Kontakt z kimś, kto wie, co robi, to jak obserwowanie wielkiego, spokojnego malamuta

Są ludzie, którzy – jak wydaje mi się z zewnątrz – mają w głowie niezawodną intuicję co do czasu i przestrzeni. Ich umysły zostały zatwierdzone chyba przez Okręgowy Urząd Miar.
Czyta się kilka minut
Olga Drenda // Fot. Grażyna Makara
Olga Drenda // Fot. Grażyna Makara

Zakład jest czynny, gdy jestem wolny” – taką kartkę z informacją w oknie salonu fryzjerskiego utrwalił przed laty świetny fotoreporter Aleksander Jałosiński. Miał to być jedynie praktyczny komunikat dla klientów, bo fryzjer trudnił się też sprzedażą na targu, więc gdy nie widziano go przy straganie, można było się strzyc. Ale wyszło też niechcący motto na życie.

Często myślę o tym zdjęciu, bo chciałabym mieć podobną postawę, takie niezachwiane przekonanie, że na wszystko jest pora, i że „można tyle, ile można, a trzeba tyle, ile trzeba”.

Aleksander Jałosiński komentował też kiedyś, że zdjęcie było dla niego małą przypowieścią o dobrej, solidnej pracy. A ta jest możliwa, gdy czujemy się właśnie wolni (cichego bohatera tego obrazu nie znamy i musimy sobie co nieco dopowiedzieć, ale posiłkując się opowieścią fotografa, możemy założyć, że jedna z prac była mu droga i się z nią utożsamiał, a druga jedynie dochodowa, ale widać z tej przyczyny niezbędna). Oczywiście chciałabym, a praktyka swoją drogą. Szewc bez butów chodzi, czy fryzjer bez fryzury.

Obserwowanie wielkiego, spokojnego malamuta

Poczucie wolności (oraz dobrowolności) nadaje pewności naszemu myśleniu i działaniu. Gdy słyszymy „wiem, co robię”, bywa to pyszałkowatą obroną własnego ego i marnym kamuflażem dla mocno prześwitującej niewiedzy.

Zupełnie innym doświadczeniem jest jednak kontakt z kimś, kto faktycznie wie, co robi. To jak obserwowanie wielkiego, spokojnego malamuta, który godnie kroczy na spacerze, obszczekiwany zajadle przez mniejsze pieski gotowe odlecieć z natężenia emocji

Wspaniale jest np. jechać autem z kierowcą, który takie poczucie ma. Nie daje się wtedy wyprowadzić z równowagi żadnym drogowym pieniaczom i nerwusom. Roztrzęsienie i nerwowość zwiększają ryzyko, że popełnimy głupi błąd, zdenerwujemy się jeszcze bardziej, potem czekają poprawki i tak bez końca.

Miło jest myśleć, że raz uzyskawszy tę pewność, będziemy jak skała. Niestety, całe życie pod wiatr, a dookoła czają się rabusie i sabotażyści, którym siła spokoju nie w smak. Przywykłam już, że moje życie jest nieustanną walką o tę cenną autonomię, ale ostatnio obserwuję własne ustawiczne porażki w starciu z sabotażystą znanym jako „szacowany czas dotarcia na miejsce”. W opowieści wygląda to jak slapstick, co nieco poprawia mój humor, ale w samym centrum tej sytuacji wcale nie jest wesoło.

Pora na wstydliwe wyznanie

Wiedział o tym Lewis Carroll, który w „Alicji” uwzględnił postać Białego Królika, zatroskanego, że nie zdąży na bardzo ważne wydarzenie. I Walt Disney, który już bardzo dawno temu stworzył kreskówkę „Motor Mania”. Poczciwy i nieco ospały dusza człowiek (a raczej piesek) Goofy zmienia się w niej w kipiącego irytacją i wygrażającego pięścią w niebo frustrata – wystarczy, że wsiądzie za kierownicę.

Goofy tak przywiązuje się do obietnicy dotarcia na miejsce szybko i bez przeszkód, że znika jego tolerancja na jakąkolwiek przeszkodę (nie mówiąc o tysiącu innych kierowców, którzy dzielą to samo marzenie). Biały Królik daje się przekonać, że wszystko jest jednakowo pilne i ważne, choć oczywiście to niemożliwe.

Tu pora na wstydliwe wyznanie. Zwracanie uwagi na szacowany czas dojazdu zmieniło mnie (czasami, na szczęście, i mam nadzieję, że tymczasowo) w nieznośną kombinację cech tych dwóch postaci. Coś, co miało w zamyśle czynić życie wygodniejszym, wypełniło obiecany „zaoszczędzony czas” smogiem nerwowości. 

Pokładając zaufanie w podanej liczbie, zaczęłam beztrosko ignorować czynniki losowe. Rezultat był katastrofalny: utknęłam w pułapce rozkładania każdej czynności na części pierwsze, żeby tylko zmieścić się w deklarowanym czasie. Oczywiście nie tylko się nie udawało, ale traciłam czas i nerwy na nieustanne kalkulacje. 

Niezawodna intuicja co do czasu i przestrzeni

Była to nieprzyjemna przygoda, której konsekwencje teraz staram się neutralizować. Postanowiłam ignorować wszelkie szacunki i polegać wyłącznie na sobie, już nigdy nie poświęcając poczucia wolności i wywiązywania się z zadań po swojemu na rzecz pozornej wygody (co kończy się złością na własne wewnętrzne dziecko za to, że nie dość szybko pakuje plecaczek).

Są ludzie, którzy – jak wydaje mi się z zewnątrz – mają w głowie niezawodną intuicję co do czasu i przestrzeni. Ich umysły zostały zatwierdzone chyba przez Okręgowy Urząd Miar i do dzisiaj nie wychodzę z podziwu. 

Zetknęłam się z takim przypadkiem w czasach szkolnych, kiedy wracając z urodzin w słabo mi znanym mieście, zbierałam się na powrotny autobus. Gospodyni imprezy ze zdziwieniem powiedziała mi, że autobus odjeżdża dopiero za siedem minut. Gdyby była z Mazowsza, mogłaby oświadczyć nonszalancko: „Świat i ludzie!”, jak mawia się tam, gdy mamy czegoś więcej niż potrzeba. Dla mnie, przyzwyczajonej do mieszkania całe życie na końcu świata, to siedem minut oznaczało „już za chwilę” i niechybne długie czekanie na następny kurs. Przerażające, ale może to ona miała rację.

Oszczędzasz. Ale co? // Fot. Olga Drenda
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 17/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Świat i ludzie!