Licencja na czytanie

Jak sprawić, żeby dzieci czytały książki? Czy zadrukowany papier jest w stanie rywalizować z ekranem telewizora, komputera, tabletu?

04.10.2011

Czyta się kilka minut

A może należałoby zapytać inaczej: w którym momencie tracimy młodych czytelników? Czy nie wtedy, kiedy w małym dziecku umiera potencjalny twórca?

"Kiedy mój nauczyciel powiedział, że istnieje coś takiego jak poetic license (licentia poetica), myślałem, że to jakiś dokument, podobny do prawa jazdy", opowiadał w Krakowie australijski pisarz John Marsden. "Uważam, że każdemu dziecku, przynajmniej do ósmego roku życia, należy się taka »licencja«. Bo każde małe dziecko jest poetą: lubi bawić się językiem, odkrywać jego możliwości. Tyle że potem ta ciekawość zostaje stłumiona".

Marsden wie, o czym mówi. Jest nie tylko autorem poczytnego cyklu powieści dla młodzieży pt. "Jutro", ale również nauczycielem. Ściślej: pisać zaczął właśnie dlatego, że zauważył, iż jego uczniowie przestają czytać. Kiedy jego powieści osiągnęły międzynarodowy sukces, założył szkołę, w której prowadzi warsztaty pisarskie. Na spotkaniu z uczniami gimnazjum w Krakowie demonstrował, w jaki sposób pracuje z młodzieżą: inscenizuje rozmaite sytuacje, żeby pokazać, jak budować akcję i napięcie między bohaterami. Każda scena to okazja do tego, by analizować relacje między postaciami: kto ma wysoką, a kto niską pozycję; w jaki sposób to okazuje; kiedy dochodzi do zamiany ról; co wywołuje efekt komiczny, a co dramatyczny. W ten sposób rozmowa o sztuce opowieści staje się też rozmową o życiu społecznym. "O tym w szkole prawie w ogóle się nie mówi: jakie zasady rządzą relacjami między ludźmi. Dzięki takim analizom literatura przestaje się nam jawić jako coś oderwanego od życia".

Bardzo ważne jest też prowokowanie uczniów do pracy nad językiem i wyobraźnią. Na spotkaniu z nauczycielami Marsden opowiadał, że sam był raczej krnąbrnym uczniem. Na lekcjach angielskiego irytowało go szczególnie następujące ćwiczenie: nauczyciel podawał temat, a uczniowie wyszukiwali słowa kojarzące się z tym tematem. Kiedy wszystkie słowa, jakie przyszły im do głowy, znalazły się już na tablicy, zaczynali pisać wypracowanie. "Przypominało to zabawę w łączenie punktów na czystej kartce: rezultat był przewidywalny. Nigdy nie zgłosiłem żadnego słowa i przysiągłem sobie, że nigdy też nie użyję żadnego słowa, które pojawiło się na tablicy. To był ogromny wysiłek: znaleźć, wbrew oczekiwaniom nauczyciela, swoje własne słowa. To był mój pierwszy trening jako pisarza, choć wtedy jeszcze tak o tym nie myślałem". Dziś Marsden robi w szkole podobne ćwiczenia. Podaje temat, uczniowie zgłaszają słowa, a kiedy tablica jest już zapełniona, mówi: "A teraz napiszcie opowiadanie, nie używając żadnego z tych słów". "Na początku są niezadowoleni, czują się zrobieni w konia. Ale potem okazuje się, że to świetna zabawa".

Im bardziej intrygujące zadania, tym ciekawsze są potem rezultaty. Oto po jednej stronie tablicy wypisać trzeba siedem nazw własnych (np. Lady Gaga czy Wieża Eiffla), a po drugiej siedem konkretnych przymiotników (np. owłosiony, żółty). Zadanie polega na tym, by połączyć je w pary w sposób jak najmniej oczywisty (np. owłosiona Wieża Eiffla), a następnie wokół tak powstałych par zbudować historię: "Jak to się stało, że któregoś dnia paryżanie zobaczyli owłosioną Wieżę Eiffla? Jak sobie poradzili z tym problemem?". "Tego typu ćwiczenia", mówił Marsden, "szczególnie motywują chłopców, bo nie jest to zwykłe pisanie, ale wyzwanie, łamigłówka, którą trzeba rozwiązać".

Australijski pisarz podkreślał, że nie są to zadania dla najambitniejszych, ale dla wszystkich. Obudzić w dziecku ciekawość literatury, języka - to obudzić w nim uśpionego poetę. Ale czy taki "poeta" mieści się w podstawie programowej? Czy zda przewidziane testy? Kształcimy raczej "wyrobników" niż "poetów". Inżynierów dusz, którzy w dusze nie wierzą, jakby powiedział Lec. "Poeta" to kłopot w sprawnie działającej maszynie. Czy uwierzymy kiedyś w to, że pozbywając się owego "kłopotu", pozbywamy się czegoś bardzo istotnego?

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Poeta, publicysta, stały felietonista „Tygodnika Powszechnego”. Jako poeta debiutował w 1995 tomem „Wybór większości”. Laureat m.in. nagrody głównej w konkursach poetyckich „Nowego Nurtu” (1995) oraz im. Krzysztofa Kamila Baczyńskiego (1995), a także Nagrody… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 41/2011