Reklama

Ładowanie...

Gdzie pała dzięcielina?

Gdzie pała dzięcielina?

25.04.2022
Czyta się kilka minut
NATALIA i MACIEJ PODYMOWIE: Przestaliśmy zwracać uwagę na to, co rośnie dookoła. A kwiaty, które możemy dostać w kwiaciarni, nie oddają bogactwa kolorów i zapachów naszej rodzimej flory.
FOT. ADRIAN NORBERT CUPER
M

MICHAŁ SOWIŃSKI: Państwo Łąkowie wręczają sobie kwiaty?

MACIEJ PODYMA: Oczywiście!

NATALIA PODYMA: Ciekawe kiedy…

MACIEJ: Przynoszę wiele bukietów, może nie konkretnie dla Ciebie, ale dla naszego domostwa. W naszej wspólnej historii jest za to jeden szczególnie ważny kwiat – samotna, lekko zwiędła róża, od której zaczął się nasz związek. To były walentynki…

NATALIA: …mikołajki.

MACIEJ: Mikołajki. Zapakowałem ją w wymięty plakat z Marilyn Monroe, który Natalia niestety zgubiła…

Powinniśmy unikać hodowlanych kwiatów?

MACIEJ: Ostatnio w grupie „Antropogeniczne zmiany klimatu” ktoś wrzucił zdjęcie ciągnącego się po horyzont pola tulipanów – mnóstwo lajków i zachwytów. Dopiero ja musiałem zgasić ten entuzjazm, sugerując, że to raczej antyprzykład tego, o co się tu walczy.

Dlaczego?

MACIEJ: Po pierwsze, to gigantyczna monokultura, a więc wyjaławianie gleby i ryzyko chorób. Po drugie, zużywanie olbrzymich ilości nawozów, w tym bezcennego torfu, a także sztucznych preparatów ochronnych. Po trzecie, mechanizacja na wielką skalę. Do tego tulipany często przywożone są z Holandii, więc dochodzi jeszcze znaczący ślad węglowy.

NATALIA: Dlatego właściwie nie kupuję kwiatów. Poza tym jest ich tyle dookoła, że to kompletne marnotrawstwo. Nie lubię patrzeć, jak szybko usychają w wazonie, dlatego też nawet sama zbieram je rzadko. Wolę, żeby rosły, produkowały nasiona i służyły zapylaczom. Można powiedzieć, że prowadzimy domostwo bez kwiatów.

A ogród?

NATALIA: 7 lat temu pod blokiem wysialiśmy łąkową mieszankę do cienia, która od tego czasu rośnie sobie bez większych ingerencji z naszej strony. W tym roku przeprowadzamy się do gospodarstwa, więc będziemy mogli poszaleć. Mam słabość do roślin chronionych, bo są rzadkie, a ja wciąż szukam nowych botanicznych doznań. Ostatnio na przykład marzy mi się dziewięćsił popłocholistny.

Właśnie patrzę – przepiękny!

NATALIA: Miał pecha, bo uznano, że przynosi szczęście, dlatego w wielu kulturach zrywano go na potęgę. A do tego, choć to bylina, kwitnie tylko raz w życiu, i to po kilkunastu latach! A więc rozmnaża się powoli. Marzy mi się też kurzyślad błękitny, bardzo rzadka roślina. Z kolei kurzyślad polny to fenomenalne połączenie kolorów – żółtego, fioletowego i pomarańczowego. Nie wiem, czy zobaczysz przez kamerę, ale mam go na ręce [pokazuje wielobarwny kwiecisty tatuaż].

MACIEJ: Ja chciałbym mieć przydomowy ogród botaniczny, gdzie byłoby jak najwięcej gatunków polskiej flory. Moglibyśmy wtedy pokazywać gościom, z jakich roślin powstają nasze mieszanki.

NATALIA: Mi z kolei podobają się dzikie zbiorowiska roślinne, wolałabym w nie mocno nie ingerować. Z drugiej strony, ogród botaniczny to fajny pomysł, o ile nie będziemy z niego zbierać nasion.

Dlaczego?

NATALIA: Bo powstają mieszańce. Gatunki z tego samego rodzaju – weźmy przykład dziewanny – zapylają się między sobą i powstaje hybryda, na przykład dziewanny fioletowej i pospolitej. Zacierają się między nimi granice i nie wiemy już, z jakimi nasionami mamy do czynienia. A jeżeli myślimy o uprawie pod sprzedaż, powinniśmy zachować kilometr różnicy między jedną a drugą.

Polska kultura XIX i XX wieku kwiatami stała – chyba trochę o tym zapomnieliśmy.

MACIEJ: To prawda. Wystarczy spojrzeć na współczesne nazwiska, ile mamy Kąkoli, Makowskich czy po prostu Kwiatkowskich. Przestaliśmy zwracać uwagę na to, co rośnie dookoła. A z kolei kwiaty, które możemy dostać w kwiaciarni, nie oddają bogactwa kolorów i zapachów naszej rodzimej flory. Ziołolecznictwo, które ostatnio wraca do łask, to jeszcze inna przebogata tradycja, której echa słychać w naszej kulturze na każdym kroku.

Może powinniście wprowadzić „mieszanki kulturowe”, na przykład „Nad Niemnem”?

NATALIA: Kombinujemy już nad podobnymi pomysłami. „Nad Niemnem” to dobry trop, jest tylko jeden problem – Orzeszkowa, jak zresztą większość pisarzy, używa nazw dość swobodnie. Czasem pod jednym określeniem może kryć się pięć różnych roślin.


CZYTAJ TAKŻE

Z WIZYTĄ NA ŁĄCE: BEZTROSKIE ŻYCIE TRUTNIA. U pszczół panuje matriarchat. Na głowę samic spada szereg zadań – budowa gniazda, zbieranie pokarmu, składanie jaj. A co właściwie robią samce? >>>


MACIEJ: Nie wiadomo na przykład, co miał na myśli poeta, gdy mówił o pałającej dzięcielinie… To dawna nazwa różnych gatunków roślin pastewnych z rodziny bobowatych, zwłaszcza koniczyny, lucerny sierpowatej i sparcety siewnej. Wiadomo, biolodzy mówią inaczej, reszta ludzkości mówi inaczej – tak jest choćby z mleczem. Istnieje roślina o tej nazwie, ale większość ludzi ma na myśli mniszka lekarskiego, zresztą bardzo do mlecza podobnego.

Ludowe konteksty roślin rosnących dookoła nas też niestety zanikają…

MACIEJ: „Gdzie rosną dziewanny, tam słabe panny”.

NATALIA: Nie, to było: „Gdzie rośnie dziewanna, bez posagu panna”.

MACIEJ: Sens ten sam – dziewanna rośnie na kiepskich rolniczo gruntach, więc nie warto było wżeniać się w taką rodzinę. Ale są też ciekawe konteksty narodowe. Niektóre państwa oficjalnie wręcz utożsamiają się z jakąś rośliną – na przykład Szkocja ma w herbie popłoch pospolity. Nie przypadkiem, bo to bardzo typowy gatunek dla ich krajobrazu rolniczego. Odgradza pola, jest wysoki i gęsty, widać go z daleka.

A najbardziej polski kwiat?

NATALIA: Zastanawiamy się nad tym od jakiegoś czasu. Myśleliśmy o plebiscycie, ale to chyba nie najlepszy pomysł, bo nie chodzi o proste skojarzenia, a właśnie silne kulturowe zakorzenienie.

Mak polny w kolorze bohatersko przelanej krwi?

MACIEJ: Chcieliśmy wypromować jakąś mniej oczywistą roślinę (śmiech). Ale rzeczywiście, skojarzenie z polami bitew jest nie od rzeczy, bo nasiona maku potrzebują wystawienia na promienie słońca, by zakiełkować. Jest w tym odrobina legendy, ale zryta przez walczące wojsko gleba faktycznie temu sprzyja. No i oczywiście kolor – stąd te związki z martyrologią. Trudno przebić to połączenie, ale jeśli czytelnicy „Tygodnika” mają inne propozycje, to chętnie posłuchamy.

NATALIA: Z roślinami-symbolami trzeba jednak uważać, bo mogą stać się zbyt ­popularne, a przez to zniknąć z naszego ­krajobrazu…

Jakie popularne niegdyś rośliny straciliśmy?

NATALIA: Przede wszystkim te związane z ziołolecznictwem, ale też tzw. chwasty polne, czyli rośliny, które utrudniały uprawę zbóż – na przykład zanieczyszczały materiał siewny albo sprawiały, że mąka była ciemnego koloru i miała gorzki smak. Tak było choćby z kąkolem. Problem w tym, że „chwasty” pełniły także inne ważne funkcje, choćby chroniły przed chorobami i szkodnikami. We współczesnym rolnictwie coraz rzadziej spotkać można również miedze, a więc i rośliny, które szczególnie lubiły na nich rosnąć.

MACIEJ: Coraz mniej się wypasa zwierząt, więc znikają murawy kserotermiczne z ich unikalną florą. Nikt nie kosi już tych łąk, więc zarastają gatunkami inwazyjnymi. Niestety, jest coraz mniej miejsca dla roślin i zwierząt – przede wszystkim ze względu na coraz większe zanieczyszczenie środowiska i zmiany klimatyczne.

Czyli tej wiosny – i w kolejnych – powinniśmy odpuścić sobie tulipany i hiacynty?

NATALIA: Lepiej poszukać rodzimych kwiatów, na przykład różnych odmian zimowitów. Mnie wiosna nie kojarzy się z tulipanami, tylko na przykład z gwiazdnicą pospolitą, jednym z pierwszych kwiatów, który u nas zakwita. Maleńki, niepozorny, ale dla mnie to właśnie symbol początku wegetacji.

MACIEJ: To chyba główna różnica między moim i Natalii podejściem do roślin – dla mnie najważniejsza jest użyteczność, a wygląd to sprawa drugorzędna. Nasza łąkowa mieszanka antysmogowa to dobry przykład.

NATALIA: A ja wolę, żeby każda mieszanka była niepowtarzalna, miała swoje smaczki i dziwactwa. Komponuję je dla takich samych botanicznych freaków jak ja. A wiadomo, że apetyt rośnie w miarę wąchania. Gdyby ktoś parę lat temu powiedział mi, że moim ulubionym zajęciem będzie chodzenie po łące z papierowymi kopertami i zbieranie nasion, chyba bym nie uwierzyła. ©℗

NATALIA i MACIEJ PODYMOWIE, czyli Pani i Pan Łąka. Założyciele Fundacji Łąka, której celem jest propagowanie w miastach bioróżnorodnych łąk kwietnych oraz zrównoważonego dbania o zieleń.

Wraz z papierowym wydaniem tego numeru przekazujemy Czytelnikom błękitno-żółtą mieszankę nasion łąki kwietnej, aby każdy, siejąc ją u siebie, mógł symbolicznie wyrazić solidarność z Ukrainkami i Ukraińcami.

To rośliny jednoroczne, które można wysiać nawet w stojącej w słońcu donicy lub na działkowej rabacie. Gatunki dobraliśmy ze względu na ich ozdobne kwiaty, ale też dlatego, że w ukraińskim rolniczym krajobrazie można zobaczyć ich pola ciągnące się po horyzont. Błękitny len i kwiaty żółte: rzepak, nagietek, koper i krokosz to uprawy, na których opiera się przemysł spożywczy i kosmetyczny w całej Europie (i dalej). Niebieskie – ogórecznik, facelia i żmijowiec – to z kolei rośliny, które mają dać wytchnienie ziemi między kolejnymi turami upraw, a także dostarczyć pożywienia pszczołom.


Fot. Agnieszka Cynarska-Taran

Wybrane rośliny znajdą się także na dużych łąkach kwietnych w kolorach ukraińskiej flagi, które „Tygodnik Powszechny” i Fundacja Łąka wysieją w Krakowie, Białymstoku i Częstochowie.

© AGNIESZKA NOWAK / FUNDACJA ŁĄKA

Galeria zdjęć

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Krytyk literacki, stale współpracuje z Tygodnikiem Powszechnym. Redaktor literacki Conrad Festival, doktorant na Wydziale Polonistyki UJ. Prowadzi podkast literacki „Book’s not dead”.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]