Franciszek zawsze był skoncentrowany na człowieku, z którym rozmawiał. Był bardzo bezpośredni. Miałem okazję być kilka razy w jego skromnym mieszkaniu w Domu św. Marty. Papież zawsze czekał przed drzwiami, a potem odprowadzał do windy. Miał dobrą pamięć. Kiedyś przyjął nowo wyświęconych diakonów z Krakowa. Wygłosił im 5-minutową katechezę. Mówił, że życie jest podobne do lotu samolotem – gdy są turbulencje, należy uciekać się pod płaszcz Matki Bożej (to częsty motyw we włoskim malarstwie religijnym). Kilka lat później, gdy rozmawialiśmy w jego mieszkaniu, nagle powiedział: „Czekaj, muszę ci coś pokazać”. Przewertował stertę „L’Osserwatore Romano” i pokazał mi tekst o obrazie Maryi Matki Miłosierdzia, która pod płaszczem chowa ludzi. Pamiętał o tamtej mini-katechezie, choć przecież miał wiele takich spotkań.
Papież Franciszek dla Kościoła katolickiego
Z wydarzeń, które zrobiły na mnie wrażenie, pamiętam dwie katechezy wygłoszone w krótkim odstępie czasu. W pierwszej mówił, żeby w krytyce nie być zarozumiałym recenzentem Kościoła, stawiającym się ponad nim. A w następnej, podczas spotkania z ludźmi skrzywdzonymi, mówił o dramacie wykorzystania seksualnego dzieci przez księży. Powiedział: „Czuję na sobie wasz wzrok, tak jak Piotr poczuł na sobie wzrok Jezusa, gdy się go zaparł”. Zestawienie obu perspektyw było dla mnie wstrząsające: z jednej strony wielka miłość do Kościoła realnego – nie wymarzonego, tylko z poddaniem się właśnie takiemu Kościołowi, jaki jest. A z drugiej strony, zdecydowane i bardzo osobiste nazwanie grzechu Kościoła i wzięcie na siebie odpowiedzialności – czuł się Piotrem, który nie stanął na wysokości zadania.
Kto chciał go zrozumieć, czytał adhortację „Evangelii gaudium” – to kluczowy dla pontyfikatu Franciszka dokument. A co mu się najlepiej udało? To zależy od perspektywy. Dla biskupów ważna była reforma kurii rzymskiej i wprowadzenie kadencyjności urzędów. Kurię zaczęto traktować jako narzędzie pomocy, a nie sprawdzania.
Klucze do pontyfikatu papieża Franciszka
Jest kilka słów-kluczy do tego pontyfikatu. Pierwszym, najważniejszym jest ewangelizacja. Jeśli drugim słowem-kluczem jest synodalność, to właśnie ona jest potrzebna do ewangelizacji. Zawsze kluczem też jest miłosierdzie. Papież na ostatnim zebraniu synodalnym proponował, by dokument końcowy miał tytuł „O miłosierny Kościół synodalny”. Uważał, że sposobem ewangelizacji powinno być atrakcyjne świadectwo (w kontrze do prozelityzmu). A świadectwo będzie atrakcyjne, gdy na pierwszy plan wysunie się dzieła miłosierdzia. W ten sposób Franciszek poprawił Pawła VI, który uważał, że dzieła miłosierdzia należą do preewangelizacji. Do słów-kluczy należy też braterstwo podkreślane w encyklikach społecznych, które przysporzyło papieżowi bezpodstawnych oskarżeń, że próbuje stworzyć jakąś panreligię.
Był papieżem, który swój autorytet budował, żyjąc ewangelicznie. Nawet jego przeciwnicy nie potrafili temu zaprzeczyć. Gdy przekraczał pewne zwyczaje – np. w Wielki Czwartek odprawiał liturgię w więzieniu i mył nogi kobietom – uzasadnieniem zawsze była ewangelia. Miał jedną fundamentalną zasadę: myśl, co by Jezus zrobił na twoim miejscu. Po nim Kościół już nie będzie mógł być tak bardzo wpatrzony w siebie.
Notował: Artur Sporniak
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















