Dzieje buntu. Jak cała parafia odeszła od Kościoła rzymskokatolickiego

O tym, że w Łękach Dukielskich da się przywrócić ducha ekumenizmu, wiedzą wszyscy. Poza rzymskokatolickim proboszczem, który na braci w wierze ma jedno określenie: sekta.
Czyta się kilka minut
Obchody 100-lecia parafii w Łękach Dukielskich. Powitanie zwierzchnika Kościoła polskokatolickiego w RP bp. Andrzeja Gontarka przez Radę parafialną. Po prawej bp diecezji krakowsko-częstochowskiej ks. Antoni Norman, po lewej proboszcz ks. Roman Jagiełło. 6 września 2025 r. // Fot. Andrzej Józefczyk / terazKrosno.pl
Obchody 100-lecia parafii w Łękach Dukielskich. Powitanie zwierzchnika Kościoła polskokatolickiego w RP bp. Andrzeja Gontarka przez Radę parafialną. Po prawej bp diecezji krakowsko-częstochowskiej ks. Antoni Norman, po lewej proboszcz ks. Roman Jagiełło. 6 września 2025 r. // Fot. Andrzej Józefczyk / terazKrosno.pl

Ks. Marek Danak jest proboszczem tutejszej parafii rzymskokatolickiej od 2017 r. Na pytanie o ekumenizm, odpowiada krótko, że u nich nie ma żadnego problemu. O tym, że jest, i to duży, dowiemy się za chwilę. Bo zaczniemy od zwięzłej opowieści o odzyskiwaniu religijnej podmiotowości i jednocześnie lekcji, jak w niedługim czasie stracić w Kościele wielu wiernych.

Uruchamianie odtwarzacza...

Takich buntów było kilka. Jeden miał miejsce dokładnie 100 lat temu w Łękach Dukielskich, niedużej wsi na Podkarpaciu, która niemal w całości przeszła do Kościoła polskokatolickiego. 8 września 1925 r. odprawiona została pierwsza polskokatolicka msza przy ołtarzu polowym. Jak do tego doszło?

Proboszcz kupuje las ku zgorszeniu parafian

Wszystko zaczęło się w 1921 r., gdy probostwo w niedalekich Kobylanach otrzymał ks. Wilhelm Żywicki (zmarły w 1951 r.). Łęki przynależały do tej parafii. W różnych opracowaniach ks. Żywicki określany jest jako „pański ksiądz”. Wspomina się też jego pazerność. Jolanta van Grieken-Barylanka, której dziadek, Antoni Zborowski, aktywnie uczestniczył w tamtych wydarzeniach, w opracowaniu „Ekumenizm w małej wiosce” cytuje dziennik ówczesnego wikarego kobylańskiego, ks. Stanisława Sondeja: „W Łękach powstał kościół narodowy, całe Łęki, dwa tysiące dusz, prawie odpadły. Przypisywano winę X. Prob. Żywickiemu, który na terenie parafii kupił ponad 100 ha lasu – zgorszenie…”. Właściciel lasu miał władzę nad chłopami uzależnionymi od dostępu do drewna na opał czy budulec.

Ale na dramatyczny akt łęckich chłopów złożyło się wiele przykrych sytuacji. Van Grieken-Barylanka opowiada „Tygodnikowi”: – Zmarł jeden z licznych braci mojego dziadka Zborowskiego. Wdowa została sama z dziećmi i nie miała pieniędzy na pogrzeb. Ks. Żywicki zażądał, aby sprzedała jedyną krowę. To zbulwersowało całą wieś.

Na tych terenach bardzo silnie rozwinięty był ruch ludowy. Już w 1893 r. utworzono w Łękach Kółko Rolnicze, założono bibliotekę, zaczęto sprowadzać nowoczesne maszyny (część z chłopów miała dochody z pracy w zagłębiu naftowym w Borysławiu). Łęczanie charakteryzowali się silnym poczuciem własnej godności i dużą społeczną świadomością.

– Za czytanie gazetek ludowych ks. Żywicki karał. Jeden z Jastrzębskich chciał się żenić i poszedł do księdza, żeby dał zapowiedzi – opowiada Barylanka. – Otrzymał ultimatum: będzie ślub, jeśli zaprzestanie czytania ludowej prasy. Jastrzębski jeszcze kilkakrotnie chodził do księdza. Nic nie wskórał, w końcu jako jeden z pierwszych wypisał się z Kościoła rzymskokatolickiego. Gdy ks. Żywicki chodził po kolędzie, Jastrzębski na drzwiach na kartce napisał, że go nie przyjmie.

W końcu czara goryczy się przelała. Delegacja łęczan, w której znalazł się dziadek Jolanty van Grieken-Barylanki, udała się do niedalekiej Bażanówki – wsi koło Zarszyna w powiecie sanockim, gdzie była już parafia polskokatolicka, pierwsza w naszym kraju. Jej historia jest podobna, choć bohater pozytywny. Lubiany przez parafian wikary naraził się proboszczowi, ponieważ był członkiem Komisji Ziemskiej przeprowadzającej reformę rolną, która wykazała nieprawidłowości w majątku ziemianina robiącego z proboszczem interesy. Po śmierci proboszcza parafianie zażądali, by wikary został jego następcą. Biskup surowo się z nimi obszedł – suspendował księdza i nasłał do Bażanówki policję. To sprawiło, że duża część mieszkańców przeszła pod jurysdykcję Polskiego Narodowego Kościoła Katolickiego w USA.

Łęczanie przyjrzeli się, jak funkcjonuje pierwsza polskokatolicka parafia, i sprowadzili do siebie z Bażanówki ks. Apolinarego Filarskiego, który odprawił wspomnianą mszę polową, a potem został pierwszym łęckim proboszczem.

Proboszcz kazał odstępców od wiary grzebać pod płotem

Ogłoszony w 1917 r. Kodeks Prawa Kanonicznego Kościoła rzymskokatolickiego zabraniał chować na katolickich cmentarzach odstępców od wiary i ekskomunikował urzędników zmuszających proboszczów do takich pochówków. W Kobylanach jurysdykcję nad cmentarzem sprawował ks. Żywicki. Dochodziło więc do gorszących scen. Barylanka pisze: „Największe problemy były z pochówkami zmarłych polskokatolików na cmentarzu rzymskokatolickim w Kobylanach. Kondukty były obrzucane kamieniami przez rzymskokatolików z Kobylan. Taką mało przyjemną scenę zapamiętała Stefania Zborowska. W 1927 r. kondukt z trumną zmarłej nagle młodo jej mamy, a mojej babci, został obrzucony kamieniami i siedmioletnia wówczas dziewczynka musiała się chronić przed nimi obok wozu z trumną. Babcię pochowano pod płotem”.

Prawo kanoniczne zabraniało katolikom kontaktu z innowiercami, a tym bardziej jakiegokolwiek udziału w ich obrzędach. „Wiernym nie wolno w żaden sposób aktywnie asystować ani uczestniczyć w sakramentach osób niekatolików” (kan. 1258), co rodziło wiele sytuacji konfliktowych. Mimo to parafia polskokatolicka w Łękach krzepła. Zaczęto budowę skromnego kościoła – długo jedynego we wsi. Złośliwi mówili: „chudy do budy”, co oznaczało, że biedni ciągnęli do prowizorycznego wtedy jeszcze kościoła polskokatolickiego. Parafia swój rozwój zawdzięczała innemu podejściu do ludzi – zamożność nie odgrywała w niej żadnej roli. 

Na niewielkiej parafii proboszcza utrzymuje żona

Oba kościoły stoją od siebie w pewnym oddaleniu. Polskokatolicki, mniejszy, skromniejszy i starszy – na jednym końcu wsi, a rzymskokatolicki, monumentalny, nowy – na drugim.

Ks. Roman Jagiełło, od 1995 r. proboszcz parafii polskokatolickiej Dobrego Pasterza w Łękach Dukielskich, zaangażowany jest w działalność społeczną, kulturalną i w „praktyczny ekumenizm”, jak sam to określa. Co roku organizuje ekumeniczne wieczory poetyckie czy ekumeniczne rajdy rowerowe. Trasa tegorocznego (dziewiąta edycja) przebiegała szlakiem życia św. Jana z Dukli. Ks. Jagiełło cieszył się, że uczestnicy byli serdecznie przyjmowani i przez gwardiana klasztoru Bernardynów w Dukli, i przez o. Tadeusza – pustelnika opiekującego się pustelnią św. Jana na górze w Trzcianie. Duchowny polskokatolicki znany jest przede wszystkim z corocznych zbiórek dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, które już kilkukrotnie relacjonowała telewizja.

Parafian ma niewielu. – Na pierwszą mszę w 1925 r. przyszło tysiąc osób – opowiada. – Ale niestety bardzo silna presja Kościoła rzymskokatolickiego spowodowała, że z czasem część osób tam powróciła. Do tego starsi poumierali, młodzi powyjeżdżali. Dzisiaj, po 100 latach, w parafii zostały 22 rodziny, czyli ok. 50 osób.

Na pytanie, z czego się utrzymuje, odpowiada: – Mam niewielką emeryturę, gdyż przez 30 lat pracowałem jako nauczyciel religii w szkole. Z duszpasterstwa nie utrzymałbym się, bo jest tylko jedna msza – w niedzielę, w dni powszednie odprawiam tylko okazjonalnie. Nie zawsze mam intencje, gdyż jest mało rodzin. Pogrzeb zdarza się raz na kilka lat, tak samo ślub czy chrzest. Faktycznie z tzw. iura stolae [ofiar za sprawowanie sakramentów] bym nie wyżył. Ale dzięki temu, że żona pracuje w oświacie, mamy na utrzymanie.

O utrzymanie kościoła troszczy się natomiast rada parafialna, która ustala, ile powinna wynosić miesięczna składka, by móc zapłacić za prąd w kościele, komunikanty czy wywóz śmieci na polskokatolickim cmentarzu.

Jak proboszcz rzymskokatolicki rozumie ekumenizm

Ks. Jagiełło, rocznik 52, do kapłaństwa przygotowywał się w rzymskokatolickim seminarium diecezji częstochowskiej, studiując teologię w Papieskiej Akademii Teologicznej (wtedy siedziba seminarium była w Krakowie). Święcenia otrzymał w 1978 r. i dopiero po jakimś czasie przeszedł do Kościoła polskokatolickiego.

Ks. Marek Danak, proboszcz parafii rzymskokatolickiej, który zapewniał, że nie ma z ekumenizmem żadnego problemu i że jest otwarty na wszystkich jako do ludzi, przestrzega jednak przed wrogimi sektami, które chciały zburzyć kościół i rzucały weń kamieniami. Szczególnie ta „sekta Hodora z Ameryki” (chodzi o bp. Franciszka Hodura, założyciela Polskiego Narodowego Kościoła Katolickiego w USA, z którego Kościół polskokatolicki się wywodzi. Ona jest, zdaniem księdza, najgorsza: piszą anonimy i paszkwile. Ale proboszcz mówi, że nie chce w to wchodzić, żeby nie zaogniać sytuacji. Na koniec dziękuje serdecznie, życzy szczęść Boże, pozdrawia i przerywa połączenie.

Ksiądz nie wyjaśnia, kto i kiedy chciał zburzyć kościół, rzucał kamieniami i pisał anonimy. Być może myślał o czasach budowy pierwszej świątyni rzymskokatolickiej (powstałej nielegalnie z rozbudowy prywatnego domu), poświęconej przez bp. Ignacego Tokarczuka w 1976 r. Służba Bezpieczeństwa wiedziała o tej budowie i próbowała jej przeszkodzić.

Wypowiedź rzymskokatolickiego proboszcza wyjaśnia dość dobrze, dlaczego nie uczestniczył on – mimo zaproszenia – w ekumenicznych obchodach 100-lecia parafii polskokatolickiej. W zorganizowanym z tej okazji na początku września panelu „Ekumenizm wczoraj, dziś i jutro” udział wzięli, oprócz ks. Jagiełły, także ks. prof. Sławomir Pawłowski z KUL, redaktor naczelny portalu Ekumenizm.pl Dariusz Bruncz z Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, biblistka z CHAT prof. Kalina Wojciechowska oraz dwóch pastorów z Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego: Mirosław Harasim i Mariusz Maikowski.

Sołtyska marzy o prawdziwym ekumenizmie

Sołtys Małgorzata Tomkiewicz dziwi się napięciom. Sama jest rzymską katoliczką. Słyszała o dialogu między episkopatem a biskupami Kościoła polskokatolickiego. – Skoro biskupi na górze się dogadują i szanują wzajemnie, dlaczego to nie spływa do nas, na dół? – zastanawia się. – Czy powinno tak być, żeby nazywać ich „sektą”?

Pani sołtys wie, że może być inaczej – bo już było. Wspomina rzymskokatolickiego proboszcza ks. Alojzego Szweda, który urzędował w Łękach w latach 2003-2012. – On wprowadził prawdziwy ekumenizm – mówi. – W Tygodniach Ekumenicznych wierni z obu Kościołów przychodzili do jednej, a w następnym roku do drugiej świątyni. Za jego czasów było aż siedem ekumenicznych ślubów. O dziwo – dodaje – większość z tych polskokatolickich nowożeńców przeszła później do Kościoła rzymskokatolickiego. A przecież nikt ich nie zmuszał. Współpraca, przyjaźń przynosi owoce, a nie różnicowanie ludzi. Ale to zależy od indywidualnego człowieka. Gdy przychodziło się do kościoła przygnębionym z jakiegoś powodu, po wysłuchaniu kazania ks. Szweda wychodziło się podniesionym na duchu i z wiarą w siebie. Nie straszył diabłem. To był po prostu ksiądz z powołaniem.

Sołtyska dziwi się negatywnemu nastawieniu obecnego rzymskokatolickiego proboszcza wobec polskokatolików. – Mnie się marzy prawdziwy ekumenizm, gdzie wszyscy mieszkańcy są równo traktowani – bez rozróżnienia, czy są z tej, czy tamtej religii. Na szczęście większość mieszkańców dobrze się nawzajem traktuje. Nie pamiętam, żeby publicznie ktoś mówił źle o kimś z powodu innej religii. A pamiętam, jako dziecko, że jeszcze w późnych latach 70. atmosfera była napięta. To chyba zmienił Jan Paweł II ze swoją otwartością na innych – zastanawia się. – A jeżeli chodzi o sprawy religijne, to uważam, że duchowni powinni się dogadywać. Nasz naród jest bardzo politycznie podzielony, jako katoliczka szukam wsparcia w jedności płynącej z wiary.

Tomasz Węgrzyn, określający się jako niewierzący, był sołtysem Łęk w latach 2005-2019. On też pozytywnie wspomina ks. Alojzego Szweda. – To był kapłan, który zbliżył obydwa Kościoły. Przykładem współpracy było np. to, że zespół Łęczanie, w którym śpiewała jedna z parafianek ks. Jagiełły, często śpiewał „u naszych polskokatolickich braci”, a on, w kościele rzymskokatolickim, to ogłaszał.

Wszystko było dobrze do momentu zmiany lidera. Proboszczem w 2012 r. został ks. Zdzisław Babiarz, który kierował parafią krótko – do 2017 r. – Współpraca się skończyła, a zaczęło się traktowanie Kościoła polskokatolickiego jako sekty. Uważam, że to było jedno z większych nieszczęść, jakie w ostatnich latach spotkało Łęki Dukielskie – przekonuje były sołtys. – To pokazuje rolę lidera w takiej społeczności jak nasza, bo znaczna część katolików ulega proboszczowi w antyekumenicznej narracji i sposobie myślenia. Zdumiewa mnie, jak łatwo jest zniszczyć coś, co przez wiele lat funkcjonowało i przynosiło pożytek. Niestety za obecnego proboszcza, ks. Danaka, to się nie zmieniło. A ta łatwość manipulowania ludźmi w sprawach religijnych utwierdza mnie w moim ateizmie – konkluduje Węgrzyn.

Podobnie uważa Jolanta van Grieken-Barylanka: – Ja nie potrzebuję pośredników z Panem Bogiem. Uważam, że oni częściej przeszkadzają, niż pomagają – mówi.

Gdy deptana jest godność ludzi, rodzi się bunt

Bażanówka i Łęki Dukielskie nie były ostatnimi buntami katolickich parafian. Na początku lat 70. XX wieku w Kotłowie w Wielkopolsce 2,5 tys. parafian przeszło do Kościoła polskokatolickiego. Powodem buntu była decyzja ówczesnego arcybiskupa poznańskiego Antoniego Baraniaka o przeniesieniu wikarego, z którym kotłowianie byli bardzo związani i liczyli, że zostanie ich proboszczem (dzieje buntu opisał Stanisław Zasada w reportażu „My na górze, oni na dole”).

Schemat zawsze jest podobny. Chodzi o religijnego przewodnika, który staje się ludziom niezbędny dla rozwoju ich religijności, a jest zabierany przez władzę kościelną nieliczącą się z ich potrzebami (przypadek Bażanówki i Kotłowa). Albo przeciwnie – o takiego, który przez swoje zachowanie staje się antypośrednikiem, tłamsi i niszczy ludzką religijność, a władza kościelna nie reaguje (przypadek Łęk Dukielskich). Gdy w ludziach wierzących dojrzewa świadomość, że ich godność jest deptana, że niszczy się ich religijną podmiotowość, rodzi się bunt.

Przez wieki duszpasterstwo oparte było na kształceniu dyscypliny i posłuszeństwa jako najświętszych, religijnych cnót. To dawało kościelnym decydentom swobodę w realizowaniu antyewangelicznej wizji władzy i prowadziło do licznych nadużyć, a z ludzi robiło posłusznych i biernych wyznawców. Dzisiaj wzrasta religijna samoświadomość, a taki styl duszpasterstwa jest coraz mniej akceptowany. 


Kościół buntowników

Kościół polskokatolicki w swojej genezie związany jest z powstałym wśród Polonii amerykańskiej pod koniec XIX w. Polskim Narodowym Kościołem Katolickim. Była to schizmatycka względem Kościoła rzymskokatolickiego wspólnota, zbuntowana przeciwko niemieckim i irlandzkim biskupom narzuconym przez Watykan Polakom na emigracji (ci prosili o polskich hierarchów). Jego założycielem był ks. Franciszek Hodur, wyświęcony na biskupa przez hierarchów Unii Utrechckiej – tzw. starokatolików, nieuznających dogmatu o nieomylności papieża ogłoszonego w 1870 r.

Pierwsze struktury Polskiego Narodowego Kościoła Katolickiego w naszym kraju zakładali emigranci, którzy powrócili z USA w latach 20. XX w., oraz zbuntowane wobec działań katolickich biskupów parafie, takie jak w Bażanówce czy Łękach Dukielskich.

Historia wspólnoty skomplikowała się po II wojnie światowej. Gdy nastał stalinizm, władze komunistyczne starały się całkowicie podporządkować sobie wspólnoty religijne. PNKK był za słaby, by móc się skutecznie przeciwstawiać brutalnym naciskom. W więzieniu zmarł zmaltretowany zwierzchnik tego Kościoła, bp Józef Padewski. Wspólnota zerwała relacje z PNKK w USA i przyjęła nazwę Kościół Polskokatolicki. Na jej czele stanął wtedy współpracujący z Urzędem Bezpieczeństwa były duchowny rzymskokatolicki Maksymilian Rode. Umiejętnymi działaniami politycznymi uzyskał on święcenia biskupie w Unii Utrechckiej i mianował się samozwańczym prymasem. Publicznie atakował prymasa Wyszyńskiego, próbując go  zdyskredytować, co jednak przyniosło odwrotny skutek.

Po transformacji ustrojowej Kościół polskokatolicki podejmował próby reformy i rozpoczął dialog z Kościołem rzymskokatolickim. W 1997 r. zwierzchnik Kościoła polskokatolickiego bp prof. Wiktor Wysoczański nawiązał kontakt z kard. Józefem Glempem. Rozmowy doprowadziły do podpisania wspólnego porozumienia o współpracy. W Roku Jubileuszowym 2000 w rzymskokatolickiej świątyni pw. św. Elżbiety we Wrocławiu bp Wysoczański odczytał akt przebaczenia i pojednania, mówiąc m. in.: „stajemy dziś (...) przed naszymi Braćmi z Kościoła Rzymskokatolickiego, wyciągamy nasze dłonie ku pojednaniu i powtarzamy: Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”.

ASK

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 39/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Dzieje buntu