Reklama

Off Festival 2019: muzyka i bycie eko

Off Festival 2019: muzyka i bycie eko

06.08.2019
Czyta się kilka minut
Tegoroczna edycja katowickiego Off Festival należy do najlepszych. Impreza organizowana od lat przez Artura Rojka w tym roku przyciągnęła także rekordowe tłumy.
Suede, Off Festival 2019, fot. Piotr Kosiewski
Suede, Off Festival 2019, fot. Piotr Kosiewski
G

Główne gwiazdy nie zawiodły. Pierwszego i trzeciego dnia można było posłuchać ikon brytyjskiego popu i rocka lat 90. – Jarvisa Cockera i Suede. W sobotę natomiast publiczność bawił jeden z obecnie najważniejszych brytyjskich przedstawicieli indie rocka – Foals. 

Jarvis Cocker, lider legendy lat 90. Pulp, zaprezentował swój najnowszy projekt JARV IS..., z którym jest w trasie od 2017 roku. Zespół zagrał nowe kompozycje, powstałe podczas obecnego tournée, przypomniał też kilka solowych nagrań Jarvisa Cockera i jedną piosenkę Pulp. Trzeba przyznać, że Jarvis bardzo dobrze przygotowuje się do występów i łatwo nawiązuje kontakt z publicznością. W Katowicach starał się nawet zapowiadać tytuły kolejnych utworów po polsku. 

Jarvis Cocker introducing JARV IS…, Off Festival 2019, fot. Piotr Kosiewski
Jarvis Cocker introducing JARV IS…, Off Festival 2019, fot. Piotr Kosiewski

Nie mniej charyzmatyczny jest lider Suede Brett Anderson. Zespół, który promuje najnowszy album „The Blue Hour”, przypomniał przede wszystkim starsze utwory. Dominowały piosenki z dwóch pierwszych płyt, kluczowych dla brytyjskiej muzyki lat 90., wykraczających poza brit-pop, do którego zaliczano wtedy zespół. Nie zabrakło późniejszych hitów grupy, takich jak „The Beautiful Ones”, „Trash”, „She’s In Fashion”. Niezwykle dynamiczny występ zakończył jeden z najnowszych utworów zespołu – „Life Is Golden”. To było świetne podsumowanie tej muzycznej podróży w czasie: do Wielkiej Brytanii, która wtedy chciała być cool

Foals to zespół, który zgromadził największą publiczność. Co nie dziwi – częsty gość największych festiwali słynie ze świetnych występów, a Yannis Philippakis jest znany z surfowania w tłum podczas koncertów – robił to też w Katowicach. Nie wyszło to jednak tak naturalnie, jak w przypadku starszych kolegów: Jarvisa Cockera, który nie bał się być niesionym na rękach tłumu, czy Bretta Andersona właśnie.

Różnorodność 

Program Off Festival od dawna przypomina kolaż, w którym niekoniecznie przystające do siebie materiały składają się ostatecznie na jedną całość. Z każdym rokiem coraz bardziej skomplikowaną. Mieszają się style i gatunki. Jak przed laty deklarował twórca festiwalu Artur Rojek: „Kocham wszystkie dźwięki”.

Z tymi kontrastami nieustannie zderza się widz na Off-ie. Aldous Harding po raz pierwszy pojawiła się z występem w Polsce. Ta coraz bardziej doceniana nowozelandzka artystka jest obecnie w trasie promującej trzeci album – „Designer”. To był niezwykle delikatny, choć momentami pełen dramatyzmu występ. Pokazujący siłę charakteru Harding – mimika jej twarzy i wpatrywanie się w licznie zgromadzoną publiczność mogła sprawiać u niektórych uczucie niepewności.

Dwie godziny wcześniej na tej samej scenie wystąpił brytyjski raper slowthai – autor niezwykle przychylnie przyjętego przez krytyków albumu „Nothing Great About Britain”, na którym szczerze wyraża swoją opinię o bieżącej sytuacji w Wielkiej Brytanii. Wyszydza autorytety, pochwala życie domowe, głosi pochwałę palenia trawki. Równie szczery był jego show w Katowicach: raper łatwo przełamywał barierę między sceną a publicznością, a właściwie ją likwidował.

Jednak niektóre wybory mogą zaskakiwać. Od dawna Off proponuje nostalgiczne podróże do czasów PRL-u. To w Katowicach w 2013 roku Zbigniew Wodecki wraz zespołem Mitch&Mitch wykonał swój debiutancki album z 1976 roku. W tym roku zorganizowano „Tribute to Jerzy Milian”, poświęcony pamiętnemu dyrektorowi i kierownikowi artystycznemu Orkiestry Rozrywkowej PRiTV w Katowicach, ale na festiwalu przypomniano też twórczość Eugeniusza Rudnika, pioniera polskiej muzyki elektronicznej i elektroakustycznej i reżysera dźwięku w legendarnym Studiu Eksperymentalnym Polskiego Radia. 

Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk”, Off Festival 2019, fot. Piotr Kosiewski
Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk”, Off Festival 2019, fot. Piotr Kosiewski

Tym razem zaproszono... Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk”. Nie był to żart. Założony w 1953 roku przez Stanisława Hadynę i Elwirę Kamińską, jest do dziś jednym z najgłośniejszych polskich zespołów folklorystycznych. Na Off-ie dał przegląd swoich najbardziej znanych muzycznych układów, wykonywanych perfekcyjnie. Wszystko tu było wystylizowane: od muzyki, przez układy choreograficzne, po stroje i makijaże. Wielu widzów ujęło te wielobarwne widowisko, ostatecznie mające niewiele wspólnego z folklorem. Jeżeli już „Śląsk” kultywuje tradycję, to jest nią PRL-owski sposób myślenia i prezentowania ludowości, jej oswajania i wpasowywania w kulturę oficjalną, co świetnie można było zobaczyć na „Zimnej wojnie” Pawła Pawlikowskiego. I jako swoisty relikt tamtych czasów, na pewno zasługuje na ochronę. 

Głos kobiet

Dlaczego nie ma kobiet w polskich hip-hopie? To pytanie padło podczas jednej z dyskusji w Kawiarni Literackiej, od lat jednej ze specjalności Off Festival (jej tegoroczny program przygotowała Sylwia Chutnik). Okazją do rozmowy była świetna wystawa „Zajawka. Śląski hip-hop 1993-2003”, trwająca właśnie w Muzeum Śląskim w Katowicach.

Hip-hop to przypadek szczególne zamknięty na kobiecy głos – zgodnie podkreślali rozmówcy: Jan-rapowanie, uznany za jedno z odkryć ubiegłego roku, krytyk muzyczny Bartek Chaciński i kurator wystawy Szymon Kobylarz. Są twórczynie, jednak żadnej nie udało się przebić „szklanego sufitu”. Jednak – jak przekonywała prowadząca dyskusję Bogna Świątkowska – bez otwarcia się na kobiety polski hip-hop stanie się martwy.

Pytanie o miejsce kobiet w muzyce jest znacznie szersze. Od kilku dekad ich głos w rocku jest coraz mocniej słyszalny, co dobrze pokazuje inny, niezwykle ciekawy, a jednocześnie intymny białostocki Halfway Festival. Na Off Festival jest ich mniej, ale od lat można usłyszeć w Katowicach ważne artystki i coraz wyraźniej widać, że to do kobiet może należeć przyszłość muzyki alternatywnej.

W tym roku silnym punkiem był występ Neneh Cherry. Zadebiutowała w 1982 roku protestem przeciw wojnie na Falklandach, ale jej pierwsza płyta ukazała się dopiero siedem lat później. Zawojowała wtedy listy przebojów piosenką „Buffalo Stance”. Choć większości kojarzy się z przebojem „7 seconds”, to jej muzyka wymyka się schematom – w piosenkach słychać soul, rap, trip-hop, ale też inspiruje się jazzem, elektroniką czy drum and bassem. Do tej pory wydała tylko 5 albumów. Po pierwszych trzech miała 18-letnią przerwę i w 2014 roku powróciła z płytą „Blank Project”. W Katowicach promowała najnowszą – wydaną w 2018 „Broken Politics” – z eleganckimi i zaangażowanymi społecznie piosenkami, utrzymanymi w trip-hopowej stylistyce.

Własne oblicze 

Artur Rojek od początku starał się nadać festiwalowi własny, odróżniający się rys. Jedną ze specjalności Offa stały się koncerty specjalne, prezentujące ważne w historii płyty. Nie tylko polskie, ale to one zaczynają układać się w antologię naszej muzyki rockowej. To w Katowicach m.in. SBB zaprezentowało wydany w roku 1975 album „Nowy Horyzont”, Made in Poland zagrał „Martwy kabaret”, który w latach 80. nie doczekał się studyjnej wersji, a po latach ukazał się jako zbiór archiwalnych, koncertowych nagrań, Kult zaś wykonał w całości „Spokojnie” z 1988 roku.

W tym roku spojrzeniem w przeszłość był występ legendy polskiego punka – zespołu Dezerter, który w całości zagrał swą pierwszą płytę, „Underground Out of Poland”. Przesłanie zespołu z tamtych lat, niestety, pozostaje aktualne, a rzeczywistość nadal jest szara. Jak podczas występu powiedział jeden z założycieli grupy, w latach 80. piosenki Dezertera nie były obecne w radio, nie są grane także teraz.

Tradycją festiwalu są też występy reaktywowanych po latach nieobecności zespołów mających duży wpływ na współczesną muzykę. W poprzednich latach byli to m.in. Arab Strap, Mazzy Star, Slowdive czy Ride. W tym roku pojawił się uznany za jeden z najbardziej innowacyjnych zespołów lat 90. avant-popowy Stereolab. Ich muzyka to eksperymentalna mieszanka różnorakich stylów – od jazzu, krautrocka, popu, funku, po bardziej rockowe brzmienia.

Off to także prezentacja tego, co obecnie jest najważniejsze w polskiej muzyce alternatywnej. W tym roku byli to już dostrzegani na świecie wykonawcy, jak Trupa Trupa czy Perfect Son. Wartym odnotowania były także liryczne koncerty duetu Tęskno i solowy jego pianistki – Hanny Raniszewskiej, występującej jako Hania Rani.

Ambicją festiwalu zawsze było też pokazywanie tego, co nieoczywiste i nie mieści się zbyt łatwo w głównym nurcie muzyki wyznaczanym u nas nadal przez rozgłośnie radiowe. Jednocześnie Off świetnie wpisuje się w to, co dzieje się w międzynarodowym obiegu muzycznym. W Katowicach wystąpiło trzech artystów nominowanych w tym roku do prestiżowej Mercury Prize – nagrody dla najlepszego albumu muzycznego w Wielkiej Brytanii i Irlandii: Foals, slowthai oraz świetny, wyłamujący się schematom, rockowy Black Midi – już okrzyknięty jako jeden z najlepszych młodych gitarowych zespołów na Wyspach. To dowód wielkich ambicji twórców festiwalu na prezentację tego, co najciekawsze w nowej muzyce. W Katowicach można zobaczyć artystów obecnych na uznanych światowych imprezach, jak Primavera Sound czy Pitchfork Festival. Ale też programy dużych, komercyjnych festiwali coraz bardziej zbliżają się do tego, co przez wiele lat usłyszeć można na Offie. 

Podpowiemy wam... 

Off Festival od początku nie był imprezą adresowaną do grupy wyznawców określonego typu muzyki. Nie oznacza to, że rezygnuje ze swego charakterystycznego rysu oraz ambicji kształtowania postaw, nie ideowych (to zbyt wielkie słowo), lecz stylu życia, w którym równie ważną rolę co muzyka odgrywają określone książki, strój, jedzeniowe wybory. Przy czym – podobnie jak inne tego typu imprezy – musi sobie radzić z zarzutami o komercjalizację czy podporządkowywanie się sponsorom. Trudno się dziwić – najbardziej widoczną częścią festiwalu była chyba przestrzeń zaaranżowana przez jednego z producentów piwa, a jedna – najmniejsza ze muzycznych scen – wydawała się służyć przede wszystkim promocji kultowej marki butów. Jednak naiwnością jest przekonanie, że bez komercyjnego finansowego wsparcia byłby możliwy festiwal w dzisiejszym kształcie.

Off Festival brama wejściowa (proj. Kasia i Wojtek Sokołowscy, biuro projektowe SOKKA), Off Festival 2019, fot. Piotr Kosiewski
Off Festival brama wejściowa (proj. Kasia i Wojtek Sokołowscy, biuro projektowe SOKKA), Off Festival 2019, fot. Piotr Kosiewski

Oczywiście, w tym roku nie zabrakło na Offie modnego salonu fryzjerskiego, z usługami barbera i tatuażysty także. Ekologicznego jedzenia – w tym roku przyjęto nawet zasadę 80 % do 20 % (potrawy wegetariańskie versus mięsne). Widzów zaś witała nowa brama wejściowa, zaprojektowana przez Kasię i Wojtka Sokołowskich prowadzących biuro projektowa SOKKA, jednych z najciekawszych twórców polskiego designu i laureatów europejskiej nagrody Design Management Award. Powstała świetna, bardzo prosta, brutalna struktura, zbudowana ze starych kontenerów, która jednocześnie posłużyła do składowania plastikowych śmieci zebranych podczas festiwalu.

Jak ktoś kiedyś zauważył, Off to impreza przede wszystkim dla naszego nowego mieszczaństwa i to dla niego właśnie wrażliwość na kwestie ekologiczne staje się coraz ważniejsza. Owszem, więcej tu podążania za aktualnymi modami niż buntu, sprzeciwu. Jednak to drobne codzienne wybory zmieniają rzeczywistość. Niespektakularnie może, ale skutecznie. I nie zapominajmy: Off to muzyczny festiwal. Tylko tyle i aż tyle.

Off Festival, Katowice, 2-4 sierpnia br., dyrektor artystyczny: Artur Rojek 

Galeria zdjęć
  • Jarvis Cocker introducing JARV IS…, Off Festival 2019, fot. Piotr Kosiewski
  • Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk”, Off Festival 2019, fot. Piotr Kosiewski
  • Off Festival brama wejściowa (proj. Kasia i Wojtek Sokołowscy, biuro projektowe SOKKA), Off Festival 2019, fot. Piotr Kosiewski

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Krytyk sztuki, dziennikarz, redaktor, stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. Laureat Nagrody Krytyki Artystycznej im. Jerzego Stajudy za 2013 rok.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Dla Artura Rojka oczywiście wyrazy szacunku, ale a propos bycia eko nie mogę nie podzielić się wieścią o najnowszym trendzie w tej dziedzinie: "Nie śmierdzę! Poznajcie ludzi, którzy przestali się myć" (https://www.theguardian.com/lifeandstyle/2019/aug/05/i-dont-smell-meet-the-people-who-have-stopped-washing). Znana fraszka o Polsce, mydle i wodzie święconej zaczyna... trącić myszką. ;)
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]