Cywilizacja Życia i Prawdy, Legion Komandosów Zbawiciela rywalizujący z Chorągwią Husarzy Maryi. Prezes banku centralnego, który bierze udział we mszy świętej przebłagalnej do Maryi Matki Nieustającej Pomocy o obniżenie inflacji o 15,2 procent. Biczownicy przed Pałacem Prezydenckim. No i Patron Państwa („pół psiej pizdy”, jak mówi o nim narrator, znający go z czasów szkolnych), który trwa, choć zmieniają się rządy i pokolenia, „przyjmując miłosne hołdy jednej połowy narodu i deprawując nienawiścią drugą połowę”. Brzmi cokolwiek znajomo? Czyżby nowa powieść autora „Piekła Conrada” miała się okazać dystopijnym proroctwem?
A kim jest ów narrator, tytułowy Józef (lat 79)? To znany reżyser o bogatym dorobku. Dlaczego jednak niesłusznie oskarża się go o… kradzież scenografii do „Burzy” Szekspira, którą chciał właśnie wystawić? I dlaczego ta wiadomość rozgrzała do białości internet, osiągając ogromne zasięgi, a komentarze nienawistne („Powiesić, obciąć zwiędłe jaja” – domaga się Matka Czworga Dzieci, Narodowiec zaś dodaje: „Wypier…aj do Usraela”) mieszają się z wyrazami solidarności; dla połowy z miliona komentujących Józef jest buntownikiem i nosicielem prawdy. Cóż, ten mechanizm też jakby znamy…
Szaloną jest jazdą ta opowieść, która zaczyna się efektownym samobójstwem w wielkanocną niedzielę: „Mój przyjaciel Waldemar, kompozytor, malarz i poeta, z którego sowicie opłacanych utworów promienieje zachwyt nad dziełem Stworzenia oraz radość z powodu przepełniającego artystę zachwytu nad samym sobą, połknął kilkadziesiąt pastylek nasennych, popił szklanką denaturatu i podciął sobie żyły. Następnie wyszedł na taras z wiosennie wdzięczącymi się hiacyntami i skoczył z dziesiątego piętra”.
Cytat dla rozbudzenia apetytu, choć może lepsze byłoby menu stypy w restauracji U Szczęśliwego Sylena, ze szczególnym uwzględnieniem cielęcej grasicy.
Ulubioną moją postacią jest pani Flora, oparcie dla bohatera i ostoja w oszalałym świecie, choć dygresjami swoimi przyczynia się trochę do ogarniającego nas groteskowego chaosu. A Bogumił, właściciel U Szczęśliwego Sylena, trzeźwo koryguje już na początku rozpędzonego narratora – nie, nie polerował zabytkowych luster irchą z moszny słonia, słonie bowiem nie mają moszny. Nie podał też na stypie świeżych poziomek, bo nie ma ich w porze Wielkanocy. Ale może mogłyby być?
Michał Komar, JÓZEF, CZYLI..., Czuły Barbarzyńca Press, Warszawa 2025, ss. 418.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















