Demony Ameryki. Jak literatura opowiada nam kryzys opioidowy?

Cykl wybitnych reportaży, powieść nagrodzona Pulitzerem i popularny serial – wszystkie one poświęcone są kryzysowi, który wyniszcza amerykańskie społeczeństwo.
Czyta się kilka minut

Historia klanu Sacklerów ma w sobie coś z amerykańskiego snu. Trzech braci, synów imigrantów, którzy przybyli do Stanów na początku XX wieku z polskiej Galicji, zdobywa wykształcenie medyczne i buduje dla siebie przyszłość po drugiej stronie Atlantyku. Ale jak pokazał dziennikarz śledczy „New Yorkera” Patrick Radden Keefe w swoich reportażach i w książce „Imperium bólu” (Czarne 2023), ta z pozoru inspirująca historia sukcesu ma też drugie dno.

To właśnie klan Sacklerów i kierowana przez nich firma Purde Pharma odegrały według Keefe’a zasadniczą rolę w wywołaniu kryzysu opioidowego w USA – fali uzależnień od narkotyków, która pochłonęła życie kilkuset tysięcy osób. Szacuje się, że uzależnionych jest dwa miliony ludzi, a sto osób śmiertelnie przedawkowuje opioidy każdego dnia.

Rodzina, która chciała zabić ból

Arthur Sackler, jeden z patriarchów klanu, prowadził agencję, które zajmowała się reklamą Valium. Lek był komercyjnym sukcesem i jako pierwszy medykament w historii pozwolił producentom przekroczyć magiczną barierę stu milionów dolarów zysku. Zarzuty o uzależniających właściwościach Valium zbijano. Podkreślano, że to nie wina samego leku, ale słabości charakteru osób go przyjmujących, którzy mają wrodzone predyspozycje do nałogów. Argumenty te miały powrócić wiele lat później, gdy kierowana przez Sacklerów firma Purdue Pharma wypuściła na rynek w połowie lat 90. lek o nazwie OxyContin.

Jego podstawą był oksykodon, chemicznie spokrewniony z morfiną i heroiną. Ten silny lek przeciwbólowy miał zrewolucjonizować rynek farmaceutyczny. Reklamowany był jako tabletka „od której zaczynasz i której się trzymasz”, remedium dla każdego. Barry Meier, dziennikarz długo związany z „New York Times” i autor książki „Zabić ból” (Wydawnictwo Poradnia K, 2021), twierdzi jednak, że siłę działania OxyContinu można przyrównać do farmaceutycznej broni jądrowej. Przynosił błyskawiczne wytchnienie, ale równie szybko uzależniał.

Firma Sacklerów kupowała reklamy w czasopismach medycznych i tworzyła strony internetowe, gdzie publikowała treści mówiące o moralnej konieczności walki z przewlekłym bólem. Młode, atrakcyjne reprezentantki firmy przekonywały lekarzy, by przepisywali OxyContin nie tylko w przypadku ciężkich chorób, ale też niegroźnych urazów czy powszechnych dolegliwości. Chętnie zapraszano ich też na wystawne, sponsorowane sympozja, gdzie zachwalano lek. Firma w szczególności dbała o „wielorybów” – takim mianem określano lekarzy, którzy szczególnie ochoczo wypisywali recepty.

Raymond Sackler i jego żona Beverly. // Fot. Taco van der Eb / Hollandse Hoogte / East News

Strategia opłaciła się. Po czterech latach od wprowadzenia na rynek OxyContin popularnością wyprzedził Viagrę, a dla samych Sacklerów okazał się żyłą złota. Majętna rodzina z ochotą zaczęła angażować się w działalność filantropijną – fundowali sale na uniwersytetach i skrzydła w budynkach najbardziej rozpoznawalnych muzeów sztuki na świecie, od Metropolitan Art Museum w Nowym Jorku, po Luwr i londyńską National Gallery. W „Imperium bólu” Keefe dowodzi, że wyryte w marmurze, na bramach świątyń sztuki nazwisko Sacklerów miało być dziedzictwem rodziny.

Po latach zaczęło być jasne, że dla setek tysięcy osób uzależnionych od ciężkich narkotyków droga do nałogu zaczęła się właśnie od OxyContinu. W obszernym reportażu „Dreamland” (Czarne 2022) kalifornijski dziennikarz Sam Quinones opisał, jak na epidemii uzależnień od środków przeciwbólowych wyrósł cały rynek narkotykowy związany z dystrybucją przerzucanej z Meksyku heroiny. Według American Society of Addiction Medicine, cztery na pięć osób, które są uzależnione od heroiny, zażywało wcześniej nałogowo leki przeciwbólowe na receptę.

W „Imperium bólu” Keefe pokazuje, jak Sacklerowie usiłowali zdystansować się od Purdue i tematu OxyContinu – jego samego zresztą prawnicy rodziny zarzucali pozwami, usiłując storpedować dziennikarskie śledztwo. Ukazało ono fundamentalny rozdźwięk między wizerunkiem dobroczynnych mecenasów sztuki a realiami biznesu odpowiedzialnego za kryzys narkotykowy w Stanach.

„Nasz naród stoi wobec bezprecedensowej epidemii uzależnień od opioidów, która została wywołana przez pozwanych Sacklerów i przez nich podtrzymywana dla ich własnego zysku kosztem każdego z powodów” – brzmiały słowa pozwu, który ponad pół tysiąca amerykańskich miast, hrabstw i stowarzyszeń reprezentujących rdzennych mieszkańców USA wystosowało wobec Purdue w 2017 r. W skrzydłach muzeów sfinansowanych przez rodzinę organizowano pikiety – w marcu 2018 r., w nowojorskim MET, protestujący wrzucali do sadzawki muzealnej buteleczki z lekarstwami.

Sacklerowie zastosowali strategię unikową. Jesienią 2019 r. Purdue ogłosiła upadłość, a główne aktywa finansowe rodziny przeniesione zostały gdzie indziej. Choć czołowe muzea sztuki – Luwr, Tate, MET i Guggenheim – zdjęły ze ścian upamiętniające rodzinę tablice, to odszkodowania, które Sacklerowie mieli zapłacić, są w istocie jedynie niewielką cząstką ich fortuny. Opór wobec ich rodziny też zelżał z czasem. W sierpniu 2024 r. Uniwersytet Harvarda zdecydował, że nie usunie nazwiska Sacklerów z budynków, pomimo protestów studentów, którzy nie chcieli uczestniczyć w zajęciach w salach finansowanych przez majętną familię.

Opowieść, która wyłania się z pracy reporterskiej Keefe’a, to w istocie historia pazerności amerykańskiego kapitalizmu oraz klasy, którą stworzył – wpływowych milionerów, zasłaniających się przed konsekwencjami swoich działań armią prawników i unikających moralnej odpowiedzialności za poczynione społeczne krzywdy. Nic dziwnego, że dziennikarz „New Yorkera” widzi tu liczne paralele do właścicieli firm produkujących broń w USA. Tam też twórcy kryzysu umywają ręce od odpowiedzialności. Zaś co do samej fali uzależnień wywołanej przez Purdue – wiadomo, że nie będzie się dało jej zatrzymać jeszcze przez długie dekady.

Opioidy w Appalachach

Pandemia uzależnień od opioidów jest zjawiskiem dotykającym całe USA, ale ma też swój bardzo silny wymiar regionalny – szczególnie w obszarze Appalachów. To region wywodzący swoją nazwę od olbrzymiego pasma górskiego, które ciągnie się przez kilka stanów: od północnej Alabamy, przez Tennessee, Kentucky i Zachodnią Wirginię, po Pensylwanię. Żyje tam łącznie ponad 26 mln ludzi, których tożsamość tradycyjnie zasadza się na poczuciu niezależności od instytucji federalnych. Mieszkańcy regionu tworzą niejako wewnętrzny świat Stanów Zjednoczonych, kulturowe państwo w państwie.

Są też przedmiotem negatywnych stereotypów i uprzedzeń. „Hillbilly” (czyli „bidok” – tak przetłumaczono ten termin w polskim wydaniu słynnej książki obecnego wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych JD Vance’a, „Elegia dla bidoków”) – to obraźliwe określenie używane jest często wobec mieszkańców Appalachów. Przez dekady przedstawiano ich w programach telewizyjnych, w komiksach czy w filmach jako zacofanych i biednych prymitywów. Przejaskrawiony obraz brodacza w kombinezonie, bosego i zarozumiałego, pijącego bimber i ledwie wiążącego koniec z końcem mocno zagnieździł się w kulturze amerykańskiej. Stał się przyczynkiem do powszechnego poczucia wyższości względem osób pochodzących z okolic pasma górskiego.

Utożsamiająca się z kulturą Appalachów pisarka Barbara Kingsolver, laureatka Pulitzera, w wywiadach podkreśla, że dopiero gdy wyjechała na studia do Indiany, na własnej skórze przekonała się, jak silne są to uprzedzenia. Słyszała paradoksalne komplementy: „Jesteś bardzo dobrze wykształcona jak na osobę z Appalachów!” czy zaczepne żarty „Nosicie w domu buty?”. Inni studenci prosili ją też, aby zabawiała ich wymawiając słowa „majonez” czy „syrop” ze swoim silnym akcentem. W rezultacie Kingsolver zaczęła odczuwać zinternalizowany wstyd związany ze swoim pochodzeniem. To wyjazd z domu sprawił, że mocno poczuła, że rzeczywiście pochodzi z Appalachów i że wszyscy wokół patrzą na nią przez pryzmat negatywnych stereotypów kryjących się za słowem „hillbilly”.

Niejako na przekór tym uprzedzeniom, w swoich powieściach Kingsolver często pisze o Appalachach. I przedstawia region, gdzie więzy łączące lokalną społeczność, żyjącą głównie na wiejskich terenach, są silne, a jej członkowie zżyci ze sobą. „Gdy nie ma się możliwości iść do opery czy kina, idzie się do sąsiadów, siada na werandzie i rozmawia” – opowiadała w wywiadzie.

Ale Appalachię zamieszkuje też społeczność na marginesie, wykluczona z amerykańskiego snu o wielkości i szczęściu. To właśnie tu, gdzie wiele osób pracuje fizycznie, a wypadki na roli czy w kopalniach są częste, producenci OxyContinu prowadzili agresywne kampanie reklamowe. Kingsolver widzi w tym czyste wyrachowanie – w świecie, gdzie dostęp do lekarza jest trudny, leki przeciwbólowe produkowane przez Purdue dawały doraźną ulgę i z pozoru załatwiały problem chorej osoby. Jednak gdy recepty się kończyły, zdesperowani i już uzależnieni ludzie sięgali po mocniejsze narkotyki. Liczba uzależnień przez lata rosła geometrycznie. Kingsolver wielokrotnie podkreślała, że w Appalachach polityka „wojny z narkotykami” skompromitowała się. Okazała się pustym politycznym sloganem, który poza zawstydzaniem osób uzależnionych i ich napiętnowaniem społecznym, w najmniejszym stopniu nie pomógł w rozwiązaniu problemu.

Tło dla jej ostatniej książki – wyróżnionej w zeszłym roku Nagrodą Pulitzera powieści „Demon Copperhead” – stanowią właśnie społeczne skutki kryzysu opioidowego dla najbiedniejszych mieszkańców Appalachów. Pisarka była w szoku, gdy dotarło do niej, jak wiele dzieci zostało zaniedbanych czy wręcz osieroconych z powodu pandemii uzależnień od OxyContinu. Według Kingsolver to fundamentalna porażka amerykańskiego systemu opieki. Okazał się on zbyt nieudolny, by zawalczyć z konsekwencjami kryzysu, a instytucje, które miały chronić te najmłodsze ofiary, nie były w stanie prowadzić swojej misji.

„Chciałam opowiedzieć historię tych sierot” – mówiła w jednym z wywiadów. Dlatego też pisząc „Demona Copperheada” (Filia 2024), odwoływała się do „Davida Copperfielda” Charlesa Dickensa – angielskiego pisarza, który wsławił się historiami o najbiedniejszych warstwach społeczeństwa w wiktoriańskiej Anglii. Bohaterem Kingsolver jest rzutki, rudowłosy chłopiec, którego okoliczności życia są kwintesencją kryzysu opioidowego w Appalachach: urodzony przez samotną, nastoletnią matkę-narkomankę w przyczepie mieszkalnej, w końcu sam uzależnia się OxyContinu, który lekarz przepisał mu po tym, jak grając w futbol nabawił się kontuzji. Jego późniejsze życie upływa w mrocznym cieniu nałogu.

Chłopiec ma też świadomość nierówności społecznych i tego, jak bardzo jest naznaczony swoim pochodzeniem. Z żalem stwierdza, że w hierarchii społecznej Stanów Zjednoczonych region Appalachów jest na szarym końcu: „Ojciec bije mamę, mama krzyczy na dziecko, dziecko znajduje psa i go kopie… Jesteśmy psem Ameryki” (w przekładzie Kai Gucio). Kingsolver w swojej powieści pokazuje historię pandemii uzależnień od opioidów w formie amerykańskiej tragedii, gdzie regionalne wykluczenie i porażka systemu opieki stają się przyczynkiem do cierpienia i traumy całych pokoleń.

Kres i krach

Opowieści wyłaniające się z kryzysu opioidowego w USA obecne są też w kinie. Niedawno zekranizowana została powieść „Świeży” Nico Walkera z 2018 r. – to autobiograficzna historia weterana wojny w Iraku, który zmagając się z powojenną traumą sięga najpierw po leki przeciwbólowe, potem po heroinę, a na końcu, wobec braku środków na życie, sięga po broń i napada na banki. Bohater książki, zapadający się w dół spirali uzależnienia, to alter ego autora, który opisał swoje własne doświadczenia z powojennym PTSD i nałogiem opiodowym i który maszynopis „Świeżego” pisał w więzieniu, konsultując się ze swoim agentem i redaktorem w trakcie krótkich rozmów, jakie wolno było mu przeprowadzać z zakładu karnego. Film wyreżyserowany przez braci Russo pokazuje dramatyzm narkotykowego potrzasku, w jaki złapany jest bohater, ostatecznie oddający się w ręce policji zaraz po dokonanym napadzie.

Są również bardziej nieoczywiste echa. Jednym z nich jest miniserial „Zagłada domu Usherów”, stworzony przez Mike’a Flanagana, reżysera i scenarzystę specjalizującego się w kinie grozy. Flanagan nie boi się brać na warsztat klasyki. Wyreżyserował ekranizację powieści „Nawiedzony dom na wzgórzu” Shirley Jackson czy „Dokręcanie śruby” Henry’ego Jamesa. W przypadku swojego ostatniego serialu nawiązującego do rodziny Sacklerów również wykorzystał podbudowę znanego tekstu literackiego – tym razem było to klasyczne opowiadanie amerykańskiego mistrza gotyku i makabry, Edgara Allana Poego.

Choć fabuła serialu osadzona jest w czasach współczesnych, pierwszy odcinek otwierają sceny nawiązujące atmosferą do świata, który wykreował Poe. Patriarcha rodziny Usherów, Roderick, grany przez Bruce’a Greenwooda, bierze udział w pogrzebie szóstki swoich dzieci. Z urywków medialnych wiemy, że zginęły one wszystkie w serii przerażających wypadków. Tak jak w opowiadaniu, tytułowy upadek domu nie oznacza tylko zawalenia się fizycznego budynku, ale kres całej rodziny – dziedzictwo Rodericka i klanu Usherów wymazała z powierzchni ziemi tajemnicza siła.

Później widzimy też patriarchę w ruinach pierwszej rodzinnej posiadłości, gdy składa przypominające spowiedź wyjaśnienia Augustowi Dupinowi – kolejnej postaci zaczerpniętej ze świata Poego, jednemu z pierwszych fikcyjnych detektywów w historii literatury. Opowieść Rodericka to kolaż motywów zaczerpniętych z różnych opowiadań i wierszy Poego, zespolonych ze współczesną rzeczywistością amerykańskiego kapitalizmu i społeczeństwa cyfrowego. Patriarcha rodziny opisuje, jak otaczający go świat się kurczył, a jego kolejne dzieci, antypatyczne i uprzywilejowane, ginęły na różne makabryczne sposoby.

Usherowie spadają z wysoka. Serialowy klan to majętna rodzina, która dorobiła się fortuny dzięki Fortunato – firmie farmaceutycznej, która produkowała silnie uzależniające środki przeciwbólowe. Paralela do rodziny Sacklerów nie mogłaby być bardziej klarowna. Flanagan pokazuje więc, jak Roderick wraz ze swoją siostrą literalnie zaprzedali dusze diabłu, aby zapewnić sobie sukces finansowy i stanąć na szczycie świata. We dwoje rządzą i dzielą. Przynajmniej do momentu, w którym siły, z którymi zawarli pakt, przychodzą upomnieć się o swoje i duchy przeszłości rodzeństwa Usherów stają się jak najbardziej namacalne. I mściwe.

W swoim wstępie do wydanego niedawno zbioru opowiadań, które zainspirowały serial, Flanagan pisze, że Poe „patrzył na świat mrocznym wzrokiem. Nie cierpiał ludzi bogatych i skorumpowanych (…) i zdawał się być jednocześnie zbulwersowany i rozbawiony faktem, jak bardzo chciwość i nieuczciwość obecne są w społeczeństwie”. Dlatego też reżyser zaproponował, by „spojrzeć na rodzinę Usherów jako na przykład nowotworu wyrosłego z amerykańskiego przywileju, na odpowiedź na wszystkie Trumpy i Kardashiany, czy – co bardziej istotne – na Sacklerów, i wyobrazić sobie, jak Poe widziałby te wszystkie rodzinne dynastie”.

Makabryczne śmierci dzieci Rodericka wywoływane są przez tajemniczą kobietę w masce, która raz po raz zmienia się w kruka – złowieszczego ptaka z najsłynniejszego bodaj wiersza Poego. Jest on tam symbolem rozpaczy, cierpienia, ale też i nieustępliwego losu. Powtarzane przez kruka słowo „Nevermore” (w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka „Kres i krach”) wieści ostateczny upadek i zapowiada nieuchronność konsekwencji wyborów dokonanych w przeszłości.

„Zagłada domu Usherów” Flanagana to odpowiedź na społeczną frustrację wobec uprzywilejowanego statusu Sacklerów i ich bezkarności. Ale też i makabryczna fantazja o zemście za wyrządzone przez nich krzywdy i dopełnieniu się odpowiedzialności społecznej, której zdołali (przynajmniej jak dotąd) uniknąć.


Autor wydał właśnie w Znaku książkę „»New Yorker«. Biografia pisma, które zmieniło Amerykę”.

 

Najważniejsze książki o kryzysie opioidowym

Imperium Bólu, Czarne, okladka

Patrick Radden Keefe „Imperium bólu. Baronowie przemysłu farmaceutycznego”, przeł. Jan Dzierzgowski. Czarne, Wołowiec 2023

Historia pazerności amerykańskiego kapitalizmu oraz klasy wpływowych milionerów, unikających moralnej odpowiedzialności za społeczne krzywdy. Ich fortuny zbudowały leki opioidowe.

Barry Meier „Zabić ból” (Wydawnictwo Poradnia K, 2021)

Barry Meier „Zabić ból”, przeł. Dorota Pomadowska, Poradnia K, Warszawa 2021

Według autora siłę działania OxyContinu można przyrównać do farmaceutycznej broni jądrowej. Przynosił błyskawiczne wytchnienie, ale równie szybko uzależniał.

Sam Quinones „Dreamland. Jak opioidy wyniszczają Amerykę”. Przeł. Maciej Kositorny. Czarne, Wołowiec 2022

Sam Quinones „Dreamland. Jak opioidy wyniszczają Amerykę”, przeł. Maciej Kositorny. Czarne, Wołowiec 2022

Jak na epidemii uzależnień od środków przeciwbólowych wyrósł cały rynek narkotykowy związany z dystrybucją przerzucanej z Meksyku heroiny.

Barbara Kingsolver „Demon Copperhead”, przeł. Kaja Gucio. Filia, Poznań 2024

Wyróżniona Nagrodą Pulitzera powieść. Losy jej bohatera są kwintesencją kryzysu opioidowego w Appalachach. Regionalne wykluczenie i porażka systemu opieki stają są przyczyną cierpienia i traumy całych pokoleń.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 6/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Demony Ameryki