Na Zaduszki: co nam przekazały pokolenia naszych przodków

Nie za wiele myślimy o przodkach. Nie zdajemy sobie sprawy z dziedzictwa, które często zanika pod naciskiem świata, w którym żyjemy, tak zupełnie innego od tego, w którym żyli oni.
Czyta się kilka minut
Ks. Adam Boniecki, wrzesień 2021 r. // fot. Grażyna Makara
Ks. Adam Boniecki, wrzesień 2021 r. // fot. Grażyna Makara

Jak co roku Dzień Zaduszny. Jak co roku cały „Tygodnik” porządkuje groby na tynieckim cmentarzu, gdzie spoczywa wiele redaktorek i redaktorów z poprzednich pokoleń. Jak co roku odczytywanie imion zmarłych i jak co roku te imiona coraz mniej mówią tym, co sprzątają. Coraz mniej, bo ci, co sprzątają, są nowi.

Ja jestem stary i patrząc na nagrobne napisy, widzę w duchu tych, którzy tam leżą. Wspominam ich, bo w większości są też częścią mojej historii. Historia jak historia, nic specjalnego, ale innej nie mam i nie będę już miał. Nie wszyscy leżą tu, w Tyńcu, ale jest ich tylu – Turowiczowie, Żychiewiczowie, Malewska, Pszon, Skwarnicki, Mamoń, Kołątaj, Krzeczkowski... – że jest co wspominać.

Ja będę leżał na zakonnym cmentarzu w Warszawie. Właściwie to obojętne, gdzie będę leżał. W dniu powszechnego zmartwychwstania, jeśli będziemy chcieli, to jakoś się odnajdziemy. Kto zresztą wie, jak to będzie. Nie ma co się martwić na zapas.

Dziadek wybudował na cmentarzu kaplicę z katakumbami. Wielu zmarłych z rodziny tam leży, miejsca jeszcze są, tylko że nikt nie chce tam spoczywać. Już tam nie mieszkamy, dojazd jest skomplikowany, wszyscy wolą gdzieś bliżej. W kaplicy trzyma się jakieś rupiecie, mszy się tam chyba nigdy nie odprawia. Drzwi do katakumb zacięły się i nie sposób ich otworzyć. Nie wiemy, gdzie hitlerowcy pochowali mego ojca, rozstrzelanego w egzekucji w Warszawie. W kaplicy jest pamiątkowa tablica.

„Kronika rodziny Bonieckich”: owoc wysiłku mojego dziadka-historyka

Groby innych przodków rozsiane są po Polsce, wiele z pewnością już nie istnieje. Dziadek Adam, heraldyk, zrekonstruował dzieje rodziny także z tych czasów, z których grobów nie ma. Zachowała się pamięć – ale co to za pamięć: jakie urzędy ktoś pełnił, jaki majątek posiadał, co stracił, co zyskał, w jakich wojnach brał udział, za co był sądzony. „Kronika rodziny Bonieckich”, drukowany owoc niezwykłego wysiłku i rzetelności dziadka-historyka, jest sucha, niemal pozbawiona informacji o życiu codziennym dziadków i prapradziadków (jeszcze mniej jest o babkach i praprababkach). Nie ma źródeł. Ale oni jednak byli, przekazali jakiś rodzinny etos, jakieś obyczaje. Zapis w genach? W rodzinnych tradycjach.

Nie za wiele myślimy o przodkach, zwłaszcza jeśli nie mieliśmy dziadka-historyka. Nie zdajemy sobie sprawy z dziedzictwa, które często zanika pod naciskiem świata, w którym żyjemy, tak zupełnie innego (nie znaczy, że gorszego) od tego, w którym żyli oni. Pamięć zachowuje strzępy wspomnień, i to głównie naszych własnych, nie rodzinnych. Kronik rodzinnych na ogół się nie pisze.

Dlatego opracowane i wydane na prawach rękopisu przez moją siostrę trzy tomy rodzinnych dziejów są ważną kontynuacją tradycji. Sięgają pokolenia dziadków. W żaden sposób nie jest to dalszy ciąg kroniki dziadka Adama, nie jest wyczerpująca, ale za to jest pełna życia. Fascynująca dla tych, którzy większość wspomnianych w niej ludzi znali, ale także dla tych, którzy poznają ich zapiski, listy czy relacje o nich. Znajomość historii rodziny może kształtować dalsze pokolenia.

Dziadek Adam napisał we wstępie do „Kroniki”, że są rodziny, których udział w historii kraju był znaczący, i takie, które niczym szczególnym się nie wyróżniały. Napisał też, że nasza rodzina należy do tych ostatnich. Ale i jedne, i drugie rodziny jakoś współtworzyły świat swojej epoki. Co jednak ważniejsze, pokolenia przodków przekazały nam jakieś geny, jakieś cechy, jakieś odruchy. To od nich otrzymałem je w spadku. Które? Nie mam pojęcia. Ale z pewnością otrzymałem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 44/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Część historii