To był maj 2013 roku. Ciepły wieczór na placu przed Teatrem Andersena w Lublinie. Trwał festiwal Kody, a na scenie Glenn Branca hałasował właśnie ze swoim gitarowym zespołem. Potężna fala dźwięku sprawiała, że trudno było oderwać wzrok od występu nowojorskiego kompozytora i jego świty.
A jednak w pewnym momencie głowy lubelskich widzów obróciły się w bok i w górę w starannie zsynchronizowanym ruchu. Zaskoczony podążyłem ich śladem. Nisko na niebie leciał samolot. Zwyczajny, pasażerski. Zaraz po koncercie zapytałem znajomego lublinianina o tę zbiorową reakcję. „Od kilku miesięcy mamy lotnisko. Nie możemy się jeszcze przyzwyczaić” – usłyszałem.
Piszę o tym dlatego, że w swoim najlepszym wydaniu festiwale potrafią zapewnić więcej niż gęsty splot muzycznych doświadczeń. Pozwalają nie tylko zwiedzić miasto, ale czasem także pożyć przez chwilę życiem jego mieszkańców. A samoloty? Kiedy tak patrzę na rozpiskę nadchodzących koncertów i festiwali, mam wrażenie, że w każdym z nich zmierza do nas jakiś muzyk.
Inne Brzmienia w Lublinie
Zostańmy jeszcze na chwilę w Lublinie, gdzie w dniach 3-6 lipca już po raz osiemnasty odbędzie się festiwal Inne Brzmienia. To wydarzenie wyjątkowe z co najmniej dwóch powodów: po pierwsze konsekwentnie nie ogląda się na trendy, zapraszając artystów wywodzących się zwykle spoza głównego nurtu. Nie ma znaczenia, czy reprezentują oni muzykę tradycyjną, czy dub, elektronikę czy punk rock, czy zaczęli cztery, czy czterdzieści cztery lata temu. Druga cecha, która wyróżnia Inne Brzemienia na tle wielu festiwali, to ich bezpłatny charakter. Co ważne, nie wpływa to na artystyczny poziom imprezy.

Potwierdzają to pierwsi goście tegorocznej odsłony, wśród których znajdziemy Voivod – kanadyjską ikonę thrashu i progresywnego metalu; The Ex, czyli jedną z najważniejszych europejskich punkrockowych załóg; czy nowojorskie trio A Place to Bury Strangers, które sięgając do noise rocka i shoegaze’u, generuje hałas, jakiego lublinianie nie słyszeli od czasu wspomnianego koncertu Branki. Osobiście najbardziej cieszę się jednak na występ The Messthetics z saksofonistą Jamesem Brandonem Lewisem. To grupa poruszająca się na styku jazzu, punk rocka i wolnej improwizacji, której sekcję rytmiczną stanowią Joe Lally i Brendan Canty – członkowie nieodżałowanego Fugazi. A to dopiero początek ogłoszeń.
Jazz w Warszawie i Open’er w Gdyni
Tegoroczna podróż do Lublina może być o tyle trudniejsza, że pierwszy weekend lipca rozpieszcza melomanów. Wspomniani The Messthetics wystąpią dzień później w ramach Warsaw Summer Jazz Days. Festiwal ukazuje tytułowy gatunek w bardzo szerokiej perspektywie. Stąd w dniach 3-6 lipca w stołecznym Klubie Stodoła wystąpią m.in. słynny amerykański gitarzysta John Scofield ze swoim Long Days Quartet, Kurt Elling i grupa Yellowjackets z repertuarem Weather Report, a także gwiazda neo soulu Me’shell Ndegeocello.

W tym samym czasie na lotnisku Gdynia-Kosakowo odbędzie się też Open’er Festival. Jeśli bywały lata, kiedy odnosiłem wrażenie, że oferta imprezy skierowana jest wyłącznie do młodego pokolenia zasłuchanego w nowej szkole rapu, to ostatnio jej program wydaje się bardziej zdywersyfikowany. Obok świetnej młodej raperki Doechii, RAYE czerpiącej z jazzu i soulu oraz Tyli czerpiącej z południowoafrykańskiego amapiano, w Gdyni pojawią się gwiazdy o znacznie dłuższym stażu. I tak na Open’erze zagrają m.in. weterani trip hopu z Massive Attack, cieszący się niesłabnącą popularnością Linkin Park czy grający industrialnego rocka Nine Inch Nails.
Co prawda lider tej ostatniej grupy, Trent Reznor, w ostatnich latach daje się poznać przede wszystkim jako kompozytor muzyki filmowej, ale mam cichą nadzieję, że szokujący brak nominacji do Oscara dla ścieżki dźwiękowej do „Challengers” rozbudził w nim gniew, który cechował jego najlepsze nagrania z lat 90.
Tym, których główna scena Open’era przytłoczy swoim ogromem, polecałbym natomiast występy bardzo zdolnego indiepopowego duetu Magdalena Bay (trudno wypędzić z głowy melodie z ubiegłorocznej płyty „Imaginal Disk”) oraz brytyjskiej wokalistki, producentki i tancerki FKA Twigs, która po latach eksperymentowania z awangardowym, a jednocześnie zmysłowym r&b na albumie „Eusexua” sięga śmielej do muzyki klubowej (momentami brzmi jak „Ray of Light” Madonny).
Orange Warsaw Festival i poznańska Malta
Spośród gwiazd popu, które odwiedzą w tym roku Polskę, ta aktualnie najgłośniejsza wystąpi w Warszawie. 31 maja na Orange Warsaw Festival zagra Charlie XCX, której ubiegłoroczny album „Brat” zawojował lato do tego stopnia, że nawet Kamala Harris próbowała budować swój wizerunek wśród młodych wyborców na poparciu brytyjskiej wokalistki. Jeśli jej popularność rosła z płyty na płytę, by eksplodować po wydaniu hyperpopowego „Brat” (oraz świetnego albumu z remiksami tych piosenek), to na Chappell Roan po fiasku jej debiutu wytwórnia postawiła krzyżyk. Jak widać, przedwcześnie, bo jej drugi album „The Rise and Fall of a Midwest Princess” nie tylko pokrył się platyną w Wielkiej Brytanii, USA i Kanadzie, ale sama wykonawczyni została otoczona kultem, zwłaszcza wśród młodej queerowej publiczności. Teraz obie wokalistki spotkają się na Orange Warsaw Festival.

Prawdziwa ikona (elektro)popu wystąpi także na poznańskiej Malcie, która po latach przerwy wraca na radary miłośników muzyki. Oczywiście Róisín Murphy otacza dziś czcią raczej pokolenie czterdziestolatków, co nie zmienia faktu, że artystka znana przed laty z duetu Moloko wyjątkowo dobrze radzi sobie na ciągle ewoluującej i celebrującej młodość scenie muzyki tanecznej. W Poznaniu Irlandka wystąpi 24 czerwca, czyli niemal dokładnie dwadzieścia lat po premierze swojego debiutu – wyprodukowanego przez Matthew Herberta przebojowego, a przy tym niezwykle ambitnego „Ruby Blue”. Obok Murphy na Malcie wystąpią także operująca pomiędzy jazzem a hip hopem grupa BadBadNotGood i australijski soulowy zespół The Teskey Brothers.
Pojedynek górnośląskich festiwali: Tauron Nowa Muzyka i OFF Festival
Jeśli obecność Róisín Murphy na festiwalu Malta może być komuś nie w smak, to chyba tylko organizatorom festiwalu Tauron Nowa Muzyka, który odbywa się w dniach 19-22 czerwca. Katowicka impreza nie tylko nachodzi na nią terminowo, ale także wydaje się skierowana do podobnej grupy wiekowej. Wbrew nazwie festiwalu wśród jego gwiazd znajdziemy dobrze znanych polskiej publiczności nestorów muzyki klubowej: Underworld, Jeffa Millsa czy Richiego Hawtina. Ponadto silną reprezentację będzie miała muzyka drone’owa (Ellen Arkbro, Kali Malone), a spośród polskich twórców na pewno warto zajrzeć na występy Julii Rover, Oxford Drama czy set Etnobotaniki.
W pojedynku górnośląskich festiwali w tym roku zdecydowanie wygrywa jednak OFF Festival (1-3 sierpnia), którego program przywołuje najmocniejsze odsłony tej imprezy z czasów dobrze przedpandemicznych. Co prawda mam wątpliwości co do występu Kraftwerk bez Floriana Schneidera, ale z drugiej strony trudno pewnie o zespół, w którym osobowość, charyzma czy indywidualność lidera odgrywałaby mniejsze znaczenie.
Żadne rozterki nie towarzyszą mi natomiast w przypadku pozostałych gwiazd festiwalu: łączącego subtelne r&b ze współczesną elektroniką Jamesa Blake’a czy Fontaines D.C., być może najbardziej elektryzującego dziś rockowego zespołu, który za rok czy dwa może być już poza zasięgiem OFF-a. Tu warto dodać, że irlandzka grupa grała na festiwalu w 2018 roku – była jeszcze wówczas przed debiutem, kiedy nie dało się przewidzieć jej oszałamiającej (i w pełni zasłużonej) kariery. Piszę o tym dlatego, że na OFF-ie szczególnie warto zaglądać na mniejsze sceny, gdzie w tym roku zagrają m.in. porównywana z Alice Coltrane harfistka Nala Sinephro, nieznający umiaru Geordie Greep, który łączy prog rocka z jazzem i przewrotnymi tekstami, czy MJ Lenderman idący coraz śmielej ścieżką wytyczoną wcześniej przez Neila Younga i Kurta Vile’a.
Metal, reggae i festiwale na prowincji
W kolorowym korowodzie artystów ciągnących na OFF Festival nie zabraknie tych odzianych na czarno. W Katowicach zagra Envy, gwiazda japońskiego screamo, a także Have A Nice Life, którym wystarczą trzy nutki, by uświadomić słuchaczom skalę ironii zawartą w ich nazwie. Reprezentanci szeroko pojętego metalu stawią się jednak najliczniej na Mystic Festivalu, który swoim rozmachem ściga się już raczej z Open’erem niż OFF-em. Odbywająca się również w Trójmieście impreza (Gdańsk, 4-7 czerwca) ściąga dziesiątki artystów, jakby próbowała wcielić w życie maksymę: dla każdego coś (nie)miłego. Będzie więc mrocznie (Opeth) i melodyjnie (In Flames), nastrojowo (Apocalyptica) i ekstremalnie (I Am Morbid), klasycznie thrashowo (Exodus) i wyjątkowo eksperymentalnie (Oranssi Pazuzu), falsetem (King Diamond) i... bulgotem (Beherit). To chyba jedyny taki festiwal, którego każdy uczestnik może ułożyć sobie harmonogram, który uwielbia, i taki, którego szczerze nie znosi.
Jeśli mimo wszystko to wciąż za głośno i za mało kolorów, to polecam zajrzeć na Mazury. W dniach 24-27 lipca odbywa się tu Ostróda Reggae Festival. Spośród gwiazd imprezy, na której należną jej bogatą reprezentację ma scena jamajska, chciałbym wyróżnić Brytyjczyków, a w zasadzie – Brytyjkę. W Ostródzie wystąpi bowiem The Selecter ze swoją legendarną wokalistką Pauline Black i wyrywającym do tańca stylem 2 Tone. Trudna sztuka: puścić sobie „Missing Words” czy „Too Much Pressure” i jednocześnie powstrzymać się od sprawdzania biletów kolejowych na Mazury.

A jeśli już jesteśmy w warmińsko-mazurskim, warto zainteresować się również kameralnym wydarzeniem o uroczej nazwie Biedowo Music Fest. Program tegorocznej imprezy nie jest jeszcze znany, natomiast jej organizatorzy – związani na co dzień z trójmiejską wytwórnią Alpaka – jak dotąd zapraszali do gminy Barczewo interesujących reprezentantów muzyki improwizowanej, elektronicznej czy tradycyjnej. Biedowo (8-9 sierpnia) wpisuje się w szerszy trend małych, oddolnych festiwali organizowanych na głębokiej prowincji, zwykle z polskim programem i mniejszym obłożeniem. Innym przykładem takiego wydarzenia jest kaszubski Spokój, którego nazwa streszcza ideę stojącą za podobnymi inicjatywami.
Muzyczne gwiazdy w Warszawie, Morissey w Krakowie
Latem wiele klubów muzycznych się zamyka, bo miasta się wyludniają, a festiwale stanowią poważną konkurencję. Ale działają przecież sale widowiskowe, odbywają się imprezy plenerowe, są gigantyczne produkcje na stadionach. Na warszawskim COS Torwar 4 czerwca wystąpi cieszący się w Polsce olbrzymią popularnością Steven Wilson. Lider Porcupine Tree zaprezentuje materiał z tegorocznej spacerockowej płyty „The Overview” sygnowanej własnym nazwiskiem. W tej samej sali 19 czerwca wystąpi Alanis Morisette. Być może kanadyjska piosenkarka najlepsze artystycznie lata ma już za sobą, kiedy poprockowe „Jagged Little Pill” święciło triumfy także w Polsce (złota płyta), ale dopiero w tym roku odwiedzi nas po raz pierwszy, „isn't it ironic?”. Natomiast 30 lipca na Torwarze zagrają Queens of the Stone Age – niekwestionowane gwiazdy stoner rocka, autorzy niezliczonych przebojów i naładowanych energią płyt takich jak „Rated R” czy „Songs for the Deaf”, które bałbym się włączyć w samochodzie.
Fani brytyjskiej muzyki gitarowej powinni odnotować też w swoich kalendarzach koncerty Primal Scream – gwiazdy psychodelicznego, narkotycznego, podkręconego elektroniką rocka wystąpią 13 czerwca w warszawskiej Stodole; Morisseya – lider kultowego The Smiths pojawi się 3 lipca w Tauron Arena Kraków; a także Mogwai – szkoccy weterani post rocka zaprezentują swoje potężne, operujące kontrastami utwory 11 września podczas koncertu w warszawskiej Progresji.
Ale dość o gitarach, bo tego lata w Progresji wystąpi także The Streets (25 czerwca), czyli projekt Mike’a Skinnera, który na początku wieku skierował uwagę słuchaczy w stronę brytyjskiego rapu, czerpiąc przy okazji z UK garage, trip hopu czy 2-stepu. Na tej samej scenie wystąpi także Autechre (10 sierpnia) – duet, który od ponad trzydziestu lat tworzy muzykę elektroniczną z przyszłości i wciąż zdarza mu się być kilka kroków przed konkurencją.
Wśród wydarzeń planowanych tego lata na Stadionie Narodowym nie sposób nie wspomnieć o wspólnym koncercie SZA i Kendricka Lamara. Po sukcesie utworu „Not Like Us”, rozbiciu Drake’a w rapowym pojedynku i porywającym występie w przerwie Super Bowl, utalentowany raper z Compton pozostaje numerem jeden na hiphopowej scenie. Dlatego przewrotnie – bo przecież nie z braku sympatii – umieszczam go na samym końcu tej listy.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















