W najnowszej polsko-polskiej wojnie podjazdowej wzięto na zakładników nie tylko ukraińskich uchodźców, ale także naszą gospodarkę i reputację na arenie międzynarodowej. Losy zawetowanej ustawy obrazują także krótkowzroczność polityków, których sobie wybraliśmy.
Ukraińcy nie biorą z naszego budżetu – wpłacają do niego
Wetując nowelizację specustawy, Karol Nawrocki wskazywał, że wypłaty świadczeń z programu 800+ nie zostały w niej powiązane z zatrudnieniem obywateli ukraińskich w Polsce, choć – jak podkreślał – w tej kwestii na naszej scenie politycznej panuje konsensus.
Mimo że wprost tego nie powiedział, w jego słowach pobrzmiewała sugestia, iż Ukraińcy przyjeżdżają do Polski po „socjal”. To zresztą u nas opinia dość powszechna, tyle że... nieprawdziwa.
Z danych ZUS wynika, że w 2024 r. Ukraińcy otrzymali u nas świadczenia o wartości 3,88 mld zł (z czego 3,04 mld w ramach programów rodzinnych, a 0,84 mld w emeryturach i rentach). W tym czasie wpłacili do systemu 12,8 mld zł.
Oznacza to, że zyskaliśmy na tym ponad 8,9 mld zł: Ukraińcy na „socjal” w Polsce wpłacili trzykrotnie więcej, niż z niego pobrali.
System jest szczelny – specustawę nowelizowano już kilka razy
Do wyłudzeń rzeczywiście dochodziło, a pierwsze doniesienia na ten temat pojawiły się już we wrześniu 2022 r., mniej więcej pół roku po tym, jak ukraińskim uchodźcom przyznano prawo do pobierania świadczeń. Tyle że rząd PiS zareagował błyskawicznie: w październiku zdecydowano o wstrzymaniu wypłat dla 80 tys. osób. Wkrótce zintegrowano też systemy Straży Granicznej i ZUS, by można było blokować świadczenia Ukraińcom, którzy z Polski wyjechali.
Kolejne nowelizacje specustawy przynosiły dalsze uszczelnianie systemu, z czego największe – z maja 2024 r., czyli przygotowane już przez obecne władze – powiązało wypłaty 800+ z obowiązkiem szkolnym ukraińskich dzieci oraz wprowadziło biometrię przy nadawaniu im numeru PESEL UKR (systemu wzorowanego na tym dla obywateli polskich, a obejmującego Ukraińców, którzy przyjechali do nas po wybuchu wojny).
W sprawie pomocy Ukraińcom to Trzaskowski wsadził rząd na minę
Gdy prezydent deklaruje teraz, że uszczelnianie chce jeszcze wzmocnić, stawia rząd w dość groteskowym położeniu. Nowelizacja z zeszłego roku okazała się bowiem solidną „uszczelką” – z systemu zniknęło kolejnych kilkadziesiąt tysięcy pobierających 800+. Tyle że już po jej wprowadzeniu postulat Konfederacji – wiązania świadczeń dla Ukraińców z ich zatrudnieniem – poparł walczący o prezydenturę Rafał Trzaskowski, konfundując przy tym własne środowisko polityczne.
Premier – ponoć wyjątkowo niechętnie – musiał postulatowi własnego kandydata przyklasnąć. Trzaskowski cnotę stracił, rubelka na głosach Konfederacji nie zarobił. A argument o „politycznym konsensusie” Nawrocki wrzucił, jak granat, na rządową stronę boiska.
Nawrocki zapomniał o babciach, samotnych matkach, opiekunach dzieci z niepełnosprawnością
Prezydent po zawetowaniu ustawy chciał zaszachować rząd własnym projektem nowelizacji, ale jemu też nie do końca wyszło, bo – najwyraźniej działając w pośpiechu – sam się podłożył. Przygotowane przez niego przepisy nie robią wyjątków dla grup szczególnie wrażliwych, np. dla opiekunów dzieci z niepełnosprawnością, którzy nie mają jak iść do pracy.
– Takie wyjątki powinny być uwzględnione, bo wiemy, że stanowią znaczną grupę uchodźców. Z rozliczeń PIT wiadomo, że 30 tys. osób, w znakomitej większości kobiet, ubiegało się o ulgę podatkową z racji samotnego wychowywania dziecka.
Często pracują one na pół etatu, a to znaczy, że w jednym miesiącu mogą mieć pracę, a w kolejnym już nie. Mamy też ok. 1,6 tys. emerytów, którzy ubiegali się o 800+ na będące pod ich opieką w Polsce wnuki – mówi „Tygodnikowi” Oleksandr Pestrykov, ekspert fundacji Ukraiński Dom, dodając:
– Jesteśmy za tym, żeby zwalczać nadużycia, ale jednocześnie nie powinno się odmawiać wsparcia tym, którzy go najbardziej potrzebują.
Opieka medyczna – czy Ukraińcy są uprzywilejowani
Kolejny argument wskazany przez Nawrockiego przy wetowaniu związany jest z opieką medyczną.
„Jeśli spojrzymy na ochronę zdrowia, zobaczymy pewną preferencję Ukraińców względem Polaków. Ochrona zdrowia, która przysługuje Ukraińcom niezależnie od tego, czy podejmują się pracy i czy odprowadzają składkę zdrowotną, czy nie, stawia nas w sytuacji, w której obywatele państwa polskiego we własnym państwie są traktowani gorzej niż nasi goście z Ukrainy. Na to także nie ma mojej zgody” – mówił prezydent. I – co warto podkreślić – w tej sprawie powiedział tylko tyle.

Najpierw fakty. Ukraińskim uchodźcom przysługuje opieka zdrowotna bez względu na to, czy pracują, czy nie, podczas gdy bezrobotni Polacy, żeby mieć ubezpieczenie, muszą się zarejestrować w urzędzie pracy.
To „uprzywilejowanie” wynika jednak z międzynarodowych konwencji oraz z unijnych dyrektyw, gwarantujących uchodźcom dostęp do opieki medycznej. Podobne regulacje obowiązują w całej UE. Mowa jednak o zapewnieniu opieki medycznej na tym samym poziomie, co obywatelom kraju-gospodarza.
Jednocześnie – jak wynika z danych przekazanych nam przez NFZ:
„kwota wpływu do NFZ ze składek zdrowotnych od obywatelek i obywateli Ukrainy to blisko 3,2 mld zł, natomiast koszty świadczeń im udzielonych w 2024 r. to 2,1 mld”.
Czyli znów wychodzimy na tym z górką.
Prezydent legitymizuje rosyjskie fake newsy
W kwestiach opieki medycznej dla Ukraińców nie mniej ważne jest to, czego prezydent nie powiedział. Podczas kampanii Nawrocki obiecywał wprowadzenie „najważniejszej zmiany prawa ostatnich lat”, gwarantującej pierwszeństwo Polakom w kolejkach m.in. do lekarza.
Informacje o tym, że Ukraińcy są w nich uprzywilejowani, to jeden z pierwszych fake newsów, jaki pojawił się w polskiej infosferze niespełna dwa tygodnie po rozpoczęciu wojny. I przez kolejne ponad trzy lata, choć było to wielokrotnie dementowane, byliśmy tą bzdurą bombardowani. Nawrocki-kandydat ją powielał. Nawrocki-prezydent w swoim przemówieniu fake’a już nie powtórzył, choć kilkakrotnie podkreślał podczas swego oświadczenia, że wywiąże się z przedwyborczych obietnic.
– Gdy powiedział o preferencyjnym traktowaniu Ukraińców, jego słowa zadziałały jak wytrych, który uruchomił w ludziach utrwalony łańcuch skojarzeń, z kolejkami i rzekomym uprzywilejowaniem Ukraińców. Teraz to wyjątkowo mocno rezonuje. Ci, którzy wcześniej uwierzyli w ruską propagandę, teraz otrzymali potwierdzenie od samej głowy państwa, że mieli rację. To było jak legalizacja fake newsa przez prezydenta – mówi „Tygodnikowi” Michał Fedorowicz, przewodniczący kolektywu analitycznego Res Futura.
Gdy wygaśnie specustawa, uchodźców obejmie ochrona czasowa
Niemal natychmiast po ogłoszeniu prezydenckiego weta pojawiły się głosy wieszczące apokalipsę. Konsekwencją miało być m.in. to, że milion Ukraińców straci prawo do legalnego pobytu w Polsce, a setki tysięcy – pracę. A wszystko to z końcem września, gdy specustawa wygasa. I znów: rzeczywistość idzie temu w poprzek.
– Większość takich analiz wynika z błędnego rozumienia zasad ochrony czasowej – mówi mec. Michał Nocuń, szef działu Employment Immigration w kancelarii C&C Chakowski & Ciszek.
Ukraińscy wysiedleńcy, czyli osoby objęte ochroną czasową w związku z wojną, nie stracą automatycznie prawa do pobytu i pracy po wygaśnięciu specustawy, bo ich status wynika z decyzji Rady UE z marca 2022 r., która z bliżej nieznanych przyczyn funkcjonuje niejako obok polskiej specustawy.
– Prawo do legalnego pobytu i pracy pozostaje w mocy. Po przejściu wyłącznie na przepisy unijne sytuacja ukraińskich wysiedleńców nawet się poprawi, bo będą mieli pełny dostęp do rynku pracy bez dodatkowych formalności – podkreśla Nocuń.
Realny problem dotyczy innej grupy: osób, które nie korzystają z ochrony czasowej, a ich wizy lub karty pobytu wygasły po 24 lutego 2022 r. Są to zarówno osoby, które przyjechały do Polski przed pełnoskalową inwazją Rosji, jak i te, które przybyły później, ale nie skorzystały z oferowanych im uprawnień, bo przyjeżdżały np. w celu pracy.
Specustawa automatycznie przedłużała im prawo do pobytu, ale teraz będą musieli złożyć stosowne wnioski do urzędów wojewódzkich, co wcale nie jest takie proste, a jeśli tego nie zrobią, to ich pobyt w Polsce stanie się nielegalny.
– Ile jest takich osób, nie wiadomo, bo wygląda na to, że nikt nie prowadzi ich ewidencji. Grupa ta może mieć jednak spore znaczenie dla rynku pracy – zaznacza mec. Nocuń.
Bez ukraińskich pracowników część polskich firm musiałaby się zamknąć
Mec. Nocuń, podobnie jak wielu ekspertów, zwraca uwagę, że fundamentalnym problemem nie jest polityczne zamieszanie i medialny jazgot, ale brak długoterminowych perspektyw dla przebywających u nas ukraińskich wysiedleńców i polskich przedsiębiorców, którzy ich zatrudniają. A te perspektywy są konieczne, jeśli chcemy utrzymać „socjal”... dla nas samych.
Niezależnie bowiem od tego, jak mocno na cudzoziemców szczują nasi politycy, nasz rynek pracy desperacko potrzebuje imigrantów.
GUS prognozuje, że w 2030 r. liczba osób w wieku produkcyjnym spadnie u nas o 800 tys. w porównaniu z 2022 r. Do 2040 r. spadek sięgnie przeszło półtora miliona. Już dziś – jak wskazują badania Polskiego Instytutu Ekonomicznego – aż 44 proc. firm skarży się na ograniczający ich rozwój brak pracowników. Bez blisko miliona Ukraińców, którzy pracują w Polsce, część firm musiałaby się zamknąć.
I znów: na tych Ukraińcach, którzy już u nas są, dobrze wychodzimy – z raportu Deloitte na zlecenie UNHCR wynika, że obywatele Ukrainy wypracowują 2,7 proc. polskiego PKB.
Weto Nawrockiego zachwyciło Rosjan
Przytoczone wyżej dane pochodzą od instytucji państwowych i z ogólnodostępnych raportów. Mimo to po wecie prezydenta mało kto z rządzącej koalicji kwapił się, by je przytaczać. Dlaczego?
– Opinia publiczna ma takie, a nie inne nastawienie, więc bronienie uchodźców i imigrantów politycznie jest teraz nieopłacalne. Lepiej przeczekać. U nas polityki nie robi się w oparciu o dane czy jakąś głębszą myśl strategiczną. U nas to reakcja na to, jakie są sondaże i trendy w mediach społecznościowych – mówi nam Krzysztof Izdebski z Fundacji Batorego.
Tym razem jednak w ramach politycznej szarpaniny za zakładników wzięto nie tylko ukraińskich uchodźców, którym pomocą tak bardzo Polacy się szczycili. Odgłosy jatki można było usłyszeć daleko poza naszymi granicami. BBC, „Le Monde” czy Al-Dżazirze nie umknął fakt, że weto wpisuje się w rosnącą w Polsce niechęć do Ukraińców. Rosyjskie media pieją z radości, a w Nawrockim widzą „jednego z ostatnich rozsądnych Europejczyków”.
„Precz z nazistami i darmozjadami: prezydent Polski zamierza przywołać do porządku bezczelnych gości z Ukrainy” – tak polskie weto celebrował kremlowski propagandzista Aleksandr Griszin w „Komsomolskiej Prawdzie”.
Co ze Starlinkami
Griszina najbardziej ucieszyło jednak to, że Warszawa może wkrótce przestać płacić Kijowowi za tysiące terminali Starlink, które zapewniają łączność satelitarną wojskowym, służbom ratowniczym i cywilom (według Reutera Polska finansuje 29,5 tys. z 50 tys. wykorzystywanych w Ukrainie terminali).
Faktycznie: fundusze na Starlinki zapisane były w specustawie. Zawetowanie jej – jak stwierdził wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski – będzie oznaczało wyłączenie Ukrainie internetu satelitarnego.
– W 2022 r. żadnego funduszu nie było, a mimo to Starlinki dowieziono na front w miesiąc od wybuchu wojny. Premier Gawkowski nie jest w stanie przedłużyć abonamentu i zasłania się księgowymi kruczkami. Dla mnie to niepojęte – mówi nam jednak były minister cyfryzacji w rządzie PiS Janusz Cieszyński.
– To są środki publiczne, nie można ich tak sobie wydawać. Żeby przesunąć takie fundusze, potrzebna by była nowa ustawa. Bez tego doszłoby do złamania dyscypliny finansów publicznych – odpowiada na to w rozmowie z „Tygodnikiem” wicepremier Gawkowski.
Jak widać, przed prezydenckim wetem nie udało się stronom tego między sobą dogadać.
Misja stabilizacyjna, odbudowa Ukrainy: dlaczego nas tam nie ma
Z powodu zamieszania dotyczącego Starlinków ministerstwo cyfryzacji zaczęło „pilne konsultacje” z władzami Ukrainy. Naszych relacji z Kijowem to nie poprawi. A że znakomite nie są, świadectwem niech będzie brak przedstawiciela Polski w Białym Domu podczas niedawnych rozmów prezydenta Trumpa z Wołodymyrem Zełeńskim i europejskimi przywódcami.
Albo to, że choć jesteśmy drugim po Chinach partnerem handlowym Ukrainy, praktycznie nie ma nas w rozmowach o jej powojennej odbudowie. Sami sobie argumenty z rąk wytrącamy, np. tym, że Warszawa deklaruje, iż nie wyśle na Ukrainę żołnierzy w ramach ewentualnej misji stabilizacyjnej.
Ukoronowaniem tego pasma „sukcesów” może być właśnie sprawa Starlinków. Zakończenie ich finansowania będzie bowiem oznaczać nie tylko odcięcie Ukraińcom tak ważnego podczas prowadzenia wojny internetu.
Trzeba będzie odebrać wszystkie przekazane dotąd urządzenia, bo formalnie są one jedynie wypożyczone. A to byłoby wyjątkowo symboliczne i upokarzające dla Polski. Ciekawe, kto pojechałby na takie „uroczystości” do Kijowa.
Nastroje antyukraińskie jeszcze się wzmogą
„Ukraiński chłop już się nie napije z tego samego wiadra, co polska szlachta” – ten wpis oddaje atmosferę, jaka zapanowała w mediach społecznościowych po wecie.
– Poparcie internautów dla prezydenta to jednak nie tylko aprobata dla jego działań. Powtarzające się hasła, mechanizm ofiary i rola wybawcy, tworzą nowy rytuał – cyfrowy, emocjonalny, tożsamościowy. Jeśli ten trend się utrzyma, będziemy patrzeć nie na polityka, ale na figurę nietykalną – twierdzi Michał Fedorowicz.
Tymczasem politycy z rządzącej koalicji wciąż wydają się przekonani, że tu pomogą gesty wykonywane w stronę nacjonalistycznego elektoratu albo nabieranie wody w usta.
– Tymczasem ludzie tracą wyczucie tego, co wypada, a czego nie wypada mówić. Długofalowym skutkiem może być utrwalenie tych nastrojów. Antagonizmy się wzmogą, choć nie wiadomo jeszcze, jaką formę przybiorą – mówi nam dr Mateusz Zaremba, politolog z Uniwersytetu SWPS.
„To gorzej niż zbrodnia – to błąd” – miał powiedzieć Talleyrand, gdy Napoleon w 1804 r. rozkazał stracić księcia d’Enghien. Ten krok przyniósł przyszłemu cesarzowi oburzenie Europy, dyplomatyczną izolację i utratę sympatii liberałów. Polscy politycy w sprawie pomocy Ukrainie postanowili pójść podobną drogą.
Ukraińscy uchodźcy w Polsce
- Według danych rządu, z początkiem tego roku zezwolenia na pobyt w Polsce posiadało ponad 1,55 mln obywateli Ukrainy.
- Większość, bo 993 tys., przebywa w naszym kraju korzystając z ochrony czasowej.
- 61 proc. (i 77 proc. pełnoletnich) stanowią kobiety.
- Co drugi obywatel Ukrainy zarejestrowany na podstawie ochrony czasowej to dziecko.
- Renty i emerytury pobiera w Polsce 248 tys. Ukraińców.
- Świadczenie 800+ wypłacono w 2024 r. na 344,8 tys. ukraińskich dzieci.
- 824,5 tys. to liczba Ukraińców płacących składki emerytalne i rentowe.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















