Daj lajka Jezusowi. Dlaczego Kościół ulega cyfrowej dezinformacji

W świecie, w którym prawda musi nieustannie konkurować z iluzją, bezradność Kościoła, powołanego do głoszenia i rozpowszechniania prawdy, jest coraz bardziej widoczna.
Czyta się kilka minut
Wykreowany przez AI obraz „ocalonego kościoła na pogorzelisku” – rozpowszechniany jako dowód bożej interwencji podczas tragicznych pożarów w Kalifornii, styczeń 2025 r. // fb/One Big Family
Wykreowany przez AI obraz „ocalonego kościoła na pogorzelisku” – rozpowszechniany jako dowód bożej interwencji podczas tragicznych pożarów w Kalifornii, styczeń 2025 r. // fb/One Big Family

Początek 2025 roku. W Kalifornii szaleją pożary. W mediach społecznościowych udostępniane są zdjęcia pokazujące ogrom zniszczeń. Płonie już podobno napis „Hollywood”. Ale oto pojawia się znak nadziei: nietknięty ogniem budynek kościoła na środku pogorzeliska. Setki ludzi udostępniają zdjęcie, w komentarzach pojawiają się deklaracje wiary i zachwytu nad boską potęgą. Cud! 

Tyle tylko, że ten kościół nie istnieje. Zdjęcie zostało wygenerowane przez sztuczną inteligencję i puszczone w obieg na portalach społecznościowych, generując tysiące interakcji, zwłaszcza na „okołoreligijnych” kontach, gdzie je rozpowszechniano bez jakiejkolwiek weryfikacji. Stał się symbolem boskiej ingerencji.

Napis „Hollywood” zresztą też nie spłonął. Również w tym przypadku sztuczna inteligencja pozwoliła na stworzenie realistycznej wizualizacji, która wprowadziła w błąd użytkowników na całym świecie i doprowadziła do podsycenia atmosfery strachu i niepewności.

W tak skonstruowanym środowisku informacyjnym prawda musi nieustannie konkurować z iluzją, która coraz bardziej przypomina rzeczywistość i kształtuje nasze postawy i poglądy. A powołany do głoszenia i rozpowszechniania prawdy Kościół katolicki coraz częściej okazuje się bezradny wobec wyzwań cyfrowego świata. Brakuje mu narzędzi, kompetencji i niezbędnej (auto)refleksji, by skutecznie odgrywać rolę informacyjnego drogowskazu. Co gorsza – bywa też podatny na pokusy.

Dezinformacja stała się dziś największym zagrożeniem dla ludzkości

Jedną z nich jest dezinformacja. Światowe Forum Ekonomiczne drugi rok z rzędu klasyfikuje ją jako największe w dzisiejszych czasach ryzyko dla ludzkości, wyprzedzające nawet ekstremalne zjawiska pogodowe czy konflikty zbrojne. Jej dalszemu rozwojowi sprzyja nie tylko powszechność mediów społecznościowych, kluczowej platformy komunikacyjnej, ale i gwałtowny wzrost jakości narzędzi sztucznej inteligencji, która z jednej strony umożliwia masową produkcję treści naśladujących rzeczywistość, a z drugiej – napędza algorytmy mediów społecznościowych kontrolujące przepływ i personalizację informacji.

W akademickim ujęciu „dezinformacja” oznacza celowe i świadome upowszechnianie fałszywych lub zmanipulowanych informacji w celu osiągnięcia określonych korzyści. Jej pochodną jest „misinformacja” – gdy fałszywe lub zmanipulowane informacje są upowszechniane przez osoby nieświadome ich rzeczywistej natury. To rozróżnienie istotne, bo ilustruje sposób, w jaki informacje są kolportowane z wykorzystaniem swego rodzaju „dezinformacyjnego łańcucha dostaw”, którego częścią może stać się każdy z nas.

O jego przecięcie zabiegają instytucje na całym świecie. Na razie z umiarkowanymi sukcesami. Według naukowców fałszywe informacje rozprzestrzeniają się średnio sześć razy szybciej niż prawdziwe. Ich główną siłą napędową są emocje, którymi karmią się zarówno odbiorcy, jak i algorytmy mediów społecznościowych, konsekwentnie podsuwające użytkownikom treści skandalizujące i obliczone na maksymalizowanie zaangażowania.

Osoby wierzące są szczególnie podatne na cyfrową manipulację

Problem dezinformacji nie jest obcy Kościołowi. Jego historia zaczyna się przecież od dezinformacji w biblijnym raju, gdy wąż kusił Ewę fałszywą wizją boskiej potęgi, a także misinformacji, gdy nieświadoma kłamstwa Ewa powtarzała je Adamowi. Choć w systemie komunikacji międzyludzkiej sporo się od tamtego czasu zmieniło, niezmienna okazuje się ludzka natura: wciąż jesteśmy podatni na manipulacje.

Papież Franciszek w luksusowej kurtce od Balenciaga? A może Jezus stworzony z krewetek albo krabów? To klasyczne przykłady kreacji sztucznej inteligencji, które w ostatnich latach cieszyły się sporą popularnością w mediach społecznościowych. Luksusowa kurtka miała, według niektórych, symbolizować hipokryzję Franciszka deklarującego przywiązanie do ubóstwa. W zamyśle twórców wygenerowana fotografia miała być formą artystycznego wyrazu, ale szybko stała się bronią w rękach przeciwników Kościoła, biorących na cel nie tylko papieża, ale i samą instytucję.

Wydaje się, że wiele z tych zdjęć powinno być podejrzanych już na pierwszy rzut oka. Jezus złożony z krabów wygląda przecież groteskowo. Cóż z tego? Część użytkowników, czy to z braku wiedzy, czy kognitywnych zdolności, i tak uzna je za autentyczne. Naukowcy Uniwersytetu Stanforda sugerują, iż te absurdalne wizualizacje generują liczne interakcje (czasem prawdziwe, czasem żartobliwe), które napędzają dalsze zainteresowanie konkretnymi profilami. W trakcie eksperymentu z 2024 r. przebadali setki stron posługujących się treściami generowanymi przez sztuczną inteligencję. Wariacje z motywem Jezusa pojawiały się w nich regularnie, a zdjęcie Jezusa zbudowanego z krabów wygenerowało ponad dwieście tysięcy polubień na profilu Love God & God Love You na Facebooku. Znaczna część komentarzy sprowadzała się do jednego słowa: Amen. Nawet jeśli niektóre były zostawione przez boty generujące sztuczny ruch, część pisali prawdziwi użytkownicy. Na podobnej zasadzie fałszywe wypowiedzi Leona XIV, generowane przez sztuczną inteligencję, cieszą się milionowymi zasięgami.

To pokazuje, jak łatwo grać na emocjach osób wierzących, wykorzystując ich zaufanie do symboli, gotowość do interakcji i ograniczoną czujność w świecie cyfrowym. I nie chodzi o to, że osoby religijne są bardziej podatne na manipulację (choć w przypadku dezinformacji zdrowotnej badania przeprowadzone na University of Maryland taką korelację wykazały). Bardziej o to, że treści związane z wiarą mają duży potencjał generowania zasięgów, które można wykorzystać następnie do kolportowania szkodliwych bzdur lub politycznej propagandy. A jeszcze, przy okazji,  namierzać osoby podatne na manipulację. Skoro ktoś jest w stanie uwierzyć w „Jezusa z krabów”, istnieje spore prawdopodobieństwo, że złapie się na próbę wyłudzenia pieniędzy na „księcia z Nigerii”.

Informacje podawane dalej bez weryfikacji, półprawdy i celowe manipulacje – wszystko to napędza spiralę dezinformacji, która antagonizuje i polaryzuje. Kościół i jego wierni stają się celem takich kampanii. Choćby dlatego, że zajmuje wyraziste stanowisko w sprawach społecznych, a nie ma odpowiednich zdolności do jego obrony: ugruntowanej pozycji w świecie cyfrowym i gotowości działania, które pozwoliłyby na tworzenie własnych narracji i aktywne zwalczanie dezinformacji. Nie pomaga też struktura wiekowa członków Kościoła: wyższy wiek zwiększa podatność na dezinformację. Starzejący się wierni i duchowieństwo są po prostu częścią tej statystyki.

Kościół jest nie tylko celem dezinformacji – także jej katalizatorem, a nawet przekaźnikiem

W obliczu zagrożeń i instytucjonalnych słabości Kościół wykonał pierwsze kroki na rzecz zwiększania swojej odporności w przestrzeni informacyjnej. W 2021 roku powstała organizacja Catholic Fact-Checking, która miała się zajmować weryfikowaniem i dostarczaniem wiarygodnych źródeł informacji w przestrzeni okołoreligijnej. Problem w tym, że jeszcze w tym samym roku strona internetowa inicjatywy przestała być aktualizowana. Zapału starczyło na ledwie kilka miesięcy działalności.

Te nieśmiałe próby wdrożenia konkretnych działań mogą zaskakiwać. Mając ponad 1,3 mld członków, Kościół pozostaje jedną z najpotężniejszych instytucji wpływających na społeczeństwo. Mimo swojej tradycji kształtowania sumień i poglądów oraz przywiązania – co najmniej deklaratywnego – do głoszenia i obrony prawdy, nie nadąża za tempem i logiką cyfrowej rewolucji informacyjnej i zmieniających się form komunikacji, przez co staje się łatwym celem dezinformacji w wielu wymiarach.

Ta niekoniecznie musi brać Kościół bezpośrednio na celownik, by wywierać na niego istotny wpływ. Celem twórców dezinformacji nie jest bowiem wyłącznie manipulowanie przekazem, choć narzucanie określonych narracji ma duże znaczenie. Kościół jest wciągany w dezinformację jako nieświadomy przekaźnik, a czasem wręcz katalizator fałszywych narracji. Postawy duchownych i wiernych są coraz mocniej kształtowane w oderwaniu od wiarygodnych źródeł informacji, i potęgowane przez stereotypy czy popularne materiały online. Sprawy religii stały się wygodną zasłoną dymną, pozwalając na rozgrywanie polaryzujących tematów i pogłębianie podziałów, co pozwala na dalsze demontowanie demokratycznego porządku i podważanie zaufania do instytucji i autorytetów. Tak rozumiana dezinformacja z samej swojej natury uderza w podstawy chrześcijańskich wartości i ideały wspólnoty oraz spójności społecznej.

Jak Kościół może odzyskać głos w erze (dez)informacji

Historycznie rzecz biorąc, Kościół świetnie radził sobie jako globalny komunikator. Sprzyjały mu warunki i „monopol na prawdę”, w razie potrzeby egzekwowany siłą. Przez wieki pełnił rolę „gatekeepera”, będąc jedną z instytucji, które sprawnie kontrolowały przepływ informacji i narzucały określoną narrację, nierzadko samodzielnie uciekając się do propagandy, manipulacji czy dezinformacji. Zasadniczy mechanizm docierania do odbiorców opierał się na doskonałym usieciowieniu, liczebności i powszechności wspólnot, kazaniach słuchanych z uwagą przez wiernych i kolportowanych obficie katechizmach.

Gdy znakomita część wymiany informacji przeniosła się do świata cyfrowego, Kościół nadal opiera się głównie na modelu komunikacji analogowej, dla której podstawą jest spotkanie osobiste. Ma to istotną wartość, ale nie pozwala wypełnić powstałej luki komunikacyjnej. Cyfrowe otoczenie wymaga nie tylko obecności, ale i odpowiednich kompetencji – zdolności do zrozumienia ekosystemu informacyjnego, w którym porusza się współczesny świat, umiejętności oddzielania prawdy od fałszu, rozpoznawania nowych form manipulacji czy stałego podnoszenia świadomości wewnątrz wspólnoty, by ta stawała się bardziej odporna.

Pierwsze kroki zostały już zrobione. Parafie transmitują msze na żywo, posty w mediach watykańskich potrafią rozchodzić się wiralowo. Są proboszczowie, którzy na własną rękę rozkręcają obecność parafii w mediach społecznościowych i kształtują wspólnotę poprzez oddolne inicjatywy i zaangażowanie. Tym wysiłkom jednak często brakuje strategicznej koordynacji, biegłości w korzystaniu z technologii i krytycznej znajomości mediów.

Nie chodzi bowiem wyłącznie o aktualizację stron internetowych lub tworzenie parafialnych profili w mediach społecznościowych, choć te działania są dobrym punktem wyjścia. Kluczowe jest skonfrontowanie się z wszechstronnymi wyzwaniami ery cyfrowej i przestrzeni informacyjnej, a następnie – transfer wiedzy do samych wiernych, by w ten sposób budować odporność wspólnoty. Zagrożenia związane z dezinformacją, polaryzacją czy rozwojem nowoczesnych technologii mają charakter egzystencjalny i potęgują zjawiska, które na dłuższą metę uderzają bezpośrednio w Kościół i jego naukę społeczną. Dlatego ten musi myśleć o komunikacji cyfrowej i dotyczącej świata cyfrowego nie jako o produkcie PR, lecz uznać ją za linię frontu ewangelizacji, budowania wiarygodności instytucjonalnej i przywracania spójności społecznej.

Niewykorzystana moc Kościoła – globalne zaufanie

Kościół posiada kapitał duchowy, by być globalnym głosem moralnym w erze cyfryzacji. To pewien paradoks – pomimo swoich wad, skandali i instytucjonalnej inercji, Kościół nadal cieszy się głębokim zasobem zaufania w wielu częściach świata. W czasach, gdy ludzie są coraz bardziej podejrzliwi wobec rządów, mediów i korporacji, a klasyczne autorytety przeżywają kryzys zaufania, autorytet moralny Kościoła, zakorzeniony w tradycji i potęgowany przez liczebność wspólnoty, jest rzadkim atutem. Kapitał ten nie może być w pełni wykorzystany w obliczu instytucjonalnych słabości kościelnej infrastruktury komunikacyjnej i braku gotowości do skonfrontowania się z kluczowym wyzwaniem XXI wieku. Tymczasem w tworzące się luki chętnie wchodzą nowe „autorytety”, sprawnie posługujące się cyfrowymi środkami przekazu.

Kościół nie może sobie pozwolić na niedostosowanie się do ery cyfrowej. Idea katolickiego fact-checkingu musi wykraczać daleko poza koncepcję stworzenia strony internetowej demistyfikującej fałszywe lub zmanipulowane treści – powinna pójść raczej w kierunku „cyfrowych misjonarzy”, budujących oddolnie świadomość i kompetencje wspólnoty.

Aby ta zmiana mogła się dokonać, konieczne jest zaangażowanie różnych poziomów struktury Kościoła. Hierarchowie muszą zrozumieć, że kwestie cyfryzacji nie są sprawą drugorzędną ani dodatkiem do duszpasterstwa, ale jego integralną częścią. Osoby konsekrowane powinny otrzymać konkretne wytyczne, narzędzia i formację medialną.

Potrzebna jest systemowa zmiana podejścia, której początkiem może być kształcenie duchownych w zakresie edukacji medialnej i włączenie tych działań w duszpasterską misję Kościoła, by konsekwentnie rozszerzać kompetencje i odporność wspólnoty. Wymaga to nie tylko technologicznej adaptacji i budowy kompetencji, ale przede wszystkim teologicznego przemyślenia przeciwdziałania dezinformacji jako formy odpowiedzialności moralnej i misji Kościoła.


MATEUSZ ŁABUZ jest naukowcem w Instytucie Badań nad Pokojem i Polityką Bezpieczeństwa na Uniwersytecie w Hamburgu (IFSH), ekspertem Fundacji Obserwatorium Demokracji Cyfrowej. Prowadzi badania nad syntetycznymi mediami na Uniwersytecie Technicznym w Chemnitz.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 29/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Daj lajka Jezusowi