Katecheci znowu są traktowani przedmiotowo. I przez Kościół, i przez państwo

Świeccy katecheci protestują przeciw faktowi i trybowi ograniczania liczby lekcji religii w szkołach.
Czyta się kilka minut
Podręcznik do nauki religii // Fot. Zofia Bazak / East News
Podręcznik do nauki religii // Fot. Zofia Bazak / East News

Już niebawem, 21 sierpnia, możemy spodziewać się protestu katechetów. Nauczyciele zamierzają zgromadzić się na placu Zamkowym w Warszawie i trudno im się dziwić. Kolejny raz są traktowani przedmiotowo: i przez władze, i przez... Kościół.

Nauczanie religii w szkołach nigdy nie było w Polsce przedmiotem realnej debaty. Wprowadzono je raczej jako wyraz (wątpliwej) „dziejowej sprawiedliwości” niż w wyniku pogłębionej refleksji. 

Biskupi przekonywali – ustami prymasa Glempa – że „Kościół nie chce ani złotówki z budżetu państwa za nauczanie religii w szkołach publicznych”, ale wystarczyło pięć lat, by załatwić opłacanie pensji katechetów z pieniędzy publicznych. W książce „Pastwisko” bp Szymon Stułkowski opowiadał mi, jak przekonywał abp. Jerzego Strobę, że trzeba było mówić o tym otwarcie. Usłyszał: „Politykę się robi, a ludzi się informuje”.

Do szkół poszli księża, siostry zakonne, a także świeccy. Wydawało się, że to bezpieczna ścieżka zawodowa. Gdy jednak przychodził niż demograficzny, to właśnie świeccy katecheci tracili pracę pierwsi, bo etatów musiało wystarczyć dla księży. Dziś widmo bezrobocia znów zagląda im w oczy – w wyniku polityki, ale też sekularyzacji i demografii. Znaczna część katechetów była też latami wyzyskiwana. 

Monika Białkowska zapytała ich, czy mają inne obowiązki przy parafii i czy dostają za nie wynagrodzenie. „Standardową odpowiedzią było »tak« na pierwsze i »nie« na drugie pytanie. Najbardziej jednak zapamiętałam odpowiedź kobiety (...) z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem pracy. Napisała, że (...) kiedy proboszcz poleca jej zrobić jakieś zakupy, może sobie zatrzymać resztę” – pisze w „Pressjach”. 

Dziś katecheci znów stają się przedmiotem rozgrywki, więc protestami walczą o podmiotowość. Ewentualne zmiany powinny być stopniowe i zakładać okresy ochronne. Ale czy ktokolwiek w Polsce zmienia cokolwiek w systemie edukacji stopniowo (by wspomnieć likwidację gimnazjów z roku na rok)? Kościół zaś powinien nie tylko wydawać stanowiska, ale też powiedzieć katechetom, czy wobec znikania godzin, a może kiedyś religii ze szkół w ogóle, będzie miał im coś do zaoferowania: umowy o pracę i pensje za lekcje przy parafiach. Ale czy będzie miał?

Zapewne nadzieje to płonne. Najprawdopodobniej świeccy katecheci kolejny raz więc się rozczarują: i jako obywatele, i jako członkowie Kościoła.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 33/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Katecheci protestują