na co dzień funkcjonujemy. Z naszego doświadczenia znikło poczucie przerwy, zmiany, zerwania i końca. Pracujemy nieustannie, nawet wtedy, gdy wydaje nam się, że odpoczywamy. Instytucjonalne maszyny ciągle trzymają nas w swym uścisku i nie dają nam nawet chwili wytchnienia.

Wędrówka nigdy się nie kończy, zmieniają się jedynie wehikuły (od środków transportu aż po internet), za pomocą których się „przemieszczamy”, często nie wstając nawet zza biurka. Kategoria „wiekuistego spoczynku” utraciła niegdysiejszy sens, albowiem dziś podlegamy prawu permanentnej ekshumacji – nawet zmarli muszą stawić się na wezwanie instancji, które weryfikują spoistość ich pośmiertnej formy, co jest być może ostatecznym świadectwem niewiary w życie po życiu i w zbawienie. Nigdy nie zostajemy sam na sam ze sobą, bez – choćby wirtualnej – obecności innych. A przecież to nie jedyne źródła niepokoju, nie tylko w tych doświadczeniach powinniśmy szukać jego śladów.

Tak, wydaje się, że Conrad miał rację: niepokój stał się częścią naszego świata i życia, jest czymś powszednim. Jeśli ktoś jeszcze go nie dostrzega, to chyba tylko dlatego, że wybiera programową ślepotę, narzędzie estetów i eskapistów.

O tym będzie dziewiąta edycja Festiwalu Conrada: o niepokoju „opowiadanym” przez zaproszonych przez nas gości. Nasze fundamentalne założenie, że najlepszym z języków, za pomocą których możemy mówić o sobie i o świecie, jest literatura, pozostaje niezmienne. Literacka perspektywa pozwala dostrzec zjawiska, które wymykają nam się w codziennym działaniu, które pozostają nieuchwytne dla innych narzędzi dyskursywnych i analitycznych. Ponadto – dzięki interwencji literatury niepokój przestaje być powszedni, co ważne o tyle, o ile jego władztwo nad naszym losem stanie się nieodwołalne z chwilą, w której pogodzimy się z jego obecnością, przyzwyczaimy się do narzuconych warunków, do społecznych i ideologicznych podziałów.
Fragment Psalmu 55, z którego Kierkegaard zaczerpnął tytuł jednego ze swych traktatów („Bojaźń i drżenie”), a Henry James tytuł jednej ze swych powieści („Skrzydła gołębicy”), kończy się słowami: „I mówię sobie: gdybym miał skrzydła jak gołąb, / to bym uleciał i spoczął”. Chodzi właśnie o to, byśmy przestali sobie wmawiać, że za sprawą magicznej sztuczki niepokój zniknie z naszego życia. Potrzebne są inne środki, inne narzędzia, za pomocą których moglibyśmy przeciwdziałać napierającej zewsząd groźbie.

Już niebawem poszukamy ich z zaproszonymi do Krakowa pisarkami i pisarzami. ©℗

Grzegorz Jankowicz, Dyrektor Programowy Festiwalu Conrada

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodzony w 1978 roku. Filozof literatury, eseista, redaktor, krytyk i tłumacz. Dyrektor programowy Festiwalu Conrada. Redaktor działu kultury „Tygodnika Powszechnego”. Dyrektor programów...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]