"Les Chemins d'Amour"

Olga Pasiecznik i Ewa Pobłocka dokonały rzeczy niesłychanej. Nieczęsto się bowiem zdarza, że słuchając płyty zostajemy przeniesieni w inną przestrzeń. W niej senne marzenie spotyka się z jego urzeczywistnieniem; ledwie subtelnością zarysowane uczucie zmienia się w żarliwą miłość, a napięcie między oczekiwaniem a spełnieniem rozładowuje się przy akompaniamencie wyrafinowanych dźwięków.
Czyta się kilka minut
 /
/

Na płycie “Les Chemins d’Amour" dwie damy polskiej muzyki opowiadają o miłości muzyką Henri Duparca, Claude’a Debussy’ego i Francisa Poulenca. Już sam dobór repertuaru - pieśni liryczne - każe odwołać się do wielkiej niemieckiej tradycji liryki wokalnej. Jednak Francuzi odczytywali poezję inaczej niż ich sąsiedzi. Nie posługiwali się tak wielkim bogactwem form, emocję częściej ujarzmiali niż wyrażali w sposób egzaltowany, a dźwiękami malowali bardziej aurę słów, aniżeli je prosto ilustrowali.

Zdarzały się wszak wyjątki. Z twórców na płycie przywołanych najbardziej zapatrzonym w niemiecką lirykę jest Henri Duparc (1848-1933). Epickość narracji muzycznych fraz, sugestywna ekspresja i zwięzłość formalna - jak choćby w “Au pays ou se fait la guerre" do słów Théophile Gautiera - przypomina najsłynniejsze dzieła Roberta Schumanna. Inne są pieśni Claude’a Debussy’ego (1862-1918): w partii fortepianu antycypują impresjonistyczne “Préludes" (przykładem “Fleurs des Blés" z tekstem Théodore de Banville’a), a w melice głosu frazy z “Peleasa i Melizandy". Francis Pou-lenc (1899-1963) z dystansem przygląda się idiomowi pieśni romantycznej. Kiedy trzeba, czerpie z niego pełnymi garściami (ekspresyjne “Dernier počme" do słów Roberta Desnos), by za chwilę rzucić w stronę słuchacza lekki żart (“Ba, be, bi, bo, bu" do wiersza Maurice Carem).

Pasiecznik i Pobłocka interpretują pieśni wręcz zjawiskowo. Tworzą nastrój wyciszenia, proponują wejście w emocjonalną mgłę i trzymając delikatnie dłoń słuchacza, prowadzą w stronę głębokich, nie zawsze przyjemnych przeżyć. Pozwalają tym samym na spotkanie przeszłości z przyszłością. Beztroskie chwile dzieciństwa zderzone zostają z melancholijną tęsknotą i trudnymi do spełnienia marzeniami. Z subtelnych, często prosto ułożonych dźwięków, z maksymalnie zespolonych fortepianu i głosu - wyłuskują nadzieję.

To ona sprawia, że płyta nie jest zbiorem banalnych, pretensjonalnych pieśni o rzeczach kiedyś może istotnych, ale dzisiaj zagubionych w szybkim życiu. Jest raczej opowieścią o jego istocie - o miłości.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 21/2004