O decyzji papieża Leona XIV poinformował dziś – 26 listopada – biuletyn Stolicy Apostolskiej i komunikat nuncjatury w Warszawie.
Nominacja kard. Grzegorza Rysia nie jest zaskoczeniem. Nie tylko dlatego, że jego nazwisko pojawiało się na listach rankingowych, jakie od ponad roku krążyły w przestrzeni medialnej i kościelnej.
Przede wszystkim dlatego, że jest zgodna z ponad stuletnim zwyczajem obsadzania najważniejszych metropolii Kościoła kardynałami. Franciszek odszedł od tej tradycji, Leon najwyraźniej zamierza ją przywrócić, jak wiele innych. Do takich „stolic kardynalskich” należał – od pontyfikatu Leona XIII – także Kraków. Kardynałami było sześciu jego ostatnich metropolitów, z wyjątkiem abp. Marka Jędraszewskiego, który czerwonego kapelusza się nie doczekał.
Oczywiście papież mógł mianować na krakowskiego arcybiskupa dowolnego hierarchę i dopiero po jakimś czasie podnieść go do godności kardynalskiej. Wybrał jednak rozwiązanie szybsze, osadzając na Wawelu jedynego nieemerytowanego kardynała w Polsce, dotąd urzędującego w Łodzi.
Kim jest nowy krakowski arcybiskup
Osoba nowego metropolity nie wymaga dłuższego przedstawiania. Kard. Grzegorz Ryś jest jednym z najbardziej znanych hierarchów, wyróżniającym się – przynajmniej na tle polskiego episkopatu – otwartością i zaangażowaniem w dialog społeczny i międzyreligijny.
Krakowianin z urodzenia (rocznik 1964) i zamieszkania przez ponad pół wieku – w podwawelskim seminarium ukończył studia magisterskie i został wyświęcony na kapłana (1988), potem na rok tylko wyprowadził się do Kęt, gdzie był wikarym, by wrócić do Krakowa i na Papieskiej Akademii Teologicznej zrobić doktorat (1994) i habilitację (2000) z historii Kościoła.
Został rektorem seminarium duchownego (2007-2011), aż w końcu – decyzją Benedykta XVI – biskupem pomocniczym (2011).
Co oznacza, że duchowieństwo archidiecezji zna go bardzo dobrze. „Niemal 80 proc. proboszczów to jego koledzy z seminarium” – mówi mi jeden z księży, którego pytam o wrażenia po nominacji.
„Roczniki z lat 80. były najliczniejsze, teraz to one dominują w diecezji. A pozostałe 20 proc. to z kolei klerycy z czasów Rysia-rektora” – dodaje duchowny. – „Dla wszystkich jest to więc kandydatura czytelna i przewidywalna. Nawet dla tych, którzy go nie lubią" – podsumowuje.
Bo nie ma co udawać, że wszyscy go tylko chwalą. Jak pisał na naszych łamach Michał Okoński, „przez jednych oskarżany był o nieortodoksyjność, przez innych o klerykalizm”, nie wszystkim podobało się jego zaangażowanie w charyzmatyczną odnowę Kościoła i nową ewangelizację czy w dialog z judaizmem, zwłaszcza gdy wielokrotnie i zdecydowanie potępiał antysemityzm, podkreślając, że chrześcijaństwa nie można zrozumieć bez jego żydowskich korzeni.
Od 1995 r. jest stałym współpracownikiem „Tygodnika Powszechnego”, od 2011 r. prowadząc cotygodniową rubrykę poświęconą komentowaniu aktualnych czytań liturgicznych. Po przeprowadzce redakcji na ul. Dworską został też naszym „sąsiadem”, bo na osiedle Podwawelskie, gdzie się wychował, przyjeżdżał w odwiedziny do rodziców.
Okres łódzki – Franciszkowy biskup i kardynał
W 2017 r. papież Franciszek mianował bp. Rysia metropolitą łódzkim, powierzając mu archidiecezję po abp. Marku Jędraszewskim, przeniesionym do Krakowa. Tę decyzję Franciszka do dziś trudno zrozumieć, wiele osób uważa ją za poważny błąd, bo właśnie bp Ryś był dla nich bardziej oczywistym kandydatem do katedry wawelskiej.
Opinia o Rysiu jako „Franciszkowym biskupie” – otwartym, szukającym nowych form ewangelizowania, unikającym politycznego zaangażowania – potwierdziła się w pełni właśnie w okresie łódzkim.
Pod jego rządami (tego słowa bardzo nie lubił, podkreślając, że przecież chodzi o służbę) w diecezji powstało Międzynarodowe Seminarium Misyjne Nowej Ewangelizacji, rozpoczęło działalność, przeniesione z Krakowa, Ogólnopolskie Seminarium dla Starszych Kandydatów do Święceń, stworzono Szkołę Katechistów i diakonat stały.
Jako metropolita abp Ryś nie przestał być duszpasterzem, rekolekcjonistą i kaznodzieją, zapraszanym na wielkie wydarzenia ewangelizacyjne w całej Polsce. Zapamiętano mu też parę „Franciszkowych” (a może po prostu ewangelicznych czy czysto ludzkich) gestów, jak np. poprowadzenie pogrzebu bezdomnej kobiety czy pójście „po kolędzie” do 89-letniego staruszka, którego proboszcz pominął, bo mężczyzna nie wysłał mu maila potwierdzającego chęć przyjęcia.
W 2020 r. Franciszek powierzył mu też „wyprowadzenie na prostą” diecezji kaliskiej, po skandalu z ukrywaniem przestępstw seksualnych księży przez bp. Edwarda Janiaka i czasowym zamknięciu tamtejszego seminarium duchownego. Jego zdecydowane opowiedzenie się po stronie tych, którzy chcieli transparentnego działania w sprawie nadużyć księży i biskupów, nie przysporzyło mu sympatii w episkopacie.
W 2022 r. nie został wybrany na kolejną kadencję do Rady Stałej KEP (wrócił tam – z mocy prawa – po otrzymaniu nominacji kardynalskiej). Papież Franciszek włączył go do kolegium kardynalskiego we wrześniu 2023 r., a także zaprosił na synod o synodalności jako swego reprezentanta, niezależnie od polskiej delegacji.
Gdy rozmawiałem z nim tuż po konsystorzu, na którym otrzymał czerwony biret, a w przeddzień rozpoczęcia synodu, bardzo trafnie przewidział przebieg obrad i próbę zdjęcia doktrynalnego ciężaru z najtrudniejszych tematów, jakie miały się na synodzie pojawić (akceptacja środowisk LGBT, równouprawnienie kobiet, celibat księży, liberalizacja etyki seksualnej).
Już wtedy był przekonany, że nie dojdzie do żadnych zmian w doktrynie, konieczne natomiast będą zmiany w teologii.
– Nowe spojrzenie teologiczne jest potrzebne, bo musi dotrzymać kroku zmianom duszpasterskim, niewątpliwie najbardziej koniecznym – mówił.
Podkreślał też, co wtedy jeszcze nie wszyscy rozumieli, znaczenie samego procesu synodalnego, polegającego na uważnym słuchaniu wszystkich, bez względu na kościelną funkcję, stan cywilny, orientację seksualną. I przypominał, że kard. Wojtyła już w 1972 r. dostał zgodę Watykanu na przeprowadzenie synodu – z udziałem świeckich – w krakowskiej diecezji.
Sam zresztą również, wkrótce po objęciu łódzkiej archidiecezji, zorganizował w niej trzyletni synod poświęcony młodzieży, rodzinie i parafii.
Kard. Ryś kontra episkopat
W ostatnich miesiącach tego roku głośne stały się wypowiedzi kard. Rysia w obronie praw uchodźców i imigrantów, odebrane jako krytyka nie tylko środowisk prawicowych, ale też dużej części episkopatu.
W liście pasterskim, odczytywanym w kościołach archidiecezji łódzkiej, kardynał przypominał, że katolicka nauka społeczna „wyraźnie stwierdza, że każdy człowiek ma prawo wybrać sobie miejsce do życia i ma prawo w tym miejscu być uszanowanym w swoich przekonaniach, kulturze, języku i wierze”.
Apelował też do wszystkich, zabierających głos w publicznej dyskusji o uchodźcach i imigrantach, by robili to „w głębokim zjednoczeniu z rzeczywistą nauką Chrystusa i Kościoła. Jeśli zaś nie – to proszę: miejcie odwagę przynajmniej w takich wypadkach zamilknąć i nie dokładać ognia do tak rozpalonej rzeczywistości”.
W tym samym liście kard. Ryś ogłosił też zamiar powołania niezależnej komisji do zbadania skali wykorzystywania seksualnego małoletnich w archidiecezji łódzkiej, co też uczynił na początku listopada tego roku. „Nie ma co czekać na komisję ogólnopolską” – tłumaczył swą decyzję, wskazując, że jest coraz mniej czasu, by Kościół mógł dotrzeć do ofiar, które jeszcze się nie ujawniły.
Także w tej decyzji trudno nie widzieć sprzeciwu wobec opieszałości pozostałych biskupów – w czerwcu Konferencja Episkopatu Polski odsunęła od prac nad ogólnopolską komisją jej przewodniczącego, prymasa Polski, co w zgodnej opinii komentatorów oznaczało zablokowanie jej powstania. Choć trzeba też przyznać, że to jeden z niewielu przypadków krytyki – zresztą wypowiedzianej nie wprost – kolegów z episkopatu. Zazwyczaj kardynał unikał publicznego oceniania innych biskupów.
„Ja nie jestem od oceny innych biskupów (...) w dyskursie publicznym mogę oceniać ogólne zjawiska, które zachodzą, ale nie innych biskupów. Od tego jest papież” – mówił naszemu redakcyjnemu koledze, Piotrowi Sikorze, w książce „Czy Kościół ma sens?”.
Jaką archidiecezję przejmuje kard. Ryś
Kard. Ryś przejmuje archidiecezję po blisko dziewięciu latach rządów abp. Marka Jędraszewskiego, którego nominacja – ogłoszona w grudniu 2016 r. – była dla krakowskiego duchowieństwa i wiernych nie tylko zaskoczeniem, ale też powodem do obaw.
Odchodzący dziś metropolita znany był już wcześniej z politycznego zaangażowania (które w Krakowie jeszcze się pogłębiło, czyniąc go duchowym przywódcą polskiej prawicy) i kontrowersyjnych wypowiedzi na temat przyczyn kryzysu religijnego i kulturowego w naszym kraju (w ocenie Jędraszewskiego winę za pogarszającą się sytuację zawsze ponosiły „siły zewnętrzne”: ideologie LGBT lub gender, przeciwnicy polityczni, wrogie katolicyzmowi środowiska, a nigdy sam Kościół).
Do tego dodać należy mocno krytykowany sposób zarządzania diecezją – czystki personalne, otoczenie się dworem, który miał mu schlebiać i chronić przed konfrontacją z rzeczywistością (i bezpośrednim kontaktem nie tylko z wiernymi i księżmi, ale nawet biskupami pomocniczymi), fatalną komunikację, walkę z niezależnymi, a przede wszystkim krytycznymi wobec niego osobami i instytucjami.
Słowa, jakie cytował na jego ingresie (w styczniu 2017 r.) abp Stanisław Gądecki („Winieneś rządzić podwładnymi, a nie podlegać ich władzy, wszak zgodnie z porządkiem urodzenia syn nie rządzi ojcem, ani uczeń nauczycielem, żołnierz królem, ani świecki biskupem”), dodatkowo ubarwione obrazem „głowy” (władzy kościelnej), która nie powinna słuchać „ogona” (czyli świeckich), najlepiej obrazują styl sprawowania biskupiej władzy w archidiecezji w ciągu ostatniej dekady.
Następca Jędraszewskiego przejmuje więc archidiecezję podzieloną, zniechęconą i źle zarządzaną. Jego najważniejszym zadaniem będzie jej ożywienie ewangelizacyjne oraz odbudowa więzi między biskupem, księżmi i wiernymi.
Jak wyjść z kryzysu: najważniejsze zadania przed nowym metropolitą
Powrót kard. Grzegorza Rysia do Krakowa – teraz w roli metropolity – to szansa na zatrzymanie tego kryzysu. Uzdrowienie relacji biskupa z księżmi, odbudowa zaufania u wiernych świeckich, transparentność finansowa, odejście od retoryki „plemiennej”, skoncentrowanie się na głoszeniu Ewangelii, a nie politycznej agitacji czy wykluczaniu ze wspólnoty osób myślących inaczej – to najważniejsze wyzwania przed nowym krakowskim metropolitą.
Również powołanie w tej archidiecezji historycznej komisji ds. nadużyć seksualnych. Choć to może być trudniejsze ze względu na nienaruszalną w tej archidiecezji dobrą pamięć o kard. Karolu Wojtyle. Bez wątpienia rozliczenie przeszłości krakowskiego Kościoła byłoby najbardziej czytelnym symbolem, że diecezja jest gotowa na dialog i prawdę.
Czy krakowska metropolia wciąż jest najbardziej religijna?
Archidiecezję krakowską tworzą cztery diecezje: krakowska, tarnowska, kielecka i bielsko-żywiecka. Jest jedną z największych jednostek administracyjnych polskiego Kościoła: na jej terenie mieszka ponad 1,5 mln osób identyfikujących się z religią katolicką.
Przyjęło się uważać, że Małopolska i Podhale to najbardziej religijny region w kraju, choć w ostatnich latach także go dotknęły spadki liczby osób regularnie praktykujących (odsetek tzw. dominicantes – osób uczęszczających przynajmniej raz w tygodniu do kościoła, spadł z 46,9 proc. w 2019 r. do 38,5 proc. w 2023 r.).
Poza instytucjami typowymi dla każdej diecezji (jak kuria diecezjalna, seminarium duchowne, sąd biskupi czy Caritas), diecezja krakowska prowadzi również własną szkołę wyższą (Uniwersytet Papieski Jana Pawła II) oraz kilkanaście sanktuariów, w tym dwa znane na całym świecie: Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach i Jana Pawła II na Białych Morzach.
Diecezja krakowska liczy ponad tysiąc lat
Jest to też jedna z najstarszych diecezji w Polsce. Ustanowił ją w 1000 r. papież Sylwester II, tworząc polską prowincję kościelną (Gniezno, Kraków, Wrocław i Kołobrzeg) po tym, jak cesarz Otton III przekazał Bolesławowi Chrobremu patronat nad Kościołem w jego królestwie. Możliwe, że przed tą datą urzędowali już w Krakowie biskupi misyjni.
Diecezja zajmowała szczególną rolę w historii Polski – przez wieki Kraków był stolicą kraju, a Wawel siedzibą królów, których koronacja odbywała się w tutejszej katedrze. Krakowskie biskupstwo należało długo (do 1807 r.) do metropolii gnieźnieńskiej, później lwowskiej (1807-1818) i warszawskiej (1818-1880). Decyzją Leona XIII przez kolejne 45 lat podlegała bezpośrednio Watykanowi jako tzw. biskupstwo wyjęte.
Metropolią ustanowił ją Pius XI w 1925 r., nadając nowy kształt administracyjny Kościołowi w odrodzonej Polsce. W skład metropolii wchodziły diecezje krakowska, tarnowska, kielecka, częstochowska i katowicka. W 1992 r., wskutek reformy administracyjnej Jana Pawła II, przyjęła kształt aktualny.
Trudny do zliczenia poczet biskupów i świętych
Trudno określić dokładną liczbę dotychczasowych biskupów krakowskich – dokumentacja pierwszych dwóch wieków jest niepewna tak co do nazwisk, jak i kolejności sprawowania władzy. Przyjmując zapis z najstarszego zachowanego kalendarza katedry wawelskiej z 1257 r., można uznać, że kard. Ryś będzie 83. biskupem krakowskim (wliczając do pocztu także nazwiska pięciu administratorów apostolskich, zarządzających diecezją).
Do jego znamienitych poprzedników należeli m.in. św. Stanisław ze Szczepanowa, bł. Wincenty Kadłubek, Zbigniew Oleśnicki, Jan Paweł Woronicz, Adam Sapieha, Karol Wojtyła i Franciszek Macharski.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















