Prawo i Sprawiedliwość zdecydowało się na polityczny eksperyment, stawiając na nieznanego szerzej 41-letniego Karola Nawrockiego. Choć byli tacy, którzy od dawna się spodziewali, że to on wystartuje.
– Nie jestem zaskoczony. Już 12 lipca założyłem się o skrzynkę piwa, że PiS, a właściwie Jarosław Kaczyński, postawi na Karola Nawrockiego. Jestem przekonany, że dla Kaczyńskiego to kandydat pod wieloma względami idealny, z szansą na wygraną – mówi prof. Grzegorz Motyka, członek Kolegium IPN.
Nawrocki: „okazały” kandydat prezesa
Politycy PiS przyznają, że pomysł wystawienia Nawrockiego pojawił się już pod koniec 2023 r., a od wiosny kandydat był wszechstronnie analizowany. Wszystkie badania – zarówno ilościowe, jak i jakościowe – wypadały dobrze. Wynikało z nich, że kandydat powinien być niezależny od partii politycznych, silny i stanowczy, a także w miarę dobrze wykształcony. I że nie powinna to być kobieta.
Nawrocki spełniał najwięcej tych kryteriów, więc bardzo szybko stał się faworytem, także dla samego Kaczyńskiego. Gdy w sierpniu prezes udzielił swojej słynnej wypowiedzi o kandydacie „okazałym”, miał już na myśli prezesa IPN. – Ale koncepcja kandydata spoza partii budziła wątpliwość części działaczy, więc do końca nie było ostatecznej decyzji – przyznaje pragnący zachować anonimowość polityk PiS.
Nawet gdy w wewnątrzpartyjnych spekulacjach pojawiały się nazwiska Przemysława Czarnka czy Tobiasza Bocheńskiego, Nawrocki był zawsze na pierwszym miejscu. Jego zwolennikami byli Adam Bielan i Jacek Kurski, którzy zagwarantowali prezesowi, że zrobią z niego PR-owy produkt, który się sprzeda. Że jego nierozpoznawalność może być atutem, bo jest on czystą kartką. W ostatniej fazie Nawrockiego poparł Mateusz Morawiecki, co – według niektórych polityków PiS – przesądziło, że to prezes IPN, a nie np. Czarnek został kandydatem.
– Morawiecki go poparł, bo liczy, że go podmieni, jak notowania Nawrockiego okażą się słabe – mówi wspomniany polityk PiS.

„Trupy w szafie” Nawrockiego: mogą być związane z czasami, gdy pracował jako ochroniarz
Prezes IPN swoją dotychczasową karierę zawdzięcza oczywiście PiS. – Z rekomendacji ludzi tej partii został dyrektorem Muzeum II Wojny Światowej, z pewnością też to kierownictwo PiS wskazało go na prezesa Instytutu w 2021 r. Znamienne, że cała dziewiątka ówczesnych członków Kolegium IPN głosowała za poparciem jego kandydatury – zauważa prof. Motyka.
Gdy latem to nazwisko po raz pierwszy padło w kontekście wyborów prezydenckich, „Gazeta Wyborcza” przedstawiła sylwetkę Nawrockiego. Wynikało z niej, że to były bokser Stoczniowca Gdańsk (zdobył nawet Puchar Polski w kategorii 91 kg), a także absolwent historii, który w czasie studiów dorabiał pracą w McDonaldzie, namawiał kolegów do głosowania na Samoobronę i czytał „Gazetę Polską”. Był też zagorzałym kibicem Lechii Gdańsk i ochroniarzem.
Z tą ostatnią pracą związane mogą być „trupy w szafie” kandydata. Gdy pełnił tę funkcję w Grand Hotelu, to – jak pisze „Wyborcza” – „jeśli gość hotelowy potrzebował kobiety, wystarczyło dać znać Nawrockiemu”. Miał też mieć kontakty z zawodnikiem MMA Patrykiem Masiakiem, zwanym „Wielkim Bu”, skazanym za porwanie i torturowanie kobiety.
Ważną zmianą w życiu było podjęcie przez Nawrockiego w 2009 r. pracy w gdańskim oddziale IPN. Po jakimś czasie zrobił tam doktorat na temat oporu przeciw władzy komunistycznej w województwie elbląskim. Dał się również poznać jako działacz społeczny – został samorządowcem w gdańskim osiedlu, a potem w dzielnicy Siedlce, gdzie został nawet przewodniczącym rady. A w 2013 r. awansował na naczelnika pionu edukacji publicznej w gdańskim Oddziale IPN.
Nawrocki jako dyrektor Muzeum II Wojny Światowej: powstał jedynie słuszny film
Ówczesny dyrektor Biura Edukacji Publicznej IPN prof. Andrzej Zawistowski mówi, że Nawrocki wyróżniał się, jeśli chodzi o umiejętności zarządcze i organizacyjne. Dodaje, że choć nie ze wszystkimi jego późniejszymi decyzjami się zgadza, np. jako dyrektora Muzeum II Wojny Światowej, to współpracę z nim w IPN, jego samodzielność i lojalność ocenia dobrze.
Przyznaje, że gdy Nawrocki był proszony o zrobienie czegoś niezgodnego ze swoimi poglądami, np. o wypowiedź do mediów, które uznawał za nieprzychylne wobec działalności IPN, robił to. Także gdy do Gdańska przyjechał w 2015 r. prowadzący swoją kampanię prezydencką Andrzej Duda, Nawrocki zadzwonił do Zawistowskiego z pytaniem, czy może w godzinach pracy wziąć udział w spotkaniu z kandydatem. – Powiedziałem: „Słuchaj, Karol, to jest polityka, nie w czasie godzin pracy”. „Ok, biorę urlop”, odpowiedział – opowiada Zawistowski.
Nawrocki był też w radzie miesięcznika „Pamięć.pl”, który został zlikwidowany przez nowe, PiS-owskie kierownictwo IPN w 2016 r. Prof. Zawistowski był przewodniczącym rady tego pisma. – Gdy „Pamięć.pl” i Biuro Edukacji Publicznej zostały zlikwidowane, zrobiliśmy pożegnanie. Znaczna część osób nie przyszła, bo nic już nie znaczyliśmy. Ale Nawrocki specjalnie przyjechał z Gdańska – opowiada. – Również potem, jak potrzebowałem czegoś z Muzeum II Wojny Światowej albo z IPN, zawsze mogłem na niego liczyć, choć nie mogłem się niczym zrewanżować.
Właśnie prof. Zawistowskiemu Nawrocki zwierzył się, że kiedyś chciałby zostać prezydentem Gdańska. A po wyborach w 2015 r. zorganizował kilka wydarzeń, które miały wpływ na jego dalszą karierę, bo zwróciły uwagę rządzącej ekipy.
Znaczenie miał zwłaszcza uroczysty pogrzeb Danuty Siedzikówny „Inki” i Feliksa Selmanowicza „Zagończyka” w 2016 r. Cześć, jaką Nawrocki oddawał „żołnierzom wyklętym”, idealnie wpisywała się w preferowaną przez PiS politykę historyczną. Zapewne dlatego, gdy minister Piotr Gliński szukał kandydata na dyrektora Muzeum II Wojny Światowej w miejsce prof. Pawła Machcewicza, Nawrocki stał się naturalnym kandydatem. Został najpierw dyrektorem malutkiego Muzeum Westerplatte, a potem dzięki fortelowi – związanemu z połączeniem go z MIIWŚ – mógł stanąć na czele tego ostatniego.
Po przejęciu Muzeum dokonał słynnej zmiany ekspozycji, akcentując znaczenie postaci rotmistrza Witolda Pileckiego, rodziny Ulmów i ojca Kolbego. Powstał też zawierający jedynie słuszną narrację historyczną animowany film „Niezwyciężeni”.
„Gen polskości” według Nawrockiego: ceni Dmowskiego, chwali NSZ, usprawiedliwia „Burego”
To właśnie jako dyrektor MIIWŚ Nawrocki dał się po raz pierwszy poznać dzisiejszemu antagoniście z Kolegium IPN, prof. Motyce. – Skrytykowałem zmiany wprowadzone po objęciu przez Nawrockiego funkcji dyrektora. W efekcie dostałem do Instytutu Studiów Politycznych PAN wezwanie przedsądowe, w którym, grożąc mi procesem, żądał przeprosin i wycofania się z moich słów. Natychmiast ogłosiłem to publicznie, krytykowałem też Nawrockiego w felietonach na łamach „Ale Historia”. Zareagowałem tak, bo jego zachowanie odebrałem jako element PiS-owskiej polityki, by za publiczne pieniądze, przy pomocy środków prawnych, ograniczyć swobodę wypowiedzi. Gdy sprawę nagłośniłem i powiedziałem, że z niczego się nie wycofuję, nie było następnego kroku – opowiada Motyka.
Przyznaje zarazem, że Nawrocki potrafi oddzielić moment rywalizacji od momentu, w którym ta rywalizacja się kończy. – Jest człowiekiem pracowitym i zdeterminowanym, ale zarazem kimś, kto wie, że po walce – a stoczyliśmy trochę słownych potyczek – należy podać rękę. To doceniam, bo nie każdy ma tego typu podejście – mówi prof. Motyka.
Na fotel prezesa IPN Nawrocki trafił po tym, jak skompromitował się wcześniejszy szef tej instytucji Jarosław Szarek. Na prezesa forsował go m.in. Sławomir Cenckiewicz, a wpływowa w sprawach IPN frakcja Ryszarda Terleckiego musiała go zaakceptować po wpadce z forsowaniem poprzednika.
– Uważam, że IPN w tej chwili prowadzi politykę niewłaściwą. Propaguje drogą edukację, nierzadko w nacjonalistycznym duchu Romana Dmowskiego. Zresztą sam prezes powiedział, że to dla niego ważna postać. Tym należy tłumaczyć również jego pochwały wobec Brygady Świętokrzyskiej NSZ czy dystans wobec mniejszości narodowych, co wyraża się w usprawiedliwianiu Akcji Wisła i postaci Romualda Rajsa „Burego”, który spalił kilka prawosławnych wsi. Taki dyskurs wyklucza część obywateli polskich z obozu patriotów – ocenia prof. Motyka. Zwraca też uwagę na wypowiedź prezesa IPN o „genie polskości”, która jest świadectwem jego myślenia.
Relacje Nawrockiego z PSL: spektakl o Witosie
Zarazem prezes znany jest z gwałtownego charakteru. Ci, którzy go znają, przyznają, że ma skłonność do łatwego tracenia panowania nad sobą i emocjonalnych reakcji. Doświadczyli tego niektórzy pracownicy IPN, którzy musieli odejść z pracy, bo np. w nieodpowiednim momencie się zaśmiali.
– Kiedy byłem pytany na Kolegium, z kim się założyłem o skrzynkę piwa o jego kandydaturę, powiedziałem pół żartem, pół serio, że nie odpowiem, bo to pracownik IPN i obawiam się, żeby nie został zwolniony za to, że nie wierzy w prezesa – przyznaje prof. Motyka.
Jako prezes Nawrocki zbudował sobie dobre relacje z Konfederacją, a także z PSL, propagując postać Wincentego Witosa. Nawet po słynnej niedawnej radzie naczelnej PSL, w trakcie której Władysław Kosiniak-Kamysz wzywał do wystawienia jednego kandydata koalicji w wyborach prezydenckich, działacze PSL oglądali IPN-owski spektakl o Witosie, a Nawrocki zabierał głos. Politycy PiS wierzą, że to wszystko zaprocentuje i elektorat Konfederacji oraz część elektoratu PSL poprze w drugiej turze właśnie prezesa IPN. Tym bardziej że jego rywalem będzie najprawdopodobniej „lewicowy” Rafał Trzaskowski.
– Zakładamy, że te wybory rozstrzygną się niewielką różnicą głosów, więc o wygranej mogą zdecydować nawet małe grupy elektoratu – mówi polityk PiS.
Czy Nawrocki powinien ustąpić z funkcji prezesa IPN
Gdy Nawrocki został kandydatem na prezydenta, politycy KO zaczęli się domagać jego ustąpienia z funkcji prezesa IPN. 5-letnia kadencja Nawrockiego kończy się w 2026 r., ale zgodnie z art. 11 ust. 3 ustawy o IPN prezes Instytutu nie może należeć do partii politycznej, związku zawodowego ani prowadzić działalności publicznej niedającej się pogodzić z godnością jego urzędu.
Problem w tym, że wniosek o odwołanie składa Kolegium Instytutu, a to w jego obecnym politycznym składzie niemożliwe. Kilku członków, np. Bronisław Wildstein czy Andrzej Nowak, wchodzi zresztą w skład obywatelskiego komitetu poparcia kandydata.
Prof. Motyka uważa, że nie ma podstaw prawnych do odwołania Nawrockiego. – Uważam, że są podstawy, żeby nie skwitować jego sprawozdania rocznego, natomiast nie widzę podstaw, żeby odwołać go z powodu kandydowania na prezydenta. Moim zdaniem nie łamie ustawy – ocenia.
W dniu rozpoczęcia kampanii, czyli 8 stycznia, Nawrocki ma udać się na urlop i wezwać do tego także innych kandydatów sprawujących funkcje publiczne, a więc Rafała Trzaskowskiego i Szymona Hołownię.
Dlaczego Nawrocki czytał z kartki
– Występ w Krakowie, na inauguracji kampanii, był dramatyczny, ale potem z każdym dniem było coraz lepiej – mówi anonimowo inny działacz PiS, który przyznaje, że sam był zwolennikiem kandydatury Przemysława Czarnka.
Wprowadzeni w kulisy ubiegłotygodniowej konwencji politycy PiS tłumaczą, że Nawrocki dopiero w piątek się dowiedział, że w niedzielę występuje. Sam sobie przygotował przemówienie, choć wiedział, że lepiej mówić z głowy. Żeby nie pominąć żadnego wątku, w ostatniej chwili podjął decyzję, że jednak będzie czytał z kartki.
Nasi rozmówcy z PiS przyznają, że i tak ten początek kampanii jest o niebo lepszy niż ogłoszenie startu Andrzeja Dudy 11 listopada 2014 r. Wtedy sam Duda też dowiedział się w ostatniej chwili, a prawdziwą kampanię zaczął w lutym 2015 r., bo do świąt Bożego Narodzenia na jego start nie chciała się zgodzić żona.
W tym roku prezes PiS od wszystkich potencjalnych kandydatów oczekiwał więc deklaracji, że żona się zgadza. Sam też spotykał się z żonami, w tym z żoną Nawrockiego Martą, z którą kandydat ma dwoje dzieci (najstarszy syn jest dzieckiem żony z pierwszego małżeństwa).
– Sądzimy, że Nawrocki jest osobą odporną psychicznie, uważamy więc, że wytrzyma ataki na siebie i ewentualnie na rodzinę – mówi polityk PiS. Zresztą od września spotkania publiczne prezesa IPN były potajemnie filmowane przez przedstawicieli PiS, by zobaczyć, jak sobie radzi w konfrontacji z tłumem. – Na pierwsze spotkania Dudy przychodziło maksimum po 50 osób, Nawrocki teraz na każdym spotkaniu gromadzi po kilkaset osób – przekonuje polityk PiS. – Bez porównania jesteśmy bardziej zaawansowani niż 10 lat temu – dodaje.
Nawrockiego nie wolno lekceważyć
W PiS przyznają, że Rafał Trzaskowski jest co prawda faworytem, ale w kampanii zawsze lepiej być goniącym. Dlatego im bliżej wyborów, tym bardziej różnica między poparciem obu głównych kandydatów powinna maleć. – Ja bym Nawrockiego nie skreślał, z punktu widzenia PiS jest optymalny. A skoro promują go tacy profesjonaliści jak Bielan i Kurski, może być naprawdę groźny – przyznaje anonimowo polityk KO.
– Uważam, że Nawrocki ma instynkt polityczny, że jest człowiekiem, który potrafi uczyć się na własnych błędach, wchodzić w bój. Na pewno bym przestrzegał przed jego lekceważeniem – mówi prof. Motyka. – Jako osoba krytycznie oceniająca jego dokonania w MIIWŚ i w IPN nie chciałbym, aby został prezydentem. Wygrałem, co prawda, skrzynkę piwa, natomiast uważam, że Nawrocki to jest dobry wybór dla PiS, ale zły dla Polski – dodaje.
A czy gdyby jego notowania nie wzrosły, faktycznie wchodzi w grę wycofanie Nawrockiego i zastąpienie go np. Mateuszem Morawieckim? Są politycy PiS, którzy nie wykluczają takiego scenariusza. Ale formułowane są także koncepcje jeszcze bardziej fantastyczne, np. zakładające porozumienie PiS i Trzeciej Drogi. Nawrocki miałby wówczas zostać wycofany, kandydatem popieranym przez PiS i Trzecią Drogę byłby Szymon Hołownia, a elementem układu stałoby się zawarcie koalicji rządowej przez PiS i TD. W innej wersji tego planu także po zwycięstwie Nawrockiego dochodzi do zawarcia koalicji PiS z TD – premierem zostaje Kosiniak-Kamysz, a Hołownia pozostaje do końca kadencji na stanowisku marszałka Sejmu.
Czy któryś z tych scenariuszy się zrealizuje, dowiemy się za pół roku.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















